Rozmowa z Gillian Muessig, gościem specjalnym SEMstandard 2011

Social, mobile, local… który z tych trzech trendów będzie najważniejszy dla branży w kolejnych latach?

Jak wspomniałam wcześniej, najważniejsze jest umiejętne połączenie local-social-mobile, które sformuje coś co w zeszłym roku określiłam mianem "The Power Triumvirate of 2010". Ta trójka jest nierozłączna, jeśli szukacie tego elementu "power" musicie myśleć nieco szerzej. Marketing w wyszukiwarkach to tylko marketing… z nowymi narzędziami i zabawkami dla tych, którzy go praktykują. Pierwsze przykłady Marketingu Społecznościowego to chwile kiedy siedzieliśmy wokół ogniska z maczugami i mówiąc "Ugh!" zaczęliśmy rozwijać język i słownictwo.

Teraz mamy po prostu więcej narzędzi, żeby szerzyć treści. Local Marketing to z kolei coś, co uliczni sprzedawcy i lokalni właściciele sklepów robią od kiedy pojawiła się pierwsza wystawa sklepowa i napis zapraszający do środka. Mobile Marketing jest tym, co uwypukla wszystkie te rzeczy, dając im możliwość na łatwe powiadomienie o swojej działalności i ofertach. Musicie myśleć dalej niż wertykalny sektor marketingu w wyszukiwarkach, dalej niż SEO, PPC, SMM, MMM itd. Musicie nawet myśleć dalej niż podział na reklamę i marketing online i offline. Dopiero kombinacja właściwych narzędzi, które obecnie posiadamy, pozwoli na osiągnięcie pozytywnego wpływu na klientów czy projekt. Nie można oczywiście zapominać o konieczności monitorowania wszystkiego co robimy, oraz tego jakie wyniki przynoszą poszczególne działania. Na marketing online mają przecież wpływ działania offline - i vice versa.

Czy uważasz, że może stać się dużym konkurentem dla tradycyjnych wyszukiwarek?

Już nim jest. Z perspektywy PPC: Google wie co myślę, ale nie wie kim jestem. Mogę być 5-letnim dzieckiem, które szuka zdjęcia samochodu, albo osobą, która chce kupić czerwone Volvo. Dla odmiany Facebook wie dokładnie kim jestem, ale nie wie co myślę w danej chwili. Innymi słowy, Facebook pozwala bardzo dokładnie określić mój profil na podstawie wieku, płci, profesji, miejsca zamieszkania, zainteresowań, przyjaciół i wielu innych informacji. W praktyce, nie ma znaczenia co myślę! Jeśli wiesz, że kocham wymyślne samochody, pracuję jako dyrektor, podróżuję i mieszkam w drogiej dzielnicy, to jasne jest, że wyświetlisz mi reklamę drogiego samochodu. Nawet jeśli dzisiaj nie mam w planie go kupić, to zapamiętam to co mi pokazałeś kiedy będę gotowa do zakupu. Dzięki temu Twoja marka na pewno znajdzie się wśród tych, o których pomyślę przy podejmowaniu decyzji. Siła reklam na Facebooku jest realna i wciąż rośnie.

Ze sprzedażowego punktu widzenia, jeśli szukam na Facebooku, to najpierw patrzę co myślą i mówią moi przyjaciele. Jeśli chcę kupić laptop, to napiszę na Twitterze "potrzebuję nowego laptopa, czy ktoś poleci mi coś fajnego?". Odpowiedzi od znajomych na pewno przyjdą szybko. Korzystając z serwisów społecznościowych jedynie zaczynam moje poszukiwanie. Kiedy chcę przejść do zakupu, muszę przyjrzeć się konkretnemu urządzeniu i wtedy przenoszę się na Google, bing czy inną dużą wyszukiwarkę. Muszę przecież sprawdzić sprzedawców, ceny, specyfikację techniczną i inne parametry. Ale to już zrobię w tradycyjnej wyszukiwarce. Zatem obie strony barykady mają swoje zadanie do spełnienia. Zatem jeszcze raz doradzam: myślcie szerzej, bo dopiero połączenie wszystkich elementów przynosi skuteczne rezultaty.

Niedawno Google wypowiedział wojnę farmom treści. Co o tym sądzisz? Czy to dobre posunięcie?

Zdecydowanie tak. Zdaję sobie sprawę, że jak to zazwyczaj bywa, byli dostarczyciele "dobrych" danych, które po prostu były hitami, jaki i spamerzy, ślizgający się po sieci. Myślę, że ogólnym wynikiem tego posunięcia będzie redukcja sieciowego "szumu" i wzmocnienie "sygnału" w SERP. To taka gra w kotka i myszkę. Nie jest doskonała, ale to na pewno ruch w dobrą stronę.