Koszmar giełdowego lata

Choć giełdowe lato jeszcze na dobre się nie skończyło, to już teraz można powiedzieć, że było ono dla inwestorów zupełnie nieudane. Kursy większości spółek z sektora technologicznego spadły do poziomów nie notowanych od 3, 4 lat.

Choć giełdowe lato jeszcze na dobre się nie skończyło, to już teraz można powiedzieć, że było ono dla inwestorów zupełnie nieudane. Kursy większości spółek z sektora technologicznego spadły do poziomów nie notowanych od 3, 4 lat.

Licząc stopy zwrotu z inwestycji w akcje spółek technologicznych za czerwiec i lipiec (dane sierpniowe w chwili pisania tego komentarza nie są jeszcze znane), można wpaść w nie lada depresję. W pierwszej dziesiątce najgorszych inwestycji, które przyniosły 50-66% strat, znalazło się aż sześć spółek zaliczanych do sektora TMT. Wśród nich zarówno tuzy tej branży (Netia, Softbank), jak i spółki z tzw. drugiej ligi (STGroup, MCI, Interia.pl, 4Media).

Stopa zwrotu od 1 czerwca do 31 lipca 2001r.

Stopa zwrotu od 1 czerwca do 31 lipca 2001r.

Kolejna piątka przedstawicieli sektora technologicznego (Elektrim, Simple, Talex, Apexim i SterProjekt) może "pochwalić" się w tym okresie stratą przekraczającą 30%. Akcje zaledwie dwóch spółek (ComputerLandu i Szeptela) zostały przecenione o mniej niż 10%, a tylko jedna firma - nowosądecki Optimus - zyskała na wartości, ale chyba tylko dlatego że wcześniej spadła do irracjonalnie niskich poziomów. Indeks zaawansowanych technologii TechWIG stracił od początku czerwca do końca lipca aż 35%, zjeżdżając do poziomu najniższego w historii. W tym czasie WIG-20, ogólny indeks dwudziestu największych spółek giełdowych, zmniejszył się "tylko" o 20%.

Ceny na warszawskiej giełdzie spadały praktycznie non stop. W ciągu dwóch miesięcy zdarzyły się tylko dwie poważniejsze, wzrostowe korekty, które trwałyby dłużej niż 2, 3 sesje. Pierwsza miała miejsce pod koniec czerwca, druga - w połowie lipca. Wśród przyczyn letniej bessy, która cieniem położyła się głównie na notowaniach akcji spółek technologicznych, analitycy wymieniają przede wszystkim brak oznak poprawy w krajowej gospodarce. Nadchodzące na rynek kolejne dane makroekonomiczne (spadek produkcji, rosnący deficyt budżetowy, chimeryczna inflacja) utwierdzały inwestorów w przekonaniu, że spowolnienie koniunktury jest trwałe i szybko się nie skończy. Poza tym nie da się ukryć, że zbliżają się wrześniowe wybory parlamentarne, gracze więc zrobili się jakby bardziej nerwowi, zastanawiając się, co przyniesie gospodarce i rynkowi kapitałowemu nowa władza.

Nie bez znaczenia dla obniżki koniunktury był też fakt, że lato to dla większości inwestorów okres urlopowy. Tradycyjnie obroty na rynku są wówczas mniejsze, a zmiany kursów - bardziej przypadkowe. Przez pierwszą część wakacji inwestorom psuł też humor wysoki kurs złotego, który podwyższał ceny polskich akcji wyrażone w dolarach lub euro i zmniejszał ochotę zagranicy do kupowania naszych akcji.Do tych niekorzystnych czynników dochodzi całkiem spora dawka informacji nieprzewidzianych. Już na początku czerwca politycy pokazali, że w odróżnieniu od inwestorów oni latem nie zwalniają tempa. Na początku miesiąca grupa posłów podjęła próbę odwołania minister skarbu Aldony Kameli-Sowińskiej. Jak tylko uspokoiła się sytuacja wokół minister skarbu, nadeszły złe wieści z giełd zagranicznych. W połowie czerwca amerykański Nasdaq z hukiem przełamał psychologiczną barierę 2 tys. pkt. Wydawało się, że nic nas nie uratuje przed krachem, ale na szczęście nadchodzące w drugiej połowie giełdowego lata umiarkowanie optymistyczne doniesienia z amerykańskiej gospodarki i nieco lepsze od oczekiwań - choć wciąż słabe - wyniki finansowe spółek uspokoiły rynek i pod koniec lipca Nasdaq znalazł się na poziomie tylko o kilka procent niższym od bariery 2 tys. pkt.