Czy jesteśmy na to gotowi?

Dzielenie się - można na tym zarobić

Dzięki Internetowi ludzie przypomnieli sobie, jak miło jest dzielić się czymś z innymi. Wywołało to gwałtowne sprzeciwy firm przywiązanych do posiadania, stąd kłopoty Napstera. Dlatego być może modelowym przykładem skutecznego dzielenia się nie jest muzyka, ale podręczniki.

Departament Edukacji Stanu Kalifornia opublikował w Internecie wszystkie podręczniki. Kto na tym stracił? Wygląda na to, że nikt, co więcej, podatnicy w Kalifornii oszczędzili w ten sposób rocznie 400 mln dolarów, bo od tej pory każdy uczeń ma do nich dostęp online i nie trzeba ich drukować.

Przykładem, jak dobrze się dzielić, aby na tym zarabiać, jest Skype, kupiony przez eBaya za 6,2 mld dolarów. Nie jest sztuką kazać sobie płacić za połączenia - znamy ten patent od lat i unikamy go właśnie za pomocą takich rozwiązań jak Skype. Sztuką jest, aby wiedzieć, za co konsumenci będą chcieli zapłacić. A więc za połączenia z telefonami naziemnymi, za przekaz wideo lub za wirtualne numery stacjonarne. Ale najpierw trzeba mieć konsumentów. Na tym właśnie polega siła Skype'a.

Dzielenie się to również współpraca pomiędzy tymi, którzy mają konsumentów. Łączenie tego, co online, z tym, co w prawdziwym świecie. Cóż bardziej prawdziwego i konkretnego od kubka z kawą? W USA, krainie Starbucksa, którego pozycji rynkowej od lat nikt nie jest w stanie zagrozić, za każdą kupioną kawę dostaje się kod do utworu, który można ściągnąć z muzycznego sklepu online Apple'a - słynnego iTunes. Jest to chyba najdoskonalszy przykład dzisiejszego przenikania się dwóch światów i wspierania się nazwajem. Jest to również przykład na to, że online jest istotną częścią myślenia i postrzegania całej rzeczywistości. I że logika dawania, wyniesiona z Internetu, przenika do normalnego świata i wraca do sieci.

Globalnie, czyli wręczprzeciwnie niż robią to multinarodowe przedsiębiorstwa

Nowy pomysł na produktywność pochodzi z niczym nieograniczonej łatwości komunikacji i wymiany myśli. Multinarodowe koncerny nigdy nie były globalne - nie były, w gruncie rzeczy, nawet multinarodowe. Miały siedziby w bogatych krajach i fabryki w biednych. Dzisiaj chodzi zupełnie o coś innego. Outsourcing z każdym rokiem staje się coraz skuteczniejszą metodą sięgania po innowacyjność i wiedzę.

Spektakularnym przykładem jest Boeing - producent samolotów dla lotnictwa cywilnego i wojskowego. Ostatni projekt - 787 - Boeing realizuje nie tylko we własnych zakładach. Powstała cała sieć współpracujących przy projekcie partnerów zlokalizowanych w kilku krajach. Aby skutecznie realizować to przedsięwzięcie, Boeing zastąpił tradycyjne relacje pomiędzy producentem i dostawcami poszczególnych elementów globalną siecią współpartnerów, którzy dzielą wraz z nim ryzyko i nagrody związane z projektowaniem i produkcją nowego samolotu.

W zamian za to dostał od współpracujących firm najwyższy stopień zaangażowania i myśli technicznej. Stało się to dzięki nowatorskiej decyzji nawiązania współpracy niejako w poprzek tradycyjnych podziałów narodowych, naruszenia utartych tradycji hierarchicznego łańcucha dostaw i rezygnacji z absolutnej dominacji. Po raz kolejny współczesny świat zobaczył, że warto oddać trochę władzy, aby w zamian dostać coś, co nie ma ceny - dostęp do myśli ludzkiej w każdej dziedzinie nauki i techniki.

Chiński przemysł motocyklowy, który rocznie produkuje ponad 700.000 motocykli, funkcjonuje odwrotnie niż tradycyjny, hierarchiczny system zarządzający łańcuchem dostaw. W rzeczywistości są to setki firm, które współpracują ze sobą i z pewnym 68-letnim Chińczykiem - Yin Mingshanem - który 14 lat temu założył mały warsztat naprawiający motocykle. Dzisiaj chińskie motocykle sprawiły, że Honda i Suzuki straciły już w Azji ponad 40% udziału w rynku, a człowiek, który elastycznym biznesem zarządza, sprzedaje motocykle do 112 krajów i zasłynął tym, że odkupił od BMW fabrykę w Brazylii.

Logika przełamywania produkcyjnych struktur narodowych prowadzi do odkrycia, że nawet małe firmy w nowych czasach mogą stać się globalne. Chiński producent motocykli Lifan działa w istocie jako wielki organizator procesu produkcyjnego, który ma miejsce w tysiącach małych fabryk, gdzie każdy kolejny producent odpowiada za swój fragment cyklu produkcyjnego.

Przy niewielkiej tylko dozie odgórnej kontroli firmy te są w stanie zbudować każdy kolejny model nieporównywalnie szybciej i taniej niż jakikolwiek inny, tradycyjny producent. Aby podołał takiej konkurencji, trzeba nieodwołalnie porzucić postrzeganie outsourcingu jako sposobu na ograniczenie kosztów i zacząć o nim myśleć jako o możliwości sięgnięcia do nieograniczonego ludzkiego potencjału.

W Polsce, gdzie aktywność internetowa dopiero się budzi, od zupełnie niedawna mamy do czynienia z pierwszymi przejawami tego, co Don Tapscott określił jako "collaborative minds" i co wykracza poza branżowe fora. Bariera językowa nadal w naszym kraju obowiązuje, toteż dopiero od czasu, gdy portal GoldenLine.pl zgromadził ponad 200.000 ambitnych zawodowców, polski Internet zyskał platformę pozwalającą na tworzenie nowych bytów i łączenie ludzi nie tylko wokół zdjęć czy muzyki.

Dosłownie kilka dni temu odbyła się pierwsza konferencja zorganizowana przez użytkowników GoldenLine.pl. W jej organizacji nie uczestniczył dział marketingu portalu - zrobili ją ludzie, którzy sami znaleźli salę, uzgodnili program, sporządzili listy uczestników, zebrali pieniądze. Konferencja oczywiście dotyczyła zarządzania projektami Web 2.0, czyli tego, jak wykorzystać potencjał i chęć współpracy, tkwiące w ludziach.

Na podstawie: Don Tapscott, Anthony D. Williams, "Wikinomics: How Mass Collaboration Changes Everything", 2007.