E-wybory w polskim wydaniu

W erze społeczeństwa informacyjnego kampania wyborcza nie może opierać się wyłącznie na ściskaniu dłoni na wiecach przedwyborczych, rozdawaniu ulotek czy walce o czas antenowy. Wyborca stał się bardziej wymagający, więc polityk powinien zabiegać o zindywidualizowany przekaz oraz bezpośredni kontakt online. Nic więc dziwnego, że przed wyborami do Parlamentu Europejskiego polscy politycy sięgnęli po Internet.

W erze społeczeństwa informacyjnego kampania wyborcza nie może opierać się wyłącznie na ściskaniu dłoni na wiecach przedwyborczych, rozdawaniu ulotek czy walce o czas antenowy. Wyborca stał się bardziej wymagający, więc polityk powinien zabiegać o zindywidualizowany przekaz oraz bezpośredni kontakt online. Nic więc dziwnego, że przed wyborami do Parlamentu Europejskiego polscy politycy sięgnęli po Internet.

Najczęściej wykorzystywanym przez kandydatów do Parlamentu Europejskiego narzędziem e-marketingowym jest strona internetowa. Domeny budowane są najczęściej wg prostej zasady www.nazwiskokandydata.pl. Za pośrednictwem własnej witryny kandydaci dokonują autoprezentacji, lansują programy wyborcze, pozyskują fundusze na prowadzenie kampanii oraz wolontariuszy do współpracy.

Internet jako narzędzie e-kampanii wyborczych został w Polsce dostrzeżony dopiero niedawno i jest wykorzystywany właściwie przez jednostki. Polscy kandydaci wzorem amerykańskich polityków zaczynają fotografować się na tle adresów internetowych swoich witryn, upowszechniają adresy e-mail w materiałach promocyjnych. Jednak Sieć w polskiej e-kampanii stanowi wciąż element dodatkowy, wspomagający kluczowe działania z zakresu e-marketingu politycznego. Zdaniem Łukasza Szymuli, członka zarządu WebService i specjalisty ds. budowania wizerunku w Sieci, ogromna siła Internetu została dostrzeżona dopiero w tegorocznej kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego: „Obserwując działania kandydatów w Internecie, mam wrażenie, że nie doceniają oni siły tego medium w budowaniu wizerunku politycznego. Mówimy przecież o prawie 6 mln potencjalnych wyborców. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że internauci to w wyborach do Parlamentu Europejskiego Wyborcy Wirtualnie Wykluczeni. Większość serwisów ma charakter czysto informacyjny, a przecież Internet to doskonałe pole do tworzenia pełnej interakcji, czyli komunikacji one-to-one. Internet nie jest gadżetem. Kiedyś prawdziwe były słowa brytyjskiego futurysty Petera Czochranego: ‘Jeśli nie funkcjonujesz on-line, nie istniejesz’. Dziś jesteśmy o krok dalej, bo nie wystarczy już funkcjonować w Sieci, trzeba jeszcze wiedzieć jak budować dzięki niej relacje wyborcami i tworzyć wokół siebie tzw. e-społeczność”.

Polityczna e-papka

Politycy, którzy zdecydowali się skorzystać z siły Internetu, zazwyczaj umieszczają w Sieci swoje życiorysy, które mają zjednać otwartością i europejskością. Ci, którzy mają się czym pochwalić, eksponują ukończone zagranicą studia, stypendia, znajomość języków obcych i działalność w organizacjach proeuropejskich. Wykształcenie i dokonania zawodowe to jednak nie wszystko. Modne są elementy życia prywatnego. „Kandydat z ludzką twarzą” ma więc szczęśliwą kochającą się rodzinę, kota i psa. „Mam wspaniałą żonę Olę i dwóch cudownych synów, Krzysia i Tomka. Rodzina jest dla mnie bardzo ważna, dlatego staram się spędzać z żoną i dziećmi jak najwięcej czasu>/i>” – informuje na swojej stronie kandydat Platformy Obywatelskiej Paweł Piskorski (www.piskorski.pl). Jak dowiadujemy się z informacji zawartych na witrynach, czas wolny kandydaci najczęściej spędzają, oddając się pasjonującej lekturze lub uprawiając sport. W życiorys kandydatów dobrze wkomponowują się również doświadczenia „kombatanckie”. Uznanie i szacunek wyborców mają zdobyć ordery, Złote Krzyże Zasługi, honorowe odznaki czy działalność w Solidarności.

Wyborców, zmęczonych aferami i niechętnie patrzących na wystawność życia polityków, mają przyciągnąć oświadczenia majątkowe, licznie publikowane w formie cyfrowej. W świetle coraz to nowych afer korupcyjnych, w które zamieszani są politycy i inne osoby publiczne, umieszczenie oświadczenia majątkowego w medium takim jak Internet pomaga kreować wizerunek kandydata jako osoby uczciwej.

Reklamy politycznych ugrupowań pojawiają się również na stronach największych portali (w ten sposób reklamuje się m.in. paria Marka Borowskiego - pop-upy SDLP ukazują się na stronie Onetu).

Ręka rękę myje

W e-kampanii do Parlamentu Europejskiego raczkują programy afiliacyjne. W dobrym tonie jest bowiem promowanie serwisów internetowych kolegów z tej samej opcji politycznej, dokonywanie barterowej wymiany bannerów reklamowych czy adresów stron WWW innych kandydatów. Takie działania mają na celu budowanie koalicji wyborczej oraz tworzenie e-wspólnoty wokół kandydata. „Dzięki umieszczeniu mojego linku na stronie Platformy Obywatelskiej www.platforma.org lub Stowarzyszenia „Młodzi Demokraci” www.smd.org.pl jestem rozpoznawalny wśród członków i sympatyków obydwu organizacji jak również wśród organizacji i partii o poglądach zbliżonych do Platformy Obywatelskiej w Polsce, w Europie i na świecie. Bardzo ważną rolę odgrywają również umieszczone linki na stronach moich znajomych” – mówi Cezary Holdenmajer kandydat PO (www.holdenmajer.pl). Polecane przez kandydatów do PE linki to także strony internetowe Polskiej Strony Głodu – Pajacyk czy Fundacji Dzieciom Pinokio.

Ci wyborcy, którzy chcą ze swoim kandydatem obcować na co dzień, mogą otrzymać specjalnie przygotowane, wizerunkowe gadżety multimedialne (tapety, wygaszacze ekranu, spoty radiowe). Paweł Moras, kandydat PO do Parlamentu Europejskiego, umieścił na swojej stronie (www.moras.pl) „Leperkusię” - grę, w której żaba leżąca pod parasolem z logo PO pożera latające i natrętne muchy, które (o dziwo!) przypominają swoim wyglądem i ubiorem Andrzeja Leppera. Jak informuje Moras, „wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń przedstawionych w grze jest przypadkowe i niezamierzone”.

W cztery oczy z kandydatem

W każdym serwisie kandydata do PE widnieje wydzielony folder „Kontakt”, najczęściej wyposażony w tradycyjne adresy korespondencyjne, adresy poczty elektronicznej oraz numery telefonów. Niektórzy kandydaci udostępnili w serwisach numery swoich telefonów komórkowych czy numery Gadu-gadu (np. Michał Ryszkiewicz www.ryszkiewicz.com). Łukasz Naczas (www.naczas.pl), najmłodszy kandydat do PE z ramienia SLD-UP składa swoim wyborcom deklarację: "Zachęcam Państwa do korzystania z opcji 'Skontaktuj się ze mną'. Zapewniam, że każdy z problemów przesłanych drogą poczty elektronicznej, będzie przyjęty jako wyzwanie, a o jego rozwiązaniu poinformuję w jak najszybszym terminie. Mogą liczyć Państwo na pełną dyskrecję oraz mieć pewność, że uzyskają jak najlepszą pomoc z mojej strony”. Biorąc pod uwagę możliwości, jakie daje Sieć, jeśli nadejdzie „czas na Naczasa”, wyborcy łatwo dotrą do wszystkich składanych obietnic i będą mogli rozliczyć kandydata z ich realizacji.

Aby spotkać się ze swoimi wyborcami kandydaci, nie muszą już przemierzać Polski wzdłuż i wszerz. Dzięki Internetowi nie ma ograniczonej liczby miejsc na sali konferencyjnej i każdy może zabrać tu głos (warunkiem jest akceptacja moderatora). Tomasz Kasprzak www.kacprzak.platforma.org oraz Sidonia Jędrzejewska www.sidonia.pl - kandydaci PO zapraszają wyborców na wirtualne spotkania na czacie. Taka forma bezpośredniej komunikacji pozwala kandydatom indywidualnie debatować z wyborcami na interesujące ich tematy oraz niweluje ryzyko zniekształcenia czy zmanipulowania przekazu przez inne media. Można by powiedzieć, używając politycznej nowomowy, że problemy internautów są problemami kandydatów. Modne stały się zwłaszcza hasła o upowszechnieniu dostępu do globalnej Sieci. Kandydaci za pośrednictwem sondaży i ankiet pytają o to, czy Internet w Polsce powinien być tańszy oraz czy wolne oprogramowanie ma przed sobą przyszłość – populistyczne acz skuteczne sposoby na polityczną agitację.

Pamiętnik – polityczna przynęta

Do polityki zaczyna wkradać się także moda na pamiętniki internetowe. Kandydaci, wykorzystując ludzką ciekawość i skłonność do podglądania innych, pokazują się wyborcom „od kuchni”. Za pośrednictwem blogów udostępniają osobiste zapiski z tzw. codzienności, czyli wrażenia z przeprowadzanej kampanii, rozdawania ulotek czy bezpośrednich spotkań z wyborcami. Bohdan Hieronim Cywiński, kandydat Narodowego Komitetu Wyborczego Wyborców (www.cywinski.blog.pl), publicznie zmaga się z problemami egzystencjalnymi, porusza wątki ideowe, społeczne i polityczne. Blogowanie to także domena Andrzeja Krajewskiego (www.andrzejkrajewski.pl) z oraz Filipa Karczmarka z Platformy Obywatelskiej (www.filipkaczmarek.pl).

Standardy tworzenia i wykorzystania internetowych pamiętników w e-marketingu politycznym wyznaczył Howard Dean kandydat Partii Demokratycznej podczas prawyborów prezydenckich w USA. Pisane w pierwszej osobie liczby pojedynczej zapiski budziły duże zainteresowanie zarówno wyborców jak i mediów. Blog stał się dla nich źródłem wiedzy o przebiegu kampanii.

E-politycy wciąż w mniejszości

Największą aktywność w zakresie e-marketingu politycznego przejawiają w trakcie kampanii do PE kandydaci Platformy Obywatelskiej. Ilość indywidualnych stron internetowych kandydatów Platformy jest znacznie większa niż liczba serwisów WWW kandydatów pozostałych partii i ugrupowań. Maciej Grabowski, odpowiedzialny za strategię marketingową PO, wyjaśnia: „Podczas najbliższych wyborów ponad 40% polskiego społeczeństwa będzie w tzw. wieku mobilnym (18-44). Zgodnie z taką prognozą demograficzną oraz przekonaniem, że bardzo duży potencjał wyborczy drzemie w ludziach młodych, Platforma wychodzi właśnie do nich. Internet to doskonały i efektywny finansowo środek komunikacji z taką grupą docelową”. Elementem integrującym i spajającym indywidualne strony internetowe kandydatów jest codziennie aktualizowany, wzbogacony o elementy interaktywne m.in. sondy, ankiety, cotygodniowy biuletyn dystrybuowany do ponad 5 tys. internautów (serwis www.platforma.org).

Inne partie w znacznie mniejszym stopniu wykorzystały Internet, być może nie dowierzając w siłę oddziaływania nowego medium. Kampania do Parlamentu Europejskiego rozegra się zatem podobnie jak poprzednie, wyborcze akcje promocyjne - w głównej bazując na tradycyjnych środkach przekazu. Wzrastająca populacja internautów i ich wzmożona aktywność to ważny znak dla polityków, którzy chcąc nie chcąc, będą musieli docenić Internet.

Internetowa kampania wyborcza w USA w liczbach:

  • 113 mln odsłon reklamowych na serwisach WWW wykupił w kwietniu br. komitet wyborczy republikanów
  • Sama witryna G. W. Busha nabyła w tym czasie 5 tys. odsłon.
  • Z kolei John Kerry - kandydat na fotel prezydencki z ramienia demokratów - zdecydował się na zakupienie 52 mln odsłon.

Zainteresowanie wyborców:

  • Z badania Gallupa wynika, że wybory do Parlamentu Europejskiego mogą liczyć na 45% frekwencję
  • Najniższa frekwencja spodziewana jest w Czechach (20%), Estonii (26%) i Słowacji (27%)
  • W całej Unii (z pominięciem nowozrzeszonych państw) jedynie 37% ankietowanych wie, kiedy odbywają się wybory do Europarlamentu

<hr>

Polskie kampanie wyborcze w Internecie

Komentują sieci reklamowe i brokerzy e-reklamy$

Adam Kwaśniewski, sieć reklamowa Ad.net

Muszę przyznać, że pojawiło się kilka zapytań o geotargetowane kampanie wyborcze na Gadu Gadu, ale ponieważ nie sprzedajemy powierzchni w ten sposób, odrzuciliśmy to zapytanie. Była również oferta przeprowadzenia kampanii wyborczej za pośrednictwem naszego produktu GRPnet na Śląsku. Ostatecznie nie została jednak sfinalizowana. I to tyle europarlamentarzystów w Internecie. Jeśli nawet polscy politycy interesują się autoreklamą online nieco szerzej niż jedynie tworzeniem strony WWW, to i tak ich zainteresowanie jest dość powierzchowne. Z pewnością, nie możemy powiedzieć, że w Polsce mamy do czynienia z e-marketingiem politycznym w szerszym wymiarze.

Adam Dyba, sieć reklamowa IDMnet

Muszę stwierdzić, że nie zgłoszono do nas żadnych zapytań dotyczących przeprowadzenia internetowych kampanii wyborczych dla któregokolwiek z kandydatów do Europarlamentu.

Marcin Woźniak, sieć reklamowa ARBOmedia

Otrzymaliśmy kilka zapytań o możliwość przeprowadzenia takich kampanii, aczkolwiek były to przypadki nieliczne.

Benita Jakubowska, firma brokerska CR-Media

Mamy kilka zleceń od partii politycznych. Wszystkie kampanie, które prowadzimy, są dosyć skomplikowane do przeprowadzenia. Wymagają targetowania na 13 okręgów wyborczych, w których będzie wybieranych 54 deputowanych. Tym samym trzeba je bardzo umiejętnie rozplanować, tak by były widoczne w Sieci, a jednocześnie nie kosztowały zbyt dużo, bo – mówiąc szczerze – nasi politycy nie przeznaczają dużych kwot na autopromocję w Internecie. CR Media została poproszona również o wysłanie mailingów reklamowych z sylwetkami kandydatów z poszczególnych partii (rozsyłamy je między poniedziałkiem a piątkiem). Ze względu na ograniczone budżety tych kampanii większość z nich będzie realizowana bezpośrednio przed samymi wyborami.

Tomasz Wileński, firma brokerska Clickad

Nie pojawiły się u nas żadne kampanie wyborcze. Internet jeszcze nie jest w Polsce silnie eksploatowanym medium do prowadzenia politycznej agitacji.