Maciej Grabski, współtwórca strategii Wirtualnej Polski: WP miała być polskim Yahoo!

Zarówno WP jak i Yahoo! powstały w tym samym roku i miały podobne plany: prowadzenie portalu, fuzje z firmami internetowymi, debiut na giełdzie. Amerykańskiej spółce się udało - a dlaczego WP nie? O przeszkodach w postaci zbyt surowych zasad Giełdy Papierów Wartościowych i braku deregulacji rynku telekomunikacyjnego opowiada w wywiadzie dla Internet Standard Maciej Grabski, pierwszy inwestor spółki, członek rady nadzorczej WP, osoba dbająca o strategię portalu. - Wirtualna ma jeszcze szansę zrealizować swoje plany, stać się niezależnym i zyskownym przedsięwzięciem - uważa Maciej Grabski.

Wydarzenia
3-4 kwietnia 2017

Coaching w Scrumie, to autorski program szkoleniowy, zaprojektowany z myślą o doskonaleniu pracy każdego Scrum Mastera. 2-dniowe szkolenie,...

Zarejestruj się
Internet Standard: W 1997 roku Centrum Nowych Technologii - firma, która stworzyła Wirtualną Polskę - przeżywała zastój. I wtedy pojawił się w niej Maciej Grabski - mówi się o Panu, że na nowo wprawił Pan CNT w ruch. Pamięta Pan ten moment?

Maciej GrabskiMaciej Grabski Maciej Grabski: Pamiętam, że zanim trafiłem do CNT, jeździłem po targach komputerowych i szukałem ludzi, którzy byliby w stanie stworzyć oprogramowanie do handlu w internecie. Michał Kołodziejczyk, który współtworzył WP polecił mi CNT, podkreślając, że jest to spółka, w której pracują ciekawi ludzie. Poszedłem na spotkanie z Jackiem Kawalcem, Leszkiem Bogdanowiczem i Markiem Borzestowskim. Zainteresowałem się inwestycją w spółkę. Przygotowałem krótki biznes plan, gdzie postawiłem taką tezę: Wirtualna Polska będzie jak petarda - wejdzie na giełdę, ściągnie z rynku niebotyczne 5 mln zł i zrobi wielki sukces. Byłem pełen entuzjazmu i tym właśnie zaraziłem kolegów z CNT. Zaczęliśmy działać. Odkupiłem udziały od akcjonariuszy, którzy się nie angażowali w spółkę, a w pracy pojawiłem się 2 stycznia 1998 roku. Od tego momentu zacząłem uczyć się przedsiębiorstwa. Rzeczywiście dość szybko zaczęliśmy realizować określoną wcześniej strategię. Spółka zaczęła się dynamicznie rozwijać.

Co się wtedy działo?

Na początku spółka mieściła się w dwóch pokoikach, było nas kilka osób. Szybko jednak pozyskaliśmy nowych pracowników - w niedługim czasie w CNT pracowało już 40 osób. Nawiązaliśmy kontakt z Intelem, z Netscape'em. W zasadzie w ciągu kilku miesięcy ułożyliśmy spółkę pod kątem portalu. Zaczęliśmy kooperować z zewnętrznymi dostawcami usług i treści. Radio Wawa udostępniało nam na żywo newsy. To były fajne czasy. Najważniejszy był nasz zespół, ludzie. Musiałbym długo wymieniać wszystkich... Wojtek Zwiefka był kluczową postacią, bo na nim opierała się strategia rozwoju technologicznego portalu. On się zajmował też wyszukiwaniem. Jest to osoba ze wszech miar zasłużona. Razem z Michałem Kołodziejczykiem są w spółce od początku, od pierwszego dnia i to oni zachęcili wielu studentów Politechniki Gdańskiej do pracy w CNT - właściciela portalu WP.

Podobno pojawił się Pan w CNT w krótkich spodenkach i butach za kostkę...

Tak, miałem swoje 5 minut. Wtedy swobodnie mogliśmy kreować nasz wizerunek i nasz biznes. Wszystko było takie harmonijne, świeże.

Kiedy powstał sam pomysł na prowadzenie tylko i wyłącznie portalu? Wcześniej CNT zajmowało się przecież usługami dostępowymi, tworzeniem serwisów WWW.

Na pewno taką osobą, która w ramach CNT promowała portal Wirtualna Polska, był Leszek Bogdanowicz. Natomiast ja wyszedłem z pomysłem, by robić wyłącznie portal. Sama strategia powstawała wspólnie, zespołowo. W tym czasie głośno było o sukcesie rynkowym spółki Agora, akcjach pracowniczych. I przy całym szacunku dla konkurenta, pamiętam, że wtedy powiedziałem: "Wirtualna będzie większa od Gazety". Wydawało mi się, że prowadzenie portalu jest kluczowe, taki produkt ma olbrzymią siłę medialną, zasięg, użytkowników, o których my mówiliśmy "przyjaciele Wirtualnej."

Obiecał Pan, że będzie inwestował w spółkę tak, by mogła prowadzić portal?

Tak było i tak się stało. Inwestowałem w spółkę aż do momentu wejścia innych inwestorów. Po moim wejściu do CNT kilkuosobowa załoga zwiększyła się do 40 osób w połowie 1999 roku, kiedy to wchodził nowy inwestor. Trzeba zaznaczyć, że wszedłby wcześniej, gdyby nie odejście prezesa CNT. Reasumując, w tamtym czasie wspólnie pracowaliśmy, mając moje wsparcie kapitałowe.

Jak spółka pozyskała Intela jako inwestora?

Znaleźliśmy Intela przez Dom Maklerski Penetrator, który wynajęliśmy w tym celu. Pamiętam, że przedstawiciele Penetratora pojechali na zjazd funduszy venture capital. Na jednym ze spotkań podobno siedział jeden z wiceprezesów z grupy Intel, z pochodzenia Hindus i jadł mleczną zupkę. On był guru inwestorskiego rynku IT. Wszyscy zainteresowani podchodzili do niego z propozycjami inwestycji. Przy stole pojawili się ludzie z Penetratora, mówiąc: "jesteśmy z Polski i chcieliśmy przedstawić projekt Wirtualna Polska z Gdańska." Podobno guru odłożył na chwilę łyżkę, zerknął do kajetu i postanowił, że przyleci do Gdańska. I rzeczywiście tak się stało. Pamiętam, że cała delegacja nie zmieściła się do pokoju naszego zarządu. Nie mogę zapomnieć komentarza wiceprezesa Intela, kiedy obejrzał naszą siedzibę, a powiedział wtedy: "Kocham firmy garażowe, inwestujemy!". I zainwestował, a konkretnie Intel Capital. Tak wyglądała skrócona wersja historii wejścia Intel Capital do WP.

CNT prowadziło też negocjacje z Softbankiem. Dlaczego się nie powiodły?

Nie chce wracać do tego. Mogę powiedzieć jedynie tyle: negocjacje skończyły się tym, że w ciągu 3 dni podpisaliśmy umowę z firmą Prokom.

Jak to się stało, że Prokom, który wcześniej był niechętny w zaangażowanie się w sprawy internetowe, postanowił zainwestować w 1999 w CNT?

W tamtym czasie było już głośno o firmach internetowych. I chyba dlatego Prokom dojrzał do decyzji o inwestycji. A poza tym inwestował w spółkę, która miała wstępną deklarację inwestycyjną od Intela. Ja byłem dumny, że będziemy wspólnikiem Intel Capital. Myślę, że Prokom też był zadowolony.

Leszek Bogdanowicz wspominał, że było w CNT dużo konfliktów między Panami...

Nie chcę tego pamiętać. Trzeba podkreślić, że ja zajmowałem się głównie negocjacjami z inwestorami i partnerami biznesowymi, a Leszek bieżącym zarządzaniem spółką. Swoją pracę wykonałem: uzgodniłem wejście do CNT jednego z funduszy NFI. Gdyby Leszek nie odszedł i nie zadzwonił z tą informacją do inwestora, to pewnie dostalibyśmy pieniądze szybko. Myślę, że w tych opowieściach o niezliczonych konfliktach jest dużo przesady.

Podobno miał Pan za dużo pomysłów jak na ówczesne realia rynkowe...

Nie sądzę, aby pomysłów było za dużo. Wtedy byłem nastawiony na znalezienie inwestora. Zresztą pomysły pomysłami, a liczą się fakty; inwestorzy wpłacili kapitał. Podkreślam: ja byłem skupiony na działaniach operacyjnych na zewnątrz, Leszek zajmował się zarządzaniem firmy od wewnątrz. Trudno więc tu mówić o konflikcie.

WP miała być takim polskim Yahoo!...

Tak, zresztą słyszałem jak przedstawiciele Intela powiedzieli tak o nas, jak przedstawiali Wirtualną Polskę ludziom ze Stanów. Podobnie na spotkaniu ze mną szef rozwoju biznesu Netscape'a, też użył sformułowania: "Wirtualna Polska to takie polskie Yahoo!" Przyjemnie było tego słuchać, nie powiem!

Losy Wirtualnej potoczyły się jednak inaczej niż historia Yahoo!...

Yahoo! jest przedsiębiorstwem, które kształtuje rynek w USA, ma zyski, stało się spółką giełdową, która przejmowała swoich konkurentów czy partnerów, emitując nowe akcje. Wejście na giełdę było kluczem dla sukcesu Yahoo!. Wirtualna Polska tego wszystkiego nie ma. Historia WP mogła się ułożyć, jak historia Yahoo - spółki, która jest teraz warta kilkadziesiąt miliardów dolarów. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że rynek polski jest nieporównanie mniejszy niż w USA i wszystko trzeba widzieć w proporcjach, ale sądzę, że jest możliwe, by ponownie starać się podążać ścieżką wytyczoną przez amerykański portal. Nasza propozycja układowa, którą złożyliśmy do sądu i która będzie głosowana przez wierzycieli, to właśnie powrót do tych pomysłów: giełda, portal - centrum biznesu, akcje pracownicze.

WP ma istnieć samowystarczalnie, prowadząc portal, czy w planach znajduje się pozyskanie wsparcia ze strony jakiegoś koncernu medialnego? W Polsce często za jakimś portalem stoi większe przedsięwzięcie medialne...

Chcemy mieć partnera medialnego, jednak niekoniecznie udziałowca. Patrząc na Yahoo!, warto podkreślić, że tam nie ma inwestora strategicznego w postaci innego medium. Yahoo! jest tak duże, że ono jest partnerem dla wielu. Wydaje się, że WP ma olbrzymią szansę, by być partnerem dla wielu. Sądzimy, że w dłuższej perspektywie Wirtualna Polska może być szansą dla użytkowników - miejscem, gdzie oni będą się czuli bezpiecznie i dobrze. Trudno jednak wyobrazić sobie prowadzenie takiej niezależnej polityki, jeżeli Spółka jest kontrolowana przez jakąś korporację. Wiem już, że w przypadku bycia elementem firmy telekomunikacyjnej prowadzenie takiej strategii jest moim zdaniem niemożliwe.

Jaka panowała atmosfera w WP, kiedy na rynku pojawił się Onet?

Atmosfera była dobra. Ostro konkurowaliśmy. My mieliśmy trochę inny plan biznesowy niż Onet. Wydaje mi się, że mam do dziś dobre relacje z przedstawicielami biznesów konkurencyjnych.

Jak to się stało się, że w pewnym momencie WP stała się portalem nr 2, a Onet objął prowadzenie w rankingach?

Myślę, że dokonaliśmy złych wyborów. Wydawało mi się, że jak w 2001 roku sprzedamy udziały do spółki z Grupy TP, to WP stanie się domyślnym portalem dostępowym Grupy TP. Logiczne byłoby to, że portal stanie się marką cenioną przez operatora, otrzyma wsparcie i będzie oferował takie usługi, których nie miała konkurencja. Okazało się jednak, że polityka TP była zupełnie inna. Nie tylko WP nie otrzymała oczekiwanego przeze mnie wsparcia, ale jeszcze TPSA uruchomiła portal Neostrada.pl, na który przeznacza rocznie dziesiątki milionów złotych... Moim zdaniem dokonaliśmy złego wyboru.

A dlaczego WP wybrała akurat TPSA?

Prowadziliśmy negocjacje z inwestorami, chcieliśmy wejść na giełdę. Pierwotnie TPSA miała otrzymać 10% akcji. Po wejściu na giełdę w Nowym Jorku, chcieliśmy w dalszym ciągu kontrolować biznes, a jednocześnie mieć partnera telekomunikacyjnego, który by gwarantował bezpieczeństwo naszego przedsięwzięcia. Okazało się jednak, że na giełdę nie weszliśmy, a po kupieniu akcji w TPSA przez France Telecom, operator postanowił, że chce mieć 100% akcji i taką umowę podpisaliśmy. Jak widać, popełniliśmy błąd.

Pamięta Pan moment podpisania umowy?

Tak. Miałem wtedy przeczucie, że to będzie koniec pewnej historii. Z ciężkim sercem rozstawałem się z przedsiębiorstwem i - de facto - sprzedawałem 100% swoich akcji. Grupa TP miała przejąć pełną kontrolę w dwóch ratach. Pierwsza rata zapłaty za sprzedane akcje była bardzo niewielka, płatna w momencie podpisania umowy. Drugą mieliśmy otrzymać po kilku latach przed końcem czerwca 2005. Sposób obliczania ceny za akcje zaproponowała sama TP i zapis znajduje się w umowie.

Właściciele Onetu też w 2001 roku podpisali umowy o sprzedaży swoich akcji inwestorom i jakiś miesiąc temu, z tego co słyszałem na rynku, otrzymali od firmy ITI zapłatę za cenę akcji, które sprzedali. Onet był w 2001 roku wyceniony na 160 mln dolarów. O ile dobrze pamiętam, koledzy mieli 25% w Onecie i rozliczono się z nimi podobno zgodnie z umową. Oni nie musieli się procesować, nikt nie zastanawiał się nad upadłością spółki Onet jako metodą uniknięcia wykonania swojego zobowiązania. Widać są różnice pomiędzy sposobem prowadzenia biznesu przez Grupę TP a ITI.

Marek Borzestowski wspominał, że w dniu, kiedy miała być podpisana umowa z TPSA, znalazł Pan innego inwestora...

Można tak powiedzieć. Trzeba przypomnieć, że negocjacje z TPSA trwały bardzo długo, bo 1,5 roku. Każdy biznesmen na naszym miejscu starałby się znaleźć dla przedsiębiorstwa alternatywę. Ostatecznie jednak podpisaliśmy umowę z TPSA.

Dlaczego TPSA nie wykorzystała WP do promocji swoich usług? Byłoby to rzeczą naturalną...

O to proszę pytać pana Bertranda Le Guern (były wiceprezes TP S.A. odpowiedzialny za strategię Grupy, były przewodniczący rady nadzorczej WP) czy pana Rogera de Bazelair obecnego dyr. finansowego TP SA. Muszę przyznać, że zacząłem wojnę o Wirtualną Polskę jako biznes dosłownie cztery miesiące po inwestycji TP Internet w marcu 2002 roku. Oświadczono nam wtedy, że brandem dostępowym Grupy TP będzie w Polsce Wanadoo. Wanadoo to spółka interentowa France Telecom warta ponad 10 mld Euro. Potem pojawił się we wrześniu 2002 roku sam szef biznes development Wanadoo i powiedział, że zamierza wejść z przedsięwzięciem do Polski jako Wanadoo.pl. Zaznaczyłem wtedy, że będę wszelkimi sposobami bronił Wirtualnej przed konkurencją ze strony spółki z grupy France Telecom. Broniłem w ten sposób nie tylko swojego interesu jako akcjonariusza WP S.A., ale także interesu akcjonariuszy TP S.A. Tak powstał konflikt biznesowy.

Ponadto, widzieliśmy, że Marek Borzestowski spotyka się z często z ludźmi z grupy TPSA, że wspólnie opracowują strategię. My chcieliśmy, żeby WP świadczyła usługi dostępowe tak jak Onet. Pisaliśmy monity, nie odniosły one jednak żadnego skutku. Onet górował nad nami w rankingach, przychodach. W rezultacie przeprowadzenia wyborów rady nadzorczej w drodze głosowania grupami uzyskałem uprawnienie do osobistego wykonywania czynności nadzorczych.

W pewnym momencie postanowił Pan wspólnie z Panem Kawalecem sprawdzić zawartość komputera prezesa WP...

I na komputerze prezesa odnaleźliśmy odpowiedź na nasze pytania. Znaleźliśmy dokument z września 2003 roku z logo TP, który omawia strategię wobec WP, a jednym z planów rozważanych przez członka zarządu TPSA, szefa strategii TPSA, szefa spółki zależnej oraz prezesa WP S.A. jest upadłość WP S.A. Co więcej, dokument ten potwierdził nasze zarzuty z sierpnia 2003 roku, że realizowane wówczas podwyższenie kapitału miało na celu "wyciśnięcie" nas ze spółki. Uważam takie rozwiązania za głęboko niemoralne i biznesowo nieuzasadnione. Gdyby WP była dobrze prowadzona, byłaby bliska wartości Centertela. I gdyby, moim zdaniem, zamiast inwestowania w budowę marki konkurencyjnej Neostrada.pl, pieniądze te przeznaczono na budowanie biznesu w oparciu o WP, sytuacja przedsiębiorstwa byłaby o wiele lepsza.

Jak teraz wyglądają relacje WP- TP Internet/TPSA?

TPI jest tylko właścicielem akcji, nie ma bezpośredniego wpływu na przedsiębiorstwo. Wirtualną kieruje zarządca wraz z załogą, która nigdy po wejściu TPI nie miała takiej swobody w kształtowaniu produktu i relacji biznesowych jak teraz. Natomiast relacje biznesowe Wirtualnej z samą TPSA są poprawne: korzystamy z łączy, płacimy rachunki. Chyba jesteśmy jednym z lepszych klientów i partnerów biznesowych TPSA. WP jest otwarta na współpracę z TP i liczę, że relacje jakoś się ułożą na zasadach fair play.

Kiedy mniejszościowi akcjonariusze zaczęli szukać Elliota - fundusz, który Panom pomaga w egzekwowaniu waszych praw z umowy z 2001 roku?

Latem 2003 TPI zadecydowała o podwyższeniu kapitału o 48 mln zł. Byliśmy u kilku inwestorów, których prosiliśmy o zaangażowanie po stronie mniejszościowych. Spodziewaliśmy się, że czeka nas długa batalia z TP Internet. Byłem bardzo zawiedziony, gdy kilka funduszy odmówiło. Właściwie to Elliota znalazł nasz prawnik - Andrzej Mikosz, który wcześniej w swojej pracy zetknął się z nimi. I świetnie się stało, bo Elliott na świecie znany jest między innymi z tego, że wygrywa spory z wielkimi korporacjami, broniąc praw mniejszościowych akcjonariuszy.

Co najbardziej hamowało rozwój WP?

Przede wszystkim problemy instytucjonalne i warunki panujące na zmonopolizowanym rynku telekomunikacyjnym. Przez pierwsze lata działania WP Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie nie mogła, mimo deklarowanych chęci, przyjąć przedsiębiorstwa, które miało stratę. WP musiała więc szukać kapitału na rynku publicznym w Nowym Jorku a nie w Warszawie, a to opóźniło cały proces. Ponadto rozwój WP blokował brak liberalizacji w sektorze telekomunikacyjnym. Do dziś, moim zdaniem, przychody z dostępu do internetu portali są zdecydowanie za małe w stosunku do ruchu, który generują w sieci. Wartość tworzona przez portale jest w sposób nieuzasadniony ekonomicznie konsumowana przez operatorów infrastruktury telekomunikacyjnej. Przy czym w Europie taka sytuacja występuje już chyba tylko w Polsce.

Co uważa Pan za największy sukces spółki?

Wspaniale jest patrzeć na wracające zaangażowanie, widzieć, że użytkownicy i partnerzy biznesowi są z nami. Zespół jest zintegrowany, ludzie coraz lepiej czują się w spółce, nastąpiły wewnętrzne awanse.

Patrząc na historię WP innego rodzaju sukcesem była z pewnością inwestycja Intel Capital. Byłem dumny, jak przyjechał do nas wiceprezes Intela - zjawił się w spółce, takiej trochę "na końcu świata" i postanowił zainwestować.

A największy błąd?

Wydaje się, że to, iż nie weszliśmy na giełdę papierów wartościowych, można uznać za wielki błąd. Rynek publiczny zapewnia przejrzyste reguły gry, dostęp do kapitału. Gdybyśmy byli spółką publiczną, nawet z tak dużym inwestorem jak spółka z Grupy TP, jestem przekonany, że Wirtualna Polska S.A. traktowana byłoby o wiele bardziej poważnie i nie doszłoby do tej sytuacji, w której była pół roku temu.

Marek Borzestowski powiedział, że historia WP nadaje się do podręcznika zarządzania, jako przykład, jak tego nie robić...

Marek Borzestowski od początku jest członkiem zarządu, a od 2001 jest delegowanym przez spółkę z Grupy TP prezesem zarządu WP. W tym sensie muszę się zgodzić, że sytuacja, w której przedsiębiorstwo jest prowadzone przez delegowanego przez TPI prezesa nadawałoby się do takiego podręcznika jako przykład złego zarządzania. Wirtualna ma olbrzymi potencjał. Odpowiedzialność za to, w jakim punkcie jest teraz spółka, ponosi prezes. Natomiast sam portal "Wirtualna Polska" jako przedsiębiorstwo zaliczyłbym do innej kategorii: trudno mi znaleźć inny przykład tak witalnego przedsięwzięcia, które pomimo tylu różnych problemów z większościowym akcjonariuszem tak dobrze funkcjonuje. WP nadaje się do takiego rozdziału, który opowiada o przedsiębiorstwie, które przeszło przez kryzys niezwykle wzmocnione wewnętrznie. Tak to widzę.

Jak reaguje Pan na roszczenia Leszka Bogdanowicza dotyczące odszkodowania tytułem naruszani praw autorskich?

Przypomnę, że Leszek zachęcił mnie do inwestycji w WP. Powiedział: "CNT to świetna spółka, prowadzimy wspólnie portal, chciałbym, abyś się tutaj znalazł". Trudno mi uwierzyć, by Leszek mówił teraz co innego niż w 1997 roku. WP była w CNT. Leszek podpisywał dokumenty w sprawie rejestracji znaku towarowego, ja woziłem te papiery do urzędu. Sama domena WP została kupiona wtedy, kiedy ja już byłem w spółce. Sam składałem taki wniosek, pod którym Leszek się podpisał. Nie traktuje roszczeń Leszka poważnie.

Czy był taki moment, że nie można było wymieniać imienia i nazwiska Leszka Bogdanowicza w WP?

Zapewniam, że tak nie było. Można powiedzieć, że on jako prezes konkurencyjnego do WP portalu Arena.pl, sam ograniczył swoje kontakty z WP. Po naszej stronie takie ograniczenie związane było z wymogiem zasady etycznego prowadzenia biznesu. To był konkurent WP.

A jakie są plany na przyszłość WP?

Chcemy polepszyć jakość portalu. Na pewno chcielibyśmy nawiązać żywą konkurencję z Onetem. Chcielibyśmy, by WP tak jak Onet miała zysk. Myślę, że w trzecim kwartale WP osiągnie zysk operacyjny. W dalszych planach mamy tj. ja i Jacek Kawalec również giełdę.

Interia planuje w najbliższej przyszłości uruchomienie usług szerokopasmowego dostępu do internetu. WP myśli o czymś podobnym?

WP przymierza się do świadczenia usług telekomunikacyjnych, na ile oczywiście rynek będzie gotowy. Aby móc coś takiego zaoferować, trzeba współpracować na dziś z TPSA. Z tego, co wiem, TPSA jeszcze nie wyszła z taką ofertą do portali. Jeżeli jednak taka możliwość się pojawi, to chętnie podejmiemy współpracę. Ja w każdym razie jako członek rady nadzorczej WP tak doradzam.

Ilu użytkowników ma w tej chwili WP?

To zależy od standardu badań. Zamiast o liczbie użytkowników, powiem o zasięgu. Otóż, WP odwiedza w miesiącu około 65% wszystkich użytkowników polskiego internetu.

Czy w ostatnim, trudnym dla spółki momencie były jakieś miłe chwile?

Tak, były to przede wszystkim oznaki sympatii od wielu ludzi, niekoniecznie związanych z branżą internetową. Jest okazja więc chciałbym im w tym miejscu powiedzieć: Dzięki! Pamiętam, na przykład, taki moment, jak wsiadłem do taksówki w Warszawie. Taksówkarz powiedział, że trzyma za WP kciuki, ma tam konto e-mailowe i nie zamierza się nigdzie przenosić. Kiedy indziej na lotnisku w Gdańsku, jak spóźniłem się na samolot usłyszałem: "a ... pan z WP, wy tam walczycie nie ma sprawy odprawię i do samolotu zaprowadzę". Dzięki takim momentom wiemy, że to, co robimy, jest dobre, one dodają nam siły. Dla nas najważniejsze jest to, że próbujemy coś budować, odbudować przedsięwzięcie, które ktoś zniszczył. Cieszy nas to, że możemy przywracać WP ducha.

Identyfikuje się Pan z Wirtualną?

Tak w dużej mierze; choć gdybym zarządzał WP sporo bym zmienił.

Na przykład?

Dziś np. namawiam do tego, by Wirtualna wsparła akcję zwiększającą bezpieczeństwo dzieci w internecie. Chciałbym, aby WP bardzo aktywnie zaangażowała się w ochronę dzieciaków. Dla mnie Wirtualna jest czymś, o czym na początku lat 90-tych mówili nam w telewizji. Pamiętam te sugestie: "weźcie los w swoje ręce, zorganizujcie się - a osiągniecie sukces". My tak zrobiliśmy. Wydawało się, że sukces jest blisko. Potem napotkaliśmy przeszkody. Teraz chcemy powrotu do tej idei - chcemy udowodnić, że WP może być przedsięwzięciem prowadzonym z pełnym sukcesem, że jest powodem do dumy dla jej pracowników, managerów.

Co chciałby Pan zrobić za rok?

Kiedy spotkam się z ludźmi, chciałbym móc powiedzieć, że są różne, trudne momenty w życiu, w biznesie, ale wtedy trzeba zacisnąć zęby i "robić swoje" jak śpiewa Wojciech Młynarski.

Serdecznie dziękuję Panu za rozmowę.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.