Ostrożnie z modyfikowaniem internetowych zasobów

Modyfikowanie materiałów wprowadzanych do internetu jest zjawiskiem powszechnym. Wszakże mamy do czynienia z erą miksowania danych na wszelkie możliwe sposoby. Weźmy choćby pod uwagę możliwości, jakie otwierają się przy kolażu elementów graficznych i kreowaniu multimediów. Pojawiają się przy tym jednak pytania o poszanowanie integralności efektów pracy twórczej. Wynikiem podjętych manipulacji może być bowiem całkowite wypaczenie pierwotnego zamysłu autora.

Prawo autorskie wśród uprawnień twórców eksponuje nienaruszalność treści i formy utworu (tzw. prawo do integralności). Uznaje je za osobistą prerogatywę, przysługującą autorowi, bez względu na to, komu służą majątkowe prawa autorskie. Nie można się go zrzec, bądź przenieść na inną osobę. Tak więc nie wolno samowolnie dokonywać modyfikacji i poprawek w cudzej twórczości. Nic w tym dziwnego. Zresztą trudno sobie wyobrazić sytuację, w której upoważnieni pracownicy muzeum zmieniają odcień nieba znanego obrazu. Ewentualnie wycinają z niego fragmenty, które ich zdaniem nie wkomponowują się w całość.

Prawo do integralności

Granica pomiędzy dopuszczalnymi poprawkami, a naruszeniem integralności utworu jest płynna. Weźmy pod uwagę poprawianie błędów ortograficznych - jeśli powstały na skutek zaniedbania autora, jest to bezsprzecznie wskazane. Inaczej trzeba traktować jednak sytuację, w której błędy podyktowano zamierzeniem twórczym. Zauważmy jednak, że ochrona integralności utworu przechodzi pewną ewolucję w obliczu internetu. Nie do pomyślenia jest już restrykcyjne traktowanie nawet drobnej ingerencji w pracę na równi z pogwałceniem praw twórcy. Zresztą nawet przed pojawieniem się techniki informatycznej nie wykluczano poprawek dokonywanych chociażby w artykułach prasowych. Obecnie problemy sprawia chociażby obróbka fotografii cyfrowej (rzecz jasna wbrew woli twórcy).

Równie istotną wagę można wiązać z nieprawidłową kompresją danych. Zwłaszcza, gdy chodzi o opracowania graficzne, które na skutek pochopnych zabiegów stracą na jakości. Naruszeniem integralności będzie doprowadzenie w ten sposób do rozmazania konturów. Nie zawsze będzie się jednak tak działo. Twórca nie musi podchodzić restrykcyjnie do modyfikacji efektów jego pracy. Pomijając oczywiste w tym względzie zasady open source, na czoło wybijają się licencje Creative Commons

Zamówienie nie daje prawa do modyfikacji

Trzeba oddzielić wyraźnie autorskie prawa majątkowe od zakazu naruszania pierwotnego zamysłu autora. Odnieśmy to do przykładu. Zamawiający oprawę graficzną strony WWW nie może samodzielnie, bez zgody twórcy, dokonywać jej zmian. Nawet jeśli jest to podyktowane chęcią sprawniejszego funkcjonowania witryny. Sytuacji takiej nie zmienia nawet przeniesienie majątkowych praw autorskich, bowiem prawa do ochrony integralności, jak już wspomniano, nie można przenieść. W gruncie rzeczy wszelkie modyfikacje treści zamówionych banerów lub animacji musimy uzgodnić z osobami odpowiedzialnymi za ich stworzenie. W przeciwnym wypadku możemy narazić się na nieprzyjemne konsekwencje.

Miksowanie dzieł

Problem ochrony integralności prac dotyka nawet potentatów rynku internetowego. W kwietniu 2006 roku na głównej stronie Google pojawiło się logo, będące zestawieniem prac hiszpańskiego surrealisty Joana Miro. W ten sposób uczczono rocznicę urodzin artysty. Modyfikacja prac nie spotkała się jednak z aprobatą rodziny twórcy i przedstawicieli organizacji the Artists Rights Society, którzy zażądali usunięcia logo. Wskazali przy tym, iż doszło do wykorzystania elementów obrazów bez stosownego uprawnienia. Operator wyszukiwarki niezwłocznie uczynił zadość tym prośbom. Sytuacja wywołała jednak dyskusję wśród użytkowników sieci. Wskazywano, iż zabieg operatora wyszukiwarki w istocie miał przypominać o twórczości autora. Jednocześnie uwypuklano to, że elementem obecnie rozwijającej się kultury jest czerpanie z dotychczasowych prac.

Co wolno wyszukiwarkom

Innym zagadnieniem jest skanowanie zasobów internetowych przez mechanizmy wyszukiwarek. Indeksowanie materiałów przez roboty jest niejednokrotnie połączone z przechowywaniem kopii witryn na serwerach operatora wyszukiwarki. Zresztą powszechnie automatycznie tworzone są też odpowiedniki plików .pdf w formacie html. Choć odesłania do tych kopii są odpowiednio oznaczone, to ich obraz może nie oddawać rzeczywistości. Po pierwsze przechowywane materiały nie odpowiadają często aktualnym danym. Kopie nie są odświeżane tak szybko jak następują zmiany w oryginalnej lokalizacji witryny. Po drugie, operacje takie wiążą się z ingerowaniem w zawartość danych. Dotyczy to choćby dodatkowych ramek, czy nagłówków. Efekty mechanizmów wyszukiwawczych nie naruszają jednak uprawnień twórców. Przede wszystkim łatwo można zrezygnować z indeksowania zasobów przez wyszukiwarkę. O dopuszczalności tworzenia kopii stron przez wyszukiwarki wypowiedział się w lutym 2006 roku sąd federalny w Nevadzie, uznając te zabiegi za mieszczące się w ramach dozwolonego użytku.

Uciążliwe przerywniki

Uciążliwym dla wielu użytkowników internetu zabiegiem jest przerywanie publikacji reklamami. Dotyczy to głównie przedzielania poszczególnych akapitów tekstu banerami, czy okienkami pop-up. Nie można jednak przyjąć, iż w ten sposób dochodzi do naruszenia integralności tekstu umieszczonego na stronie WWW. Zabiegi takie to po prostu odpowiednik formatów, jakie przyjęły już dawno tradycyjne media.

Warto zadbać o możliwość modyfikacji

Okazuje się więc, iż w zasadzie nie wolno samowolnie modyfikować efektów cudzej pracy (abstrahując między innymi od kwestii cytatu), nawet jeśli przybierają one postać zapisu cyfrowego. Wskazane powyżej przykłady pokazują, iż w warunkach internetu uwagę należy przywiązywać głównie do tego, na jakich zasadach udostępniana jest praca. W przypadku Creative Commons, z reguły jest to odpowiednie oznaczenie graficzne wraz z linkiem do tekstu licencji. Z kolei, jeśli zamawiamy konkretne opracowanie dla celów reklamowych, warto zadbać o możliwość "okrojenia" go na pewnym etapie poczynań promocyjnych - czyli uzyskać w tym zakresie zgodę twórcy. Najczęściej zabieg taki przejawia się w skróceniu materiału, czego jesteśmy świadkami na bieżąco w tradycyjnych mediach. Odrębnym od poruszonych problemów zagadnieniem jest kwestia powstania utworów zależnych w wyniku znacznej ingerencji w materiały. Również w takim wypadku ważna będzie zgoda twórcy na rozpowszechnianie takiego opracowania.

***

Autorem tekstu jest Krzysztof Gienas, prawnik, autor szeregu publikacji traktujących o prawie nowych technologii m.in w Networldzie, Rzeczpospolitej czy Magazynie Internet.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.