Czy kino zginie?
Piotr Zalewski | 2006-06-14 10:42:24
Wczoraj w Warszawie odbyło się pierwsze z cyklu spotkanie Salonu Creative Commons Polska. Zaproszeni goście dyskutowali o przyszłości kina i próbowali odpowiedzieć na pytania: Jak zmieni się kino w czasach internetu? Jakie są innowacyjne sposoby dystrybucji i produkcji filmów? Czy kino zginie?
Spotkanie zatytułowane "Godzilla czy Przeminęło z wiatrem? Internet a kino" rozpoczęło się od pokazu filmu "Elephants Dream". Jest to pierwsza produkcja, którą nazywa się mianem "otwartej". Ten animowany film w grafice 3D powstał w całości w "wolnym" programie Blender, dostępnym za darmo dla kilku systemów operacyjnych. Co ważne, obraz został w całości sfinansowany w nietypowy sposób, w głównej mierze z przedsprzedaży DVD. Dwa tysiące osób zdecydowało się zapłacić za film, którego nie widziało i zaufało twórcom. Obecnie "Elephants Dream" jest dostępny za darmo do ściągnięcia na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa. Do kupienia jest również edycja DVD. Można więc samemu stwierdzić na ile jest to profesjonalna produkcja.
Kadr z filmu "Elephants Dream" – pewne prawa zastrzeżone, Blender Foundation, dostępny na licencji CC BY 2.5.
Pokaz był pomyślany jako inspiracja do dyskusji. Zostali zaproszeni Jarosław Jaworski - filmowiec niezależny, współorganizator festiwalu filmów niezależnych TOFFI w Toruniu oraz Kamil Przełęcki - producent filmowy, który uczestniczył m.in. w produkcji i dystrybucji "Ody do radości". Dyskusję prowadził Alek Tarkowski, współtwórca ruchu Creative Commons Polska, a uczestniczyło w niej około 40 osób, które przybyły na spotkanie Salonu.
Kamil Przełęcki opowiedział dlaczego zdecydował się na dystrybucję filmu "Oda do radości" w internecie. Klasyczne rozpowszechnianie jest bardzo drogie, jedna kopia optyczna to koszt rzędu 5 tysięcy złotych, żeby film zaistniał w całej Polsce, trzeba go rozpowszechnić do przynajmniej 50 kin w kraju. To już kwota 250 tysięcy złotych. W związku z tym, żaden z dystrybutorów nie był zainteresowany "Odą do radości". Produkcja trzech studentów Łódzkiej Szkoły Filmowej, która miała bardzo dobre przyjęcie na pierwszych pokazach oraz niezłe recenzje, według dystrybutórów nie miała szans na komercyjny sukces.
Licencja Creative Commons nie oznacza w żadnym wypadku piractwa. Pozwala ona natomiast zadecydować twórcy, co ma się stać z jego dziełem. Może on np. pozwolić na nieodpłatne wykorzystanie utworu muzycznego, ale tylko do celów niekomercyjnych. Zapobiega powstawaniu absurdalnych sytuacji. Na przykład przy licencji C "wszelkie prawa zastreżone" wykorzystanie przez ucznia w szkolnej prezentacji zdjęć pobranych z internetu jest złamaniem prawa.
Na licencji Creative Commons dostępne jest w sieci coraz więcej materiałów. Między innymi wiele zdjęć znajdujących się na portalu Flickr, które można dowolnie wykorzystać np. we własnych pracach. Duża kolekcja filmów jest dostępna do pobrania ze stron archive.org.
Pomysłodawcą licencji Creative Commons jest amerykański prawnik Lawrence Lessig. Jego książka "Wolna kultura" jest dostępna na licencji CC za darmo w internecie. Można również kupić jej edycję papierową wydaną nakładem wydawnictwa WSiP.
Ideę Creative Commons przybliżyśliśmy także w artykule "Masz prawo... skopiować mój utwór"
Więcej: Creative Commons Polska.
Książka "Wolna Kultura"
Film "Elephant's Dream"
Umieszczenie filmu w sieci jest nieporównywalnie tańsze. "Oda do radości" znalazła się w internecie tego samego dnia, którego trafiła do kilkunastu kin w kraju. W pierwszych tygodniach legalnie pobrało ją z sieci 1500 osób, tyle samo obejrzało w kinach. Co ciekawe osoby, który zdecydowały się zobaczyć film w internecie, pochodziły najczęściej z miejscowości w których nie ma kin. Dzisiaj film ogląda średnio 10 osób dziennie. Jego koszt to 5 zł przy wersji "strumieniowej", oraz 10 zł, jeśli zdecydujemy się pobrać go na dysk. Film dostępny jest na stronach iTVP, w w formacie Windows Media i chroniony systemem DRM (digital rights management). Plik traci ważność po 90 dniach, nie można go przegrać znajomemu ani zmienić formatu.
Właśnie zabezpieczenia DRM wywołały najżywsze dyskusje wśród gości salonu. Pytano, po co właściwie jest system DRM, ograniczający możliwość korzystania z filmu. Kamil Przełęcki tłumaczył, że tylko przy tak zabezpieczonym filmie, właściciele praw autorskich zdecydowali się na jego dystrybucję. Choć sam optował za tym, aby film był dostępny bez żadnych zabezpieczeń. Jeden z dyskutantów zapytał czy nie jest to hipokryzja ze strony twórców, że zabezpieczają film na wszystkie sposoby, a każdy, bez najmniejszego problemu może go ściągnąć za darmo z sieci P2P. Inna osoba powiedziała, że nakładanie systemu DRM to jawny przekaz dla widza "Jesteś złodziejem".
Kamil Przełęcki powiedział, że niebawem zamierza uruchomić pierwszą w Polsce internetową wypożyczalnię wideo, w której za opłaty rzędu kilku - kilkunastu złotych będą do pobrania legalne filmy. Będa dostępne zarówno filmy polskie jak i zagraniczne. Co do tych drugich, to Przełęcki wyjaśniał, że jak na razie ich producenci godzą się na sprzedaż tylko przy zabezpieczeniach DRM.
Goście salonu wymienili pomysły, w jaki sposób zarabiać na internetowej dystrybucji filmowej.
- użytkownik może zdecydować się na oglądanie filmu za darmo ale opatrzonego reklamami, lub po uiszczeniu opłaty bez reklam,
- film może zawierać logo sponsora, tam gdzie zwykle znajduje się logotyp stacji telewizyjnej,
- film może być finansowany tak jak "Elephants Dream", poprzez przedsprzedaż DVD.
Zastanawiano się również jakie czynniki decydują o tym, że użytkownicy płacą za film taki jak "Oda do radości" chociaż jest za darmo dostępny w sieciach bezpośredniej wymiany plików. Dyskutanci uznali, że płacą ludzie, które chcą wspomóc twórców, wyrazić uznanie i szacunek. "Jeszcze raz powtórzę - to w dużej mierze od nas zależy czy ci młodzi ludzie będą dalej kręcić filmy" - taki zapis, wraz z namową do kupna filmu można znaleźć na jednej z polskich stron zamieszczających linki do filmów w sieci P2P eDonkey.
Do takiej wizji nie był przekonany twórca, Jarek Jaworski, reżyser filmu niezależnego "1409. Afera w zamku Bartenstein". Opowiedział o swoich kolegach, którzy właściwie przestają chodzić do kina, bo "wszystko ściągają z eMule'a". Również Alek Tarkowski był zdania, że tylko część widzów zdecyduje się na uiszczenie opłaty, jeśli będą mieli darmową alternatywę.
Kamil Przełęcki powiedział na koniec, że nie ma na razie dobrego sposobu na dystrybucję filmu i wszystkie modele biznesowe będą testowane. Goście Salonu zgodzili się co do tego, że szansą dla legalnie działającego sklepu czy wypożyczalni internetowej jest zaprezentowanie sensownej alternatywy dla sieci P2P. Czyli pewności co do jakości, sensownych cen, usług dodanych np. powstania społeczności. Alek Tarkowski ma również nadzieję, że sprawdzi się model sprzedaży zaproponowany przy powstaniu "Elephants Dream".
***
Zapraszamy do wzięcia udziału w sondzie: Ile byłabyś/byłbyś w stanie wydać na film, który można legalnie obejrzeć w internecie w dniu premiery kinowej?
Pokaz był pomyślany jako inspiracja do dyskusji. Zostali zaproszeni Jarosław Jaworski - filmowiec niezależny, współorganizator festiwalu filmów niezależnych TOFFI w Toruniu oraz Kamil Przełęcki - producent filmowy, który uczestniczył m.in. w produkcji i dystrybucji "Ody do radości". Dyskusję prowadził Alek Tarkowski, współtwórca ruchu Creative Commons Polska, a uczestniczyło w niej około 40 osób, które przybyły na spotkanie Salonu.
Kamil Przełęcki opowiedział dlaczego zdecydował się na dystrybucję filmu "Oda do radości" w internecie. Klasyczne rozpowszechnianie jest bardzo drogie, jedna kopia optyczna to koszt rzędu 5 tysięcy złotych, żeby film zaistniał w całej Polsce, trzeba go rozpowszechnić do przynajmniej 50 kin w kraju. To już kwota 250 tysięcy złotych. W związku z tym, żaden z dystrybutorów nie był zainteresowany "Odą do radości". Produkcja trzech studentów Łódzkiej Szkoły Filmowej, która miała bardzo dobre przyjęcie na pierwszych pokazach oraz niezłe recenzje, według dystrybutórów nie miała szans na komercyjny sukces.
Co to jest Creative Commons?
Creative Commons oferuje twórcom licencje, które pozwalają im zachować własne prawa i jednocześnie dzielić się swoją twórczością z innymi. Licencje Creative Commons działają na zasadzie "pewne prawa zastrzeżone" - granice dozwolonego użytku są szersze i wyraźniejsze niż te wytyczone na zasadzie "wszelkie prawa zastrzeżone". Creative Commons szanuje prawo twórców do określenia stopnia, w jakim chcą się dzielić swoją twórczością z innymi. Jednocześnie zachęca do tworzenia wspólnej kultury, której elementy mogą być swobodnie wymieniane i zmieniane (ze strony Creative Commons Polska).
Licencja Creative Commons nie oznacza w żadnym wypadku piractwa. Pozwala ona natomiast zadecydować twórcy, co ma się stać z jego dziełem. Może on np. pozwolić na nieodpłatne wykorzystanie utworu muzycznego, ale tylko do celów niekomercyjnych. Zapobiega powstawaniu absurdalnych sytuacji. Na przykład przy licencji C "wszelkie prawa zastreżone" wykorzystanie przez ucznia w szkolnej prezentacji zdjęć pobranych z internetu jest złamaniem prawa.
Na licencji Creative Commons dostępne jest w sieci coraz więcej materiałów. Między innymi wiele zdjęć znajdujących się na portalu Flickr, które można dowolnie wykorzystać np. we własnych pracach. Duża kolekcja filmów jest dostępna do pobrania ze stron archive.org.
Pomysłodawcą licencji Creative Commons jest amerykański prawnik Lawrence Lessig. Jego książka "Wolna kultura" jest dostępna na licencji CC za darmo w internecie. Można również kupić jej edycję papierową wydaną nakładem wydawnictwa WSiP.
Ideę Creative Commons przybliżyśliśmy także w artykule "Masz prawo... skopiować mój utwór"
Więcej: Creative Commons Polska.
Książka "Wolna Kultura"
Film "Elephant's Dream"
Umieszczenie filmu w sieci jest nieporównywalnie tańsze. "Oda do radości" znalazła się w internecie tego samego dnia, którego trafiła do kilkunastu kin w kraju. W pierwszych tygodniach legalnie pobrało ją z sieci 1500 osób, tyle samo obejrzało w kinach. Co ciekawe osoby, który zdecydowały się zobaczyć film w internecie, pochodziły najczęściej z miejscowości w których nie ma kin. Dzisiaj film ogląda średnio 10 osób dziennie. Jego koszt to 5 zł przy wersji "strumieniowej", oraz 10 zł, jeśli zdecydujemy się pobrać go na dysk. Film dostępny jest na stronach iTVP, w w formacie Windows Media i chroniony systemem DRM (digital rights management). Plik traci ważność po 90 dniach, nie można go przegrać znajomemu ani zmienić formatu.
Właśnie zabezpieczenia DRM wywołały najżywsze dyskusje wśród gości salonu. Pytano, po co właściwie jest system DRM, ograniczający możliwość korzystania z filmu. Kamil Przełęcki tłumaczył, że tylko przy tak zabezpieczonym filmie, właściciele praw autorskich zdecydowali się na jego dystrybucję. Choć sam optował za tym, aby film był dostępny bez żadnych zabezpieczeń. Jeden z dyskutantów zapytał czy nie jest to hipokryzja ze strony twórców, że zabezpieczają film na wszystkie sposoby, a każdy, bez najmniejszego problemu może go ściągnąć za darmo z sieci P2P. Inna osoba powiedziała, że nakładanie systemu DRM to jawny przekaz dla widza "Jesteś złodziejem".
Kamil Przełęcki powiedział, że niebawem zamierza uruchomić pierwszą w Polsce internetową wypożyczalnię wideo, w której za opłaty rzędu kilku - kilkunastu złotych będą do pobrania legalne filmy. Będa dostępne zarówno filmy polskie jak i zagraniczne. Co do tych drugich, to Przełęcki wyjaśniał, że jak na razie ich producenci godzą się na sprzedaż tylko przy zabezpieczeniach DRM.
Goście salonu wymienili pomysły, w jaki sposób zarabiać na internetowej dystrybucji filmowej.
- użytkownik może zdecydować się na oglądanie filmu za darmo ale opatrzonego reklamami, lub po uiszczeniu opłaty bez reklam,
- film może zawierać logo sponsora, tam gdzie zwykle znajduje się logotyp stacji telewizyjnej,
- film może być finansowany tak jak "Elephants Dream", poprzez przedsprzedaż DVD.
Zastanawiano się również jakie czynniki decydują o tym, że użytkownicy płacą za film taki jak "Oda do radości" chociaż jest za darmo dostępny w sieciach bezpośredniej wymiany plików. Dyskutanci uznali, że płacą ludzie, które chcą wspomóc twórców, wyrazić uznanie i szacunek. "Jeszcze raz powtórzę - to w dużej mierze od nas zależy czy ci młodzi ludzie będą dalej kręcić filmy" - taki zapis, wraz z namową do kupna filmu można znaleźć na jednej z polskich stron zamieszczających linki do filmów w sieci P2P eDonkey.
Do takiej wizji nie był przekonany twórca, Jarek Jaworski, reżyser filmu niezależnego "1409. Afera w zamku Bartenstein". Opowiedział o swoich kolegach, którzy właściwie przestają chodzić do kina, bo "wszystko ściągają z eMule'a". Również Alek Tarkowski był zdania, że tylko część widzów zdecyduje się na uiszczenie opłaty, jeśli będą mieli darmową alternatywę.
Kamil Przełęcki powiedział na koniec, że nie ma na razie dobrego sposobu na dystrybucję filmu i wszystkie modele biznesowe będą testowane. Goście Salonu zgodzili się co do tego, że szansą dla legalnie działającego sklepu czy wypożyczalni internetowej jest zaprezentowanie sensownej alternatywy dla sieci P2P. Czyli pewności co do jakości, sensownych cen, usług dodanych np. powstania społeczności. Alek Tarkowski ma również nadzieję, że sprawdzi się model sprzedaży zaproponowany przy powstaniu "Elephants Dream".
***
Zapraszamy do wzięcia udziału w sondzie: Ile byłabyś/byłbyś w stanie wydać na film, który można legalnie obejrzeć w internecie w dniu premiery kinowej?
Ocena:
Twoja ocena:
Komentarze (10)
Po pierwsze: kultura i sztuka ma być dla wszystkich, a nie tylko dla wybranych
Po drugie: siecie takie jak np. eDonkey majš wła?nie zmusić do obniżenia cen filmów, tak aby użytkownik miał legalnš i rozsšdnš alternatywę - oni nadal tego nie rozumiejš
Po trzecie: oglšdanie na komputerze czy nawet na dużym telewizorze LCD to nie to samo co obejrzenie w kinie. Jak na razie tylko milionerzy mogš mieć w domu warunki prawdziwie kinowe.
Po czwarte: w tym kraju internet jest zbyt daleko w tyle (mała przepustowo?ć), więc takie pomysły na sprzedaż internetowš to pudło.
Po pište: popieram w cało?ci Pana "ProstoZmostu"
Fakt, mogłby mi jednak ktoś wyjaśnic jak to jest z tym DRM'em. W artykule napisano, że utwór mozna oglądac przez 90 dni. A co jeśli nagram sobie go na płytkę (- KOPIA-dane niezmienialne) i odtworzę w systemie operacyjnym co najwyżej w mniejszej części kompatybilnym z Windows (np. Linux). Czy tez nadal bedzie mnie scigało ograniczenie owych 90-ciu dni, czy pozostaną mi jedynie wyrzuty sumienia ze złamania prawa? Pomijam uzywanie crackerowkich programów Pozdro.
Re ProstoZmostu: Jedna z firm już zaproponowała taki system zabezpieczania nośników z niepowtarzalnym kodem dla każdego produktu, i w momencie kopiowania ten numer był by możliwy do odczytania i byłby nieodłączną częścią produkcji! Niestety FIRMY FONOGRAFICZNE I WYTWÓRNIE FILMOWE ODRZUCIŁY ten projekt, bo chciały pakowaćkasę w DRM i inne głupstwa! Oczywiście można by wtedy pożyczać nośnik komu by się chciało i ile razy by się chciało, BYLE NIE KOPIOWAĆ, analogicznie można by było z materiałem ściąganym z netu, od razu wiadomo by było jaki użytkownik go ściągnął i czy udostępnił nielegalnie kopię. Oczywiście mógłby sobie nagrać na nośnik (no tylko raz) i oglądać do woli. Niestety zachłanne wytwórnie chciały by aby każdy słuchający czy oglądający ich produkcję w danej chwili WYKUPIŁ licencję, i najlepiej żeby za każdym następnym użyciem także płacił za tą samą licencję! Dlatego nas zaszczuwają od złodziej i piratów.
DRM jest okropnym wymysłem Micro$oftu.
Jeżeli da się odtworzyć to da i się skopiować - proste. Po za tym przymus korzystania tylko z jednej aplikacji lub jednego urządzenia, itp. jest chamstwem. Do tego chamstwem jest karanie za pożyczanie dobra jak i odsprzedaż - to tak jakby mi ktoś zabronił pożyczyć mojego samochodu koledze lub jego sprzedania. W dodatku tak jakby założyli ograniczenie na samochód, że mogę jeździć tylko np. w Warszawie - to jest chamstwo i póki takie chamstwo będzie istnieć, będzie istnieć piractwo. Tyle.
Ostatnio byłem w kinie i niestety pech sprawił, że byłem na czas i musiałem katować się prawie 30 minutowym bloczkiem reklamowym !!!! Jeśli już za coś płacę nie chcę oglądać reklam, jeśli bym nie płacił za bilet to mogę przeboleć takie bloczki.
Kina muszą się więc zdecydować bo podwójne karanie widza jest niedopuszczalne.
Jeśli chodzi o dystrybucję filmów w sieci to DRM w obecnej formie jest nie do przyjęcia. Po za tym wymuszanie na kliencie zakupu lub instalacji produktów konkretnej firmy, w tym przypadku Microsoftu jest niezgodne z prawem. Każdy plik audio czy video powinien mieć unikalny zaszyfrowany znak wodny, który pozwoli w przypadku naruszenia praw własności namierzyć winowajcę. Jeśli ktoś zdecyduje się na bezprawne rozpowszechnianie materiału będzie musiał liczyć się z konsekwencjami. Po za tym taki plik audio czy video nie może mieć żadnych ukrytych rootkitów czy innego szpiegowskiego dziadostwa. Ceny filmów w necie powinny być uzależnione od jakości materiału, nadawanie strumieniowe powinno być najtańsze. Oczywiście można przy tym sprzedawać dodatki, gadżety, plakaty etc. Wytwórnie powinny stworzyć hurtownie swoich produktów i zorganizować poprzez serwisy filmowe sieć sprzedaży. Jeśli ceny filmów będą naprawdę konkurencyjne i wybór będzie duży to p2p stanie się szybko marginesem. No bo kto będzie ryzykował więzieniem, jak może sobie za np.: 5 zł obejrzeć film w sieci.
Wypożyczalnia filmów przez internet za kilkana?cie złotych? To nieporozumienie!!!
Film z normalnej wypożyczalni to 5pln!!!
Ja od kiedy wyposażyłem moje kino w sprzęt z certyfikatem THX Ultra 2, oraz w projektor --- do kina już nigdy nie pójde!
Do?ć mam szczyli żršcych pop-corn i tym podobne ?wiństwo!!!
reklama
Polecane
Prezentujemy raport eCommerce 2011
To piąta edycja naszego raportu. Prezentujemy w nim wyniki naszego - przeprowadzanego do trzech lat - badania polskich sklepów internetowych. W tym roku publikujemy także wyniki innego projektu - zebranych przez Sare opinii użytkowników poczty...
To piąta edycja naszego raportu. Prezentujemy w nim wyniki naszego - przeprowadzanego do trzech lat - badania polskich sklepów internetowych. W tym roku publikujemy także wyniki innego projektu - zebranych przez Sare opinii użytkowników poczty...
© Copyright 2012 International Data Group Poland S.A.
04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12
tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88
04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12
tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88