Z bloga Gabrieli

Marketing ma wszelkie znamiona i postać abstrakcyjnej sztuki, tak że nigdy do końca nie jest się pewnym, z czym się ma do czynienia.

Marketing ma wszelkie znamiona i postać abstrakcyjnej sztuki, tak że nigdy do końca nie jest się pewnym, z czym się ma do czynienia.

Rozmyślania z rynku (pracy)

Chciałabym ogłosić, że polski rynek pracy jest rynkiem dojrzałym. Doszłam do takiego wniosku po namyśle, wskutek którego udało mi się zidentyfikować poszczególne fazy cyklu życia rynku. I uznałam, czym chciałabym się natychmiast podzielić ze światem, że jeśli rynek daje się opisać w kategoriach etapów, faz i trendów, czyli porusza się w jakimś porządku, to znaczy, że jest dojrzały. Dokładnie tak, jak rynek shipingu. Jeśli się jest armatorem, trzeba wiedzieć, kiedy sprzedać tankowiec, bo jak się zmieni trend, to będzie za późno. U nas też trzeba wiedzieć, kiedy szukać roboty, bo jak się wpadnie w niedobrą fazę, to nic z tego nie będzie.Odkryte przeze mnie fazy na rynku pracy charakteryzują się przewagą różnych kanałów docierania do stanowisk. Krótko mówiąc, w każdej fazie życia rynku inny jest kanał przewodni, pozwalający na zdobycie miejsca pracy. Ogólnie rzecz biorąc, fazy są trzy: 1. na kolegę, 2. na szwagra, 3. bryndza czyli, byle do wyborów. Obecnie znajdujemy się w fazie "na kolegę". Faza ta występuje za każdym razem, gdy mamy do czynienia ze zmianą ekipy rządzącej, która, w myśl słusznej zasady TKM, zajmuje wszystkie atrakcyjne stanowiska pracy. Jest to naturalny polski proces, który polega na tym, że poglądy polityczne i znajomości są nagradzane. Aspołeczne typy nie mają tu szansy, bo jeśli zaraz po wyborach nie mają do kogo zadzwonić, to roboty nie dostaną.

Zobacz również:

2 sierpnia 2006

Kobieta w Pepsico

Kobieta została szefem Pepsico. To ciekawe i dosyć niezwykłe, bo kobietom raczej takich rzeczy robić się nie chce. Nie, żeby były leniwe, bo wiadomo, że nie są jakoś nadmiernie, ale chyba zdrowy rozsądek im zabrania. Tutaj informacja jest jeszcze ciekawsza, bo pani Indira Nooyi, Hinduska urodzona w Madrasie, jest nie tylko kobietą, ale jeszcze byłym CFO Pepsico. Z całego newsa najbardziej ucieszyła mnie informacja, że jej dotychczasowe obowiązki zostały przejęte przez dwóch facetów. Natomiast zupełnie mnie nie ucieszyła informacja sama w sobie: że oberksięgowa została szefem firmy. To dla nas, marketingowców, nie jest dobra wiadomość. Bo jeśli jej wyjdzie, to będziemy mieli jeszcze gorzej, niż mamy dotychczas. Wszyscy od nas będą chcieli twardych danych oraz przysiąg w kwestii efektywności finansowej planowanych działań marketingowych. W dodatku awans tej pani zdaje się potwierdzać to, co już od jakiegoś czasu widać gołym okiem: że trzeba się było uczyć finansów, a nie artystycznych sztuk na linie pod hasłem marketing. Gołym okiem widać to na przykład w zagranicznych biznesowych gazetach, na stronach z ogłoszeniami headhunterów. Już nie pamiętam, ile lat temu ktokolwiek poszukiwał zdolnego marketingowca na łamach FT czy Economista. Musiało to być pewnie w czasie moich studiów, bo z jakiegoś powodu musiałam wybrać marketing, przecież nie oszalałam i nie wydawałabym pieniędzy na studiowanie czegoś, czego nikt by później nie chciał. Od tej pory jak okiem sięgnąć, gazety szukają finansistów. Jeśli jeszcze zaczną ich poszukiwać do zarządzania przedsiębiorstwami, to koniec. Nie tylko nie będzie dla nas żadnej sensownej roboty, ale jeszcze będzie można umrzeć z nudów.

28 sierpnia 2006

Policjant jako narzędzie komunikacji masowej

Myślę zatem tak: policja, która ma zaszarganą opinię, nie może zakomunikować społeczeństwu, że teraz to już będzie dobrze, bezpiecznie i uczciwie, bo i tak nikt normalny, kto przeżył jakiś czas w naszym kraju, nie uwierzy. Trzeba to zatem robić w inny sposób. Tym sposobem jest zajmowanie się niepotrzebnymi pierdołami, typu przechodzenie na czerwonym świetle. Bo wtedy obywatele pomyślą sobie (a przynajmniej powinni), że skoro policja zajmuje się takimi głupotami, to znaczy, że już naprawdę nie ma co robić, trwa sielanka i przestępcy i drobne łobuzy wyjechały wraz falą emigracji zarobkowopolitycznej. Wprawdzie podczas zatrzymania (a trwało to pewnie, wraz z wzajemną wymianą danych osobowych) jakieś pół godziny, po drugiej stronie ulicy odbywał się proceder wymuszania pieniędzy od parkujących kierowców, ale na moją propozycję, żeby zmienić kółko zainteresowańze mnie na pracującego spokojnie złodzieja, policja powiedziała, że tam to nie ich teren.

20 lipca 2006