Prawdziwi miłośnicy kawy potrafią po nią sięgać w dowolnym miejscu i o dowolnej porze – czy to z samego rana, gdy ledwo co wyściubią nos spod kołdry, albo późną nocą, gdy jadą samochodem po spotkaniu w pracy, które trochę się przeciągnęło. Nie ma w tym nic złego, jeśli ochota na kawę ogarnia Cię w domowej kuchni (po to właśnie są ekspresy do kawy automatyczne!). Ale co, jeśli akurat stoisz w korku? Albo, o zgrozo, jesteś jednym z astronautów wyruszających w miesięczną misję na Księżyc?
Okazuje się, że zarówno osoby, które codziennie dojeżdżają do pracy, jak i miłośnicy kawy spędzający czas w kosmosie nie mają się czym martwić: nieustanna obsesja ludzkości na punkcie kofeiny zaowocowała kilkoma genialnymi wynalazkami, dzięki którym przygotowanie filiżanki tego ukochanego naparu jest możliwe nawet w bardzo nietypowych sytuacjach. Zagłębiliśmy się w archiwa, by odkryć eksponaty, które są w równym stopniu świadectwem ludzkiej smykałki do mechaniki, jak i nieposkromionej żądzy kofeiny. Od szafek nocnych po stacje kosmiczne – zapraszamy do odkrywania niezwykłej historii zautomatyzowanego parzenia kawy.
„Teasmade”, czyli parzenie przy łóżku
Brytyjczycy słyną z zamiłowania do herbaty – ale czy wiesz, że niegdyś królowała ona nie tylko w angielskich kuchniach, ale i w sypialniach? Wszystko dzięki wynalazkowi o nazwie „Teasmade” – zautomatyzowanemu zaparzaczowi do herbaty (albo kawy), który jednocześnie pełnił funkcję budzika. Pierwsze próby zautomatyzowania przygotowania filiżanki naparu o poranku sięgają właściwie lat 90. XIX wieku, choć brak powszechnego dostępu do energii elektrycznej w tamtym czasie oznaczał, że do tego celu wykorzystywano gaz lub otwarty ogień. A ponieważ nie są to zbyt bezpieczne metody zasilania, szczególnie do użytku przy łóżku, trzeba było poczekać na kilka istotnych usprawnień, zanim takie rozwiązanie przyjęło się na dobre…

Zdjęcie: Sheridan Parsons – praca własna, CC BY-SA 4.0, www.commons.wikimedia.org
Model „Goblin Teasmade” – jeden z pierwszych, które odniosły sukces komercyjny – pojawił się na rynku w 1936 roku. W skład zestawu wchodziły czajnik elektryczny, dzbanek do herbaty i budzik. Urządzenie działało w następujący sposób: O zaprogramowanej porze aktywował się element grzejny. Gdy woda (wlana wcześniej do czajnika) zaczynała wrzeć, para powoli gromadziła się w środku, a następnie wypychała wodę przez rurkę prosto do dzbanka. Czajnik stawał się lżejszy, co prowadziło do uniesienia się znajdującej się pod nim platformy sprężynowej. To z kolei uruchamiało mechanizm, który wyłączał grzałkę i jednocześnie aktywował alarm. Późniejsze wersje modelu stały się nieodłącznym wyposażeniem brytyjskich gospodarstw domowych, choć ostatecznie urządzenie wyszło z mody w latach 80. ubiegłego wieku. Trendy przychodzą i odchodzą, a klasyczny teasmade może jeszcze powrócić: jeśli budzenie się do zapachu świeżej kawy wydaje Ci się doskonałym pomysłem, spróbuj poszukać w Internecie jakiś zabytkowy model tego urządzenia!
Kawa w drodze: „Hertella Auto Kaffeemaschine”
W 1959 roku w niemieckiej gazecie pojawiła się ciekawa reklama. „Prosty i poręczny – idealny również do herbaty, bulionu, gorącej wody z cytryną itp. – zawsze pod ręką w schowku samochodu. Wystarczy zawiesić na desce rozdzielczej!” Zaparzacz do kawy, który można zamontować na desce rozdzielczej samochodu? To nie żart! Każdy dumny posiadacz Volkswagena Beetle mógł zaopatrzyć się w to akcesorium około 60 lat temu.
Ekspres do kawy „Hertella”, zaprojektowany do użytku dokładnie w tym samochodzie, jest obecnie rzadkim przedmiotem kolekcjonerskim, ale w Niemczech w latach 60. można było spotkać kierowców próbujących zaparzyć filiżankę kawy na trasie. Wspomniany zaparzacz do kawy działał na tej samej zasadzie co perkolator. Podłączało się go bezpośrednio do wejścia na zapalniczkę. Ekspres podgrzewał wodę, a następnie dozował ją do specjalnego kubka mocowanego magnetycznie. To genialna koncepcja, ale tak naprawdę nigdy się nie przyjęła: przypuszczamy, że mogło to mieć coś wspólnego z kilkoma przypadkowymi oparzeniami…
Po „ISSpresso” i jeszcze dalej!
Kawa w drodze to jedno, ale kawa w kosmosie? Brzmi jak coś rodem z opowieści science fiction, ale to już się wydarzyło! W latach 2015–2017 astronauci przebywający na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (w skrócie ISS, od ang. International Space Station) mogli delektować się espresso, które przygotowywał pierwszy na świecie ekspres do kawy funkcjonujący w stanie nieważkości. Opracowane przez firmy Argotec i Lavazza urządzenie o trafnej nazwie „ISSpresso” wykorzystywało system kapsułkowy, w którym porcja kawy wypychana była pod ciśnieniem, a nie z wykorzystaniem ziemskiej grawitacji. Członek załogi wkładał do urządzenia kapsułkę z kawą mieloną, a urządzenie przepompowywało gorącą wodę przez solidne stalowe rurki, przepychając ją pod wysokim ciśnieniem przez kawę i wstrzykując napar bezpośrednio do woreczka na napój używanego przez astronautów. No właśnie, do woreczka, bo normalne popijanie kawy z filiżanki też nie jest możliwe bez grawitacji!

Zdjęcie: Ekspres ISSpresso, www.nasa.gov
Model „ISSpresso” ważył 18 kilogramów. Może nie było to szczególnie kompaktowe urządzenie, ale na zawsze zapisało się w kartach historii – sprawiło, że espresso przestało być przyjemnością, którą można się raczyć jedynie na ziemi. A komu przypadł zaszczyt spróbowania pierwszego kosmicznego espresso? Włoszce (no oczywiście). Zapytaj dowolnego miłośnika kawy, czy bardziej kultowy jest widok Buzza Aldrina stawiającego swoje pierwsze kroki na Księżycu, czy zdjęcie Samanthy Cristoforetti, która jako pierwsza popijała kawę w stanie nieważkości… Chyba wiemy, co odpowiesz!
Od zastrzyku kofeiny po nieodłączny element kultury
Kawa to coś więcej niż napój: to zjawisko kulturowe, źródło inspiracji i nieodłączny element codzienności. Niezależnie od tego, czy do przygotowania naparu używasz zabytkowego „teasmade”, korzystasz z najnowocześniejszego cudu automatyki, czy po prostu odpalasz stary, ale sprawdzony automatyczny ekspres do kawy, możesz to robić z dumą
