Guru ma zawsze rację

Dyscypliny niepewne swojego istnienia rozpaczliwie potrzebują przewodnika stada. Tak przynajmniej twierdzą uczeni w naukach. Mnie, jako byłego socjologa, to nawet przekonuje, bo socjologia też ma ten problem i rozumiem, skąd system gwiazdorstwa w marketingu.

Dyscypliny niepewne swojego istnienia rozpaczliwie potrzebują przewodnika stada. Tak przynajmniej twierdzą uczeni w naukach. Mnie, jako byłego socjologa, to nawet przekonuje, bo socjologia też ma ten problem i rozumiem, skąd system gwiazdorstwa w marketingu.

Kiedy Kotler się zużył - choć nadal pisuje mądre książki - padło na Setha Godina. Naprawdę nie da się porównać ciężkiej roboty Kotlera do błyskotliwych paradoksów Godina, które najbardziej podobają się skąpym prezesom, żałującym pieniędzy na marketing. Godin wieści upadek marketingu, reklamy, promocji, rynku - słowem, wszystkiego, co pozwalało nam jakoś w uporządkowany sposób myśleć o komunikacji marketingowej. Proroctwa nie wnoszą w marketingową rzeczywistość niczego nowego, może właśnie poza dodatkowym utrudnieniem w postaci rozradowanych skąpych prezesów, którym jego książki dostarczają argumentów na to, aby ciąć budżet marketingowy. Ale z książki na książkę Seth Godin zyskuje na popularności.

Zobacz również:

Jego ostatnia książka - "Teraz małe jest wielkie. Anegdoty i niezwykłe pomysły biznesowe“ - nie jest, jak poprzednie, w miarę spójnym wykładem pewnej nie dającej się potwierdzić teorii na temat przemian rynkowych. Jest zestawem luźnych opowieści z prostymi morałami albo i bez. Widać po tym, że autor i jego wydawca są już absolutnie pewni pozycji guru w dziedzinie marketingu. Opowieści czyta się miło, morały, jeśli się trafiają, są błyskotliwe i jak twierdzi autor, pozwalają ludziom całkowicie odmienić swoje życie. Może w Ameryce, bo jak na Europę to moim zdaniem jest za prosto. A jak na Europę Środkową, to obawiam się, że każdy z nas po przeżyciu jakiejś części życia, napisałby książkę z dużo lepszymi paradosalnymi opowieściami z morałem albo i bez, bo zza naszych biurek widać dużo więcej ciekawych rzeczy niż zza biurka w Nowym Jorku.

Poświęciłam 57 złotych, aby starannie przeczytać to arcydzieło, o którym wkrótce będzie się mówiło "kultowa książka“. Czytając, wiele razy się uśmiechnęłam, parę razy się roześmiałam. Chciałam w nim znaleźć coś, co mnie zadziwi, skłoni do pomyślenia i odkrycia czegoś, czego nie wiem. Niestety, jedyne, co po uważnej lekturze zostaje w pamięci, to chorobliwa niechęć autora do dużych organizacji i entuzjazm wobec organizacji małych. Trudno z tym dyskutować, bo też trudno wyobrazić sobie idealny świat składający się wyłącznie z małych firm. Jeśli ktoś pamięta początki kapitalizmu w wolnej Polsce, to wie, jak było buro, ponuro i beznadziejnie. Firmy powinny być duże, bo wtedy tworzą wielkie rzeczy. Nawet Apple, gdyby pozostał w garażu, nie zmieniłby świata.

Jeśli istnieje jakiś powód, aby czytać tę książkę, to chyba tylko na wypadek, gdyby nasz prezes był wielbicielem Godina, co się niestety może zdarzyć z powodów, o których pisałam powyżej. Ale tak w ogóle to nie warto. Wbrew zapowiedziom ("jeśli szukasz prostego pomysłu, który może zmienić wszystko, sądzę, że znajdziesz go właśnie tu“), ta książka nie zmieniła mojego życia. •

Gabriela Żółtaniecka

Seth Godin, "Teraz małe jest wielkie. Anegdoty i niezwykłe pomysły biznesowe“, Wydawnictwo Helion, 2007.