Nielegalne treści w internecie. Nic nie można zrobić!?

Na dzisiejszej konferencji "Dzień Bezpiecznego Internetu" promowano projekt Hotline, którego celem jest zwalczanie nielegalnych treści w internecie. Przy istniejącym stanie prawnym niewiele można z nimi zrobić. Właściwie nic. Choć organizatorzy są pełni dobrej woli...

Inicjatywa powstała już w październiku 2003, a ruszyła z początkiem tego roku. Serwis działa według schematu - rejestracja zgłoszenia o nielegalnej treści w internecie, jego wstępna weryfikacja, ustalenie źródła treści, przekazanie informacji o niej Policji.

Gdzie zgłaszać?

Nielegalne treści można zgłaszać na kilka sposobów - przesłać informacje na adres dyzurnet@hotline.org.pl, wypełnić formularz na stronie www.hotline.org.pl , zadzwonić pod numer 0801 615 005, lub wysłać list zwykłą pocztą na adres NASK, NIFC Hotline Polska, ul. Wąwozowa 18, 02-796 Warszawa.

NASK, który współfinansuje Hotline - wraz z Komisją Europejską - poinformował, że od 1 stycznia 2005 roku do polskiego Hotline'u wpłynęło 182 zgłoszenia, średnio więc na dzień przypadało ich 3 do 7. Do przekazania policji zakwalifikowało się 48 zgłoszeń. Pozostałe albo się powtarzały, albo były robione dla żartu. Na 48 zgłoszonych i przekazanych sygnałów o popełnieniu przestępstwa 37 dotyczyło treści pornograficznyh.

Ireneusz Parafjańczuk z NASK/CERT Polska nie namawiał uczestników dzisiejszej konferencji do poszukiwania niebezpiecznych treści w internecie. I słusznie, bowiem za samo posiadanie treści pornograficznych z udziałem małoletniego poniżej 15 roku życia grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat (art. 202 § 4 kodeksu karnego).



Co dalej?

I tu właśnie zaczyna się prawdziwy problem. Jak się okazuje, jak dotąd w Polsce nie ma gotowych procedur działania w przypadku zawiadomienia o istnieniu tego rodzaju nielegalnych treści w internecie.

Radca Prawny NASK, Maria Ziółkowska wyjaśnia trudną sytuację samego NASK Dociera do nas informacja, że istnieje gdzieś informacja "niebezpieczna" i dotyczy właśnie pornografii dziecięcej, czyli na stronie internetowej prezentowane są treści pornograficzne z udziałem dzieci poniżej 15 roku życia. NASK nie może w ogóle otworzyć zgłoszonej strony, bo przepis stanowi, że samo sprowadzanie takich treści jest przestępstwem. Musimy uwierzyć zgłaszającemu, że tam takie treści rzeczywiście są. Jedyne co możemy zrobić, to ustalić skąd pochodzi i po ustaleniu źródła wysłać list do użytkownika serwera, w którym powiadomimy go, iż dowiedzieliśmy się od naszego informatora, że pod tym adresem administrator udostępnia zabronione treści. Udostępnianie ich jest czynem karalnym. Jednocześnie informujemy administratora, że NASK powiadomił o zaistniałym zdarzeniu odpowiednie organa ścigania. Prosimy go o usuniecie treści ze strony internetowej.

Zbędna fatyga?

A strona jest nadal dostępna. Nawet po zgłoszeniu zdarzenia organom ścigania jej administrator może nadal udostępniać nielegalne treści. Dopiero po wydaniu decyzji przez prokuratora lub sąd będzie można bez ryzyka usunąć je z internetu. Gdybyśmy chcieli sami sprawdzić, co jest na zgłoszonej stronie złamalibyśmy prawo. Oczywiście moglibyśmy liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary, albo na umorzenie postępowania wobec nieznacznego stopnia społecznego niebezpieczeństwa czynu, ale musielibyśmy udowodnić, że działaliśmy w interesie społecznym dla dobra ogółu - powiedziała naszej redakcji Maria Ziółkowska. NASK nie jest organem cenzorskim, ani organem sądowym. Nie mamy prawa dokonywania oceny zamieszczonej na stronie internetowej informacji pod względem zgodności z prawem, nadto nie mamy prawa usuwania takiej informacji. Gdybyśmy bez decyzji odpowiednich powołanych do tego organów wyłączyli takie strony z informacjami nielegalnymi, musielibyśmy się liczyć z tym, że dokonaliśmy błędnej oceny treści oraz że w związku w tym możemy narazić się na odpowiedzialność karną (za utratę przez wydawcę korzyści - przypis redakcji) i cywilną odszkodowawczą (za doprowadzenie do przerwy w telekomunikacji - przypis redakcji).

Brak procedur

Wiadomo nie od dziś, że prawo nie jest doskonałe. Najgorsze jest jednak to, że nawet policjanci z Komendy Stołecznej Policji nie zdają sobie sprawy z prawnych niedogodności jakie czyhają na stróżów moralności. Obok problemów z usuwaniem nielegalnych treści z internetu istnieje jeszcze drugi - karania winnych ich umieszczania.

Od momentu powstania polskiego Hotline Policja nie zdążyła się jeszcze rozprawić z żadnym ze sprawców. W stołecznej komendzie policji w Wydziale Dochodzeniowo-Śledczym utworzono specjalną III Sekcję ds. Przestępczości przeciwko Obyczajności. W skali ogólnopolskiej, jak nam wyjaśnił Mariusz Sokołowski z Komendy Stołecznej, istnieje jednostka monitorująca ruch w internecie, są to jednak działania słabo skoordynowane i mało skuteczne.

Mariusz Sokołowski opowiedział o rozczarowaniu, jakie spotkało policjantów, którzy zatrzymali w internetowej kafejce mężczyznę umieszczającego pornografię w internecie. Na drugi dzień po zatrzymaniu zobaczyli go w tym samym miejscu wykonującego tę samą czynność.

Po konferencji wiadomo jedno - intencje szlachetne a inicjatywa potrzebna. Tylko procedur brak.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.