Dymitr Głuszczenko, twórca Kwejk: przede wszystkim trzeba myśleć, nie komplikować

Dymitr Głuszczenko, twórca Kwejk: przede wszystkim trzeba myśleć, nie komplikować

IS: Z jakimi problemami najczęściej musi borykać się startup, a z jakimi dojrzały portal?

DG: Są setki problemów. Najczęstszym jest zły pomysł. Twórca wymyśla aplikację, dzięki której ludzie będą mogli na przykład dodawać posty i robić setki innych rzeczy. Zachwyca się własnym pomysłem i uważa, że jest super. Zaczyna się wykonanie, projekt powstaje. I dopiero tutaj pojawia się pytanie: Jezu, skąd ja wezmę użytkowników? Jak ja mam to reklamować? Po co ludzie mają po ten produkt sięgnąć?

Według mnie najpierw trzeba usiąść nad pomysłem, popatrzeć w dłuższej perspektywie co z niego może powstać i jak może wyglądać pół roku po uruchomieniu. Trzeba wiedzieć, co będzie napędem projektu, a na co trzeba uważać. Nie ma co robić pustych strzałów, projektów, które nie są nikomu potrzebne.

Poza tym pomysłów na biznes jest miliard, ale często 'startupowcy' nie doprowadzają projektu nawet do fazy beta. I to jest problem. Jeśli już pojawił się ciekawy pomysł, należy przynajmniej spróbować. Trzeba tworzyć, próbować, dostarczać na rynek i patrzeć na wyniki.

A dojrzały portal musi się cały czas rozwijać. Nie może sobie pozwolić na stanie w miejscu. Trzeba błyskawicznie reagować na rynek, trendy i zmiany, bo konkurencja nie śpi. Nawet wielcy gracze mogą zostać zjedzeni.

IS: Czy w tej chwili istnieją jakieś zagrożenia dla Kwejka?

DG: Istnieją, ale na razie Kwejk jest na fali i dobrze reagujemy na 'zewnętrzne ataki', 'konkurencję' oraz inne tego typu zagrożenia.

IS: A czy tak ścisła zależność od Facebooka nie jest zagrożeniem?

DG: To bardzo długi temat. Tu warto dodać, że jest spora luka w statystykach, co wytłumaczę na przykładzie Kwejka. Codziennie na naszą stronę wchodzi mniej więcej tyle samo ludzi, około półtora miliona unikalnych użytkowników. Dzienne wahnięcia wynoszą około sto tysięcy userów, co w tej skali oznacza bardzo niewiele. Tymczasem liczba udostępnień poprzez Facebooka jest bardzo różna. Jednego dnia może ich być 250 tysięcy, innego tylko 130 tysięcy, a ludzi na stronę wchodzi tyle samo.

Ludzie wchodzą najczęściej na stronę główną, co przeczy popularnej obecnie teorii, że ludzie na Kwejka wchodzą z Facebooka. Gdyby tak było faktycznie, trafialiby na strony obrazków, nie na stronę główną serwisu.

Według Google Analytics mamy około 16 proc. wejść bezpośrednich oraz 16 proc. wejść przez Google. Jednak w wyszukiwarce w 90 proc. ludzie wpisują kwejk.pl, co oznacza, że po prostu pomylili pasek adresu z okienkiem wyszukiwarki. A reszta faktycznie wchodzi z Facebooka.

IS: Kwejk odgrywa znaczącą rolę jako barometr nastrojów społecznych. Czy z tej strony też nie nadchodzi zagrożenie?

DG: Do tej pory nie było z tym problemów. Trzymamy rękę na pulsie i staramy się nie przesadzać w żadną stronę.

IS: Czy na podstawie publikowanych treści prowadzone są jakieś badania na internautach?

DG: Wiedzę o użytkownikach czerpiemy głównie z fanpage kwejka, widzimy, jak ludzie reagują na różne treści. Wiele zależy od kontekstu i sposobu publikacji.

Mamy w tej chwili najlepiej prowadzony fanpage w Polsce oraz największą ilość zaangażowanych userów. Prowadzimy w ilości polubionych postów oraz ilości komentarzy pod każdym postem. Pod względem ilości użytkowników jesteśmy na trzecim miejscu w Polsce i rośniemy.

IS: Czy kwejk.pl będzie budował własne biuro reklamy?

DG: Zdecydowanie tak. Ale jeszcze nie teraz.