Przyzwolenie na copy-paste w internecie

Skoro poseł na sejm Waldemar Pawlak pozwala, by na jego oficjalnej stronie miał miejsce nielegalny przedruk materiałów bez zgody wydawcy, nie mamy prawa dziwić się, że na tysiącu internetowych stron kwitnie proceder "kopiuj-wklej". Praktycznie wszyscy wytwórcy treści przymykają na to oko.

Anna Kałamaga, która zajmuje się w tygodniku "Polityka" kwestią przedruków przyznaje, że nikt specjalnie nie śledzi tego, co dzieje się z tekstami "Polityki" w sieci. - Nie ma osoby, która monitorowałaby nasze treści, jednak gdy przypadkiem trafimy na przypadek ich nielegalnego skopiowania, to reagujemy.

Nigdy jeszcze żadna sprawa nie trafiła do sądu, choć Anna Kałamaga sądem grozi za każdym razem, gdy odnajdzie skopiowany materiał. - Zwykle wystarcza, że wspomnę o prawie autorskim i zażądam usunięcia nielegalnych publikacji. Wydawcy zwykle idą na rękę osobom, które wykorzystały ich teksty i umawiają się, że mają po prostu zniknąć. - Ci, którzy chcą je zachować, muszą zapłacić - zaznacza Anna Kałamaga.

Przedstawicielka "Polityki" przyznaje, że interwencje nie zdarzają się często - zwykle jest ich kilka w miesiącu. - Gdybym się tym zajęła na poważnie, na pewno znalazłoby się ich więcej - dodaje.

Poinformowaliśmy Krzysztofa Więckowskiego, sekretarza redakcji portalu Gazeta.pl, że na oficjalnej stronie Waldemara Pawlaka jest mnóstwo materiałów, które pochodzą wprost z tego portalu. Gołym okiem widać, że Agora nie interesuje się faktem, że treści, które pojawiają się na portalu, rozlewają się szeroko po sieci. Tym razem uzyskaliśmy zapewnienie - Działania, które zauważyła Pani na stronie www.pawlak.pl, naruszają nasze prawa. Wobec tego sprawa zostanie szczegółowo przeanalizowana i podejmiemy stosowne kroki we właściwym czasie.

Skąd ciche przyzwolenie?
USTAWA z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych
Rozdział 3 "Treść prawa autorskiego ":

Art. 25. 1. Wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radiu i telewizji:

1) już rozpowszechnione:

a) sprawozdania o aktualnych wydarzeniach,

b) aktualne artykuły i wypowiedzi na tematy polityczne, gospodarcze i społeczne,

c) aktualne zdjęcia reporterskie,

2) krótkie wyciągi ze sprawozdań, artykułów i wypowiedzi, o których mowa w pkt 1 lit. a) i b),

3) przeglądy publikacji i utworów rozpowszechnionych,

4) mowy wygłoszone na publicznych zebraniach i rozprawach; nie upoważnia to jednak do publikacji zbiorów mów jednej osoby,

5) krótkie streszczenia rozpowszechnionych utworów.

2. Za korzystanie z utworów, o których mowa w ust. 1 pkt 1 lit. b) i c), twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia.

3. Rozpowszechnianie utworów na podstawie ust. 1 jest dozwolone zarówno w oryginale, jak i w tłumaczeniu.

Rozdział 14 "Odpowiedzialność karna"

Art. 115. 1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega karze pozbawienia wolności do lat 2, ograniczenia wolności albo grzywny.


Jak wyjaśnia profesor Ewa Nowińska, kierownik Zakładu Prawa Środków Masowego Komunikowania Instytutu Wynalazczości i Ochrony Własności Intelektualnej Uniwersytetu Jagiellońskiego z plagiatem mamy do czynienia wówczas, gdy ktoś podpisuje własnym nazwiskiem tekst, który nie został przez niego przygotowany. Plagiat zdarza się zdecydowanie rzadziej i autorzy skopiowanych tekstów są na ten proceder dużo bardziej wyczuleni niż na zjawisko nielegalnego przedruku. Na plagiat istnieje m.in. internetowy bat w postaci serwisu plagiat.pl, gdzie za opłatą wydawca może zgłosić zapotrzebowanie na sprawdzenie oryginalności tekstu poprzez porównanie z bazą publicznie dostępnych dokumentów zgromadzonych w internecie.

Nielegalny przedruk wygląda zazwyczaj niewinnie. Skopiowana jest całość informacji, jednak na dole strony, drobnym maczkiem zaznaczone jest jej źródło. Tyle, że to zupełnie nie załatwia sprawy.

- Przedruk materiałów jest możliwy wtedy, gdy dotyczą tematów politycznych, gospodarczych i społecznych i jedynie wtedy, gdy teksty nie są objęte zakazem przedruku - wyjaśnia profesor Ewa Nowińska.

Zakazem przedruku objęte są strony praktycznie wszystkich liczących się wydawców, którzy produkują najwięcej treści. Od internetowych serwisów Super Expressu, poprzez Gazetę Wyborczą, Newsweek czy Politykę.

Według "Zasad korzystania z portalu Gazeta.pl", zabronione jest między innymi:

a) kopiowanie, modyfikowanie oraz transmitowanie elektronicznie lub w innym sposób portalu lub jego części, a także poszczególnych utworów i baz danych udostępnianych na jego stronach

b) rozpowszechnianie (w tym rozpowszechnianie w celach informacyjnych w prasie, radiu, telewizji oraz w taki sposób, aby każdy miał dostęp do materiałów w wybranym przez siebie miejscu i czasie) publikowanych na stronach portalu, także aktualnych: artykułów, reportaży, wywiadów i innych utworów na jakiekolwiek tematy (w tym na tematy polityczne, gospodarcze i religijne)

Użytkownicy mogą więc korzystać z portalu Gazeta.pl, podobnie jak z serwisu IDG, Super Expressu czy Polityki, wyłącznie w ramach dozwolonego użytku.

Co jest dozwolone? - zamieszczanie odnośników prowadzących do udostępnianych na stronach portalu materiałów tekstowych. Na więcej może pozwolić wydawca wtedy, gdy skieruje się do niego pisemną prośbę.

Treści dla leniwych

Wystarczy spojrzeć na liczne serwisy tematyczne w polskim internecie. Materiały z serwisu IDG.pl czy Internet Standard pojawiają się naprawdę w wielu innych tematycznych serwisach internetowych. Nie będziemy wskazywać palcem, w jakich. Jeszcze więcej niż my takich nielegalnych przedruków znajdzie wydawca Gazeta.pl.

Serwisy, które produkują oryginalne treści, dla wielu osób stanowią łatwe źródło informacji. W optymistycznej interpretacji, nie zdają sobie one sprawy z faktu, że dochodzi do naruszeń praw wydawców. W pesymistycznej zaś interpretacji, po prostu liczą na to, że się im zwyczajnie upiecze. Nieznajomość prawa nie usprawiedliwia, o czym nigdy dość przypominać. Szkoda, że ta nieznajomość sięga do elit władzy ustawodawczej, której przedstawicielem jest poseł X, I, II i III kadencji Waldemar Pawlak. Można przypuszczać, że nie on zajmuje się umieszczaniem wiadomości skopiowanych z portalu Gazeta.pl w swoim oficjalnym serwisie, ale to też nie jest dobre usprawiedliwienie.

Jak większość wydawców, IDG ma jasną politykę licencjonowania treści. Mogą być reprodukowane bezpłatnie, w ograniczonym zakresie, przez organizacje typu nonprofit lub w celach edukacyjnych, o ile przedstawiciele wydawnictwa zostali powiadomieni o tym, kiedy i gdzie treści zostaną użyte.

Co traci wydawca, którego materiały są przedrukowywane?

Oczywiście ich czytelnik może już nie sięgnąć do oryginalnego źródła informacji, skoro nasyci swój głód informacji w innym miejscu. Wydawca traci więc część czytelników czy użytkowników. Jeśli źródło pochodzenia treści jest dobrze wyeksponowane, ktoś mógłby twierdzić, że czytelnik zachęcony trafi ostatecznie do serwisu wydawcy, do którego w przeciwnym razie nigdy by nie trafił. Tak może się zdarzyć, ale dużo bardziej prawdopodobne jest, że pierwsza sytuacja ma miejsce zdecydowanie częściej.

Jak podpowiada Anna Kałamaga z "Polityki", wydawca może też tracić wizerunkowo, jeśli materiały z prestiżowego tytułu, trafiają do tytułu o brukowym charakterze.

Profesor Ewa Nowińska podkreśla, że w Polsce brak jest jednoznacznych regulacji, które określałyby, czy można traktować internetowe serwisy informacyjne jako prasę - z całym bagażem praw i obowiązków. Kryterium rozstrzygającym jest więc kwestia rejestracji tytułu jako tytułu prasowego. Tak czy inaczej, o ile internet chce być postrzegany jako równorzędne z innymi mediami źródło informacji, musi skończyć z wklejankami.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.