Polityczny plan na bezpłatny internet dla każdego

Dopiero podczas tegorocznych wyborów politycy dostrzegli potencjał sieci i wysupłali fundusze na promocję online. Oprócz mnóstwa bannerów i kilku sponsorowanych odnośników tegoroczna kampania przyniosła również "kandydata internautów" z programem bezpłatnego, bezprzewodowego internetu dla wszystkich mieszkańców kraju. Postanowiliśmy zapytać, jak Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, autor tego pomysłu, zamierza zrealizować swoją wizję.

Nie sądzi Pan, że nieco samozwańczo nazwał się Pan "kandydatem internautów"? Bycie użytkownikiem sieci i posiadanie w swoim programie strategii internetowej niekoniecznie przecież oznacza zbiorowe poparcie wszystkich osób korzystających z sieci...

Grzegorz Kostrzewa-Zorbas: Wśród obecnych polityków niewiele jest osób, które aktywnie korzystają z potęgi internetu, zdają sobie sprawę z jego możliwości, ale też ograniczeń i problemów. Myślę, że bycie aktywnym internautą, chcącym realizować "strategię internetową" odróżnia mnie od większości kandydatów.

Jak Pan chce przekonać internautów, żeby na Pana głosowali?

GKZ: Mam konkretny program adresowany do internautów, na który składa się między innymi powszechny, bezprzewodowy dostęp do internetu. Wierzę, że gdy uda się go zrealizować w Warszawie, będzie to istotny punkt wyjścia, by pomyśleć o realizacji programu na skalę ogólnokrajową. Dla wszystkich jasne jest istnienie dróg publicznych i mostów przez rzeki. Dlaczego więc w XXI wieku, inwestując w betonowe drogi, nie powinniśmy inwestować w autostradę informacyjną? Internautów chcę przekonać przede wszystkim programem.

Zaufanie do polityków w Polsce jest małe, co związane jest m.in. z kompromitacją już kolejnego rządu, wciąż nierozwiązanym problemem korupcji i niezdrowych połączeń świata politycznego i biznesowego. Strategii internetowych mieliśmy już wiele, przerabianych przez polityków z różnych opcji i frakcji politycznych. Jednak do tej pory nikt w Polsce nie zrobił społeczeństwa informacyjnego z nieograniczonym dostępem do sieci dla każdego. Dlaczego Panu miałoby się udać?

GKZ: Projekt tworzenia społeczeństwa informacyjnego nie został zrealizowany do tej pory, bo brak było wśród polityków powszechnej świadomości wagi tego problemu. Ja kandyduję do parlamentu po raz pierwszy. I wiem, że szybką modernizację należy przeprowadzić natychmiast, bo potem będzie za późno. Wie o tym także Donald Tusk, który w rekomendacji dla mnie napisał: "Znam Grzegorza od trudnych czasów stanu wojennego. Później współtworzył politykę zagraniczną wolnej Polski. Ma światowe wykształcenie. Pomaga odnawiać Platformę na Mazowszu. Wie, jak modernizować kraj. Potrzebujemy go w Sejmie."

W Pana programie czytamy o planach stworzenia w Polsce internetu z 3 "b": bezpłatnego, bezprzewodowego i bez ograniczeń dla nikogo. Jak Pan to planuje zrealizować?

GKZ: Swobodny powszechny dostęp do internetu będzie sfinansowany głównie z funduszy Unii Europejskiej, która wspiera modernizację, bo nie chce przegrać wyścigu cywilizacyjnego z Ameryką Północną i Azją Wschodnią. Pozostała część kosztów wielokrotnie zwróci się budżetom polskich samorządów i państwa, gdy wpływy z podatków wzrosną dzięki przyśpieszonemu rozwojowi gospodarczemu (ułatwiając też dalsze obniżanie stawek podatkowych). Nie znikną podatki płacone - ani miejsca pracy tworzone - przez prywatnych dostarczycieli dostępu, bo to od nich dostęp będzie kupowany za środki publiczne w interesie publicznym. Dobro publiczne będziemy łączyć z rynkiem. Dodatkową wielką korzyść finansom publicznym da wprowadzenie e-państwa i e-samorządu. Uderzy to w korupcję i marnotrawstwo, a zwielokrotni efektywność rządzenia. Ale e-Polska i e-Warszawa (ani e-Gdańsk czy e-Piaseczno) są niemożliwe bez swobodnego dostępu do internetu dla wszystkich obywateli. Nikogo nie wolno wyeliminować. Powszechny internet jest niezbędny w XXI wieku jak umiejętność czytania i pisania we wszystkich poprzednich. Państwo i samorządy są współodpowiedzialne za rozwój kapitału ludzkiego i infrastruktury narodowej. To misja cywilizacyjna. Piszę głównie o swobodnym dostępie do internetu w Warszawie, bo mój program przedstawiam do decyzji wyborczej mieszkańcom Warszawy - warszawskiego okręgu wyborczego. Jednocześnie mocno i aktywnie popieram podobne inicjatywy lokalne i regionalne - na przykład w Gdańsku i na Pomorzu, które przynajmniej co do pomysłu (jeszcze nie realizacji) wyprzedziły Warszawę i Mazowsze. Trudno tylko byłoby pokryć swobodnym internetem jako dobrem publicznym całe terytorium kraju łącznie z niezamieszkanymi puszczami, wydmami czy jeziorami. Możliwe technologicznie, nieuzasadnione ekonomicznie, wątpliwe ekologicznie. W rezerwatach przyrody nie ma miejsca na rozwój gospodarczy. Ale wszędzie tam, gdzie żyją społeczności ludzkie, internet potrzebny jest jak powietrze.

Jaki jest Pana zdaniem sposób na uzdrowienie rynku telekomunikacyjnego w Polsce? Jakoś URTiP nie może sobie specjalnie poradzić ani z monopolem TPSA ani z oligarchią operatorów telefonii komórkowej...

GKZ: Skoro jest urząd, który sobie nie radzi ze swoimi obowiązkami to należy albo poszerzyć jego kompetencje, albo zlikwidować. Jestem za pierwszym rozwiązaniem. To jak konkretnie poradzić sobie z monopolem TPSA i oligarchią operatorów telefonii komórkowej wymagałoby profesjonalnej ekspertyzy prawnej. Będę naciskał, by przyszły rząd przyjrzał się tej sprawie poważnie w ramach programu liberalizacji rynku.

Czy chciałby Pan, aby rynek internetowy był regulowany w dużej mierze przez państwo?

GKZ: Praktyka pokazuje, że im mniej państwa w gospodarce tym lepiej. Chciałbym, aby rynek internetowy w ogóle nie był regulowany przez państwo.

W jaki sposób zamierza Pan zrealizować program e-Polska?

GKZ: Najpierw powszechny dostęp do internetu, o czym mówiłem wcześniej. Następnie wprowadzanie e-standardów do administracji. ZUS, Urzędy Skarbowy, Krajowy Rejestr Sądowy ... na potrzeby tych i innych instytucji należy wdrożyć oprogramowanie, które umożliwi obywatelom załatwianie większości spraw przez internet. To jest projekt pomyślany na lata, ale niezbędny do przeprowadzenia. Ale żeby go przeprowadzić, trzeba przede wszystkim zacząć.

Aby całe społeczeństwo korzystało z usługi internetowych, zwłaszcza administracyjnych (wypełnianie dokumentów online etc), poza tym, że niezbędny jest dostęp do sieci, obywatel musi również znać kilka podstaw internetu - jak Pan chce wyrównać ten podział?

GKZ: Internet staje się coraz bardziej powszechny. Nie znam ani jednego studenta, który nie korzystałby z sieci. Uczyć należy od najmłodszych lat. Młodzi przekażą wiedzę starszym, rodzeństwu, rodzicom. Coraz więcej osób ma dostęp do internetu. A to oznacza, że każdy nawet nieinternauta zna kogoś, kto taki dostęp posiada. Może więc poprosić o pomoc. W Polsce jest około 10 milionów internautów. Jeśli każdy z nich pomoże trzem osobom, to problem w istocie okazuje się fikcyjny.

Ile powinien kosztować internet w Polsce (średnie połączenie szerokopasmowe)?

GKZ: Proporcjonalnie do zarobków. Przykładowo w Irlandii najniższa miesięczna pensja wynosi około 1000 euro. I tam szerokopasmowy dostęp do internetu kosztuje 30 euro. W Polsce nie powinien więc kosztować więcej niż 25 zł. Ale ten koszt byłby dalej obniżony w przypadku masowego zakupu ze środków publicznych.

Coraz częściej mówi się o postępującym "cyfrowym rozwarstwieniu" społeczeństw zachodnich - jak powinno się ten problem rozwiązywać?

GKZ: "Cyfrowe rozwarstwienie" na mających dostęp do komputerów i internetu oraz wiedzę jak z nich korzystać oraz nie mających takiego dostępu i wiedzy, grozi trwałą nierównością szans, oznacza zanik solidarności społecznej i - w kategoriach ekonomicznych - marnotrawienie zasobów ludzkich. Program powszechnego dostępu do internetu ma właśnie temu zapobiec, podobnie jak powszechna oświata w XIX i XX wieku zapobiegła podziałowi na umiejących czytać i pisać oraz analfabetów pozbawionych perspektyw.

Czy uważa Pan, że nauczanie informatyki w szkołach jest dobrze prowadzone?

GKZ: Uważam, że informatyki w szkołach każdego poziomu przede wszystkim jest za mało. Warto pomyśleć o ograniczeniu godzin przedmiotów mało przydatnych na rzecz informatyki. Każdy powinien znać podstawy chemii czy fizyki, ale obsługa podstawowych aplikacji internetowych przydaje się na pewno bardziej niż znanie na pamięć tablicy Mendelejewa.

Jakie systemy operacyjne powinny pojawić się w pracowniach informatycznych w polskich szkołach: czy postawiłby Pan na promocję Windows czy raczej systemy Uniksowe? Jakim łączem do internetu powinna dysponować szkoła?

GKZ: Szkoła nie powinna promować konkretnej firmy czy systemu, a dostosowywać się do istniejących realiów. A jakie są realia, wszyscy wiemy. Windows to praktyczna podstawa. Systemy Unixowe powinny być w ramach rozszerzonych programów informatyki. Szkoła powinna dysponować łączem przede wszystkim stabilnym i niezawodnym. Szybkość łącza powinna być dostosowywana do bieżących realiów.

Jakie widzi Pan rozwiązanie dla narastających problemów pornografii i pedofilii w sieci, dostępu dzieci do takich treści?

GKZ: Unikalną zaletą internetu jest brak możliwości ocenzurowania go. Na pornografię istnieje prosty sposób - nie chcę, to nie oglądam. Ściganiem pedofilii powinna zająć się policja i prokuratura. Dzieciom dostęp do takich treści powinni blokować przede wszystkim rodzice, na przykład przy pomocy oprogramowania, które służy do takich celów.

Mówi Pan, że uczył się internetu w USA, później w Japonii. Jak to doświadczenie chce Pan przełożyć na Polskę? Czy idzie Pan tropem Wałęsy zbudowania drugiej Japonii?

GKZ: W Polsce nie da się zrobić drugiej Japonii, choćby ze względu na uwarunkowania historyczno-kulturowe. Mówiąc o uczeniu się internetu w USA, a później w Japonii miałem na myśli fakt mojego kilkuletniego studiowania i pracy w tych krajach. Widziałem, jak internet działa u najlepszych w tej dziedzinie. I pewne wzorce chcę przenieść do Polski.

Dziękuję za rozmowę.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.