Złe miłego początki

Kwiecień był dobrym miesiącem dla akcjonariuszy polskich spółek technologicznych. Po raz pierwszy od początku roku ich ceny znacząco poszły w górę, a w inwestorskich sercach zakiełkowała nadzieja, że zimowa bessa przeszła wreszcie do historii.

Kwiecień był dobrym miesiącem dla akcjonariuszy polskich spółek technologicznych. Po raz pierwszy od początku roku ich ceny znacząco poszły w górę, a w inwestorskich sercach zakiełkowała nadzieja, że zimowa bessa przeszła wreszcie do historii.

Wystarczy rzut oka na giełdowe tabele, by przekonać się, że ostatnie tygodnie zapiszą się w pamięci bywalców parkietu nader pozytywnie, jako okres wiosennego ożywienia po długotrwałych spadkach. W skali miesiąca TechWIG, najważniejszy indeks polskich spółek zaawansowanych technologii, zyskał na wartości ponad 11%. Choć ten kwietniowy wzrost zniwelował zaledwie czwartą część zimowych strat indeksu, to inwestorzy na pewno nie mają powodów do narzekania.

Zadowoleni mogą być zwłaszcza posiadacze akcji Agory, ComputerLandu, ComArchu oraz Prokomu. Ceny papierów całej czwórki solidarnie podrożały aż o 25-30%. Papiery większości z pozostałych tuzów sektora teleinformatycznego zyskały

na wartości nieco mniej, bo tylko w granicach 10-20%.

Do zdecydowanych outsiderów należały w kwietniu tylko Optimus i Telekomunikacja Polska - obie spółki praktycznie nie zmieniły ceny swoich papierów. Optimus boleśnie odchorowuje plany podziału na część technologiczną i portalową, zaś nasz narodowy operator telekomunikacyjny - zapowiedzi Ministerstwa Skarbu przeprowadzenia kolejnej publicznej oferty jego akcji.

Pozytywne nastroje na warszawskim parkiecie i wyraźny wzrost kursów większości papierów były oczywiście ściśle sprzężone z poprawą notowań na amerykańskim rynku Nasdaq, który jest głównym drogowskazem nie tylko dla naszych inwestorów, ale i dla graczy na niemal wszystkich rynkach światowych. W kwietniu indeks Nasdaq Composite zyskał na wartości prawie 10%, przekraczając dość wyraźnie psychologiczną barierę 2 tys. pkt., która - w opinii pesymistów - miała stanowić barierę wzrostu cen amerykańskich akcji.

Ale zanim w połowie pierwszej dekady kwietnia przyszło zbawienne ożywienie na światowych parkietach, nerwy inwestorów zostały wystawione na poważną próbę. W pierwszych dniach miesiąca nastroje inwestycyjne były minorowe i nic nie wskazywało na mający nastąpić niebawem pozytywny zwrot koniunktury. Do inwestorów docierały niepomyślne informacje z USA, gdzie spadki cen niepokojąco przybierały na sile. Tylko w ciągu trzech pierwszych kwietniowych sesji Nasdaq stracił na wartości ponad 11% zjeżdżając do najniższego poziomu od 1998 r.

Spadek cen amerykańskich spółek technologicznych poniżej dwuletniego dołka ukształtowanego na początku marca był najgorszym scenariuszem, jaki mogli sobie wyobrazić inwestorzy. Większość z nich miała bowiem nadzieję, że po załamaniu w pierwszych dniach marca 2000 r. rynek znalazł wreszcie "twarde dno" i gorzej już być nie może. Całe zamieszanie było oczywiście skutkiem poszerzenia grona firm, ogłaszających słabsze wyniki i prognozy finansowe.

Niekorzystny przebieg wydarzeń za oceanem w pierwszych dniach kwietnia nie pozostał bez wpływu na zachowania naszych inwestorów, którzy - zwłaszcza jeśli chodzi o akcje spółek technologicznych - patrzą na Nasdaq niczym na wyrocznię. Zdeprymowani gracze w Warszawie przystąpili do wyprzedaży papierów spółek TMT. Co prawda skala przeceny była daleko mniejsza niż za oceanem, ale to marna pociecha. TechWIG symbolicznie pogłębił swe historyczne minimum.