Melodia na 4G

Inicjatywa Next Generation Mobile Networks (NGMN) ma nakreślić cel i sposoby wdrażania sieci 4G. NGMN to nowa, wspólna inicjatywa siedmiu wielkich operatorów: China Mobile, KPN Mobile, NTT DoCoMo, Orange, Sprint Nextel, T-Mobile i Vodafone. Jej celem jest określenie kształtu i ścieżek migracji do usług mobilnych czwartej generacji (4G), a więc następców należących do 3G rozwiązań opartych na technologiach UMTS, HSDPA, W-CDMA czy EV-DO (do nich zapewne zaliczać się będzie mobilny WiMax).

ITU określa 4G jako usługi oferujące transmisję z szybkością co najmniej 100 Mb/s. Wątpliwe jednak, aby operatorzy doskonale znający rzeczywiste trendy i uwarunkowania rynkowe - zarówno po stronie kosztu budowy i utrzymania sieci, jak i skłonności klientów na różnych rynkach do korzystania z nowinek - chcieli iść w kierunku utrzymania takiej definicji usług 4G. Powodów jest co najmniej kilka.

Prędkość mniej ważna

Przede wszystkim, sam wzrost prędkości transmisji nie jest gwarantem sukcesu w usługach mobilnych. Znacznie większe znaczenie ma pokrycie terytorialne przekładające się na rzeczywiście możliwe zastosowania. Cóż bowiem z tego, że pewne usługi działają w centrum miasta, skoro nie działają już na przedmieściach, o prowincji nie wspominając.

Drugą ważną kwestią jest maksymalna liczba użytkowników jednocześnie korzystających z jednej stacji bazowej i maksymalny użyteczny zasięg stacji. To wskaźniki znacznie ważniejsze, niż surowe liczby odnoszące się do teoretycznej szybkości transmisji w warunkach idealnych. Operatorów (ani użytkowników) nie interesuje maksymalna technicznie możliwa szybkość, lecz wiele innych zagadnień.

Operatorzy muszą z dużym prawdopodobieństwem określić rzeczywiste zastosowania nowych sieci. Muszą ustalić, dla jakiego profilu mobilności przeznaczone będą usługi 4G, jaka ma być maksymalna prędkość niepowodująca zerwania sesji, jakie typy protokołów i rodzaje treści będą przeważać, jakie nowe zastosowania dla sieci mobilnych powstaną i jak wpłyną na jej dynamikę.

Na dziś wiadomo zapewne jedynie tyle, że komunikacja ma odbywać się za pośrednictwem protokołu IP, zapewniać niezawodne przekazywanie sesji między stacjami bazowymi przynajmniej podczas jazdy samochodem i przy utrzymaniu parametrów QoS. Wątpliwe jednak, by na tak prostym zestawie wyznaczników się skończyło.

Zachować władzę

Operatorzy zdają sobie sprawę, że wraz z nową siecią muszą zaproponować użytkownikom nowe, atrakcyjne usługi, które niekoniecznie wiążą się z szybkością. Operatorzy pamiętają, że naziemne usługi rozsiewczej telewizji cyfrowej, które właśnie wchodzą w pierwszą fazę upowszechniania, pozbawiają ich istotnej broni w walce o klienta. Na tych usługach zarobią nadawcy i producenci aparatów, lecz nie operatorzy.

Domeną, którą operatorzy mogą bezpiecznie zachować dla siebie jest budowanie usług komunikacji zintegrowanej. Bez względu na rozwój funkcjonalności dodatkowej w telefonach komórkowych, wciąż są to urządzenia służące w pierwszym rzędzie do komunikacji. Byłoby lepiej, gdyby operatorzy poszli właśnie w tym kierunku - im szybciej, tym lepiej dla nich. Przynajmniej na razie mają nad producentami aparatów i platform aplikacyjnych jedną przewagę: zarządzają tożsamością w swoich sieciach.

Ta przewaga może z biegiem czasu istotnie zmaleć. Udostępniając użytkownikom platformę dla usług IP, operatorzy będą zarządzać tożsamością użytkowników w coraz mniejszym stopniu. Użytkownik korzystający z aplikacji Skype na platformie Pocket PC w sieci komórkowej uwierzytelnia się w serwisie Skype. Fakt, również w sieci GSM, jednak znaczenie tego faktu będzie w praktyce maleć, bo chętnych do zarządzania tożsamością użytkowników w sieci przybywa.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.