Nasz rząd nie stymuluje rozwoju Internetu

Interactive Advertising Bureau przygotowuje się do zakrojonych na szeroką skalę działań na rzecz zaktywizowania rynku interaktywnego w Polsce. W wywiadzie dla Internet Standard Dominik Kaznowski, wiceprezes IAB Polska zdradza plany stowarzyszenia, jednocześnie wskazując najsłabsze punkty działań rządowych w naszym kraju i prognozy rynkowe na najbliższy rok.

Anna Meller: W październiku minionego roku doszło do zmiany zarządu IAB Polska. Czy w związku z tym zmodyfikowała się również polityka organizacji?

Dominik Kaznowski: Polski rynek internetowy, czy szerzej interaktywny dojrzał już do pewnych zmian. Zaistniała potrzeba stworzenia organizacji, która będzie reprezentować branżę. IAB było taką instytucją w założeniu, natomiast ostatnie lata działalności nie były okresem wysokiej aktywności. Były próby stworzenia niezależnych ruchów, powstała grupa pod nazwą Inicjatywa na rzecz Internetu, w której brało udział ok. 40 podmiotów rynku internetowego i stanowiła coś na kształt niepotrzebnej konkurencji dla IAB. Tak się złożyło, że jesienią ub. roku odbyło się walne zgromadzenie członków IAB, które m.in. pod wpływem sygnałów z rynku zadecydowało o zmianach w organizacji. W ten sposób doszło do zmiany zarządu. Funkcją obecnego zarządu jest rewitalizacja IAB. W bieżącym roku chcemy przede wszystkim pozyskać nowych członków. Nie chodzi nam przy tym o zapewnienie sobie wsparcia finansowego, ale zyskanie pomocy merytorycznej. Chcemy, aby członkami IAB były te podmioty, które rzeczywiście współtworzą ten rynek. Chcemy, żeby stanowisko branży na rynku reprezentowała jedna, silna organizacja. Nie ma sensu tracić energii na wewnętrzną rywalizację organizacji, które stawiają sobie podobne cele.

Rozpoczęliśmy współpracę ze Stowarzyszeniem Marketingu Bezpośredniego. Jesteśmy partnerem strategicznym Dni Marketingu Bezpośredniego „Boomerang”, które w tym roku poświęcone będą Internetowi. Powstaje nowa strona WWW IAB, którą przygotowuje jeden z najmłodszych stażem członków organizacji – OS3 Multimedia. Witryna będzie gotowa prawdopodobnie już na początku bieżącego miesiąca. IAB stworzyło biuro prawne, by móc wspierać swoich członków także usługami i poradami prawnymi.

Zamierzamy zrobić dużo więcej. Chcemy w niedługim czasie zorganizować serię konferencji poświęconych Internetowi – takie road show po miastach wojewódzkich – śladem działania IAB w Wielkiej Brytanii. Tam takie przedsięwzięcia są bardzo popularne. Wiemy, że Internet to nie tylko Warszawa. Są inne duże ośrodki internetowe w Polsce takie jak Kraków, Wrocław, Łódź, Poznań, Gdańsk. W tej chwili poszukujemy partnerów do organizacji tej akcji.

Na jesień planujemy organizację Forum IAB, czyli spotkania przedstawicieli podmiotów branży internetowej i klientów. Trwają rozmowy na temat organizacji i pozyskania patronatu honorowego. Podczas poprzedniego forum IAB patronat honorowy objął premier Leszek Miller. W tym roku zaproponowaliśmy tę funkcję kilku osobom.

AM: Kogo IAB wytypowało tym razem?

DK: Przed uzyskaniem odpowiedzi od osób zainteresowanych nie chciałbym się wypowiadać na ten temat. Powiem jedynie, że nie są to tylko przedstawiciele rządu. Rozważamy wiele kandydatur. Myślimy o tym, aby zaprosić jakąś znaną postać z rynku internetowego w Stanach Zjednoczonych lub Europy. Rozważamy patronat agendy ONZ odpowiedzialnej za rozwój społeczeństw informacyjnych albo jednego z komisarzy UE. Nie chcemy ograniczać się w swoich działaniach do polskiego rynku interaktywnego, dlatego myślimy o zaproszeniu gości z zagranicy. IAB chce utrzymywać kontakty, głównie merytoryczne z IAB Europe, a w kwestii strategicznej z IAB US, dlatego że pod względem sposobu działania chcemy się identyfikować z IAB amerykańskim – dawać naszym członkom bezpośrednie korzyści z bycia zrzeszonym w IAB. Ze względu na uczestnictwo w różnych akcjach na rynku europejskim będziemy ściśle współpracować z IAB Europe. Chcemy, aby Polska była uwzględniania w ratingach IAB Europe – w tej chwili trwają rozmowy w tej sprawie. W kwestiach rynkowych jest nam bliżej do porównań Polski z Hiszpanią, Włochami czy Francją niż z USA.

AM: Na czym dokładnie będzie polegała współpraca z europejskim oddziałem IAB?

DK: Będzie to głównie wymiana badań oraz szeroko rozumianego kontentu – wspólne lub lokalne badania rynku, które wejdą do całościowych raportów. Przede wszystkim chcemy, aby Polska uczestniczyła w podsumowaniach roku. Mamy zamiar również zapraszać reprezentantów rynku europejskiego do naszego kraju. Chcemy wspólnie z IAB Europe wprowadzać standardy, współpracować ze stowarzyszeniami marketingu i reklamy. Będziemy szukać odpowiedzi na pytanie, jakie powinno być miejsce Internetu w media-mix, będziemy dzielić się know-how z europejskimi stowarzyszeniami reklamowymi. Zamierzamy również publikować case studies z Polski i ze świata, opatrując je odpowiednim komentarzem.

AM: Jaką rolę będzie pełnić IAB Polska w tym roku?

DK: Widzę IAB przede wszystkim w roli regulatora i audytora rynku. IAB powinno zająć miejsce organizacji, która zabiera głos w sprawach branży, reprezentuje ją na zewnątrz, a także kreuje nowe segmenty rynku. Stowarzyszenie powinno również zająć się wychwytywaniem trendów i w tym sensie kreować rynek. IAB nie jest tworem zawieszonym w próżni, tworzą je ludzie, na co dzień związani z rynkiem usług interaktywnych – będziemy, więc robić to, co będzie wynikało z potrzeb członków IAB.

AM: Ponieważ w zarządzie IAB znajdują się również osoby reprezentujące telefonię komórkową – czy w obręb działań organizacji wejdą również sprawy związane z rynkiem mobilnym?

DK: Departament Mobile ma zajmować się tym dynamicznie rozwijającym się fragmentem rynku, gdyż jest ściśle powiązany z usługami internetowymi. Niektórzy wydawcy online żyją z usług sms-owych. Telefonia komórkowa będzie więc pozostawała w kręgu zainteresowań IAB.

AM: Podział zysków z tytułu usług Premium SMS pomiędzy wydawcę treści a operatora komórkowego jest dosyć niekorzystny dla wydawców. Czy IAB będzie podejmowało kroki w kierunku zmiany tej proporcji?

DK: IAB jest forum, gdzie takie kwestie są poruszane. Przede wszystkim zamierzamy prezentować korzyści, jakie zmiany tej proporcji mogą przynieść obydwu stronom. Jeśli zyski zostaną przesunięte na stronę wydawców, ten rynek może się rozszerzyć i de facto wszyscy na tym skorzystamy. Zjawisko wymaga analiz i do takich właśnie działań IAB zostało powołane.

AM: Czy możemy spodziewać się zmiany proporcji podziałów zysków z Premium SMS w najbliższym czasie?

DK: Wiadomo, że wartość treści przesyłanych za pośrednictwem telefonów komórkowych będzie rosnąć. Wydawcy, tworzący kontent o wyższej jakości – będą domagać się za nią wyższych opłat. Wzrost jakości usług wymuszą także sami użytkownicy. Wydaje mi się więc, że ustanowienie proporcji zysków korzystniejszych dla wydawców jest możliwe. Im większa konkurencja pomiędzy dostawcami treści, tym szersze pole do negocjacji. Operatorzy komórkowi nie przejmą roli wydawców, przy udostępnianiu nowych usług zawsze korzystać będą z treści dostarczonych przez partnerów zewnętrznych. Zarysowuje się coraz większa elastyczność operatorów komórkowych w zakresie negocjacji podziału proporcji zysków.

AM: Wcześniej organizacja IAB Polska informowała, że zajmie się powołaniem komitetu doradczego w Ministerstwie Nauki i Informatyzacji, który miał zająć się kwestią podwyżki podatku VAT na Internet. Jakie są efekty tych działań?

DK: Proponowaliśmy powołanie takiego komitetu, ale on nie miał zajmować się wyłącznie podwyżką VAT-u. Potraktowaliśmy sprawę szerzej. Postawiliśmy wniosek, by do opiniowania projektów dotyczących informatyzacji czy budowy społeczeństwa informacyjnego włączyć menedżerów, którzy zajmują się tym na co dzień – tak, by pieniądze wydawane były bardziej racjonalnie czy bardziej efektywnie. W tej chwili przygotowujemy dla Ministerstwa Nauki i Informatyzacji dokument, który zostanie przedstawiony Panu ministrowi Michałowi Kleiberowi. Jaki będzie tego efekt, nie wiemy. Wiadomo, że zbliżają się wybory, więc nie liczymy na wiele.

AM: Nie wydaje się jednak Panu, że wybory zaktywizują środowisko polityczne – sprawy dotyczące Internetu mogą znaleźć się przecież w programach wyborczych naszych polityków.

DK: Wybory na pewno zaktywizują polityków, ale jak zwykle będzie to krótkotrwała aktywizacja. Każdy polityk będzie chciał mieć stronę internetową i również w ten sposób pozyskać wyborców. Ja bym raczej doradzał, żeby nie popadać w euforię, która po wyborach tak czy inaczej minie. I wtedy znowu okaże się, że Internet jest „niechcianym dzieckiem polityków”. Zdajemy sobie sprawę, że funkcja regulacyjna państwa w tym zakresie jest bardzo istotna. IAB chce walczyć o zwiększenie zasięgu Internetu w Polsce nie poprzez regulacje rządowe, ale administracyjne. Tym samym VAT mógłby być w Polsce wyższy, o 15%, jeżeli inne regulacje administracyjne spowodują obniżenie kosztów np. poprzez demonopolizację rynku czy realne działania umożliwiające firmom komercyjnym swobodne świadczenie usług dostępowych.

AM: Jak Pan ocenia obecną politykę rządu, jeżeli chodzi o rozwój społeczeństwa informacyjnego?

DK: Każde działanie oceniam przez pryzmat efektów. Natomiast w tej chwili o efektach trudno mówić, jeżeli znany jest właściwie tylko jeden projekt rządowy, który wpisuje się w tę ideę – mówię o Polskiej Bibliotece Internetowej. Jest to jednak raczej dosyć zachowawczy projekt. PBI stanowi szkolny wręcz przykład wdrożenia prostej usługi elektronicznej, która nie potrzebuje właściwie żadnych zaawansowanych rozwiązań technologicznych. To jest prosta digitalizacja książek i ich katalogowanie. Pod znakiem zapytania efektywność kosztowa tego projektu. Widziałbym raczej ukierunkowanie projektów rządu czy administracji na wsparcie lokalnych samorządów – udostępnianie usług dla zwykłych obywateli – składanie i wydawanie rozmaitych wniosków przez Internet, elektroniczna obsługa petentów. Spowoduje to wzrost chęci korzystania z Internetu i przyłączenia do sieci, z drugiej strony zmniejszy tłok w urzędach.

AM: Jeden z klubów parlamentarnych zaproponował projekt odliczania sobie kosztów dostępu do Internetu od podatku – miałaby to być kwota maksymalnie 760 zł rocznie. Co Pan sądzi o tym pomyśle?

DK: Nie wydaje mi się, żeby to była dobra droga. Lepiej byłoby poszukać w administracyjnych rozwiązaniach sposobu do obniżenia kosztów dostępu do Sieci, bo wtedy wszyscy na tym skorzystają – także ci, którzy odliczą to sobie od podatku. Problem polega na tym, że nie każdy użytkownik może w prosty sposób udokumentować korzystanie z Sieci – na przykład ci, którzy korzystają z kawiarenek internetowych. Jestem zwolennikiem uproszczenia systemu podatkowego, więc kolejne dokumenty, które trzeba wypełniać, nie stanowią moim zdaniem najlepszego rozwiązania. Traktowałbym raczej taki pomysł, jako jeden z elementów przedwyborczej propagandy.

IAB chce, aby tańszy i łatwiejszy dostęp do Internetu był strategią państwa, naszego rządu, bez względu na jego przynależność polityczną. Odliczanie ulg to jedynie doraźne rozwiązanie, które może skończyć się tym, że temat zostanie na razie „załatwiony” i znowu nic nie będzie działo się w kierunku wprowadzenia rozwiązań długofalowych. Chcemy, aby nastąpiła radykalna zmiana.

AM: Czy IAB zajmie się również badaniem rynku internetowego?

DK: Tak, chcemy badać rynek. W tym roku rozpiszemy przetarg na wybór firmy, która będzie prowadzić audyt rynku. Chcemy również doprowadzić do sytuacji, że IAB będzie autoryzować wyniki badań. Ostatnio było trochę zamieszania związanego z publikacją wyrwanych z kontekstu fragmentów badania Prawdziwy Profil. Chcemy, aby firmy zgłaszały się do nas po autoryzację czy opinię.

AM: Jak określiłby Pan obecną kondycję branży internetowej w Polsce?

DK: Nie da się ukryć, że 2003 był rokiem dobrym. Moim zdaniem w tej chwili firmy mogą sobie pozwolić na odsunięcie bieżących problemów, przestać liczyć wydatki na długopisy i ołówki i zacząć myśleć w kategoriach rynku. Jednym z powodów poprawy sytuacji jest wzrost wydatków na e-reklamę.

AM: Amerykanie zapowiadają nadejście drugiej, dobrej passy dotcomowej. Czy to znajdzie jakieś przełożenie na sytuację w Polsce?

DK: Amerykańska gospodarka jest barometrem gospodarek świata. Jeśli dojdzie do zwiększenia obrotów w amerykańskim Internecie, to z pewnością przełoży się to na Europę i Polskę. Z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę stwierdzić, że obecny rok będzie dla branży dobry. Będzie to również rok wzrostowy. Nie wiadomo jednak, czy uda się osiągnąć taki progres jak w 2003 roku. Prawdopodobnie nie będziemy w stanie przewyższyć jego wyników. Jesteśmy bogatsi o doświadczenia z ostatniego boomu dotcomowego. Co ważne, mamy już managerów, którzy potrafią prowadzić przedsięwzięcia internetowe.

AM: Co uważa Pan za największą przeszkodę w rozwoju rynku internetowego w Polsce – oprócz kiepskiego dostępu do Internetu?

DK: Brak rozwiązań administracyjnych, brak realnego wsparcia ze strony rządu, co spowodowane jest niestety brakiem świadomości ustawodawców. Posłowie i senatorowie nie wiedzą, czym jest Internet. Dla większości z nich Sieć nie istnieje.

AM: Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.