Nie tylko Firefox

Sukces Firefoksa przerósł chyba najśmielsze oczekiwania jego twórców. Od czasów tzw. wojny przeglądarek władzę absolutną na tym rynku dzierżył MSIE, który zepchnął swego największego konkurenta, Netscape Navigatora, do roli aplikacji niemal niszowej. Żadna władza absolutna nie trwa jednak wiecznie, szczególnie jeśli władca gnuśnieje i pogrąża się w stagnacji - Microsoft uznał, że nic lepszego niż IE nie da się już wymyślić i niemal przestał rozwijać swoją przeglądarkę. Świat oprogramowania nie znosi jednak próżni i szybko znalazło się kilku kandydatów na "tę drugą" przeglądarkę. Wśród nich błyskotliwą karierę zrobił Firefox, który jednak wcale nie zmonopolizował rynku przeglądarek z rodziny Mozilli, czyli bezpośrednio wywodzących się z Netscape Navigatora. Można wręcz powiedzieć, że to sukces Firefoksa jest inspiracją do powstawania coraz to nowych projektów przeglądarek opartych na silniku Gecko, szczególnie tych przeznaczonych dla środowiska linuksowego - choć nie tylko...

Jak to jednak możliwe, że powstaje tak wiele przeglądarek opartych na jednym silniku renderującym? Dzieje się tak za sprawą podjętej przez firmę Netscape jeszcze w 1998 roku decyzji o otwarciu kodu źródłowego swojego silnika o nazwie Gecko i utworzeniu projektu Mozilla. Gecko został wydany jednocześnie na trzech licencjach typu open source: MPL (Mozilla Public License), GPL (General Public License) i LGPL (Lesser General Public License). Rozwijany pod skrzydłami firmy Netscape miał się stać podstawą dla nowych wersji jej produktów, a w razie upadku firmy jego otwarta licencja miała być gwarancją ciągłości istnienia projektu. Tak też się stało - co prawda Netscape ciągle istnieje, ale dziś jest własnością koncernu AOL, a jego wpływ na rynek internetowy można uznać za śladowy. Zupełnie inaczej ma się sprawa z powołaną przez Netscape Fundacją Mozilli, która zawiaduje produkcją kilku programów opartych na silniku Gecko, takich jak Firefox czy Thunderbird, a także wspiera kilka kolejnych (np. pakiet SeaMonkey).

Skąd się biorą jaszczurki?

Oprócz tego w oparciu o tenże silnik powstało w ostatnich latach także kilka zupełnie niezależnych projektów o różnych celach, w tym przeglądarki przeznaczone odpowiednio dla systemu Mac OS X, o nazwie Camino oraz dla Windows - K-Meleon. W ostatnim czasie pojawiły się również kolejne programy, coraz luźniej związane z pierwotnym przeznaczeniem programów z rodziny Mozilli. Jednym z nich jest wspierany przez Mozilla Foundation Sunbird - kalendarz oparty na jednym z komponentów dawnego pakietu Mozilla Suite (obecnie rozwijanego pod nazwą SeaMonkey). Innym ciekawym projektem opartym na silniku Gecko jest internetowy odtwarzacz multimediów Songbird, wzorowany na iTunes, a tworzony przez firmę Pioneers of the Inevitable. Niedawno ukazała się dopiero pierwsza, bardzo wczesna wersja tego programu (o nazwie kodowej Hilda - na razie tylko dla Windows, w przyszłości również dla Linuksa i Mac OS X), będąca jedynie prezentacją samego projektu, nie należy zatem spodziewać się po niej ani stabilności, ani pełnej funkcjonalności.

Silnik Gecko to już zatem nie tylko serce przeglądarek internetowych, ale platforma programistyczna przyciągająca uwagę twórców coraz to nowych aplikacji. Wszystkie one są jednak przede wszystkim zorientowane na usługi sieciowe.

Mozilla zmienia skórę

Kiedy powstawała Mozilla Foundation, jednym z jej głównych celów był rozwój pakietu o nazwie Mozilla Suite, na który składały się: przeglądarka internetowa Navigator, klient poczty Mozilla Mail, edytor HTML działający w trybie WYSIWYG - Mozilla Composer, książka adresowa Mozilla Address Book, oraz klient IRC Chatzilla. Na bazie samej tylko przeglądarki powstał po pewnym czasie projekt Phoenix, który następnie dwukrotnie zmienił nazwę - najpierw na Firebird, a następnie na Firefox. Zmiana nazwy przyniosła również zmiany organizacyjne - projekt został przyjęty pod skrzydła Mozilla Foundation i zainspirował powstanie swojego pocztowego odpowiednika, Thunderbirda. Sukces obydwu tych aplikacji sprawił, że zarząd Fundacji Mozilli zdecydował się skupić wysiłki właśnie na nich, kosztem zaprzestania rozwoju pakietu Mozilla Suite. Decyzja ta została ogłoszona rok temu, 10 marca 2005 roku, i od razu wywołała burzę.

Powstało kilka pomysłów ratowania pakietu, a ostatecznie powołano do życia nowy projekt "społecznościowy", któremu fundacja zaproponowała wsparcie techniczne - miejsce na serwerach wraz z całą niezbędną infrastrukturą programistyczną. Projekt nazwano SeaMonkey - była to nazwa kodowa ostatniej, niestabilnej wersji Mozilla Suite, jest też określeniem pewnego skorupiaka, którego po polsku zwykło się nazywać mianem artemia. Mimo to dosłowne tłumaczenie tej nazwy - małpa morska - wydaje się znacznie przyjemniejsze, a do tego pozostaje w duchu nazw mozillowych projektów.

Pakiet SeaMonkey, czyli stary, dobry Mozilla SuiteKliknij, aby powiększyćPakiet SeaMonkey, czyli stary, dobry Mozilla Suite

W niecały rok po swoich narodzinach, 30 stycznia bieżącego roku, pakiet SeaMonkey doczekał się dojrzałości, kilka tygodni temu wydano bowiem wersję 1.0 tego zestawu aplikacji. Bardzo szybko powstało również jego polskie tłumaczenie oraz specjalnie przeznaczona dla niego strona dostępna pod adresem www.seamonkey.pl.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.