Polska na poglądzie

Onet - największy polski portal - nie sprostał wymaganiom Wielkiego Brata. Mimo że spółka medialna ITI Holdings, będąca właścicielem telewizji TVN, objęła znaczący pakiet udziałów w krakowskim portalu, nie zaufała mu na tyle, by oddać w jego ręce transmisję z najbardziej znanego domu w Sękocinie.

Onet - największy polski portal - nie sprostał wymaganiom Wielkiego Brata. Mimo że spółka medialna ITI Holdings, będąca właścicielem telewizji TVN, objęła znaczący pakiet udziałów w krakowskim portalu

nie zaufała mu na tyle, by oddać w jego ręce transmisję z najbardziej znanego domu w Sękocinie.

Dziś żadne przedsięwzięcie medialne nie może już się odbyć bez Internetu. Jednak w takim przypadku na pewno nie wystarczy stworzenie serwisu, w którym znajduje się jedynie kilka lakonicznych informacji. Świadczy o tym chociażby internetowy sukces Big Brothera i porażka Dwóch Światów. O ile strony Wielkiego Brata niemal bez przerwy są okupowane przez rzesze internautów, o tyle witryna realizowanych przez Polsat Dwóch Światów mało kogo interesuje.

Użytkownicy Sieci irytują się, gdy klikając na ikonę programu Dwa Światy na żywo, zamiast uczestników programu widzą dekoder Polsatu i napis informujący, że program ten będą mogli obejrzeć w telewizji po wykupieniu dekodera. Twórcy serwisu nie umożliwili im nawet głosowania w cyberprzestrzeni na bohaterów programu. W tym celu trzeba dzwonić pod podany numer telefonu.

Zarząd TVN postanowił, że to, co się dzieje w Sękocinie, będzie można oglądać również w Sieci. Wydawać by się mogło, że wykonawcą tego pomysłu powinien zostać portal Onet, tym bardziej że przekazywanie obrazu drogą internetową to żadna nowość, a cybernetyczne reality show potrafią realizować nawet niedoświadczeni amatorzy. Przykładem mogą być prywatne inicjatywy niektórych internautów. Na stronie www.ashtray.com kamera sieciowa rejestruje zawartość popielniczki, należącej do twórcy tego serwisu. Inni internauci umieszczają kamery w swoich lodówkach, łazienkach, a także sypialniach. Problem zaczyna się wtedy, gdy zbyt wiele osób naraz ma zamiar uzyskać internetowy przekaz obrazu. A codziennie w naszym kraju uczestników Big Brothera chce podglądać jednocześnie kilka tysięcy internautów.

To - zdaniem informatyków - może spowodować paraliż serwisu, szczególnie gdy tak jak w przypadku Wielkiego Brata, obraz jest przekazywany z 27 kamer webowych. Zarząd TVN uznał, że przed nieprzyjemnymi niespodziankami skuteczniej niż Onet ochroni tp.internet. Nieoficjalnie mówi się, że krakowski portal nie miał odpowiedniego sprzętu. Jednak pracownicy Onetu twierdzą, że ich oferta nie była gorsza od zaproponowanej przez spółkę tp.internet.

"Ostateczne umowy z ITI Holdings jeszcze nie zostały podpisane i na razie TVN oraz Onet są spółkami niezależnymi. Poza tym nie było nam po drodze z TVN. Big Brother jest przedsięwzięciem kontrowersyjnym. Nie chcieliśmy, by kojarzono nas z tym programem" - próbuje wyjaśniać sprawę Magdalena Maliszewska z Onetu. Andrzej Sołtysik z TVN nie kryje, że wybór padł na tp.internet, gdyż spółka ta - zdaniem zarządu holdingu mediowego - ma większe doświadczenie w przeprowadzaniu transmisji internetowych. Dzięki tp.internet można było w Sieci oglądać już m.in. Bal Dziennikarza.

Za sprawą tej firmy obserwowaliśmy też online, jak w grudniu ub.r. na przyjęciu w ambasadzie francuskiej zawalił się fragment dekoracji, wybudowanej na potrzeby tego bankietu. Wielu VIP-ów wróciło z tej zabawy bez dokumentów, kart kredytowych i płaszczy. "Przy wyborze firmy obsługującej wersję internetową Big Brothera rozważaliśmy różne możliwości" - wyjaśnia Andrzej Sołtysik. "Onet był oczywiście uprzywilejowany, lecz zdecydowaliśmy się na tp.internet, ponieważ spółka ta jest potentatem, jeżeli chodzi o przeprowadzanie transmisji w Sieci.