Katarzyna Siennicka: ludzie już nie wyobrażają sobie świata bez Internetu

Czy wobec tego jest teraz sens pisać długie teksty, instrukcje czy poradniki? I z drugiej strony czy odbiorca ostatecznie rozumie cokolwiek z pofragmentowanej treści, jaka do niego dociera?

Jest sens dla ludzi, którzy nie mają podzielnej uwagi. Oni mocno zagłębiają się w czytane teksty, rozumieją je i analizują. Także jeśli nagłówek zainteresuje i przyciągnie przeciętnego czytelnika o podzielnej uwadze, to on będzie chciał to czytać. Będzie chciał wejść w kolejne linki, sprawdzić inne materiały na dany temat.

Jednak trzeba liczyć się z tym, że gdy oferujemy użytkownikom rozbudowane materiały, czy to reklamowe czy informacyjne, większość z nich będzie przeczytana po łebkach, bez zagłębiania się.

Czy technologizacja, sadzanie dzieci przed komputerem lub , nie stoi w sprzeczności z socjalizacją?

To ciekawe pytanie. Często zarzuca się mediom społecznościowym, że im częściej ludzie siedzą na Facebooku i im więcej utrzymują tam relacji, tym mniej tych relacji mają w świecie realnym. Tymczasem większość badań wskazuje, że obecność na takich portalach bardzo socjalizuje ludzi, nawiązują ze sobą kontakty w sieci, a potem przenoszą te relacje do świata realnego i na odwrót - przedłużają kontakt z osobami ze świata realnego w sieci.

Ludzie aktywni w świecie realnym i wirtualnym mają bardzo wielu znajomych. Może to być nawet 300 osób i więcej. Jeszcze dziesięć lat temu nie do pomyślenia było, by człowiek był w stanie znać i kolegować się z trzema setkami osób.

Często jest tak, że spośród tych trzystu osób naprawdę bliski kontakt utrzymujemy z setką i mamy ich podzielonych na branże. Są znajomi z pracy, rodzina, koledzy ze szkoły i tak naprawdę to, że możemy dzięki Facebookowi utrzymywać kontakty z nimi w świecie wirtualnym oznacza, że możemy mieć z nimi kontakt w świecie realnym. Nie jest żadnym problemem zadzwonić do kogoś po pięciu latach przerwy i zaproponować spotkanie. I ludzie to robią.

Można więc uznać, że taka technologizacja dzieci i młodzieży nie jest niczym groźnym. Po prostu trzeba uważać co się robi i pilnować dzieci, by nie siedziały przed telewizorem i nie oglądały wszystkiego jak leci. Trzeba je trochę poprowadzić, trochę im pokazać.

A czy taka technologizacja rozwija jakieś umiejętności?

Tak naprawdę bez technologii nie jesteśmy w tej chwili w stanie funkcjonować. Wręcz zawala nam się świat gdy zapomnimy telefonu komórkowego. Ludzie zapytani jak znaleźć telefon do hydraulika odpowiadają, że w Internecie. A gdy nie ma Internetu? Odpowiadają, że skoro nie ma komputera, to wchodzą przez do sieci i tam sprawdzają. Jeśli i tego nie można zrobić, chcą wysłać maila do znajomego. Nie wyobrażają sobie życia bez Internetu.

Nie ma w tej chwili dziedziny życia, którą przeciętny człowiek wyobraża sobie bez technologii. Tak naprawdę poznawanie nowych technologii i nowych sposobów komunikowania to coś bardzo ważnego, bez tego się nie obejdziemy.

Czy istnieje zależność miedzy świadomością technologiczną rodziców a technologizacją dzieci?

Trudno znaleźć zależność, którą można ująć w ramach reguł. Zdarzało się, że dzieci informatyków były odcinane od nowych technologii i miały na przykład wyznaczoną tylko godzinę dziennie by siedzieć w Internecie i zdarzało się tak, że dzieci z rodzin kompletnie nieinformatycznych miały bardzo szeroką wiedzę na temat technologii i bardzo dużo czasu spędzały w sieci. Potem uczyły rodziców jak korzystać z nowych gadżetów, które kupowali.

Widać za to, że im bardziej świadomy technologicznie i otoczony nowoczesnymi mediami rodzic, tym chętniej socjalizuje dziecko do życia z mediami, zachęca, pokazuje. Dwuletnie dzieci potrafią już samodzielnie obsługiwać i to wydaje się części rodziców lepszą aktywnością niż bierne spędzanie czasu dziecka przed telewizorem.