Wysyp polskich serwisów Web 2.0

W USA powstaje miesięcznie kilkadziesiąt małych firm, tak zwanych startupów, które zajmują się tworzeniem pomysłowych serwisów internetowych. Większość cechuje orientacja na użytkownika oraz łatwa obsługa. Finansowane najczęściej z funduszy typu venture capital firmy, liczą na zdobycie dużej popularności i pieniędzy. Choć udaje się nielicznym, to sukces takich witryn jak Flickr wykupiony przez Yahoo, pobudza wyobraźnię setek małych firm. W Polsce, oczywiście na mniejszą skalę, można zaobserwować podobny trend.

Niebawem ma się pojawić w polskiej sieci pierwszy serwis umożliwiający bezgotówkową wymianę rzeczy i usług. Jego twórcy chcą stworzyć alternatywę dla internetowych usług aukcyjnych. Z analiz, które zostały przeprowadzone na zlecenie AMS Sp. z o.o. wynika, iż tak zaprojektowany i funkcjonujący serwis może liczyć na bardzo duży odzew, porównywalny z serwisami typu Allegro.pl czy Sympatia.pl. Oczywiście wymaga to określonych nakładów i stosownej polityki reklamowej - wyjaśnia Michał Szlendak z firmy AMS, koordynator projektu Bubbler.pl.

Bubbler.pl ma umożliwić nie tylko wymianę rzeczy, ale również pomysłów, znajomości, porad. Korzystać będzie można z wirtualnej waluty nazwanej "bubbler". Zarówno pomysł jak i wykonanie polskiego serwisu daje podstawę do twierdzenia, iż polscy internauci mogą z wielkim powodzeniem kreować światowe trendy w zakresie nowoczesnych usług internetowych - mówi Szlendak.

Start usługi zaplanowany jest na połowę lipca. Już dzisiaj na stronach Bubbler.pl, można znaleźć ofertę przeznaczoną dla reklamodawców. Trwają zaawansowane rozmowy z potencjalnymi reklamodawcami wśród których są między innymi znane media elektroniczne oraz duże firmy polskie i międzynarodowe - opowiada Szlendak.

Skromniejszym projektem, opartym na podobnym pomyśle bezgotówkowej wymiany jest serwis Podaj.pl. Można dzięki niemu wymieniać się książkami. Jak na razie, po kilku tygodniach od startu, jest 180 aktywnych użytkowników i około 500 zarejestrowanych - mówi Jakub Milewski z Podaj.pl.

Nasz model biznesowy nie zakłada dużego udziału reklamy w serwisie. Reklama będzie, ale raczej nastawiamy się na model "przyjazny użytkownikowi" np. afiliacyjny, prowizyjny, na przykład księgarnie internetowe, lub precyzyjnie targetowaną reklamę kontekstową, niż choćby model CPM - mówi Milewski. Reklama inwazyjna w modelu CPM, w mocno sprofilowanych serwisach, może przynieść pewne korzyści finansowe, ale według mnie w długim okresie może zniechęcić i nie pozwala budować zaufania oraz pozytywnych relacji ze społecznością. W szczególności z "wyrobioną" społecznością internautów, którzy coraz powszechniej ignorują taki przekaz - dodaje. Serwis nie wyklucza przejęcia przez większy podmiot internetowy.

Dużym przedsięwzięciem jest serwis Patrz.pl, który umożliwia wygodne umieszczanie filmów w sieci. Jak podają twórcy, odwiedza go dziennie 60 tysięcy unikalnych użytkowników. Umożliwia zamieszczanie plików wideo, animacji flash, zdjęć, plików audio. Wszystkie dane trzymane są na polskich serwerach. Jak podkreślają twórcy to znacznie odróżnia Patrz.pl, od stron takich jak Video.i123.pl czy Smog.pl, które są tylko agregatorem treści znajdujących się gdzie indziej.

Michał Sadowski, dyrektor kreatywny Patrz.pl, opowiada w jaki sposób serwis zdobył popularność w polskim internecie, po zaledwie sześciu miesiącach działalności: W planowaniu promocji serwisu postawiliśmy głównie na marketing wirusowy. Idealna w tym celu, okazała się funkcjonalność naszej strony polegająca na przypisywaniu poszczególnym plikom adresu w domenie patrz.pl, generowanego na bazie tytułu pliku podanego przez samego użytkownika dodającego plik (np w.polskim.sejmie.patrz.pl dla pliku o tytule "W polskim sejmie"). Nigdy natomiast, nie korzystaliśmy z klasycznej promocji. Dopiero wraz z wypuszczeniem wersji 2.0 serwisu, rozpoczęliśmy poważniejsze kontakty z mediami, które mają na celu podkreślenie pionierstwa, szczególnie na polskim rynku, niniejszego rozwiązania.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.