Polski e-commerce. A co to takiego?

To wszystko powoduje, że handel elektroniczny w Polsce jest nadal kwestią przyszłości. Jakie są perspektywy? Jedna jest oczywista. Jeśli sklepy internetowe zaczną być wreszcie konkurencyjne wobec tradycyjnych, to te drugie uruchomią własne witryny w Sieci. Tak już się dzieje na świecie i nas też to czeka. Dziś jest to dla wielu działalność uboczna, ale wspólna inicjatywa Elektrimu i DT Centrum świadczy o zmianach. Inna sprawa, że internetowe odpowiedniki tradycyjnych sklepów zamiast przyciągnąć nowych kupujących, odciągną do Sieci tych tradycyjnych, ale ich liczba się nie zmieni. Obok tradycyjnych towarów (książki, komputery), wzrośnie sprzedaż usług (turystyka). Kolejnym rynkiem do zagospodarowania są samochody i nieruchomości.

Ale z tym pierwszym przykładem można polemizować. Każdy, no może prawie każdy kierowca, który choć raz kupował samochód, bardzo dobrze wie, że nie robi się tego na podstawie wyglądu auta w Internecie, ale tego, jak się w nim czuje, jak się nim jeździ. Rozpowszechnią się aukcje między internautami (C2C, czyli customer-to-customer). Przykładem może być polski portal Arena.pl., który taki system aukcji uruchomił i według zapewnień jego szefów, cieszy się całkiem sporą popularnością.

W I kwartale 2000 roku działało w Polsce 650 sklepów internetowych (wobec 30 na początku e-handlu w 1996 roku). Najczęściej sprzedają komputery, książki i oprogramowanie, ale ich oferta zaczyna być coraz bardziej różnorodna. Coraz częściej w Sieci można znaleźć artykuły biurowe, filmy, płyty CD, kosmetyki, ubrania czy sprzęt i AGD. Przy czym z badań wynika, że do trzech najpopularniejszych obecnie towarów dochodzi czwarty – muzyka.

Wnioski są jednak mało budujące – lista towarów, które internauci chcieliby znaleźć, odbiega od tej, jaką znajdują. Książki i muzyka są dla nich bowiem bardziej pożądanym towarem niż oprogramowanie, a bilety lotnicze i komunikacyjne są ważniejsze od sprzętu komputerowego. I mała ciekawostka. Niemal niedostępne w Sieci, a poszukiwane przez internautów są bilety do placówek kulturalnych. W dalszej kolejności polscy surferzy chcieliby kupować m.in. żywność (tak więc anegdota ? zamawianiu pizzy przez Internet nie jest aż tak nierealna), części samochodowe, usługi internetowe czy artykuły wyposażenia wnętrz.