E-Polska w stanie surowym

Oprócz wszystkich bieżących problemów, jakie dźwiga dzisiejsze pokolenie Polaków, naszym wspólnym udziałem jest poszukiwanie straconego czasu.

Oprócz wszystkich bieżących problemów, jakie dźwiga dzisiejsze pokolenie Polaków, naszym wspólnym udziałem jest poszukiwanie straconego czasu.

Wiele wymiarów owej cywilizacyjnej luki, odkrywanej w toku zbliżenia z Unią Europejską, łatwo usprawiedliwić, wskazując na Jałtę i socjalizm. Ale żadna historyczna wymówka nie tłumaczy tych opóźnień, które narastają po roku 1989, zwłaszcza w dziedzinie Internetu i nowej ekonomii.

Uświadomiona i dobrze rozpoznana luka nie jest wcale wyrokiem skazującym. Oznacza kłopot, ale i świadomość drogi prób i błędów, przebytej przez pionierów. Przywołam własne doświadczenie, czyli odbudowę polskiego rynku kapitałowego po jego 50-letniej nieobecności. Ryzykując nowoczesny, zdematerializowany model obrotu, można było ominąć wszystkie wstrząsy, jakich (tzw. big bang) doznało środowisko londyńskiego City i inne giełdy, w drodze od tradycyjnego parkietu do obrotu komputerowego. Inny przykład to światowa rewolucja w ubezpieczeniach społecznych. Przeżywa się na naszych oczach system pamiętający Bismarcka, obciążający aktualnie zatrudnionych na rzecz rencistów i emerytów (pay as you go).

Rozwinięte społeczeństwa starzeją się i tradycyjny system nie wytrzyma obciążeń. Reformując emerytury w Polsce, mieliśmy obraz wcześniejszych eksperymentów, zarówno kunktatorskich prób w Europie, jak i odważnej reformy w Chile. Niestety, dołączyliśmy do tego własne błędy.

Nie inaczej może być w dziedzinie Internetu. Specjaliści są w stanie zdefiniować lukę, ocenić aktualne, światowe trendy i wskazać udane, godne naśladowania wzory skoku do przodu. Nawet sama metodyka ustalania luki internetowej jest do wzięcia, bowiem była to pasja komisarza Unii Europejskiej ds. społeczeństwa informatycznego, Liikanena. Ale nie jego dzieło, czyli dumny plan eEurope, lecz przykłady krajów, które wykazały największą potęgę internetowego skoku, powinny być naszą inspiracją. Dziś są to Irlandia, Finlandia, Szwecja oraz Estonia. Wszystko to, z wyjątkiem Szwecji, to dawne gospodarcze kopciuszki. Wszędzie siłą napędową awansu stała się elektronika.W Szwecji można mówić o ekonomicznym odrodzeniu kraju, który w latach 80. i 90. omal się nie przewrócił pod ciężarem socjalnych zobowiązań. W Finlandii przymus zrobienia czegoś nadzwyczajnego wziął się z poważnego kryzysu i gwałtownego wzrostu bezrobocia, po zawaleniu się rynku radzieckiego. Estonia - wiadomo, na pokolenia uwięziona w imperium ZSRR. Zaś Irlandia była przez pokolenia ubogim krewnym Europy i źródłem emigracji za chlebem.