Odesłania - niebezpieczne związki?

Odesłania od zawsze towarzyszyły rozwojowi internetu. Bez nich poszukiwanie informacji w sieci byłoby istną drogą przez mękę. Porównywalną do przysłowiowych poszukiwań igły w stogu siana. Czy warto więc zaprzątać sobie głowę problemem linków? Raczej tak. Okazuje się bowiem, że rozstrzygnięcia odnoszące się do tej problematyki, przynoszą ze sobą szerokie spektrum zagadnień. Choć rodzime sądy jak dotychczas nie miały okazji zmierzyć się z analizą prawną odesłań, to wiedza na ich temat może okazać się przydatna dla stałych bywalców sieci.

Wolność linkowania

Nie będę poświęcał wiele miejsca technicznym aspektom linków. W zasadzie, w dużej mierze, to dzięki nim internet nabrał obecnie postrzeganego kształtu. Jak inaczej wyobrazić sobie wyniki przedstawiane przez sieciowe wyszukiwarki. O tym, w jaki sposób stworzyć link, wie chyba każdy internauta. Nic dziwnego, że to dzięki nim docieramy do znacznej ilości materiałów dostępnych w internecie. W 2003 roku The Internet Rights Forum udostępniło w sieci rekomendacje poświęcone prawnemu statusowi odesłań. Wśród uwag, pojawiło się zalecenie, by uzyskiwać uprzednią zgodę operatora witryny, na której umieszczono pliki, do których odsyłamy. Wymaganie takie wydaje się zbyt wygórowane w realiach internetu. Przecież udostępniającym materiały online zależy na docieraniu do nich użytkowników. Jednocześnie istnieją możliwości techniczne ograniczające bezpośrednie pobieranie plików przez użytkowników docierających do nich za pośrednictwem linku. Chodzi rzecz jasna o sytuacje, gdy materiały umieszczone na stronie, do której odsyłamy nie naruszają porządku prawnego.

Podstawa P2P

Odrębnym zagadnieniem jest odsyłanie do materiałów, których pojawienie się w internecie stanowi naruszenia praw autorskich. Widać to najwyraźniej na konstrukcji aktualnie cieszących się popularnością programów peer to peer. Mechanizmy wyszukiwania znane nieco zapomnianemu już Napsterowi, zastępuje "wklejenie" odpowiedniego linku, inicjującego pobieranie danych. Z punktu widzenia przepisów polskiego prawa autorskiego odpowiedzialność cywilną za naruszenie majątkowych praw autorskich poniesie nie tylko zwielokrotniający bez uprawnienia utwory, lecz także osoba pomocna mu w takich zabiegach. Warunkiem odpowiedzialności jest rzecz jasna świadomość użytkownika o tym, że pomaga naruszyć prawo. W wielu sytuacjach nie będzie to trudne do udowodnienia, biorąc pod uwagę charakter funkcjonujących w internecie witryn, będących faktycznie zestawieniem odesłań połączonych z wyszukiwarką zasobów do kopiowania za pomocą Bittorenta. Większego znaczenia nie będzie miał tutaj fakt, iż na wspomnianych stronach nie umieszczono żadnych plików.

Jak sobie radzą z odnośnikami za granicą?

Tyle o teorii. Przyjrzyjmy się problemowi w zagranicznej praktyce. Już w 2004 roku z internetu zniknął serwis ShareReactor, który zawierał katalog odesłań do pirackich wersji utworów pobieranych za pośrednictwem programu e-Donkey. W listopadzie 2005 roku twórca Bittorenta zapowiedział współpracę z organizację MPAA. Wśród kroków ograniczających skalę piractwa, zapowiedziano usunięcie odesłań do nielegalnych kopii filmów z wyników wyszukiwarki dostępnej pod adresem bittorent.com. Tyle, że nie wpływa to z technicznego punktu widzenia na funkcjonowanie innych serwisów-zestawień linków. Problem istnieje więc nadal. Kilka miesięcy wcześniej - w lipcu 2005 roku, zapadło w Niemczech precedensowe orzeczenie poświęcone odesłaniom w eMule. Problem koncentrował się wokół szwajcarskiej strony WWW zawierającej odesłania do odcinków seriali, w tym epizodów "Rodziny Soprano", "Alfa", "Ostrego Dyżuru". Sąd Regionalny w Hamburgu doszedł do wniosku, iż tego rodzaju odesłania stanowią naruszenie praw autorskich.

Jak widać podejście do problemu odsyłania do materiałów udostępnianych w P2P powoli klaruje się. Przede wszystkim na przeszkodzie uznaniu, iż doszło do naruszenia prawa nie stoi to, iż samo odesłanie nie jest wprowadzaniem nowych treści do internetu. Można rzecz jasna dyskutować o tym, czy umieszczający odesłanie ma świadomość, że ułatwia naruszenie praw autorskich. Teoretyczne rozważania tracą jednak na znaczeniu, gdy obok linku pojawia się: dokładny opis pliku, jakość utworu, format, rozmiar, a czasem to, iż jego oficjalna wersja pojawi się na rynku w przeciągu kilku miesięcy i pozdrowienia dla osób wprowadzających nieoficjalną wersję do sieci. Nie wspominając już o odsyłaniu do oprogramowania komputerowego, w stosunku do którego wyraźnie wyłączono dozwolony użytek prywatny. Co prawda nie każdy z internautów jest świadomy tego ograniczenia. Na uwadze trzeba mieć to, iż nieznajomość prawa szkodzi. Wielu serwisom towarzyszą adnotacje o wyłączeniu wszelkiej odpowiedzialności za ewentualne naruszenia prawa związane bądź do z materiałami na nich udostępnionymi bądź z samymi odesłaniami. Informacje takie mogą uspokajać webmasterów, lecz z prawnego punktu widzenia nie odgrywają większego znaczenia. W grę wchodzi też aspekty karny. O ile udostępnianie konkretnych materiałów w P2P będzie uznane za przestępstwo, to osoba dostarczając środków i informacji pozwalających na popełnienie takiego czynu zabronionego pozostaje pomocnikiem w rozumieniu kodeksu karnego.

Brak rozstrzygnięć

To, że polskie sądy nie miały do czynienia z problemem odesłań nie oznacza, iż w najbliższej przyszłości problem ten nie pojawi się na wokandach. Można tylko domniemywać, że część ze spraw powiązanych z wątpliwą legalnością odesłań, kończy się usunięciem linków niezwłocznie po żądaniu uprawnionych podmiotów.

Na marginesie warto dodać, że sprawa odesłań to nie tylko brak poszanowania dla prerogatyw twórców. Z problemami odesłań borykają się też wyszukiwarki internetowe. Już w 2002 roku Yahoo, Google i Altavista, na żądanie firmy zarządzającej niemieckimi kolejami usunęły odesłania do artykułów naświetlających, w jaki sposób sabotować linie kolejowe. Operatorzy systemów wyszukiwawczych zdecydowali się na takie kroki, wyprzedzając ewentualny finał sądowy sprawy.

Przedstawiony problem to wycinek zagadnień związanych z odesłaniami. W grę może wchodzić również naruszenie prawa konkurencji czy reklamy (jak chociażby odesłania, które nie są wyraźnie oznaczone jako linki sponsorowane), bądź wkraczać w zagadnienia ochrony baz danych (np. głębokie linkowanie) Wiele wskazuje, że niepozorny link stanowiący fundament Internetu wkroczył bowiem na trwałe do grona zagadnień prawnych.

***

Autorem tekstu jest Krzysztof Gienas, prawnik, autor szeregu publikacji traktujących o prawie nowych technologii m.in w Networldzie, Rzeczpospolitej czy Magazynie Internet.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.