Bogusław Wołoszański: "Internet nie jest dla mnie wiarygodnym źródłem informacji"

"To, że noszę okulary to jest efekt tego, że wiele, wiele godzin spędziłem przy grach komputerowych" - mówi w rozmowie z PCWK Online Bogusław Wołoszański, twórca programu telewizyjnego "Sensacje XX wieku" i autor wielu książek o tematyce historycznej.

PC World: Pamięta pan jeszcze swój pierwszy komputer?

Bogusław Wołoszański: Był to rok 1985, byłem wówczas na praktyce w Londynie i z zaoszczędzonych pieniędzy, za 130 funtów, wówczas kwotę ogromną, kupiłem Sinclaira Spectrum Plus 48 kilobajtów. Taki bardziej rozbudowany kalkulator, ale było to już jakieś zaznajomienie z logiką komputerów, były pierwsze zabawy, nauka programowania takiego specyficznego języka. Trudno mówić, żebym go używał do pracy, to była raczej zabawka służąca do gry w jakieś prymitywne gry albo właśnie do robienia jakiś prostych programików. Potem pojawił się komputer Amstrad, który miał dwa floppy diski, co już było dużym osiągnięciem. Tak się właśnie zastanawiam, że program którego wówczas używałem do pracy, nazywał się Symfonia, to on się mieścił na jednej dyskietce 5-calowej! Od tego czasu komputer cały czas jest w użyciu.

Bogusław Wołoszański
Bogusław WołoszańskiKliknij, aby powiększyćBogusław WołoszańskiBogusław Wołoszański - twórca programu "Sensacje XX wieku", który od 1983 roku - do niedawna - był prawdziwym przebojem polskiej telewizji oraz programu "Encyklopedia II wojny światowej". Autor książek z serii "Sensacje XX wieku" i "Encyklopedii II wojny światowej" oraz takich pozycji, jak "Ten okrutny wiek", "Tajna wojna Adolfa Hitlera", "Tajna wojna Stalina", "Twierdza szyfrów". Wszystkie stały się przebojami, od początku zajmującymi czołowe miejsca na listach bestsellerów. Niedawno zrezygnował z pracy w telewizji polskiej. Zamierza poświęcić się pisaniu książek oraz pracy nad stworzeniem nowego podręcznika historii.


Komputera używa Pan głównie do pracy?

Bogusław Wołoszański: W pracy faktycznie komputer jest niezbędny. Przyznam się jednak, że używałem go również do gier, aczkolwiek to się fatalnie odbija na wzroku. Pomimo tego, że zawsze dbałem o to, żeby mieć najlepszy w danym momencie monitor, że starałem się oszczędzać wzrok, to jednak gry są dewastujące dla oczu i to, że noszę okulary to jest właśnie efekt tego, że wiele, wiele godzin spędziłem przy grach. Komputera używam jako maszyny do pisania, jako archiwum, do połączeń z Internetem, a w wersjach mniejszych, kiedy noszę ze sobą komputer kieszonkowy z GPS-em - jako mapę, która ułatwia mi poruszanie się po mieście.

Zdradzi Pan, nad jakimi grami spędzał tyle czasu?

Bogusław Wołoszański: Dune, Wolfenstein, Duke Nukem. Kiedyś najbardziej pasjonowały mnie strzelanki. Przede wszystkim dla odprężenia. Ponieważ kończyłem pracę dość późno zawsze przed pójściem spać rezerwowałem sobie na elektroniczną rozrywkę taką godzinę po pracy, która często zamieniała się w dwie, trzy... Z jednej strony lubię gry, w których trzeba zdobywać, zbierać bogactwa naturalne, budować bazy, a z drugiej proste strzelanki. Ale to już przeszłość, wiele lat temu z tego zrezygnowałem właśnie ze względu na oczy.

Do czego wykorzystuje Pan Internet?

Bogusław Wołoszański: Jeśli chodzi o wyszukiwanie informacji w Internecie to podchodzę do tego bardzo ostrożnie. W sumie w Internecie znalazłem bardzo mało ważnych, rzetelnie podanych informacji, zresztą nigdy tak do końca nie wiem, na ile one są prawdziwe. Kiedy kupuję książkę to nazwisko autora czy nazwa wydawnictwa informuje mnie wyraźnie o tym, co tak naprawdę kupiłem. W Internecie trafiam na jakąś stronę i trudno mi ocenić, co i kto się za nią kryje. Dlatego nie jest to dla mnie wiarygodne źródło informacji, a jedynie źródło pomocnicze. Internet to przede wszystkim szybka łączność, możliwość szybkiego przekazywania tekstów i zdjęć. Oczywiście korzystam też ze źródeł dostępnych w Internecie, ale tylko wtedy, kiedy mogę te źródła ocenić. Na przykład, ostatnio poszukiwałem zdjęć z zamachu na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. I wtedy, mając już pewną wiedzę na ten temat, mogę ocenić czy są to zdjęcia autentyczne. Wtedy tak, po takie źródła sięgam.

Czyli nie taki ten Internet cudowny?

Bogusław Wołoszański: Nie ma ideałów. Oczywiście dobre strony Internetu to wspomniana szybkość przekazu, możliwość tak pełnej łączności ze światem. Ja wykorzystuję Internet również do kupowania książek z Amazon, bez tego nie wyobrażam już sobie funkcjonowania. Jest to też oczywiście ogromny zasób wiedzy. Planując każdą podróż sięgam do Internetu, np. żeby wybrać i zarezerwować pokój w hotelu, odwiedzam oficjalne strony miast, żeby zebrać informacje o miejscu, do którego się wybieram. To jest ogromna zasługa Internetu. Natomiast wadą - że są to w większości anonimowe materiały i ich wiarygodność stoi pod wielkim znakiem zapytania. I na to trzeba bardzo uważać.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.