Pracownik gorąco poszukiwany

Jakby nie patrzeć, branża internetowa jest wciąż mała i młoda. Osób, które w niej pracują też stosunkowo niewiele. Naprawdę dobrego pracownika zawsze trudno znaleźć. Co dopiero na tak młodym rynku jak internet w Polsce. Coraz więcej osób mówi, że szczególnie trudno o specjalistów do działów sprzedaży i marketingu internetowego. Na pewno nie nadąża system edukacji. W większości wypadków internetowe spółki same muszą sobie wyszkolić pracowników. Albo podebrać ich konkurencji.

Trudno ocenić, jak duża jest skala migracji profesjonalistów w obrębie internetowych spółek i czy zdarza się równie często jak w innych branżach - oczywiście przy zachowaniu proporcji.

Praktycznie wszyscy nasi rozmówcy przyznali, że mają problemy ze znalezieniem odpowiedniego pracownika, szczególnie do działów sprzedaży i marketingu. Jedynie przedstawiciel Onetu, Jacek Makowski, nowy dyrektor sprzedaży usług marketingowych uciął krótko: "nie podzielamy Pani opinii na ten temat".

Prawie jednomyślna diagnoza: ciężko

Benita Jakubowska, dyrektor sprzedaży/ Pion Internet Agory nie ukrywa, że trudno jej znaleźć kogoś odpowiedniego. - Szybko się rozwijamy, więc proces szukania pracowników jest procesem stałym. Niestety osoby ubiegające się o pracę często nie spełniają podstawowych wymagań, by ją wykonywać. Krzysztof Łada, dyrektor zarządzający Ad.net, stawia mniej dramatyczną diagnozę - Nie nazwałbym tego problemami, ale faktycznie zauważamy zmiany na rynku pracy. Kiedyś na każde ogłoszenie o rekrutacji otrzymywaliśmy setki aplikacji, a aktualnie są to najwyżej dziesiątki. W dalszym ciągu jesteśmy w stanie odłowić diamenty, choć wymaga to więcej pracy. Mariusz Kuziak z Interii zasadniczo podziela opinię Krzysztofa Łady - Z jednej strony Interia.pl powiększyła się na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy o kilkadziesiąt osób, z drugiej strony poniekąd jest też tak, że o specjalistów z określonych dziedzin, jest czasem dość trudno. Nie wystarcza bowiem samo bycie świetnym handlowcem - trzeba jeszcze mieć pewną wiedzę techniczno-technologiczną, np. odnośnie możliwości serwowania określonych reklam, no i pojęcie o rynku medialnym oraz modelach sprzedaży przestrzeni reklamowej ogółem. Więc z jednej strony - faktycznie, branża potrzebuje ludzi o dość specyficznych kwalifikacjach, a to zawęża obszar poszukiwań, z drugiej - nie jest na pewno tak, że stanęliśmy jako branża przed ścianą nie do przeskoczenia.

Ostatecznie jednak nasi rozmówcy prezentują odrobinę optymizmu - Nie jest łatwo znaleźć właściwe osoby, aczkolwiek przy większym zaangażowaniu w proces rekrutacyjny jest to możliwe - podkreśla Mrcin Woźniak, dyrektor zarządzający ARBOmedia.

Od strony agencji reklamowych nadchodzą podobne opinie: - Problemy z rekrutacją ma cała branża interaktywna. - mówi Krzysztof Andrzejczak, client service director agencji interaktywnej HYPERmedia. - Trudno jest znaleźć specjalistów na stanowiska "produkcyjne" jak programiści, kreatywne, jak graficy, flash developerzy, ale też bazujące na bezpośredniej pracy z Klientem. Dodaje jednak, nie bez pewnej kokieterii - W przypadku HYPERmedia problem nie jest jeszcze tak poważny. Ze względu na prestiżowe projekty, wykonywane dla dużych klientów, takich jak Konica Minolta, czy Procter&Gamble ludzie, którzy chcą mieć do czynienia z komunikacją w mediach cyfrowych w najlepszym wydaniu, przychodzą do nas sami.

Problemy FFCreation według Marka Piotrowskiego
My, jako FFC szczególnie mamy problem - bo jesteśmy bardziej agencją reklamową działającą w nowych mediach, skupiającą się na komunikowaniu marek w nowych mediach, budowaniu ich wizerunku i świadomości, dla której najważniejsza jest strategia, pomysły i kreacja, a technologia jest elementem pobocznym - niż agencją interaktywną skupiającą się na technologii i połączeniu tego z kreacją.

Dlatego też jeśli szukamy osób na stanowiska strategiczne i 'accounckie', to zwykle nie szukamy ludzi z agencji interaktywnych, tylko szukamy bardziej w szeroko pojętej branży reklamowej. Z agencji reklamowych, eventowych, produkcyjnych, rynku wydawniczego, firm badawczych. Czyli osób z "mediów tradycyjnych". Dzięki temu w FFC możemy się skupiać na obsłudze full service'owej w nowych mediach i integracji różnych mediów komunikacji.
Marek Piotrowski, dyrektor zarządzający agencji interaktywnej FFCreation.com przyznaje, że choć nasza diagnoza jest dość ogólna, "oddaje prawdę w większości".

-
Trudno jest znaleźć na rynku przede wszystkim: - osoby zarządzające; - dobrych accountów i account directorów, dyrektorów strategicznych; - grafików / kreatywnych. Natomiast nie ma raczej problemów z programistami czy juniorami.

Różne przyczyny

Najczęściej nasi rozmówcy wymieniają dwie choroby rynku pracy branży reklamowej i marketingu internetowego: zapóźniony system edukacji oraz często trudne do spełnienia kryteria wobec kandydatów na młodym rynku.

Marek Piotrowski z FFCreation - System edukacji na pewno nie nadąża. Produkuje jak na razie tylko rzesze programistów.... ale nie osób, do agencji reklamowych zajmujących się nowymi mediami. wszystkiego osoby muszą się uczyć na miejscu w agencji. Zgodny jest z jego diagnozą sąd Krzysztofa Andrzejczaka z HYPERmedia - Nie ma szkół, które uczą accountingu, pracy z Klientem, prowadzenia projektu, w taki sposób, jak dzieje się to w agencjach reklamowych. Tak samo sytuacja wygląda w przypadku flash developerów i grafików. Żadna uczelnia nie przygotowuje specjalistów w tej dziedzinie na poziomie, który umożliwiałby projektowanie reklamy internetowej, która odpowiada obecnym oczekiwaniom klientów.

Że odpowiednich kierunków studiów brak, to jedno. Polski system edukacji nie uczy podstawowej rzeczy, potrzebnej w życiu zawodowym: umiejętności uczenia się - to drugie. - Osoba pracująca na rynku internetowym musi być dosyć specyficzna - dodaje Benita Jakubowska. - Od kandydatów wymagamy by:

- chcieli się ciągle uczyć i bardzo szybko przyswajali sobie wiedzę. Jest to praca która wymaga doskonalenia z miesiąca na miesiąc
.

Benita Jakubowska dodaje też inne warunki, jakie musza spełniać kandydaci do jej działu:

- wymagamy, by szybko dostosowywali się do zmian na rynku i wewnątrz organizacji w której pracują;

- byli odporni na stres. Część osób po prostu nie radzi sobie psychicznie z tak dużym natłokiem pracy;

- byli samodzielni, ponieważ nikt na ma czasu na to by pracownika szkolić miesiącami;

- śledzili nowinki technologiczne i "czuli technologię". Osoba taka musi wiedzieć co to jest MP3, podcast i jak samodzielnie dodać kanał RSS
.

Krzysztof Andrzejczak z HYPERmedia jest wręcz zdania, że aby znaleźć gotowego do pracy specjalistę, trzeba go zwyczajnie odebrać konkurencji - Najczęściej jest tak, że specjaliści, których poszukujemy, już mają stałą pracę i są dobrze opłacani, wtedy pozostaje skorzystanie z usług firm head hunterskich.

Do tego samego zagadnienia praprzyczyn obecnego stanu rzeczy zupełnie inaczej podchodzi Krzysztof Łada. Zauważa on mianowicie, że praca w branży internetowej nie jest zwyczajnie tak atrakcyjna dla młodych, jak inne opcje. - Myślę, że to ma związek ze zmianami na rynku pracy i z większą ilością ciekawych propozycji dla ludzi młodych, zarówno w kraju, jak i za granicą.

Podgryzanie

W poszukiwaniu pracowników firmy mogą się podgryzać na dwa sposoby - wychodząc poza internet, by znaleźć elastycznych specjalistów z pokrewnych dziedzin w firmach z doświadczeniem w tradycyjnych mediach. Mogą też podgryzać się nawzajem. Migracje są immanentną cechą każdej branży, a takiej, której środowisko specjalistów jest małe, w szczególności. - Gdy w jednym mieście, nawet tak dużym jak Kraków, są dwie duże spółki internetowe, pewna migracja kadr jest nieunikniona - i to zarówno na poziomie specjalistów różnych dziedzin, jak i wśród menedżerów - mówi Mariusz Kuziak z Interii. - Nie nazwałbym tego jednak headhuntingiem. Znam przynajmniej kilka osób, które kiedyś pracowały w Interia.pl a potem kontynuowały swoją karierę w Onecie czy w WP, i na odwrót - też jest trochę takich osób, które przeskoczyły do Interia.pl właśnie od naszej bezpośredniej konkurencji.

- Zdarzyło się nam upolować specjalistów u konkurencji - przyznaje przedstawiciele HYPERmedia. - Ci, którzy wcześniej byli zatrudnieni u naszej konkurencji pracują w dziale grafiki i multimediów oraz marketingu - mówi .

Krzysztoł Łada tłumaczy - W Adnecie mamy wypracowany system szkolenia pracowników, w którym bardziej od doświadczenia w branży, liczą się predyspozycje i ewentualne doświadczenie sprzedażowe, a całej reszty można się nauczyć.

Dobrego pracownika można oczywiście wykształcić samemu - co jest czasochłonne i kosztowne, ale w dłuższym okresie opłacalne - podkreśla Łada. Można też przejąć kogoś z rynku - "kto jest gotowy do pracy od zaraz". - W przypadku kiedy nie mamy czasu na pierwszą metodę jesteśmy zmuszeni skorzystać z drugiej. Dotychczas zdarzyło się nam raz "przejąć" pracownika konkurencji. Zwykle to raczej konkurencja poszukuje kadr u nas, co w moim mniemaniu jest swoistym dowodem uznania dla naszego systemu szkoleń pracowników nie omieszkał się pochwalić dyrektor zarządzający Ad.net, mając zapewne przed oczyma swojego poprzednika na stanowisku dyrektora zarządzającego, Adama Kwaśniewskiego - obecnie pracownika Google Polska.

Benita Jakubowska wskazuje na trudną do przezwyciężenia trudność - z jednej strony wyszkolić drogo, z drugiej ciężko liczyć na przejście dobrze opłacanych specjalistów z konkurencji. - Ci, którzy są najlepsi, są cenieni przez spółki, w których pracują, więc nie rozstają się z nimi chętnie, a osób przeciętnych nie potrzebuję - sumuje.

Prawie każdy w kwestii szkolenia pracowników prezentuje jednak dobry humor - Nasza strategia nie opiera się na podkupywaniu gwiazd tylko na ich tworzeniu - podkreśla Marcin Woźniak dyrektor ARBOmedia.

We wszystkich internetowych spółkach pracują również osoby związane z tradycyjnymi mediami. Ich jednak skusić było zapewne trudniej, bo mało kto decyduje się na ucieczkę z okrętu, który pewnie pruje po falach. Mało kto decyduje się na przesiadkę na wciąż niesprawdzony, mały - choć zwinny - okręcik.

Polski rynek nie jest odosobniony. W wywiadach przeprowadzonych przez Aquent Marketing Staffing z kadrą zarządzająca 500 najbogatszych spółek świata często pojawia się watek poszukiwania odpowiednich osób do pracy w działach marketingu, które mają już zdobywanie interentowego doświadczenia za sobą. Aż 50-80% odpytanych firm - w zależności od rejonu Stanów Zjednoczonych - chce w bieżącym roku zatrudnić specjalistów. Ci ostatni mogą spać spokojnie. Ich pracodawcy - teraźniejsi lub przyszli - będą musieli ich dopieszczać.

I jeszcze głos o informatykach: Katarzyna Zawrot, kierownik Działu Personalnego WP
Powszechnie wiadomo, że branża informatyczna jest branżą deficytową, jeżeli chodzi o rynek pracy. Wiąże się to z gwałtownie postępującą informatyzacją wszystkich dziedzin życia oraz rewolucją technologiczną, co z kolei skutkuje powstawaniem nowych zawodów, specjalności etc. W Polsce sytuacja nie jest jednak jeszcze tak dramatyczna, jak na zachodzie Europy. Dla przykładu w Niemczech niedobór informatyków wynosi obecnie ok. 21 tys. osób, w Wielkiej Brytanii - 20 tys., we Francji - 15 tys. Natomiast w Polsce liczba brakujących specjalistów sięga "zaledwie" 7 tys. Nie dziwi więc zatem sytuacja, że wśród najczęściej poszukiwanych zawodów na pierwszych

miejscach w Polsce znajdują się profesje związane właśnie z

informatyką (informatyk, programista, grafik komputerowy etc.), a sama branża informatyczna znajduje się na 2. miejscu wśród wszystkich branży najczęściej poszukujących pracowników. Na taki stan rzeczy ma wpływ oczywiście kilka czynników, wśród których wspomniane przeze mnie rewolucja technologiczna i informatyzacja są jednymi z ważniejszych. Ale nie należy tu zapominać o globalizacji gospodarki, rozwoju społeczeństwa informacyjnego, przemianach cywilizacji naukowo-technicznej, a także nieefektywnym - niestety - systemie edukacji. Ten ostatni czynnik ma ogromne znaczenie przede wszystkim w naszym kraju. W Polsce związek między potrzebami rynku pracy a ofertą szkół wyższych jest dość wątły. Z jednej strony polskie szkolnictwo kształci np. zbyt wielu nauczycieli, z drugiej natomiast -

są dziedziny, w których kształci zbyt mało specjalistów (m.in. właśnie w branży informatycznej). Problem tkwi również w tym, że studenci po prostu nie posiadają umiejętności wykorzystania wiedzy w praktyce. Przy czym zaznaczyć trzeba, że osią problemu nie jest młodzież, a złe programy studiów oraz niewłaściwy sposób prowadzenia zajęć, kładący nacisk na posiadanie wiedzy encyklopedycznej, a nie praktycznej.

Co do Wirtualnej Polski, to szczegółowe informacje dotyczące sposobów pozyskiwania specjalistów IT - właśnie ze względu na konkurencyjność tego rynku - traktujemy jako strategiczne i w związku z tym poufne.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.