Mniejszy entuzjazm wobec hot spots

Ogromny wzrost liczby bezprzewodowych punktów dostępu do internetu (hot-spots) może zostać ograniczony – tak wynika z ostatniego raportu firmy Forward Concepts. Wzrost liczby takich punktów nie idzie niestety w parze ze wzrostem przychodów ich operatorów.

Hot-spoty są miejscami, w których użytkownicy z laptopami, PDA, czy też innymi urządzeniami zdolnymi do komunikacji bezprzewodowej w standardzie 802.11, mogą połączyć się z Internetem. Uruchamiane są w miejscach publicznych takich jak: lotniska, kawiarnie, hotele, itp.

Jak uważają analitycy, entuzjazm związany z bezprzewodowymi punktami dostępowymi, został wygenerowany głównie przez operatorów tego typu punktów, a nie przez samych użytkowników. Forward Concepts uważa to za poważne zagrożenie dla tego wschodzącego rynku – analogicznie jak w przypadku propnowanego kilka lat temu modelu sprzedaży e-commerce.

Raport analityków zakłada, że do roku 2007 liczba hot-spots osiągnie ponad pół miliona w USA oraz około 800 tys. w Europie oraz około miliona w Azji. Podczas gdy raport przewiduje około 46 tys. nowych hot spotów w USA w tym roku, analitycy spodziewają się lekkiego spowolnienia wzrostu w przyszłym roku.

W roku 2007 spodziewane ponad 500 tys. punktów bezprzewodowego dostępu do Internetu wygeneruje obrót na poziomie 8 mld. dolarów. W przeliczeniu na jednego hot-spota daje to tylko około 15 tys. dolarów. Oznacza to, że koszty infrastruktury muszą być minimalne, aby operatorzy takich usług mogli liczyć na zyski.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.