Garbowanie skóry

Byli 4Media niepotrzebni, ponieważ zgodnie z planem portal miał odegrać w grupie kapitałowej nową rolę. W efekcie polityki Mirosława Kwasa do kwietnia w Internet Operatorze została zatrudniona jedna trzecia dawnych pracowników Ahoj. Trudno było im wytrzymać nową politykę personalną i sposoby działania nowego przełożonego.

Jednym ze zwiastunów "nowego" był spór Mirosława Kwasa z grupą byłych informatyków portalu, skupionych w firmie . By zredukować koszty, nowy prezes próbował narzucić im - jak to określili - "swego rodzaju pańszczyznę". "Prezes Mirosław Kwas zaproponował nam dokończenie systemu pocztowego dla portalu" - mówi Adrian Adamowicz, prezes eo Networks.

- "Sporządziliśmy dla Internet Operator ofertę, która wyceniała system na 100 tys. zł. Po jej otrzymaniu Mirosław Kwas spotkał się z nami i stwierdził, że nie zapłaci ani grosza, ponieważ przywłaszczyliśmy sobie system, do którego prawa miał Ahoj. Jednocześnie zażądał, abyśmy wydali całą dokumentację". Tymczasem Monika Sarnecka, rzecznik Chemiskóru, przedstawia sprawę w innym świetle: "Prezes Mirosław Kwas poprosił o przesłanie oferty, żywiąc podejrzenia, że to, co eo Networks zechce nam sprzedać, prawnie należy do Ahoj. Z serwera portalu zniknął system pocztowy, który pracownicy eo Networks wykonali, będąc jeszcze zatrudnieni w TMS. Złożona przez nich oferta potwierdziła podejrzenia. Dlatego Mirosław Kwas zażądał, aby zrealizowali swoje zobowiązania wobec TMS i wydali dokumentację techniczną systemu".

"Jak system pocztowy mógł fizycznie zniknąć, skoro poczta Ahoj działała po naszym odejściu i działa nadal" - denerwuje się Adrian Adamowicz. - "Rozumiem problem, przed którym stanął Mirosław Kwas: odeszli ludzie, którzy od podstaw zbudowali strukturę techniczną portalu. Jego nowi informatycy nie radzą sobie z obsługą. Faktycznie, dokumentacja nie była ukończona przed naszym odejściem, gdyż nie wystarczyło na to czasu, ale my, jako pracownicy TMS, byliśmy czyści.

Po opuszczeniu firmy nie mamy wobec niej żadnych zobowiązań. Jesteśmy gotowi świadczyć usługi na rzecz Internet Operator, ale na pewno nie za darmo". Mirosław Kwas twierdzi, że tak naprawdę nigdy nie był tym zainteresowany: "Ich system webmailowy był technicznie beznadziejny, od dawna mieliśmy gotowy własny. Moje propozycje były tylko prowokacją, która miała zdemaskować tych ludzi. Podejrzewamy, że sprzedawali oprogramowanie, do którego prawa autorskie ma TMS".

Także 4Media i wówczas, i dzisiaj, chociaż w maju sprawa znalazła się w impasie, nie pali mostów między sobą a eo Networks. Jasne ustalenie przez Internet Operator, kto i co jest mu winien, jest utrudnione chaosem, jaki pozostawił po sobie dawny zarząd.

Były nie tylko problemy z odnalezieniem dokumentacji technicznej systemu, ale także akt pracowników. Po rozwiązaniu umów, mieli oni trudności z otrzymaniem świadectw pracy.

Przedstawiciele eo Networks także wyciągali rękę: "Chcemy porozumieć się Chemiskórem, ale w żadnym wypadku nie będziemy rozmawiać z Mirosławem Kwasem". Efektem pierwszego spotkania było bowiem złożenie przez pracowników eo Networks doniesienia

w prokuraturze o popełnieniu przestępstwa groźby karalnej. "Mirosław Kwas starał się nas zastraszyć swoimi rzekomymi kontaktami w UOP-ie i prokuraturze. Groził, że zniszczy naszą firmę i kariery. Po naradzie z prawnikiem zdecydowaliśmy się skierować sprawę na drogę sądową" - wyjaśnił Adrian Adamowicz.