Maciej Grabski, współtwórca strategii Wirtualnej Polski: WP miała być polskim Yahoo!
Anna Meller | 2004-08-25 11:00:01
Zarówno WP jak i Yahoo! powstały w tym samym roku i miały podobne plany: prowadzenie portalu, fuzje z firmami internetowymi, debiut na giełdzie. Amerykańskiej spółce się udało - a dlaczego WP nie? O przeszkodach w postaci zbyt surowych zasad Giełdy Papierów Wartościowych i braku deregulacji rynku telekomunikacyjnego opowiada w wywiadzie dla Internet Standard Maciej Grabski, pierwszy inwestor spółki, członek rady nadzorczej WP, osoba dbająca o strategię portalu. - Wirtualna ma jeszcze szansę zrealizować swoje plany, stać się niezależnym i zyskownym przedsięwzięciem - uważa Maciej Grabski.
Internet Standard: W 1997 roku Centrum Nowych Technologii - firma, która stworzyła Wirtualną Polskę - przeżywała zastój. I wtedy pojawił się w niej Maciej Grabski - mówi się o Panu, że na nowo wprawił Pan CNT w ruch. Pamięta Pan ten moment?
Maciej Grabski Maciej Grabski: Pamiętam, że zanim trafiłem do CNT, jeździłem po targach komputerowych i szukałem ludzi, którzy byliby w stanie stworzyć oprogramowanie do handlu w internecie. Michał Kołodziejczyk, który współtworzył WP polecił mi CNT, podkreślając, że jest to spółka, w której pracują ciekawi ludzie. Poszedłem na spotkanie z Jackiem Kawalcem, Leszkiem Bogdanowiczem i Markiem Borzestowskim. Zainteresowałem się inwestycją w spółkę. Przygotowałem krótki biznes plan, gdzie postawiłem taką tezę: Wirtualna Polska będzie jak petarda - wejdzie na giełdę, ściągnie z rynku niebotyczne 5 mln zł i zrobi wielki sukces. Byłem pełen entuzjazmu i tym właśnie zaraziłem kolegów z CNT. Zaczęliśmy działać. Odkupiłem udziały od akcjonariuszy, którzy się nie angażowali w spółkę, a w pracy pojawiłem się 2 stycznia 1998 roku. Od tego momentu zacząłem uczyć się przedsiębiorstwa. Rzeczywiście dość szybko zaczęliśmy realizować określoną wcześniej strategię. Spółka zaczęła się dynamicznie rozwijać.
Co się wtedy działo?
Na początku spółka mieściła się w dwóch pokoikach, było nas kilka osób. Szybko jednak pozyskaliśmy nowych pracowników - w niedługim czasie w CNT pracowało już 40 osób. Nawiązaliśmy kontakt z Intelem, z Netscape'em. W zasadzie w ciągu kilku miesięcy ułożyliśmy spółkę pod kątem portalu. Zaczęliśmy kooperować z zewnętrznymi dostawcami usług i treści. Radio Wawa udostępniało nam na żywo newsy. To były fajne czasy. Najważniejszy był nasz zespół, ludzie. Musiałbym długo wymieniać wszystkich... Wojtek Zwiefka był kluczową postacią, bo na nim opierała się strategia rozwoju technologicznego portalu. On się zajmował też wyszukiwaniem. Jest to osoba ze wszech miar zasłużona. Razem z Michałem Kołodziejczykiem są w spółce od początku, od pierwszego dnia i to oni zachęcili wielu studentów Politechniki Gdańskiej do pracy w CNT - właściciela portalu WP.
Podobno pojawił się Pan w CNT w krótkich spodenkach i butach za kostkę...
Tak, miałem swoje 5 minut. Wtedy swobodnie mogliśmy kreować nasz wizerunek i nasz biznes. Wszystko było takie harmonijne, świeże.
Kiedy powstał sam pomysł na prowadzenie tylko i wyłącznie portalu? Wcześniej CNT zajmowało się przecież usługami dostępowymi, tworzeniem serwisów WWW.
Na pewno taką osobą, która w ramach CNT promowała portal Wirtualna Polska, był Leszek Bogdanowicz. Natomiast ja wyszedłem z pomysłem, by robić wyłącznie portal. Sama strategia powstawała wspólnie, zespołowo. W tym czasie głośno było o sukcesie rynkowym spółki Agora, akcjach pracowniczych. I przy całym szacunku dla konkurenta, pamiętam, że wtedy powiedziałem: "Wirtualna będzie większa od Gazety". Wydawało mi się, że prowadzenie portalu jest kluczowe, taki produkt ma olbrzymią siłę medialną, zasięg, użytkowników, o których my mówiliśmy "przyjaciele Wirtualnej."
Obiecał Pan, że będzie inwestował w spółkę tak, by mogła prowadzić portal?
Tak było i tak się stało. Inwestowałem w spółkę aż do momentu wejścia innych inwestorów. Po moim wejściu do CNT kilkuosobowa załoga zwiększyła się do 40 osób w połowie 1999 roku, kiedy to wchodził nowy inwestor. Trzeba zaznaczyć, że wszedłby wcześniej, gdyby nie odejście prezesa CNT. Reasumując, w tamtym czasie wspólnie pracowaliśmy, mając moje wsparcie kapitałowe.
Jak spółka pozyskała Intela jako inwestora?
Znaleźliśmy Intela przez Dom Maklerski Penetrator, który wynajęliśmy w tym celu. Pamiętam, że przedstawiciele Penetratora pojechali na zjazd funduszy venture capital. Na jednym ze spotkań podobno siedział jeden z wiceprezesów z grupy Intel, z pochodzenia Hindus i jadł mleczną zupkę. On był guru inwestorskiego rynku IT. Wszyscy zainteresowani podchodzili do niego z propozycjami inwestycji. Przy stole pojawili się ludzie z Penetratora, mówiąc: "jesteśmy z Polski i chcieliśmy przedstawić projekt Wirtualna Polska z Gdańska." Podobno guru odłożył na chwilę łyżkę, zerknął do kajetu i postanowił, że przyleci do Gdańska. I rzeczywiście tak się stało. Pamiętam, że cała delegacja nie zmieściła się do pokoju naszego zarządu. Nie mogę zapomnieć komentarza wiceprezesa Intela, kiedy obejrzał naszą siedzibę, a powiedział wtedy: "Kocham firmy garażowe, inwestujemy!". I zainwestował, a konkretnie Intel Capital. Tak wyglądała skrócona wersja historii wejścia Intel Capital do WP.
CNT prowadziło też negocjacje z Softbankiem. Dlaczego się nie powiodły?
Nie chce wracać do tego. Mogę powiedzieć jedynie tyle: negocjacje skończyły się tym, że w ciągu 3 dni podpisaliśmy umowę z firmą Prokom.
Jak to się stało, że Prokom, który wcześniej był niechętny w zaangażowanie się w sprawy internetowe, postanowił zainwestować w 1999 w CNT?
W tamtym czasie było już głośno o firmach internetowych. I chyba dlatego Prokom dojrzał do decyzji o inwestycji. A poza tym inwestował w spółkę, która miała wstępną deklarację inwestycyjną od Intela. Ja byłem dumny, że będziemy wspólnikiem Intel Capital. Myślę, że Prokom też był zadowolony.
Leszek Bogdanowicz wspominał, że było w CNT dużo konfliktów między Panami...
Nie chcę tego pamiętać. Trzeba podkreślić, że ja zajmowałem się głównie negocjacjami z inwestorami i partnerami biznesowymi, a Leszek bieżącym zarządzaniem spółką. Swoją pracę wykonałem: uzgodniłem wejście do CNT jednego z funduszy NFI. Gdyby Leszek nie odszedł i nie zadzwonił z tą informacją do inwestora, to pewnie dostalibyśmy pieniądze szybko. Myślę, że w tych opowieściach o niezliczonych konfliktach jest dużo przesady.
Podobno miał Pan za dużo pomysłów jak na ówczesne realia rynkowe...
Nie sądzę, aby pomysłów było za dużo. Wtedy byłem nastawiony na znalezienie inwestora. Zresztą pomysły pomysłami, a liczą się fakty; inwestorzy wpłacili kapitał. Podkreślam: ja byłem skupiony na działaniach operacyjnych na zewnątrz, Leszek zajmował się zarządzaniem firmy od wewnątrz. Trudno więc tu mówić o konflikcie.
WP miała być takim polskim Yahoo!...
Tak, zresztą słyszałem jak przedstawiciele Intela powiedzieli tak o nas, jak przedstawiali Wirtualną Polskę ludziom ze Stanów. Podobnie na spotkaniu ze mną szef rozwoju biznesu Netscape'a, też użył sformułowania: "Wirtualna Polska to takie polskie Yahoo!" Przyjemnie było tego słuchać, nie powiem!
Losy Wirtualnej potoczyły się jednak inaczej niż historia Yahoo!...
Yahoo! jest przedsiębiorstwem, które kształtuje rynek w USA, ma zyski, stało się spółką giełdową, która przejmowała swoich konkurentów czy partnerów, emitując nowe akcje. Wejście na giełdę było kluczem dla sukcesu Yahoo!. Wirtualna Polska tego wszystkiego nie ma. Historia WP mogła się ułożyć, jak historia Yahoo - spółki, która jest teraz warta kilkadziesiąt miliardów dolarów. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że rynek polski jest nieporównanie mniejszy niż w USA i wszystko trzeba widzieć w proporcjach, ale sądzę, że jest możliwe, by ponownie starać się podążać ścieżką wytyczoną przez amerykański portal. Nasza propozycja układowa, którą złożyliśmy do sądu i która będzie głosowana przez wierzycieli, to właśnie powrót do tych pomysłów: giełda, portal - centrum biznesu, akcje pracownicze.
WP ma istnieć samowystarczalnie, prowadząc portal, czy w planach znajduje się pozyskanie wsparcia ze strony jakiegoś koncernu medialnego? W Polsce często za jakimś portalem stoi większe przedsięwzięcie medialne...
Chcemy mieć partnera medialnego, jednak niekoniecznie udziałowca. Patrząc na Yahoo!, warto podkreślić, że tam nie ma inwestora strategicznego w postaci innego medium. Yahoo! jest tak duże, że ono jest partnerem dla wielu. Wydaje się, że WP ma olbrzymią szansę, by być partnerem dla wielu. Sądzimy, że w dłuższej perspektywie Wirtualna Polska może być szansą dla użytkowników - miejscem, gdzie oni będą się czuli bezpiecznie i dobrze. Trudno jednak wyobrazić sobie prowadzenie takiej niezależnej polityki, jeżeli Spółka jest kontrolowana przez jakąś korporację. Wiem już, że w przypadku bycia elementem firmy telekomunikacyjnej prowadzenie takiej strategii jest moim zdaniem niemożliwe.
Jaka panowała atmosfera w WP, kiedy na rynku pojawił się Onet?
Atmosfera była dobra. Ostro konkurowaliśmy. My mieliśmy trochę inny plan biznesowy niż Onet. Wydaje mi się, że mam do dziś dobre relacje z przedstawicielami biznesów konkurencyjnych.
Jak to się stało się, że w pewnym momencie WP stała się portalem nr 2, a Onet objął prowadzenie w rankingach?
Myślę, że dokonaliśmy złych wyborów. Wydawało mi się, że jak w 2001 roku sprzedamy udziały do spółki z Grupy TP, to WP stanie się domyślnym portalem dostępowym Grupy TP. Logiczne byłoby to, że portal stanie się marką cenioną przez operatora, otrzyma wsparcie i będzie oferował takie usługi, których nie miała konkurencja. Okazało się jednak, że polityka TP była zupełnie inna. Nie tylko WP nie otrzymała oczekiwanego przeze mnie wsparcia, ale jeszcze TPSA uruchomiła portal Neostrada.pl, na który przeznacza rocznie dziesiątki milionów złotych... Moim zdaniem dokonaliśmy złego wyboru.
A dlaczego WP wybrała akurat TPSA?
Prowadziliśmy negocjacje z inwestorami, chcieliśmy wejść na giełdę. Pierwotnie TPSA miała otrzymać 10% akcji. Po wejściu na giełdę w Nowym Jorku, chcieliśmy w dalszym ciągu kontrolować biznes, a jednocześnie mieć partnera telekomunikacyjnego, który by gwarantował bezpieczeństwo naszego przedsięwzięcia. Okazało się jednak, że na giełdę nie weszliśmy, a po kupieniu akcji w TPSA przez France Telecom, operator postanowił, że chce mieć 100% akcji i taką umowę podpisaliśmy. Jak widać, popełniliśmy błąd.
Pamięta Pan moment podpisania umowy?
Tak. Miałem wtedy przeczucie, że to będzie koniec pewnej historii. Z ciężkim sercem rozstawałem się z przedsiębiorstwem i - de facto - sprzedawałem 100% swoich akcji. Grupa TP miała przejąć pełną kontrolę w dwóch ratach. Pierwsza rata zapłaty za sprzedane akcje była bardzo niewielka, płatna w momencie podpisania umowy. Drugą mieliśmy otrzymać po kilku latach przed końcem czerwca 2005. Sposób obliczania ceny za akcje zaproponowała sama TP i zapis znajduje się w umowie.
Właściciele Onetu też w 2001 roku podpisali umowy o sprzedaży swoich akcji inwestorom i jakiś miesiąc temu, z tego co słyszałem na rynku, otrzymali od firmy ITI zapłatę za cenę akcji, które sprzedali. Onet był w 2001 roku wyceniony na 160 mln dolarów. O ile dobrze pamiętam, koledzy mieli 25% w Onecie i rozliczono się z nimi podobno zgodnie z umową. Oni nie musieli się procesować, nikt nie zastanawiał się nad upadłością spółki Onet jako metodą uniknięcia wykonania swojego zobowiązania. Widać są różnice pomiędzy sposobem prowadzenia biznesu przez Grupę TP a ITI.
Marek Borzestowski wspominał, że w dniu, kiedy miała być podpisana umowa z TPSA, znalazł Pan innego inwestora...
Można tak powiedzieć. Trzeba przypomnieć, że negocjacje z TPSA trwały bardzo długo, bo 1,5 roku. Każdy biznesmen na naszym miejscu starałby się znaleźć dla przedsiębiorstwa alternatywę. Ostatecznie jednak podpisaliśmy umowę z TPSA.
Dlaczego TPSA nie wykorzystała WP do promocji swoich usług? Byłoby to rzeczą naturalną...
O to proszę pytać pana Bertranda Le Guern (były wiceprezes TP S.A. odpowiedzialny za strategię Grupy, były przewodniczący rady nadzorczej WP) czy pana Rogera de Bazelair obecnego dyr. finansowego TP SA. Muszę przyznać, że zacząłem wojnę o Wirtualną Polskę jako biznes dosłownie cztery miesiące po inwestycji TP Internet w marcu 2002 roku. Oświadczono nam wtedy, że brandem dostępowym Grupy TP będzie w Polsce Wanadoo. Wanadoo to spółka interentowa France Telecom warta ponad 10 mld Euro. Potem pojawił się we wrześniu 2002 roku sam szef biznes development Wanadoo i powiedział, że zamierza wejść z przedsięwzięciem do Polski jako Wanadoo.pl. Zaznaczyłem wtedy, że będę wszelkimi sposobami bronił Wirtualnej przed konkurencją ze strony spółki z grupy France Telecom. Broniłem w ten sposób nie tylko swojego interesu jako akcjonariusza WP S.A., ale także interesu akcjonariuszy TP S.A. Tak powstał konflikt biznesowy.
Ponadto, widzieliśmy, że Marek Borzestowski spotyka się z często z ludźmi z grupy TPSA, że wspólnie opracowują strategię. My chcieliśmy, żeby WP świadczyła usługi dostępowe tak jak Onet. Pisaliśmy monity, nie odniosły one jednak żadnego skutku. Onet górował nad nami w rankingach, przychodach. W rezultacie przeprowadzenia wyborów rady nadzorczej w drodze głosowania grupami uzyskałem uprawnienie do osobistego wykonywania czynności nadzorczych.
W pewnym momencie postanowił Pan wspólnie z Panem Kawalecem sprawdzić zawartość komputera prezesa WP...
I na komputerze prezesa odnaleźliśmy odpowiedź na nasze pytania. Znaleźliśmy dokument z września 2003 roku z logo TP, który omawia strategię wobec WP, a jednym z planów rozważanych przez członka zarządu TPSA, szefa strategii TPSA, szefa spółki zależnej oraz prezesa WP S.A. jest upadłość WP S.A. Co więcej, dokument ten potwierdził nasze zarzuty z sierpnia 2003 roku, że realizowane wówczas podwyższenie kapitału miało na celu "wyciśnięcie" nas ze spółki. Uważam takie rozwiązania za głęboko niemoralne i biznesowo nieuzasadnione. Gdyby WP była dobrze prowadzona, byłaby bliska wartości Centertela. I gdyby, moim zdaniem, zamiast inwestowania w budowę marki konkurencyjnej Neostrada.pl, pieniądze te przeznaczono na budowanie biznesu w oparciu o WP, sytuacja przedsiębiorstwa byłaby o wiele lepsza.
Jak teraz wyglądają relacje WP- TP Internet/TPSA?
TPI jest tylko właścicielem akcji, nie ma bezpośredniego wpływu na przedsiębiorstwo. Wirtualną kieruje zarządca wraz z załogą, która nigdy po wejściu TPI nie miała takiej swobody w kształtowaniu produktu i relacji biznesowych jak teraz. Natomiast relacje biznesowe Wirtualnej z samą TPSA są poprawne: korzystamy z łączy, płacimy rachunki. Chyba jesteśmy jednym z lepszych klientów i partnerów biznesowych TPSA. WP jest otwarta na współpracę z TP i liczę, że relacje jakoś się ułożą na zasadach fair play.
Kiedy mniejszościowi akcjonariusze zaczęli szukać Elliota - fundusz, który Panom pomaga w egzekwowaniu waszych praw z umowy z 2001 roku?
Latem 2003 TPI zadecydowała o podwyższeniu kapitału o 48 mln zł. Byliśmy u kilku inwestorów, których prosiliśmy o zaangażowanie po stronie mniejszościowych. Spodziewaliśmy się, że czeka nas długa batalia z TP Internet. Byłem bardzo zawiedziony, gdy kilka funduszy odmówiło. Właściwie to Elliota znalazł nasz prawnik - Andrzej Mikosz, który wcześniej w swojej pracy zetknął się z nimi. I świetnie się stało, bo Elliott na świecie znany jest między innymi z tego, że wygrywa spory z wielkimi korporacjami, broniąc praw mniejszościowych akcjonariuszy.
Co najbardziej hamowało rozwój WP?
Przede wszystkim problemy instytucjonalne i warunki panujące na zmonopolizowanym rynku telekomunikacyjnym. Przez pierwsze lata działania WP Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie nie mogła, mimo deklarowanych chęci, przyjąć przedsiębiorstwa, które miało stratę. WP musiała więc szukać kapitału na rynku publicznym w Nowym Jorku a nie w Warszawie, a to opóźniło cały proces. Ponadto rozwój WP blokował brak liberalizacji w sektorze telekomunikacyjnym. Do dziś, moim zdaniem, przychody z dostępu do internetu portali są zdecydowanie za małe w stosunku do ruchu, który generują w sieci. Wartość tworzona przez portale jest w sposób nieuzasadniony ekonomicznie konsumowana przez operatorów infrastruktury telekomunikacyjnej. Przy czym w Europie taka sytuacja występuje już chyba tylko w Polsce.
Co uważa Pan za największy sukces spółki?
Wspaniale jest patrzeć na wracające zaangażowanie, widzieć, że użytkownicy i partnerzy biznesowi są z nami. Zespół jest zintegrowany, ludzie coraz lepiej czują się w spółce, nastąpiły wewnętrzne awanse.
Patrząc na historię WP innego rodzaju sukcesem była z pewnością inwestycja Intel Capital. Byłem dumny, jak przyjechał do nas wiceprezes Intela - zjawił się w spółce, takiej trochę "na końcu świata" i postanowił zainwestować.
A największy błąd?
Wydaje się, że to, iż nie weszliśmy na giełdę papierów wartościowych, można uznać za wielki błąd. Rynek publiczny zapewnia przejrzyste reguły gry, dostęp do kapitału. Gdybyśmy byli spółką publiczną, nawet z tak dużym inwestorem jak spółka z Grupy TP, jestem przekonany, że Wirtualna Polska S.A. traktowana byłoby o wiele bardziej poważnie i nie doszłoby do tej sytuacji, w której była pół roku temu.
Marek Borzestowski powiedział, że historia WP nadaje się do podręcznika zarządzania, jako przykład, jak tego nie robić...
Marek Borzestowski od początku jest członkiem zarządu, a od 2001 jest delegowanym przez spółkę z Grupy TP prezesem zarządu WP. W tym sensie muszę się zgodzić, że sytuacja, w której przedsiębiorstwo jest prowadzone przez delegowanego przez TPI prezesa nadawałoby się do takiego podręcznika jako przykład złego zarządzania. Wirtualna ma olbrzymi potencjał. Odpowiedzialność za to, w jakim punkcie jest teraz spółka, ponosi prezes. Natomiast sam portal "Wirtualna Polska" jako przedsiębiorstwo zaliczyłbym do innej kategorii: trudno mi znaleźć inny przykład tak witalnego przedsięwzięcia, które pomimo tylu różnych problemów z większościowym akcjonariuszem tak dobrze funkcjonuje. WP nadaje się do takiego rozdziału, który opowiada o przedsiębiorstwie, które przeszło przez kryzys niezwykle wzmocnione wewnętrznie. Tak to widzę.
Jak reaguje Pan na roszczenia Leszka Bogdanowicza dotyczące odszkodowania tytułem naruszani praw autorskich?
Przypomnę, że Leszek zachęcił mnie do inwestycji w WP. Powiedział: "CNT to świetna spółka, prowadzimy wspólnie portal, chciałbym, abyś się tutaj znalazł". Trudno mi uwierzyć, by Leszek mówił teraz co innego niż w 1997 roku. WP była w CNT. Leszek podpisywał dokumenty w sprawie rejestracji znaku towarowego, ja woziłem te papiery do urzędu. Sama domena WP została kupiona wtedy, kiedy ja już byłem w spółce. Sam składałem taki wniosek, pod którym Leszek się podpisał. Nie traktuje roszczeń Leszka poważnie.
Czy był taki moment, że nie można było wymieniać imienia i nazwiska Leszka Bogdanowicza w WP?
Zapewniam, że tak nie było. Można powiedzieć, że on jako prezes konkurencyjnego do WP portalu Arena.pl, sam ograniczył swoje kontakty z WP. Po naszej stronie takie ograniczenie związane było z wymogiem zasady etycznego prowadzenia biznesu. To był konkurent WP.
A jakie są plany na przyszłość WP?
Chcemy polepszyć jakość portalu. Na pewno chcielibyśmy nawiązać żywą konkurencję z Onetem. Chcielibyśmy, by WP tak jak Onet miała zysk. Myślę, że w trzecim kwartale WP osiągnie zysk operacyjny. W dalszych planach mamy tj. ja i Jacek Kawalec również giełdę.
Interia planuje w najbliższej przyszłości uruchomienie usług szerokopasmowego dostępu do internetu. WP myśli o czymś podobnym?
WP przymierza się do świadczenia usług telekomunikacyjnych, na ile oczywiście rynek będzie gotowy. Aby móc coś takiego zaoferować, trzeba współpracować na dziś z TPSA. Z tego, co wiem, TPSA jeszcze nie wyszła z taką ofertą do portali. Jeżeli jednak taka możliwość się pojawi, to chętnie podejmiemy współpracę. Ja w każdym razie jako członek rady nadzorczej WP tak doradzam.
Ilu użytkowników ma w tej chwili WP?
To zależy od standardu badań. Zamiast o liczbie użytkowników, powiem o zasięgu. Otóż, WP odwiedza w miesiącu około 65% wszystkich użytkowników polskiego internetu.
Czy w ostatnim, trudnym dla spółki momencie były jakieś miłe chwile?
Tak, były to przede wszystkim oznaki sympatii od wielu ludzi, niekoniecznie związanych z branżą internetową. Jest okazja więc chciałbym im w tym miejscu powiedzieć: Dzięki! Pamiętam, na przykład, taki moment, jak wsiadłem do taksówki w Warszawie. Taksówkarz powiedział, że trzyma za WP kciuki, ma tam konto e-mailowe i nie zamierza się nigdzie przenosić. Kiedy indziej na lotnisku w Gdańsku, jak spóźniłem się na samolot usłyszałem: "a ... pan z WP, wy tam walczycie nie ma sprawy odprawię i do samolotu zaprowadzę". Dzięki takim momentom wiemy, że to, co robimy, jest dobre, one dodają nam siły. Dla nas najważniejsze jest to, że próbujemy coś budować, odbudować przedsięwzięcie, które ktoś zniszczył. Cieszy nas to, że możemy przywracać WP ducha.
Identyfikuje się Pan z Wirtualną?
Tak w dużej mierze; choć gdybym zarządzał WP sporo bym zmienił.
Na przykład?
Dziś np. namawiam do tego, by Wirtualna wsparła akcję zwiększającą bezpieczeństwo dzieci w internecie. Chciałbym, aby WP bardzo aktywnie zaangażowała się w ochronę dzieciaków. Dla mnie Wirtualna jest czymś, o czym na początku lat 90-tych mówili nam w telewizji. Pamiętam te sugestie: "weźcie los w swoje ręce, zorganizujcie się - a osiągniecie sukces". My tak zrobiliśmy. Wydawało się, że sukces jest blisko. Potem napotkaliśmy przeszkody. Teraz chcemy powrotu do tej idei - chcemy udowodnić, że WP może być przedsięwzięciem prowadzonym z pełnym sukcesem, że jest powodem do dumy dla jej pracowników, managerów.
Co chciałby Pan zrobić za rok?
Kiedy spotkam się z ludźmi, chciałbym móc powiedzieć, że są różne, trudne momenty w życiu, w biznesie, ale wtedy trzeba zacisnąć zęby i "robić swoje" jak śpiewa Wojciech Młynarski.
Serdecznie dziękuję Panu za rozmowę.
Co się wtedy działo?
Na początku spółka mieściła się w dwóch pokoikach, było nas kilka osób. Szybko jednak pozyskaliśmy nowych pracowników - w niedługim czasie w CNT pracowało już 40 osób. Nawiązaliśmy kontakt z Intelem, z Netscape'em. W zasadzie w ciągu kilku miesięcy ułożyliśmy spółkę pod kątem portalu. Zaczęliśmy kooperować z zewnętrznymi dostawcami usług i treści. Radio Wawa udostępniało nam na żywo newsy. To były fajne czasy. Najważniejszy był nasz zespół, ludzie. Musiałbym długo wymieniać wszystkich... Wojtek Zwiefka był kluczową postacią, bo na nim opierała się strategia rozwoju technologicznego portalu. On się zajmował też wyszukiwaniem. Jest to osoba ze wszech miar zasłużona. Razem z Michałem Kołodziejczykiem są w spółce od początku, od pierwszego dnia i to oni zachęcili wielu studentów Politechniki Gdańskiej do pracy w CNT - właściciela portalu WP.
Podobno pojawił się Pan w CNT w krótkich spodenkach i butach za kostkę...
Tak, miałem swoje 5 minut. Wtedy swobodnie mogliśmy kreować nasz wizerunek i nasz biznes. Wszystko było takie harmonijne, świeże.
Kiedy powstał sam pomysł na prowadzenie tylko i wyłącznie portalu? Wcześniej CNT zajmowało się przecież usługami dostępowymi, tworzeniem serwisów WWW.
Na pewno taką osobą, która w ramach CNT promowała portal Wirtualna Polska, był Leszek Bogdanowicz. Natomiast ja wyszedłem z pomysłem, by robić wyłącznie portal. Sama strategia powstawała wspólnie, zespołowo. W tym czasie głośno było o sukcesie rynkowym spółki Agora, akcjach pracowniczych. I przy całym szacunku dla konkurenta, pamiętam, że wtedy powiedziałem: "Wirtualna będzie większa od Gazety". Wydawało mi się, że prowadzenie portalu jest kluczowe, taki produkt ma olbrzymią siłę medialną, zasięg, użytkowników, o których my mówiliśmy "przyjaciele Wirtualnej."
Obiecał Pan, że będzie inwestował w spółkę tak, by mogła prowadzić portal?
Tak było i tak się stało. Inwestowałem w spółkę aż do momentu wejścia innych inwestorów. Po moim wejściu do CNT kilkuosobowa załoga zwiększyła się do 40 osób w połowie 1999 roku, kiedy to wchodził nowy inwestor. Trzeba zaznaczyć, że wszedłby wcześniej, gdyby nie odejście prezesa CNT. Reasumując, w tamtym czasie wspólnie pracowaliśmy, mając moje wsparcie kapitałowe.
Jak spółka pozyskała Intela jako inwestora?
Znaleźliśmy Intela przez Dom Maklerski Penetrator, który wynajęliśmy w tym celu. Pamiętam, że przedstawiciele Penetratora pojechali na zjazd funduszy venture capital. Na jednym ze spotkań podobno siedział jeden z wiceprezesów z grupy Intel, z pochodzenia Hindus i jadł mleczną zupkę. On był guru inwestorskiego rynku IT. Wszyscy zainteresowani podchodzili do niego z propozycjami inwestycji. Przy stole pojawili się ludzie z Penetratora, mówiąc: "jesteśmy z Polski i chcieliśmy przedstawić projekt Wirtualna Polska z Gdańska." Podobno guru odłożył na chwilę łyżkę, zerknął do kajetu i postanowił, że przyleci do Gdańska. I rzeczywiście tak się stało. Pamiętam, że cała delegacja nie zmieściła się do pokoju naszego zarządu. Nie mogę zapomnieć komentarza wiceprezesa Intela, kiedy obejrzał naszą siedzibę, a powiedział wtedy: "Kocham firmy garażowe, inwestujemy!". I zainwestował, a konkretnie Intel Capital. Tak wyglądała skrócona wersja historii wejścia Intel Capital do WP.
CNT prowadziło też negocjacje z Softbankiem. Dlaczego się nie powiodły?
Nie chce wracać do tego. Mogę powiedzieć jedynie tyle: negocjacje skończyły się tym, że w ciągu 3 dni podpisaliśmy umowę z firmą Prokom.
Jak to się stało, że Prokom, który wcześniej był niechętny w zaangażowanie się w sprawy internetowe, postanowił zainwestować w 1999 w CNT?
W tamtym czasie było już głośno o firmach internetowych. I chyba dlatego Prokom dojrzał do decyzji o inwestycji. A poza tym inwestował w spółkę, która miała wstępną deklarację inwestycyjną od Intela. Ja byłem dumny, że będziemy wspólnikiem Intel Capital. Myślę, że Prokom też był zadowolony.
Leszek Bogdanowicz wspominał, że było w CNT dużo konfliktów między Panami...
Nie chcę tego pamiętać. Trzeba podkreślić, że ja zajmowałem się głównie negocjacjami z inwestorami i partnerami biznesowymi, a Leszek bieżącym zarządzaniem spółką. Swoją pracę wykonałem: uzgodniłem wejście do CNT jednego z funduszy NFI. Gdyby Leszek nie odszedł i nie zadzwonił z tą informacją do inwestora, to pewnie dostalibyśmy pieniądze szybko. Myślę, że w tych opowieściach o niezliczonych konfliktach jest dużo przesady.
Podobno miał Pan za dużo pomysłów jak na ówczesne realia rynkowe...
Nie sądzę, aby pomysłów było za dużo. Wtedy byłem nastawiony na znalezienie inwestora. Zresztą pomysły pomysłami, a liczą się fakty; inwestorzy wpłacili kapitał. Podkreślam: ja byłem skupiony na działaniach operacyjnych na zewnątrz, Leszek zajmował się zarządzaniem firmy od wewnątrz. Trudno więc tu mówić o konflikcie.
WP miała być takim polskim Yahoo!...
Tak, zresztą słyszałem jak przedstawiciele Intela powiedzieli tak o nas, jak przedstawiali Wirtualną Polskę ludziom ze Stanów. Podobnie na spotkaniu ze mną szef rozwoju biznesu Netscape'a, też użył sformułowania: "Wirtualna Polska to takie polskie Yahoo!" Przyjemnie było tego słuchać, nie powiem!
Losy Wirtualnej potoczyły się jednak inaczej niż historia Yahoo!...
Yahoo! jest przedsiębiorstwem, które kształtuje rynek w USA, ma zyski, stało się spółką giełdową, która przejmowała swoich konkurentów czy partnerów, emitując nowe akcje. Wejście na giełdę było kluczem dla sukcesu Yahoo!. Wirtualna Polska tego wszystkiego nie ma. Historia WP mogła się ułożyć, jak historia Yahoo - spółki, która jest teraz warta kilkadziesiąt miliardów dolarów. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że rynek polski jest nieporównanie mniejszy niż w USA i wszystko trzeba widzieć w proporcjach, ale sądzę, że jest możliwe, by ponownie starać się podążać ścieżką wytyczoną przez amerykański portal. Nasza propozycja układowa, którą złożyliśmy do sądu i która będzie głosowana przez wierzycieli, to właśnie powrót do tych pomysłów: giełda, portal - centrum biznesu, akcje pracownicze.
WP ma istnieć samowystarczalnie, prowadząc portal, czy w planach znajduje się pozyskanie wsparcia ze strony jakiegoś koncernu medialnego? W Polsce często za jakimś portalem stoi większe przedsięwzięcie medialne...
Chcemy mieć partnera medialnego, jednak niekoniecznie udziałowca. Patrząc na Yahoo!, warto podkreślić, że tam nie ma inwestora strategicznego w postaci innego medium. Yahoo! jest tak duże, że ono jest partnerem dla wielu. Wydaje się, że WP ma olbrzymią szansę, by być partnerem dla wielu. Sądzimy, że w dłuższej perspektywie Wirtualna Polska może być szansą dla użytkowników - miejscem, gdzie oni będą się czuli bezpiecznie i dobrze. Trudno jednak wyobrazić sobie prowadzenie takiej niezależnej polityki, jeżeli Spółka jest kontrolowana przez jakąś korporację. Wiem już, że w przypadku bycia elementem firmy telekomunikacyjnej prowadzenie takiej strategii jest moim zdaniem niemożliwe.
Jaka panowała atmosfera w WP, kiedy na rynku pojawił się Onet?
Atmosfera była dobra. Ostro konkurowaliśmy. My mieliśmy trochę inny plan biznesowy niż Onet. Wydaje mi się, że mam do dziś dobre relacje z przedstawicielami biznesów konkurencyjnych.
Jak to się stało się, że w pewnym momencie WP stała się portalem nr 2, a Onet objął prowadzenie w rankingach?
Myślę, że dokonaliśmy złych wyborów. Wydawało mi się, że jak w 2001 roku sprzedamy udziały do spółki z Grupy TP, to WP stanie się domyślnym portalem dostępowym Grupy TP. Logiczne byłoby to, że portal stanie się marką cenioną przez operatora, otrzyma wsparcie i będzie oferował takie usługi, których nie miała konkurencja. Okazało się jednak, że polityka TP była zupełnie inna. Nie tylko WP nie otrzymała oczekiwanego przeze mnie wsparcia, ale jeszcze TPSA uruchomiła portal Neostrada.pl, na który przeznacza rocznie dziesiątki milionów złotych... Moim zdaniem dokonaliśmy złego wyboru.
A dlaczego WP wybrała akurat TPSA?
Prowadziliśmy negocjacje z inwestorami, chcieliśmy wejść na giełdę. Pierwotnie TPSA miała otrzymać 10% akcji. Po wejściu na giełdę w Nowym Jorku, chcieliśmy w dalszym ciągu kontrolować biznes, a jednocześnie mieć partnera telekomunikacyjnego, który by gwarantował bezpieczeństwo naszego przedsięwzięcia. Okazało się jednak, że na giełdę nie weszliśmy, a po kupieniu akcji w TPSA przez France Telecom, operator postanowił, że chce mieć 100% akcji i taką umowę podpisaliśmy. Jak widać, popełniliśmy błąd.
Pamięta Pan moment podpisania umowy?
Tak. Miałem wtedy przeczucie, że to będzie koniec pewnej historii. Z ciężkim sercem rozstawałem się z przedsiębiorstwem i - de facto - sprzedawałem 100% swoich akcji. Grupa TP miała przejąć pełną kontrolę w dwóch ratach. Pierwsza rata zapłaty za sprzedane akcje była bardzo niewielka, płatna w momencie podpisania umowy. Drugą mieliśmy otrzymać po kilku latach przed końcem czerwca 2005. Sposób obliczania ceny za akcje zaproponowała sama TP i zapis znajduje się w umowie.
Właściciele Onetu też w 2001 roku podpisali umowy o sprzedaży swoich akcji inwestorom i jakiś miesiąc temu, z tego co słyszałem na rynku, otrzymali od firmy ITI zapłatę za cenę akcji, które sprzedali. Onet był w 2001 roku wyceniony na 160 mln dolarów. O ile dobrze pamiętam, koledzy mieli 25% w Onecie i rozliczono się z nimi podobno zgodnie z umową. Oni nie musieli się procesować, nikt nie zastanawiał się nad upadłością spółki Onet jako metodą uniknięcia wykonania swojego zobowiązania. Widać są różnice pomiędzy sposobem prowadzenia biznesu przez Grupę TP a ITI.
Marek Borzestowski wspominał, że w dniu, kiedy miała być podpisana umowa z TPSA, znalazł Pan innego inwestora...
Można tak powiedzieć. Trzeba przypomnieć, że negocjacje z TPSA trwały bardzo długo, bo 1,5 roku. Każdy biznesmen na naszym miejscu starałby się znaleźć dla przedsiębiorstwa alternatywę. Ostatecznie jednak podpisaliśmy umowę z TPSA.
Dlaczego TPSA nie wykorzystała WP do promocji swoich usług? Byłoby to rzeczą naturalną...
O to proszę pytać pana Bertranda Le Guern (były wiceprezes TP S.A. odpowiedzialny za strategię Grupy, były przewodniczący rady nadzorczej WP) czy pana Rogera de Bazelair obecnego dyr. finansowego TP SA. Muszę przyznać, że zacząłem wojnę o Wirtualną Polskę jako biznes dosłownie cztery miesiące po inwestycji TP Internet w marcu 2002 roku. Oświadczono nam wtedy, że brandem dostępowym Grupy TP będzie w Polsce Wanadoo. Wanadoo to spółka interentowa France Telecom warta ponad 10 mld Euro. Potem pojawił się we wrześniu 2002 roku sam szef biznes development Wanadoo i powiedział, że zamierza wejść z przedsięwzięciem do Polski jako Wanadoo.pl. Zaznaczyłem wtedy, że będę wszelkimi sposobami bronił Wirtualnej przed konkurencją ze strony spółki z grupy France Telecom. Broniłem w ten sposób nie tylko swojego interesu jako akcjonariusza WP S.A., ale także interesu akcjonariuszy TP S.A. Tak powstał konflikt biznesowy.
Ponadto, widzieliśmy, że Marek Borzestowski spotyka się z często z ludźmi z grupy TPSA, że wspólnie opracowują strategię. My chcieliśmy, żeby WP świadczyła usługi dostępowe tak jak Onet. Pisaliśmy monity, nie odniosły one jednak żadnego skutku. Onet górował nad nami w rankingach, przychodach. W rezultacie przeprowadzenia wyborów rady nadzorczej w drodze głosowania grupami uzyskałem uprawnienie do osobistego wykonywania czynności nadzorczych.
W pewnym momencie postanowił Pan wspólnie z Panem Kawalecem sprawdzić zawartość komputera prezesa WP...
I na komputerze prezesa odnaleźliśmy odpowiedź na nasze pytania. Znaleźliśmy dokument z września 2003 roku z logo TP, który omawia strategię wobec WP, a jednym z planów rozważanych przez członka zarządu TPSA, szefa strategii TPSA, szefa spółki zależnej oraz prezesa WP S.A. jest upadłość WP S.A. Co więcej, dokument ten potwierdził nasze zarzuty z sierpnia 2003 roku, że realizowane wówczas podwyższenie kapitału miało na celu "wyciśnięcie" nas ze spółki. Uważam takie rozwiązania za głęboko niemoralne i biznesowo nieuzasadnione. Gdyby WP była dobrze prowadzona, byłaby bliska wartości Centertela. I gdyby, moim zdaniem, zamiast inwestowania w budowę marki konkurencyjnej Neostrada.pl, pieniądze te przeznaczono na budowanie biznesu w oparciu o WP, sytuacja przedsiębiorstwa byłaby o wiele lepsza.
Jak teraz wyglądają relacje WP- TP Internet/TPSA?
TPI jest tylko właścicielem akcji, nie ma bezpośredniego wpływu na przedsiębiorstwo. Wirtualną kieruje zarządca wraz z załogą, która nigdy po wejściu TPI nie miała takiej swobody w kształtowaniu produktu i relacji biznesowych jak teraz. Natomiast relacje biznesowe Wirtualnej z samą TPSA są poprawne: korzystamy z łączy, płacimy rachunki. Chyba jesteśmy jednym z lepszych klientów i partnerów biznesowych TPSA. WP jest otwarta na współpracę z TP i liczę, że relacje jakoś się ułożą na zasadach fair play.
Kiedy mniejszościowi akcjonariusze zaczęli szukać Elliota - fundusz, który Panom pomaga w egzekwowaniu waszych praw z umowy z 2001 roku?
Latem 2003 TPI zadecydowała o podwyższeniu kapitału o 48 mln zł. Byliśmy u kilku inwestorów, których prosiliśmy o zaangażowanie po stronie mniejszościowych. Spodziewaliśmy się, że czeka nas długa batalia z TP Internet. Byłem bardzo zawiedziony, gdy kilka funduszy odmówiło. Właściwie to Elliota znalazł nasz prawnik - Andrzej Mikosz, który wcześniej w swojej pracy zetknął się z nimi. I świetnie się stało, bo Elliott na świecie znany jest między innymi z tego, że wygrywa spory z wielkimi korporacjami, broniąc praw mniejszościowych akcjonariuszy.
Co najbardziej hamowało rozwój WP?
Przede wszystkim problemy instytucjonalne i warunki panujące na zmonopolizowanym rynku telekomunikacyjnym. Przez pierwsze lata działania WP Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie nie mogła, mimo deklarowanych chęci, przyjąć przedsiębiorstwa, które miało stratę. WP musiała więc szukać kapitału na rynku publicznym w Nowym Jorku a nie w Warszawie, a to opóźniło cały proces. Ponadto rozwój WP blokował brak liberalizacji w sektorze telekomunikacyjnym. Do dziś, moim zdaniem, przychody z dostępu do internetu portali są zdecydowanie za małe w stosunku do ruchu, który generują w sieci. Wartość tworzona przez portale jest w sposób nieuzasadniony ekonomicznie konsumowana przez operatorów infrastruktury telekomunikacyjnej. Przy czym w Europie taka sytuacja występuje już chyba tylko w Polsce.
Co uważa Pan za największy sukces spółki?
Wspaniale jest patrzeć na wracające zaangażowanie, widzieć, że użytkownicy i partnerzy biznesowi są z nami. Zespół jest zintegrowany, ludzie coraz lepiej czują się w spółce, nastąpiły wewnętrzne awanse.
Patrząc na historię WP innego rodzaju sukcesem była z pewnością inwestycja Intel Capital. Byłem dumny, jak przyjechał do nas wiceprezes Intela - zjawił się w spółce, takiej trochę "na końcu świata" i postanowił zainwestować.
A największy błąd?
Wydaje się, że to, iż nie weszliśmy na giełdę papierów wartościowych, można uznać za wielki błąd. Rynek publiczny zapewnia przejrzyste reguły gry, dostęp do kapitału. Gdybyśmy byli spółką publiczną, nawet z tak dużym inwestorem jak spółka z Grupy TP, jestem przekonany, że Wirtualna Polska S.A. traktowana byłoby o wiele bardziej poważnie i nie doszłoby do tej sytuacji, w której była pół roku temu.
Marek Borzestowski powiedział, że historia WP nadaje się do podręcznika zarządzania, jako przykład, jak tego nie robić...
Marek Borzestowski od początku jest członkiem zarządu, a od 2001 jest delegowanym przez spółkę z Grupy TP prezesem zarządu WP. W tym sensie muszę się zgodzić, że sytuacja, w której przedsiębiorstwo jest prowadzone przez delegowanego przez TPI prezesa nadawałoby się do takiego podręcznika jako przykład złego zarządzania. Wirtualna ma olbrzymi potencjał. Odpowiedzialność za to, w jakim punkcie jest teraz spółka, ponosi prezes. Natomiast sam portal "Wirtualna Polska" jako przedsiębiorstwo zaliczyłbym do innej kategorii: trudno mi znaleźć inny przykład tak witalnego przedsięwzięcia, które pomimo tylu różnych problemów z większościowym akcjonariuszem tak dobrze funkcjonuje. WP nadaje się do takiego rozdziału, który opowiada o przedsiębiorstwie, które przeszło przez kryzys niezwykle wzmocnione wewnętrznie. Tak to widzę.
Jak reaguje Pan na roszczenia Leszka Bogdanowicza dotyczące odszkodowania tytułem naruszani praw autorskich?
Przypomnę, że Leszek zachęcił mnie do inwestycji w WP. Powiedział: "CNT to świetna spółka, prowadzimy wspólnie portal, chciałbym, abyś się tutaj znalazł". Trudno mi uwierzyć, by Leszek mówił teraz co innego niż w 1997 roku. WP była w CNT. Leszek podpisywał dokumenty w sprawie rejestracji znaku towarowego, ja woziłem te papiery do urzędu. Sama domena WP została kupiona wtedy, kiedy ja już byłem w spółce. Sam składałem taki wniosek, pod którym Leszek się podpisał. Nie traktuje roszczeń Leszka poważnie.
Czy był taki moment, że nie można było wymieniać imienia i nazwiska Leszka Bogdanowicza w WP?
Zapewniam, że tak nie było. Można powiedzieć, że on jako prezes konkurencyjnego do WP portalu Arena.pl, sam ograniczył swoje kontakty z WP. Po naszej stronie takie ograniczenie związane było z wymogiem zasady etycznego prowadzenia biznesu. To był konkurent WP.
A jakie są plany na przyszłość WP?
Chcemy polepszyć jakość portalu. Na pewno chcielibyśmy nawiązać żywą konkurencję z Onetem. Chcielibyśmy, by WP tak jak Onet miała zysk. Myślę, że w trzecim kwartale WP osiągnie zysk operacyjny. W dalszych planach mamy tj. ja i Jacek Kawalec również giełdę.
Interia planuje w najbliższej przyszłości uruchomienie usług szerokopasmowego dostępu do internetu. WP myśli o czymś podobnym?
WP przymierza się do świadczenia usług telekomunikacyjnych, na ile oczywiście rynek będzie gotowy. Aby móc coś takiego zaoferować, trzeba współpracować na dziś z TPSA. Z tego, co wiem, TPSA jeszcze nie wyszła z taką ofertą do portali. Jeżeli jednak taka możliwość się pojawi, to chętnie podejmiemy współpracę. Ja w każdym razie jako członek rady nadzorczej WP tak doradzam.
Ilu użytkowników ma w tej chwili WP?
To zależy od standardu badań. Zamiast o liczbie użytkowników, powiem o zasięgu. Otóż, WP odwiedza w miesiącu około 65% wszystkich użytkowników polskiego internetu.
Czy w ostatnim, trudnym dla spółki momencie były jakieś miłe chwile?
Tak, były to przede wszystkim oznaki sympatii od wielu ludzi, niekoniecznie związanych z branżą internetową. Jest okazja więc chciałbym im w tym miejscu powiedzieć: Dzięki! Pamiętam, na przykład, taki moment, jak wsiadłem do taksówki w Warszawie. Taksówkarz powiedział, że trzyma za WP kciuki, ma tam konto e-mailowe i nie zamierza się nigdzie przenosić. Kiedy indziej na lotnisku w Gdańsku, jak spóźniłem się na samolot usłyszałem: "a ... pan z WP, wy tam walczycie nie ma sprawy odprawię i do samolotu zaprowadzę". Dzięki takim momentom wiemy, że to, co robimy, jest dobre, one dodają nam siły. Dla nas najważniejsze jest to, że próbujemy coś budować, odbudować przedsięwzięcie, które ktoś zniszczył. Cieszy nas to, że możemy przywracać WP ducha.
Identyfikuje się Pan z Wirtualną?
Tak w dużej mierze; choć gdybym zarządzał WP sporo bym zmienił.
Na przykład?
Dziś np. namawiam do tego, by Wirtualna wsparła akcję zwiększającą bezpieczeństwo dzieci w internecie. Chciałbym, aby WP bardzo aktywnie zaangażowała się w ochronę dzieciaków. Dla mnie Wirtualna jest czymś, o czym na początku lat 90-tych mówili nam w telewizji. Pamiętam te sugestie: "weźcie los w swoje ręce, zorganizujcie się - a osiągniecie sukces". My tak zrobiliśmy. Wydawało się, że sukces jest blisko. Potem napotkaliśmy przeszkody. Teraz chcemy powrotu do tej idei - chcemy udowodnić, że WP może być przedsięwzięciem prowadzonym z pełnym sukcesem, że jest powodem do dumy dla jej pracowników, managerów.
Co chciałby Pan zrobić za rok?
Kiedy spotkam się z ludźmi, chciałbym móc powiedzieć, że są różne, trudne momenty w życiu, w biznesie, ale wtedy trzeba zacisnąć zęby i "robić swoje" jak śpiewa Wojciech Młynarski.
Serdecznie dziękuję Panu za rozmowę.
Ocena:
Twoja ocena:
Komentarze (45)
Ja pracowałam w WP i powiem tak, pan M.Grabski gdzie on był gdy ludzie nie dostawali wypłat jak pomógł pracownikom i zarządowi ? W tym samym czasie kręcił affere watergate z latarką do laptopa
A zaponiał o tym że zatruniał rodzinkę Wojtek Grabski Vice prezes WS.pl i jak przepuszczał przez ten sklep środki Pan Wojtek zresztą gbur ani razu nie mówł dzien dobry cześć itd prostak po studiach które ledwo, co skończył nie miły dla partnerów i odbiorców oraz pracowników własnych. Chwalił się kuzynkiem Maciejem, a żona Wojciecha Grabskiego Magdalena Grabska przyszła do wp i nic nie umiała do tego stopnia że po 3 miesiącach wypowiedziano jej umowe "Moj mąż jest tu prezesem.
Dzis Pan Wojtek Grabski pewnie ze swoim kuzynem zastanawiają się jak wrzucić na giełdę następna spółeczkę AZO.pl gdzie Wojtuś jest Vice prezesem
A słyszałam też że mieli powiązania z mafia. I dziś Pan Maciej przypisuje sobie wp.pl. Dzis sie śmieje z Sądu w Gdańsku z TP a przedewszystkim z WP. Dziecią to pan nie pomorze nigdy -szlachetne hasła z ust szarlatana.
Pierwszym 'desperackim' błędem Leszka i Marka było zaproponowanie współpracy Grabskiemu. Nie wątpię, ze od pierwszej chwili wiedzieli, iż maja do czynienia z człowiekiem powiedzmy wprost prostym i z lekka odstajacym od poziomu tworcow WP. Bezposrednim następstwem wejścia tego pana do WP było odejście Leszka (w bardzo niezdrowym klimacie). To, iż pan Grabski przypisuje sobie miano twórcy WP jest co najmniej nadużyciem.
Pracowalam WP ponad rok, tuż po dofinansowaniu przez Prokom, a przed przejeciem akcji przez TP SA. To co działo się w tej firmie można delikatnie określić jako bałagan. Szefostwo rzuciło się na kasę, zaczęło się szastanie: wynajęcie pałacyku w centrum Warszawy, zatrudnianie ludzi i płacenie im tyle, ile sobie zażyczyli (między innymi mnie:), niekontrolowane przez nikogo zakupy, w tym samochody służbowe, laptopy, komórki, czasami na prawdę bez żadnego uzasadnionego powodu.
No i co panowie. Po roku bez żadnego logicznego planu pieniążki się skończyły. Trzeba było sprzedać duszę diabłu (czytaj PT SA).
Przyznanie tym ludziom tytułów menedżerów roku przez jeden z miesięczników oceniam jako kompletną pomyłkę. Dobry szef zarządza firmą, a nie przedwcześnie konsumuje pieniądze inwestorów. Co gorsze, ci panowie dali się podejść jak dzieci. Do firmy zostały wprowadzone osoby, które miały narozrabiać tak, aby przejąć udziały za bezcen.
Mam nadzieję, że była to dobra lekcja i przy następnych inwestycjach szefostwo WP będzie myśleć długoterminowo.
tpsa nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni gra nieczysto, swiadomie doprowadza firmy do upadku, nie dba tez o przecietnych klientow
uslugi tej firmy sa niskiej jakosci, nieadekwatnie do ceny, moze sobie na to pozwolic, poniewaz posiada monopol na polskim rynku, przeciez powazna konkurencja dla tpsa niemalze nie istnieje
to jest zalosne ze w tym kraju oplaca sie jedynie byc ministrem, zieciem ministra, szwagem ministra, handlarzem prochami albo bronia... otoz panowie "szlachta" wyprzedali prawie caly kraj i wyglada na to ze bedziemy w tej europie gary zmywac - smutne...
to jest o wiele szersze zjawisko niz wp...(pozdrawiam WP goraco walczcie bo warto !!!) a jesli ktos watpi ze mam racje prosze spojrzec na knedli (czechow i slowakow) bo ekonomia niestety (albo stety) nie zna slow pomylka, przepraszam itp...
A tepsy nie ma co zalowac - byla jest i chyba jeszcze dlugo bedzie szmaciana firma... (jak ktos jest oburzony :( to prosze popatrzec na kraj gdzie drogi maja po 700 km prostej...)
POZDRAWIAM JESZCZE RAZ WP
NARA
Bubu ma racje , TePSy to juz nie jest polski operator, wielu ludzi ciagle kojarzy go jako polski monopolista, teraz to juz jest francuski monopolista, przyszlos TePSy jest jasna, calkowite wchloniecie prze France Telekom. Juz kupuja i reklamuje marke France Telekom, historia WP jest logicznym przykladem tej strategii.
Za pare lat nie wiem co zostanie z TPsa.
Obrzydliwe sa te niektore komentarze ludzi. To ze WP sie broni i mniejszosciowi bronia swoich praw ludzie oceniaja jako piekelko. To zalosne. Przeciez oni bronia normalnosci, tego ze dotrzymuje sie podpisanych umow. Tego zeby byc traktowanym jak partner, a nie jak przedmiot. Takiego przeciez kraju wszyscy chca, nieprawdaz? W koncu po drugiej stronie jest francuska spolka, ktorej wlascicielem jest francuski skarb panstwa. To juz nie jest polski narodowy operator, tylko FRANCUSKI narodowy operator.
Mielcar: drobne, ale jakze istotne uzupelnienie historii. Zadni Panowie nie zaczynali wczesnie. Ci ktorzy sie tak teraz gryza, zaczeli interesowac sie internetem i portalami, jak juz bylo wiadomo, ze mozna na tym zarobic. Na poczatku byla prywatna witryna prowadzona przeze mnie (przez jakis czas mozna bylo o tym przeczytac na strona wp.pl, potem zapis ten zniknal...). Prowadzona od 1995 do 1998 roku (a potem od 2003 do teraz, adres ponizej), kiedy to byla juz bezwgzlednie najpopularniejsyzm portalem w Polsce. Potem wlasnie Ci Panowie postanowili ulozyc cudze przedsiewziecie, bez zgody wlasciciela, wedlug swojego planu i wymyslili Prokom a teraz TPSA. Ja sie temu od samego poczatku sprzeciwialem (dokumenty sa w spolce i w sadzie), ale znalezli droge "ominiecia" tego problemu na jakis czas. Ciekawe, ze teraz tak pomstuja jedni na drugich za uzywanie nieetycznych narzedzi do obrony swoich interesow, kiedy to jeszcze pare lat temu zgodnie, ramie w ramie uzywali ich przeciwko wlascicielowi zawlaszconego przedsiewziecia.
Wiem, ze znowu ktos mi zarzuci propagowanie swojej strony, ale naprawde mozna tam przeczytac jak to wszystko sie zaczelo i znalezc pierwotna przyczyne tego co sie obecnie dzieje. (adres www.w-p.pl/owp)
Panowie Udzialowcy, to jak bedzie z ta publiczna debata? Interesuje Was wogole skonfrontowanie sprzecznych wypowiedzi i przekonanie tych, o ktorych tak bardzo przeciez dbacie, o swojej racji?
Historia była krótka i przykra:
1. Panowie zaczęli wcześnie, za to gryźli się od początku, dając pole na oddech onetowi i interii
2. Od dłuższego czasu zajęci byli głównie problemem nachapania się - każdy z nich ma mniej więcej portal w tej samej głebokości
3. Wybrali Prokom, wybrali Tepsę - 'merytorycznie'
4. Tepsa słusznie chce zaorać dziecko przedwyborczego wyczynu (końcówka AWS), bo z biznesem kwoty które się co poniektórym Panom śnią, nie mają i nie miały wiele wspólnego. Dla tej kasy gotowi są do włamań, a kto wie czy gdyby mieli pomysł do czegoś więcej.
5. Po co w tym kraju 3 portale? Kto da grosz na zaszachowanych przez siebie pazernych 'wizjonerów'? Czy Tepsa mając tyle akcji nie może zrobić co się jej podoba czyli np. przerobić wp na stronę firmową ? Czy to czy firma zarabia na siebie to coś zmienia w obszarze dysponowania Tepsy swoją poniekąd własnością? Czy sąd może im coś pomóc skoro sami są zapłatani w szachy każdy z każdym? Czy zamknięcie tego interesu nie jest najlepszym rozwiązaniem konfliktu ? Czy Panowie czuli by się dobrze gdyby każda polska rodzina zapłaciła im (bo na koniec dnia wiadomo skąd są pieniądze Tepsy) po kilkaście złotych za te pare newsów przedrukowywanych dziennie co jest core działalności portalu?
TPI podaje komunikat, z którego ma wynikać kto jest dobry , a kto zły, ale pomija sprawę tzw prezentacji, która jest najciekawszym dokumentem dla prokuratury. Jest w niej punkt mówiący o konieczności uwikłania konkretnych osób w "konflikt medialny". Ten komunikat jest kontynuacją działań zaplanowanych przeciw WIRTUALNEJ POLSCE, a jego autor wiernym wykonawcą planu. Proponuję by w następnym odcinku serialu o WP przybliżyć nam sylwetki osób realizujących scenariusz owej prezentacji, która nie jest już tajna, ani poufna i zastąpić użyte w niej inicjały nazwiskami "zasłużonych". Moją propozycję dla tematu następnego odcinka kieruję poważnie do "internetstandard", także do p. Michalskiego i osób zainteresowanych.
Waldek, problem w tym, ze zadnych z obecnych udzialowcow WP SA nie bylo przy zakladaniu portalu WP.
Leon, liczba komentarzy, ich jednolity przekaz, a przede wszystkim slodycz z nich plynaca ;-) moze wskazywac na wynajeta agencje pr, ktora niestety troche nie ma umiaru i wyczucia - zapomina o tak zwanej milczacej wiekszosci, ktora w duzym stopniu stanowi wyrobiona opinie publiczna niechetna takim dzialaniom (to zreszta dotyczy rowniez innych wczesniejszych artykulow i nie tylko tutaj).
Ciekawostka: zaden z obecnych udzialowcow WP SA nie zamiescil swojego komentarza lub odpowiedzi na zadawane pytania zwiazku z wywiadami - jednoznacznie przy tym sie identyfikujac/podpisujac.
Mozliwe hipotezy:
1. brak odwagi - dlaczego?
2. nie przykladanie zbyt duzej wagi do bezposrednich realacji z tymi, dla ktorych tak naprawde (wedlug swoich zapewnien) tak bardzo ciezko pracuja i walcza - dlaczego? Brak szacunku lub realizowanie zupelnie innego niz deklarowanego celu?
3. inne?
Komentarz do tylko jednej informacji z wywiadu:
Wirtualna Polska spadla na drugie miejsce po Onecie jeszcze przed wejsciem TPSA. Brak wizji, albo lepiej: nadmiar nierealnych i sprzecznych wizji co do ksztaltu przedsiebiorstwa, rozdmuchane ponad wszelka potrzebe zespoly redakcyjne (tak, tak, to dzialka jednego z mniejszosciowych, ktory chcial wygrac z Wyborcza!) i ciagly konflikt w zarzadzie i wsrod udzialowcow przede wszystkim na poziomie mentalnym szybko dporowadzily do spadku notowan mimo ogromnej kasy pompowanej przez Prokom.
A moze by tak Panowie Udzialowcy zrobic publiczna debate, na zywo, pod obserwacja i z udzialem uzytkownikow internetu, bez udzialu agencji PR? Traktujcie to jako wyzwanie... ;-)
wiadomo przynajmniej, że na rynku portali jest konkurencja. Tepsa konkurencji właściwie nie ma. Wykorzystuje swój monopol na to, by niszczyć polskie, zdrowe firmy, takie jak WP.PL . Życzę WP.PL, by teraz nastąpiła chwila wupe reaktywacja, później wupe rewolucje. Powodzenia. Zdrowe pomysły Polaków, mające na celu umocnienie polskiej marki mają moje całkowite poparcie. Tylko nie sprzedajcie się jakiemuś 'obcemu'.
W następnym wywiadzie dowiemy się pewnie, że mniejszościowi chcieli ratować chore dzieci a TPSA nie chciała. Mam wrażenie, że tutaj są jakieś komentarze sponsorowane, bo nie wierzę, że ludzie nie kumają w czym rzecz. TPSA broni swoich interesów, udziałowcy WP swoich. TPSA próbowała dogadać się z mniejszościowymi, nie udało się bo panowie chcą dużo więcej kasy niż jest to warte, czy to tak trudno zakumać?
OCZYWŚCIE ZROBILIŚCIE BŁĄD STAWIAJĄC NA PRZYSZŁOŚĆ Z TAKIM PODMIOTEM GOSPODARCZYM, JAKIM JEST TPSA. TO MUSIAŁO SIĘ SKOŃCZYĆ PORAŻKĄ DLA "WIRTUALNEJ POLSKI". ALE WIERZĘ, ŻE POTRAFICIE ZNALEŻĆ ROZWIĄZANIE, KTÓRE NIE TYLKO URATUJE PORTAL, ALE DA MU LEPSZĄ POZYCJĘ NA RYNKU. SZLACHECTWO ZOBOWIĄZUJE, JEDNAK REPORTAŻ OPISUJĄCY LOSY FIRMY POWINIEN NAZYWAĆ PO IMIENIU DZIAŁANIA LUDZI Z TPSA, NASZEGO (?) NARODOWEGO OPERATORA I MONOPOLISTY. CZYTELNIK MUSI SIĘ DOMYŚLAĆ, ŻE CHAMSTWO DELIKATNIE MÓWIĄC BIERZE GÓRĘ W PAŃSTWIE, ALE MOŻNA CHYBA NAZYWAĆ TAKIE RZECZY DOKŁADNIEJ. W PLANACH PANA GRABSKIEGO JEST OCHRONA DZIECI PRZED ZAGROŻENIAMI Z INTERNETU. POPIERAM.
Bronek jesteśmy z Tobą, Heniek trzymaj się w walce z TPSA ....... ŻENADA !!!!!! Wszyscy naiwnie myślą, że to chodzi tylko o WP, a to chodzi tylko o WIELKĄ KASĘ. Takie wyziewy, płacz to tylko mydlenie oczu. Ktoś został wyrolowany z wielkiej kasy i płacze, ktoś zyskał ktoś stracił, taki jest biznes. Jeśli chodzi o TPSA nie lubię tej firmy, ale wiem jedno --- walczyli o swoje, tak jak ci z WP i wygrali.
Co do WP. Ktoś tu napisał, że WP z klimatem skończyła się kilka lat temu i niestety muszę się z tym zgodzić. Onet, Interia, Gazeta, WP to potężne machiny do robienia kasy, zero sentymentów, bezpardonowa walka o kasę czyli o nas, nasze dane, preferencje ..... żeby nas jak najlepiej sprzedać.
Kolejna sprawa to unikalność. Co ma WP unikalnego ?, obawiam się, że prawie nic. Najlepsze specjalistyczne serwisy rozwalają jakością właściwie każdy serwis WP (oczywiście ta uwaga dotyczy również Onetu czy Interii).
Cieszę się , ze nareszcie ktoś podjął walkę , niestety nie równą z monopolistą , który w ramach demonopolizacji wszedł na polski rynek .dziwny to import wymyślomny przez byłych sekretarzy rzadzących skarbem panśtwa. może wreszcie uda się polakom wyegzekwowanie respektowania prawa i zawieranych umów .takie same problemy są w byłych państwowych przedsiębiorstwach gdzie nie ma komu wyegzekwować realizacji zapisów umów od inwestorów.
Życze by panu Maciejowi i jego koledze udało się wygrać i był to przykład dla innych oszukiwanych i kiwanych w naszym kraju.powodzenia.
Dobre porównanie, bo jak to jest, że za oceanem ludziom się udaje, a w Polsce nie? Myślę, że pan Grabski słusznie zauważa, że dopóki nie zmienią się realia rynkowe i istytucje, to tutaj wciąż będzie jak jest: wielkie pomysły i powszechne dołowanie. Czemu nie ma ŻADNEJ, ale to żadanej instytucji z prawdziwego zdarzenia, która mogłaby stać na straży porządku na rynku internetowym i telekomunikacyjnym? Odpowiedź jest prosta: bo rządowi na tym nie zależy, bo wolą utrzymać monopol - jednym słowem jesteśmy niezłą Albanią...
Tyle narzekania. Mam nadzieję, że WP przetrwa te trudne chwile. Portal jak portal - ważne, że walczy z polskim syfem. Powodzenia! Trzymam za was kciuki!
Maćku mam nadzieję ,że Osoba taka jak Ty dzięki której powstała Wirtualna Polska nie podda się tak szybko i mimo,że została oszukana ma jeszcze wiele pomysłów jak z tej sytuacji wybrnąć, a ja nadal będę przeglądał serwisy informacyjne i wiadomości WP pod twoim kierownictwem, bo onet zupełnie niespełnia moich oczekiwań.
Maćku trzymaj się , nie poodawaj, jesteśmy z Toba i chcemy nadal z przyjemnością przeglądać www.wp.pl
Jedna mala uwaga, poniewaz jak widze duzo osob (wlacznie z Panem Grabskim) nie zauwazylo, ze Wirtualna Polska istniala dlugo przed firma Centrum Nowych Technologii (cnt). Informacje podawane w prasie oraz wywiadach sa jak najbardziej mylace.
Z gory uprzedzam, ze z Wirtualna Polska nie jestem w zaden sposob powiazany, jedynie sledze jako internauta ich historie od samego poczaktu, czyli "Wirtualnej Akademi" prowadzonej przez Leszka Bogdanowicza. Opowiesci o tym, ze CNT stworzylo wirtualna, sa poprostu z palca wyssane.
GB
Ludzie sie tu rozpisuja, jak bardzo lubia wp za to czy za tamto i jaka to wp nie jest/byla wspaniala, to ja moze napisze cos mniej pozytywnego.
WP od samego poczatku niczym sie nie wyrozniala, sporo swoich serwisow wprowadzala z duzym opoznieniem po konkurencji (np. czaty; z onet czata korzystalo kilkaset tysiecy uzytkownikow, a wp miala wtedy przez dlugi czas jakas kawiarenke na cgi, jeszcze chyba przez Leszka Bogdanowicza pisana), bardzo czesto przykladala wage do rzeczy nieistotnych (np. trabila na caly internet, ze ich strony sa zgodne z XHTML, tak jakby to interesowalo uzytkownikow; co ciekawe jeszcze do dzisiaj widnieje tekst "wersja XHTML" na stronie glownej tuz pod glownym logo portalu!), tracila srodki na projekty z gory skazane na niepowodzenie (np. proba prowadzenia wlasnego serwisu aukcyjnego, kiedy allegro mialo juz na tym polu silna pozycje; pewnie nikt nie slyszal, co to efekt sieciowy). Do tego wszystkie nalezy dodac kiepska, a nawet powiedzialbym fatalna uzytkowosc stron WP (usability), z malymi czcionkami, duzym oblozeniem rozpraszczami uwagi, grafika i innymi fajerwerkami w czasach, kiedy zmierza sie do maksymalnej prostoty; strona z wynikami wyszukiwania zajmuje na wp 150KB (!) i wymaga 58 odwolan po obrazki, skrypty itp. podczas gdy na google ta sama strona to 30KB i zaledwie 9 odwolan (dane z http://ciekawe.blogspot.com/)
Od samego poczatku wp wyglada jakby byla robiona przez amatorow, ktorzy nie "czuja internetu"; to tlumaczyloby po czesci przyczyny porazki z onetem.
Zastanawia mnie jedno. Wszyscy sadza, ze WP padnie, bo tak chce TP Internet ale prawda jest taka, ze samo TPI jest na skraju upadku. Ta spolka zwalnia na potege, zastawione jest tam wszystko co mozna bylo zastawic, ma potworne dlugi wobez TP, istnieje tylko dlatego, ze "ktos" z grupy kapitalowej TPSA musi zamknac temat WP. Poprzedni prezes wyprowadzil z tej firmy lekka reka ponad 1.5 miliona zlotych o czym nikt nie mowi glosno, gdybym mial czas i ochote wszystkie takie kwiatki opisac to chyba by mi nocy na to zabraklo. Wszystko wskazuje na to, ze do konca roku juz TPI nie bedzie (na dobra sprawe TP chcialo juz do maja TPI przejac ale sie jeszcze wstrzymali, bo kolesie na czele z prezesem Konarskim musza troszke wyssac gotowki z tej firmy, proces ten ze wzgledu na sytuacje prawna TPI<->WP oraz TPI<->SIGNET jest bardzo skomplikowany itp. itd.) Notabene firma ta dziala niezgodnie z prawem zwlaszcza jej czesc technologiczna tj. SIGNET. Gdyby sie Ministerstwo Gospodarki dobralo Centrum Certyfikacji Signet do d...... i zrobilo audyt a nie tylko spalo juz dawno prokuratura by tam siedziala;-) Prosze sie zapytac rzecznika prasowego p. Piotra Michalskiego, ktory na stronach TPI tak ladnie "mija sie z prawda" pod dyktando prezesa tej spolki w sprostowaniu do wywiadow zalozycieli WP czemu firma audytorska Ernst & Young odebrala TPI tzn. Centrum Certyfikacji Signet certyfikat WebTrust potrzebny do rejestracji roota w przegladarce M$. Ale co ja tam wiem..... wiem o jeszcze wiekszych przekretach w tej smiesznej firmie hehehehe.
Zajmuję się internetem od bardzo dawna. Zanim jeszcze powstała wp. Choć przyznam, że sam nie wierzyłem w pomysł portali.
Zawsze lubiłem tą stronę, lubiłem za styl i ciągle uczelniany charakter. Normalne informacje, normalnie podane ze smakiem czasem, czasem zwyczajnie. Ostatnio wp staje się drugim faktem tyle, że wirtualnym. Dawne nowe pomysły odchodzą w cień właśnie taniochą i bublami.
Szkoda, bo była to strona którą lubiłem. Dzis już umarła i to właściwie umarła jako coś co lubiłem. Są różne serwisy, są różne społeczności zwiedziłem ich trochę. Myślę, że by powrócić do tamtych czasów trzeba by wymienić dużą część zarządu.
reklama
Polecane
Prezentujemy raport Social Media 2012
W tegorocznej edycji raportu redakcji Internet Standard "Social Media 2012" prezentujemy wyniki - przeprowadzonego wyłącznie na potrzeby raportu - badania obecności polskich marek na Facebooku. Raport pokazuje rynek polskich mediów...
W tegorocznej edycji raportu redakcji Internet Standard "Social Media 2012" prezentujemy wyniki - przeprowadzonego wyłącznie na potrzeby raportu - badania obecności polskich marek na Facebooku. Raport pokazuje rynek polskich mediów...
© Copyright 2012 International Data Group Poland S.A.
04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12
tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88
04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12
tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88