Antyterroryści przeciw piratom?

Czy osoby wymieniające się plikami przez sieci P2P będą ścigać antyterroryści? Brzmi to jak scenariusz z kiepskiego kryminału, ale za tym właśnie lobbują koncerny nagraniowe w Europie.

Instytucje zajmujące się tworzeniem prawa w Unii Europejskiej prowadzą od dłuższego czasu intensywne prace nad sformułowaniem nowych dyrektyw dotyczących podsłuchiwania sieci telekomunikacyjnych i retencji danych tak uzyskanych. Oczywiście, wielu argumentów "za" dostarczyły ostatnie ataki terrorystyczne w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii.

Operatorzy telekomunikacyjni mieliby obowiązek przechowywania danych o wszystkich połączeniach swoich klientów przez określony czas i udostępniania ich wymiarowi sprawiedliwości dla celów prowadzonych śledztw. Nie ulega wątpliwości, że służby specjalne i policja potrzebują w szczególnych wypadkach prawa do naruszenia prywatności poszczególnych obywateli po to, by uchronić innych przed atakami. Ale co to są "szczególne wypadki"?

Wypadki bardziej i mniej szczególne

Na razie przestępstwami objętymi tymi szczególnymi uprawnieniami jest terroryzm i zorganizowana przestępczość międzynarodowa.

W międzyczasie naciskiem lobby koncernów nagraniowych Komisja Europejska opublikowała już propozycję zaostrzenia kar dla osób zajmujących się "naruszaniem praw autorskich na skalę zorganizowaną" (artykuł 3 propozycji) czyli po prostu zorganizowanych grup pirackich.

O ile ryzyko złapania jest wkalkulowane w zawód tak przemytnika jak i pirata więc nikomu nie powinno być ich specjalnie żal, o tyle lobbyści postanowili pójść za ciosem i jeszcze bardziej rozszerzyć swoje uprawnienia.

Na koszt podatnika

Organizacja Creative and Media Business Alliance (CMBA) zrzeszająca największe koncerny medialne (EMI, SonyBMG and TimeWarner i inne) rozpoczęła lobbying w Komisji Europejskiej, by rozszerzyć ustawę o retencji danych na wszystkie przestępstwa kryminalne. Jeśli udałoby się doprowadzić do zakwalifikowania piractwa jako przestępstwa kryminalnego, to oczywiście podpadłoby ono również pod ustawę o retencji danych.

Oznacza to ni mniej ni więcej, że ściganiem piratów miałyby się od tej pory zajmować się służby specjalne. Obecnie ściganiem naruszeń prawa autorskiego zajmują się sami poszkodowani, reprezentowani przez organizacje takie jak Recording Industry Association of America (RIAA). Oczywiście na własny koszt - ale jeśli nowa propozycja weszłaby w życie, naruszenia praw autorskich musiałby być ścigane z urzędu czyli na koszt podatnika.

Przeciwnicy takiego rozwiązania obawiają się, że firmy muzyczne bez większych skrupułów będą żądać od służb specjalnych i policji ścigania wszystkich, nawet najmniejszych, naruszeń takich jak prywatna wymiana plików przez sieci P2P. Bo nie będzie ich to nic kosztować.

Koncerny nadużywają

Ich obawy nie są pozbawione podstaw. Według niedawno przeprowadzonych badań duża część pozwów składanych na podstawie amerykańskiej ustawy DMCA to po prostu nadużycia i nieuczciwa konkurencja.

Ustawa Digital Millenium Copyright Act kryminalizuje m.in. próby technicznego obchodzenia zabezpieczeń w plikach muzycznych czy programach i powstała "na zamówienie" koncernów muzycznych oraz producentów oprogramowania. Według autorów badania ponad jedna trzecia składanych na jej podstawie pozwów nie ma na celu ochrony praw autorskich, ale po prostu nieuczciwą walkę z konkurencją przez blokowanie jej rozwoju i paraliżowanie działań rynkowych.

Trudno się dziwić, że duży biznes dąży do maksymalizacji swojego zysku za wszelką cenę i dane mu przez państwo narzędzia prawne będzie wykorzystywał bez skrupułów aby ten zysk maksymalizować, nie zwracając większej uwagi na to czy taka była intencja ustawodawcy czy nie. Wszak odpowiada tylko przed udziałowcami, a tych takie szczegóły nie interesują. Tym bardziej więc należy uważać jakie narzędzia daje się im do ręki.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.