Czy kino zginie?

Wczoraj w Warszawie odbyło się pierwsze z cyklu spotkanie Salonu Creative Commons Polska. Zaproszeni goście dyskutowali o przyszłości kina i próbowali odpowiedzieć na pytania: Jak zmieni się kino w czasach internetu? Jakie są innowacyjne sposoby dystrybucji i produkcji filmów? Czy kino zginie?

Spotkanie zatytułowane "Godzilla czy Przeminęło z wiatrem? Internet a kino" rozpoczęło się od pokazu filmu "Elephants Dream". Jest to pierwsza produkcja, którą nazywa się mianem "otwartej". Ten animowany film w grafice 3D powstał w całości w "wolnym" programie Blender, dostępnym za darmo dla kilku systemów operacyjnych. Co ważne, obraz został w całości sfinansowany w nietypowy sposób, w głównej mierze z przedsprzedaży DVD. Dwa tysiące osób zdecydowało się zapłacić za film, którego nie widziało i zaufało twórcom. Obecnie "Elephants Dream" jest dostępny za darmo do ściągnięcia na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa. Do kupienia jest również edycja DVD. Można więc samemu stwierdzić na ile jest to profesjonalna produkcja.

Kadr z filmu 'Elephants Dream' – pewne prawa zastrzeżone, Blender Foundation, dostępny na licencji CC BY 2.5.Kadr z filmu "Elephants Dream" – pewne prawa zastrzeżone, Blender Foundation, dostępny na licencji CC BY 2.5.

Pokaz był pomyślany jako inspiracja do dyskusji. Zostali zaproszeni Jarosław Jaworski - filmowiec niezależny, współorganizator festiwalu filmów niezależnych TOFFI w Toruniu oraz Kamil Przełęcki - producent filmowy, który uczestniczył m.in. w produkcji i dystrybucji "Ody do radości". Dyskusję prowadził Alek Tarkowski, współtwórca ruchu Creative Commons Polska, a uczestniczyło w niej około 40 osób, które przybyły na spotkanie Salonu.

Kamil Przełęcki opowiedział dlaczego zdecydował się na dystrybucję filmu "Oda do radości" w internecie. Klasyczne rozpowszechnianie jest bardzo drogie, jedna kopia optyczna to koszt rzędu 5 tysięcy złotych, żeby film zaistniał w całej Polsce, trzeba go rozpowszechnić do przynajmniej 50 kin w kraju. To już kwota 250 tysięcy złotych. W związku z tym, żaden z dystrybutorów nie był zainteresowany "Odą do radości". Produkcja trzech studentów Łódzkiej Szkoły Filmowej, która miała bardzo dobre przyjęcie na pierwszych pokazach oraz niezłe recenzje, według dystrybutórów nie miała szans na komercyjny sukces.

Co to jest Creative Commons?
Creative Commons oferuje twórcom licencje, które pozwalają im zachować własne prawa i jednocześnie dzielić się swoją twórczością z innymi. Licencje Creative Commons działają na zasadzie "pewne prawa zastrzeżone" - granice dozwolonego użytku są szersze i wyraźniejsze niż te wytyczone na zasadzie "wszelkie prawa zastrzeżone". Creative Commons szanuje prawo twórców do określenia stopnia, w jakim chcą się dzielić swoją twórczością z innymi. Jednocześnie zachęca do tworzenia wspólnej kultury, której elementy mogą być swobodnie wymieniane i zmieniane (ze strony Creative Commons Polska).

Licencja Creative Commons nie oznacza w żadnym wypadku piractwa. Pozwala ona natomiast zadecydować twórcy, co ma się stać z jego dziełem. Może on np. pozwolić na nieodpłatne wykorzystanie utworu muzycznego, ale tylko do celów niekomercyjnych. Zapobiega powstawaniu absurdalnych sytuacji. Na przykład przy licencji C "wszelkie prawa zastreżone" wykorzystanie przez ucznia w szkolnej prezentacji zdjęć pobranych z internetu jest złamaniem prawa.

Na licencji Creative Commons dostępne jest w sieci coraz więcej materiałów. Między innymi wiele zdjęć znajdujących się na portalu Flickr, które można dowolnie wykorzystać np. we własnych pracach. Duża kolekcja filmów jest dostępna do pobrania ze stron archive.org.

Pomysłodawcą licencji Creative Commons jest amerykański prawnik Lawrence Lessig. Jego książka "Wolna kultura" jest dostępna na licencji CC za darmo w internecie. Można również kupić jej edycję papierową wydaną nakładem wydawnictwa WSiP.

Ideę Creative Commons przybliżyśliśmy także w artykule "Masz prawo... skopiować mój utwór"

Więcej: Creative Commons Polska.

Książka "Wolna Kultura"

Film "Elephant's Dream"


Umieszczenie filmu w sieci jest nieporównywalnie tańsze. "Oda do radości" znalazła się w internecie tego samego dnia, którego trafiła do kilkunastu kin w kraju. W pierwszych tygodniach legalnie pobrało ją z sieci 1500 osób, tyle samo obejrzało w kinach. Co ciekawe osoby, który zdecydowały się zobaczyć film w internecie, pochodziły najczęściej z miejscowości w których nie ma kin. Dzisiaj film ogląda średnio 10 osób dziennie. Jego koszt to 5 zł przy wersji "strumieniowej", oraz 10 zł, jeśli zdecydujemy się pobrać go na dysk. Film dostępny jest na stronach iTVP, w w formacie Windows Media i chroniony systemem DRM (digital rights management). Plik traci ważność po 90 dniach, nie można go przegrać znajomemu ani zmienić formatu.

Właśnie zabezpieczenia DRM wywołały najżywsze dyskusje wśród gości salonu. Pytano, po co właściwie jest system DRM, ograniczający możliwość korzystania z filmu. Kamil Przełęcki tłumaczył, że tylko przy tak zabezpieczonym filmie, właściciele praw autorskich zdecydowali się na jego dystrybucję. Choć sam optował za tym, aby film był dostępny bez żadnych zabezpieczeń. Jeden z dyskutantów zapytał czy nie jest to hipokryzja ze strony twórców, że zabezpieczają film na wszystkie sposoby, a każdy, bez najmniejszego problemu może go ściągnąć za darmo z sieci P2P. Inna osoba powiedziała, że nakładanie systemu DRM to jawny przekaz dla widza "Jesteś złodziejem".

Kamil Przełęcki powiedział, że niebawem zamierza uruchomić pierwszą w Polsce internetową wypożyczalnię wideo, w której za opłaty rzędu kilku - kilkunastu złotych będą do pobrania legalne filmy. Będa dostępne zarówno filmy polskie jak i zagraniczne. Co do tych drugich, to Przełęcki wyjaśniał, że jak na razie ich producenci godzą się na sprzedaż tylko przy zabezpieczeniach DRM.

Goście salonu wymienili pomysły, w jaki sposób zarabiać na internetowej dystrybucji filmowej.

- użytkownik może zdecydować się na oglądanie filmu za darmo ale opatrzonego reklamami, lub po uiszczeniu opłaty bez reklam

- film może zawierać logo sponsora, tam gdzie zwykle znajduje się logotyp stacji telewizyjnej

- film może być finansowany tak jak "Elephants Dream", poprzez przedsprzedaż DVD.

Zastanawiano się również jakie czynniki decydują o tym, że użytkownicy płacą za film taki jak "Oda do radości" chociaż jest za darmo dostępny w sieciach bezpośredniej wymiany plików. Dyskutanci uznali, że płacą ludzie, które chcą wspomóc twórców, wyrazić uznanie i szacunek. "Jeszcze raz powtórzę - to w dużej mierze od nas zależy czy ci młodzi ludzie będą dalej kręcić filmy" - taki zapis, wraz z namową do kupna filmu można znaleźć na jednej z polskich stron zamieszczających linki do filmów w sieci P2P eDonkey.

Do takiej wizji nie był przekonany twórca, Jarek Jaworski, reżyser filmu niezależnego "1409. Afera w zamku Bartenstein". Opowiedział o swoich kolegach, którzy właściwie przestają chodzić do kina, bo "wszystko ściągają z eMule'a". Również Alek Tarkowski był zdania, że tylko część widzów zdecyduje się na uiszczenie opłaty, jeśli będą mieli darmową alternatywę.

Kamil Przełęcki powiedział na koniec, że nie ma na razie dobrego sposobu na dystrybucję filmu i wszystkie modele biznesowe będą testowane. Goście Salonu zgodzili się co do tego, że szansą dla legalnie działającego sklepu czy wypożyczalni internetowej jest zaprezentowanie sensownej alternatywy dla sieci P2P. Czyli pewności co do jakości, sensownych cen, usług dodanych np. powstania społeczności. Alek Tarkowski ma również nadzieję, że sprawdzi się model sprzedaży zaproponowany przy powstaniu "Elephants Dream".

***

Zapraszamy do wzięcia udziału w sondzie: Ile byłabyś/byłbyś w stanie wydać na film, który można legalnie obejrzeć w internecie w dniu premiery kinowej?

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.