Śmierć telewizji jaką znamy?

Dostawcy treści nie wyrywają się do tego, aby współpracować z tymi, którzy do tej pory dostarczali przede wszystkim Internet. Usprawiedliwiają się, że po to, aby móc udostępnić pewne materiały dostawcom IP TV, "musieliby wrócić do ich producentów i zaktualizować opis pól eksploatacji, które w przypadku starszych materiałów po prostu nie przewidują udostępniania ich za pomocą IP TV". A może za chwilę pojawią się nowe technologie i trzeba będzie podpisywać kolejne aneksy? Delikatnie dają też do zrozumienia, że obecne możliwości sprzedaży np. filmów są tak wielorakie, że nie ma co zawracać sobie głowy umowami z dziesiątkami tysięcy małych dostawców IP TV.

Wydaje się również, że w miarę jak odbiorcy telewizji będą mieli coraz większą kontrolę nad tym co, kiedy i jak oglądają, atrakcyjność tego medium będzie systematycznie wzrastać. Widownia ta jednak regularnie się fragmentaryzuje, co utrudnia czerpanie przychodów z reklam kierowanych na rynek masowy. Rynek masowy po prostu systematycznie się kurczy i ulega rozbiciu na szereg rynków niszowych. Ankietowani przez The Economist Intelligence Unit menedżerowie sieci telewizyjnych i IP TV byli zdania, że w przyszłości znaczenie reklam w finansowaniu przemysłu telewizyjnego spadnie, wzrośnie za to znaczenie opłat subskrypcyjnych za dostarczanie wybranych treści, filmów i programów na życzenie.

Menedżerowie światowych sieci telewizyjnych byli też zdania, że drugim na liście największych zagrożeń w ciągu 5-7 lat staną się dla nich portale internetowe, które będą agregować treści wideo, pomijając tradycyjnych twórców kanałów telewizyjnych. Trzecim zaś główni dostawcy treści próbujący dotrzeć bezpośrednio do odbiorców. Dziś największym - psychologicznie, nie technicznie - wyzwaniem dla tradycyjnych nadawców programów telewizyjnych jest udostępnienie treści do pobrania, a nie tylko odtworzenia. Widać to zresztą na przykładzie iTVP, która pobrania udostępnianych programów po prostu w ogóle nie umożliwia. Wiele sieci amerykańskich (np. ABC) i dostawców treści zdecydowało się sprzedawać je przez iTunes i wydaje się, że nie jest to pomysł podkopujący ich istniejące źródła przychodów i skazujący na łaskę piratów. Sklep ten zamierza też ruszyć ze sprzedażą filmów w wersji .

Autorzy raportu IBM są zdania, że naprawdę odczuwalne zmiany nie nastąpią przed 2012 r., ale kiedy już nastąpią, mogą oznaczać m.in. "rozłożenie" na czynniki pierwsze pakietów programów telewizyjnych na żądanie użytkowników, przejęcie - od operatorów tradycyjnych sieci telewizyjnych, sieci kablowych i satelitarnych - znaczącej części udziałów w rynku przez dostawców Internetu, spadek znaczenia sieci nie posiadających istotnej dla konsumentów marki i gwałtowny spadek znaczenia lepszego czy gorszego "czasu antenowego". W nowym rozdaniu szczególnie wzrośnie znaczenie dwóch typów graczy: producentów treści i nadawców online umożliwiających agregację treści zawsze dostępnych, zgodnie z potrzebami niszowych rynków odbiorców.

Dla COMPUTERWORLD komentuje Sara Hicks z Discovery Networks International
Rynkiem rządzą trzy siły sprawcze. Po pierwsze, zachowanie klientów na rynkach nasyconych dostępem szerokopasmowym. Wszędzie, gdzie dociera szerokie pasmo, klienci zmieniają swoje zachowania. 70% mieszkańców Wlk. Brytanii korzysta z dostępu szerokopasmowego i 40% ogląda treści audiowizualne "na życzenie" w streamingu, co jest modelem znacznie różniącym się od sztywnej telewizyjnej ramówki. Co więcej, coraz częściej pobrany kontent - np. ulubiony serial - można zabierać ze sobą na urządzeniu przenośnym, m.in. dzięki stale spadającym kosztom przechowywania danych. Po drugie, mamy do czynienia z szerokim upowszechnianiem się narzędzi produkcyjnych, co będzie wywierać rosnącą presję na producentów i autorów programów telewizyjnych. Mówiąc najkrócej, coraz łatwiej i taniej jest tworzyć materiały cyfrowe. Po trzecie, coraz istotniejszym ogniwem w łańcuchu dostarczania cyfrowych treści klientowi stają się sieciowe serwisy społecznościowe. Okazuje się, że musimy podążać za klientem w odmienny niż dotychczas sposób.

Musimy zacząć wykorzystywać technologię, aby eksperymentując dopasować nasze produkty do nowych rynków. Musimy zacząć patrzeć inaczej na proces produkcyjny, myśleć o platformie mobilnej i internetowej już na etapie produkowania programu. Nie możemy się bać tego, że ludzie uciekają od naszych programów. Ludzie zwracają się ku Internetowi i platformie mobilnej, ale to nie oznacza, że nie chcą naszego produktu. Po prostu oczekują, że dostarczymy go inaczej. Musimy się również nauczyć formowania elastycznych, zmiennych związków partnerskich nastawionych na produkcję i dystrybucję pewnych rzeczy. Musimy nauczyć się poruszać w skomplikowanej sieci praw autorskich, określać, jakie programy mają być chronione, a które możemy udostępnić za darmo. Bardzo istotna jest praca z dostawcami usług internetowych, którzy są w stanie priorytetyzować ruch w swoich sieciach i umożliwić nam dostęp do odbiorcy na lepszych zasadach. Mimo że świat się zmienia, jeszcze przez jakiś czas tradycyjna telewizja będzie główną siłą napędową naszego biznesu, a skala i marka będą miały znaczenie. Może nawet większe niż dotychczas.