PrezydentObama.com

Strona www Baracka Obamy - już na wstępie angażowała użytkownika, aby przejść dalej trzeba było wybrać stan w którym się mieszka, miasto i kod. Wyborcy byli zachęcani do aktywnego organizowania lokalnych struktur wsparcia dla demokratów. Utworzenie specjalnego konta MYBO umożliwiało kontakt z regionalnymi społecznościami zwolenników kandydata oraz "namierzenie" niezdecydowanych wyborców, których można było przekonać do oddania głosu na właściwego koandydata (na stronie znalazły się też gotowe scenariusze jak przeprowadzić ewentualną agitację). E-sklepik z gadżetami promującymi ciemnoskórego kandydata oraz zachęta do finansowego wsparcia kampanii (można przekazać na ten cel zarówno 15 USD jak i 15 tys. USD oczywiście przy użyciu karty kredytowej) - to elementy, o których sztab demokratów nie zapomniał. Podobnie jak o odpowiednim zagospodarowaniu głosów zwolenników Hilary Clinton - dla nich stworzono specjalny dział.

Sztab Obamy postawił też na społeczności: na stronie głównej widoczne są linki do rozbudowanych profili w kilkunastu serwisach m. in. MySpace (konto istniejące od 2004 r., które Obama przejął w niezbyt przyjaznych okolicznościach od swego zwolennika), Facebook, czy adresowany do ciemnoskórych Amerykanów BlackPlanet. Pomyślano także o specjalnej wersji witryny przyszłego prezydenta dostosowanej do telefonów komórkowych. Wszystkie e-maile, które były znaczącym elementem komunikowania się pomiędzy sztabem a wyborcami były personalizowane i podpisywane prostym "Barack".

Witryna reprezentanta republikanów uderzała swą pragmatycznością. Nie było uśmiechniętej i szczęśliwej rodziny Obamy oraz zbyt wielu elementów społecznościowych. W zamian - rzeczowe hasła, programy i plany uzdrowienia amerykańskiego rynku pracy, służby zdrowia czy bezpieczeństwa. Występowały również elementy aktywizujące wyborców w kampanię oraz - na co postawiono w ostatnich dniach wyborczej walki - negatywne przekazy atakujące kontrkandydata.