Sposoby na muzykę w internecie

Koncerny walczą z sieciami P2P, które umożliwiają nielegalne pobieranie muzyki. Na horyzoncie widać już możliwy sposób rozwiązania konfliktu, czyli wprowadzenie abonamentu. Potencjalni klienci w Polsce niechętnie sięgają jednak do portfela - dlatego, że polski e-commerce jest wciąż we wczesnej fazie rozwoju, a w przypadku sklepów online zapewne dlatego, że cenowej oferty sklepów internetowych nie można uznać za atrakcyjną. Choć polskie sklepy muzyczne są na granicy rentowności, a często nawet pod nią, mają spory potencjał. Serwis muzyczny to w końcu nie tylko koszyk na zakupy. To przede wszystkim możliwość odsłuchania utworu, zobaczenia teledysku, ale też poczytania recenzji, dyskusji z innymi użytkownikami. A skoro tak, to przed wydawcami muzycznych serwisów nieograniczone pole możliwości biznesowych.

Pozyskiwanie muzyki do internetowego serwisu muzycznego Grzegorz Wójcik nazwał dosadnie: drogą przez mękę. Koszt umowy licencyjnej Sony Music Polska to około 400 tys. zł, Universal Music Polska - 600 tys. zł, EMI około 50 tys. zł plus dodatkowo co najmniej 50% ceny każdego sprzedanego utworu oraz miesięczny abonament. Sklep OD2 żąda ok. 60-75 tys. funtów za licencję, czyli ok. 360-450 tys. zł, zaś opłata abonamentowa wynosi ok. 10 tys. funtów, czyli około 60 tys. zł miesięcznie. Grzegorz Wójcik z Interii na konferencji Comuterworld "II Forum na Rzecz Usług Szerokopasmowych" przyznał -Onet nas wyprzedził, ale wciąż próbujemy sił.

Według danych Międzynarodowej Federacji Branży Fonograficznej (IFPI) w pierwszym półroczu br. cały polski rynek muzyczny wart był około 141 mln zł. Odnotował prawie 8% spadek dochodów w porównaniu do analogicznego okresu w ubiegłym roku, przy jednoczesnym wzroście poziomu sprzedaży fizycznych nośników muzyki. Można przypuszczać, że zapotrzebowanie na muzykę nie zmalało w ostatnim roku i ludzie są gotowi wydawać na nią tyle pieniędzy, co dotychczas. Wydają jednak niekoniecznie na legalne nośniki.

Oczywiście tzw. stadion czy sieci p2p to patologie. Nie można jednak szybko zmienić przekonania obywateli naszego społeczeństwa, że muzyka w sklepie - czy to zwykłym czy internetowym - jest za droga. Nowe utwory kosztują zasadniczo tyle samo, ile na Zachodzie, a jak dobrze wiemy zarabiamy odpowiednio mniej.

Po pierwsze: nie stracić

Czy można połączyć ogień z wodą? Zarobek firm fonograficznych, właścicieli sklepów z interesami klientów? Przekonać wytwórnie by na specjalnych zasadach zaoferowały utwory w internecie jest niezwykle trudno. Mówił o tym na konferencji Grzegorz Wójcik z Interii.

Na samej sprzedaży muzyki - czy to utworów, czy całych płyt - nie można w Polsce dobrze zarobić. Onet wzbrania się wciąż przed podaniem jakichkolwiek wyników swojego sklepu. iPlay - serwis muzyczny funduszu MCI Management - osiągnął w pierwszym półroczu ubiegłego roku przychody w wysokości 1 tys.zł.

Zdaniem Grzegorza Wójcika światowy lider tego rynku - iTunes - zarabia przede wszystkim na sprzedaży akcesoriów muzycznych, nie samej muzyki. Jednak sama witryna sklepowa ma całkiem spory potencjał - reklamowy. Obłożenie sklepu reklamami może wydatnie wspomóc uzyskanie rentowności przedsięwzięcia.

Zachodnie internetowe radia dość często praktykują sprzedaż czasu reklamowego przed wybranym przez internautę utworem. Podobnie w przypadku, gdy internauta chce odsłuchać utwór i jednocześnie zobaczyć klip. Grzegorz Wójcik przedstawił wizję serwisu Melo.pl jako platformy dystrybucji teledysków, nie tylko internetowego sklepu.

Inne rozwiązanie umożliwiło utrzymanie się na powierzchni sieci p2p - iMesh, z którą dotychczas walczyły koncerny muzyczne. iMesh zachował strukturę sieci P2P, jednak z usług można skorzystać na zasadach subskrypcji, podobnie jak ma to miejsce w Napster czy Rhapsody. Za 6,95 USD miesięcznie użytkownicy mogą pobierać nieograniczoną liczbę piosenek. Talmon Marco, współzałożyciel i prezes iMesh odgraża się, że w katalogu usługi znajdzie się "nieco więcej plików niż w iTunes" - płatnych plików ma być ok. 2 mln, a darmowych - 15 mln. iMesh ma blokować wszelkie wyniki wyszukiwania plików w przypadkach, gdy nie zostanie zidentyfikowana ich licencja.

Według najświeższych danych firmy Strategy Research już za pięć lat w Europie i Ameryce Północnej 16% całej sprzedaży utworów muzycznych odbywać się będzie online. Klienci w tym roku wydadzą na cyfrowe utwory muzyczne ponad 1 mld USD. W 2010 roku aż 60% dochodów ze sprzedaży pochodzić będzie właśnie z comiesięcznej subskrypcji.

Muzyka: nie tylko dźwięk

Zmienia to sposób myślenia o muzyce. Modele na topie opierają się na przekonaniu, że skoro już musimy wymagać od klienta opłat, to niech to będzie stała, a więc wygodna opłata miesięczna. A jeśli trafi się klient niechętny płaceniu za muzykę w ogóle, klient znany z hipermaketowych poczęstunków, niech odsłucha i zobaczy reklamę.

Chcąc w internecie zarobić na muzyce, trzeba dla niej stworzyć odpowiednią otoczkę.

Internet to świetny nośnik wszelkich treści związanych z muzyką. Nie tylko samej muzyki. Sklep muzyczny, obudowany społecznością, będzie zapewne w stanie wybronić się finansowo. Przykład: w czerwcu Pepsi zasponsorowała serwis muzyczny Wirtualnej Polski.

Już jutro internetowy gigant Yahoo otworzy dwa nowe serwisy wideo. Antony Bruno, komentator Reuters jest przekonany, że to zwiastun nowej dominacji internetu nad telewizją muzyczną. Sieć umożliwia prezentację teledysków gorszej jakości, niż telewizyjne, co jednocześnie sprawia, że teledysk w internecie jest formą finansowo dużo bardziej dostępną dla wykonawców spoza głównego nurtu niż wymagające dużej dozy staranności klipy telewizyjne.

Internauta będzie zaś mógł korzystać z nieograniczonych zasobów biblioteki klipów, które serwis może prezentować na żądanie. -Telewizja pozostaje popularnym medium, który pozwala odkryć teledyski, ale gdy fani wiedzą już, co chcą oglądać, przełączają się do internetu - sumuje Antony Bruno.

Więcej:

Muzyczne e-sklepy - najwyższa jakość, najniższe ceny?

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.