O2.pl: jesteśmy czwartym portalem w Polsce

O2.pl, początkowo funkcjonujące pod nazwą go2.pl, pojawiło się na internetowej scenie w 1999 roku, debiutując jako dostawca kont pocztowych. Teraz założyciele portalu wskazują, że uplasowali się na czwartym miejscu w rankingu polskich przedsięwzięć internetowych. O tym, jak powstało i w jaki sposób będzie się rozwijać o2.pl opowiadają w wywiadzie dla Internet Standard dwaj założyciele przedsięwzięcia: Michał Brański i Jacek Świderski.

Wydarzenia
3-4 kwietnia 2017

Coaching w Scrumie, to autorski program szkoleniowy, zaprojektowany z myślą o doskonaleniu pracy każdego Scrum Mastera. 2-dniowe szkolenie,...

Zarejestruj się
O2.pl w swoim komunikacie prasowym poinformowało, że jest czwartym podmiotem internetowym w Polsce pod względem ilości unikalnych użytkowników. Ta informacja wywołała sporo kontrowersji w branży internetowej...

Michał Brański: Przedstawiając nasze miejsce w rankingu, powołujemy się na wyniki badania Gemiusa (gemiusTraffic). Wiemy, że wśród portali internetowych jesteśmy czwartym w kolejności podmiotem z zasięgiem 2,9 mln internautów. Nie ma co do tego wątpliwości. Chcemy być przejrzyści - każdemu, kto wątpi w te wyniki, możemy posłać raport. Każdy kto uważa, że miał więcej niech pokaże swój raport, Gemius bada przecież wszystkie większe witryny.

Czy w podawanych przez o2.pl wynikach zawarte są również statystyki Tlenu?

Michał Brański: Tak. Tlen jest integralną częścią portalu o2.pl.

Jacek Świderski: Dodam jeszcze, że wyniki Gemiusa nie mierzą tego, co jest u nas najsilniejsze, a mianowicie poczty. Mamy prawie dwa miliony aktywnych kont pocztowych.

Pojawiły się informacje, że na polskim rynku mogą pojawić się i to jeszcze w tym roku zagraniczne portale. Czy o2.pl nie boi się, że w ten sposób może szybko stracić swoją pozycję?

MB: Dla mnie krzyczenie o wejściu Yahoo! Mail do Polski jest co najmniej dziwne. Nie rozumiem, jakie użytkownicy mogą mieć z tego faktu korzyści. Gdyby chcieli się identyfikować z Yahoo!, to już by to zrobili, nie czekaliby na wejście portalu do Polski.

JŚ: Zresztą oferta Yahoo! w ogóle nie jest konkurencyjna. Portal oferuje kilkukrotnie mniejsze skrzynki niż o2.pl. Jesteśmy sceptyczni co do prognozowanych zmian na rynku po wejściu zagranicznych graczy. Już jedno "wejście" amerykańskiego portalu do Polski obserwowaliśmy. Kilka lat temu była mowa o wejściu portalu Lycos do naszego kraju, ale za pięć dwunasta zgaszono tam światło.

We wcześniejszych dyskusjach, które toczyły się na łamach Internet Standard pojawiło się zastrzeżenie, że o2.pl to nie portal. Jak w takim razie sklasyfikować o2.pl?

JŚ: O2.pl jest oczywiście portalem. Faktem jest, że tworząc go, nie wyszliśmy od usług kontentowych, co zdecydowanie różni nas od konkurencji. Budując o2.pl, chcieliśmy przede wszystkim skupić się na usługach.

MB: Interesowały nas zwłaszcza usługi masowe. Nie chcieliśmy się rozgałęziać na żadne nisze, a usługi od samego początku cieszyły się dużą popularnością. Dodam, że tworzeniem treści zajmujemy się dopiero od roku. Chcemy zmienić dotychczasowy wizerunek portalu jako jedynie usługowego podmiotu na portal kontentowy. Jednak wciąż na pierwszym miejscu będziemy stawiać sprawy komunikacyjne. Swoją drogą zupełnie nie rozumiem takiego rozgraniczenia, że portal musi być mocny kontentowo. W przyszłości chcemy rozwinąć serwisy typu: kulinaria, motoryzacja, sport, life style, film, muzyka - na tym chcemy zakończyć rozwój , bo nie tędy idzie nasza jest droga.

JŚ: Ważne jest to, gdzie się kładzie środek ciężkości. My go zawsze przykładaliśmy do usług. U nas perłą w koronie zawsze była poczta. W tym się czuliśmy mocni. Inne portale często w swoim akcjonariacie miały silne spółki medialne i one koncentrowały się na tym, co robiły najlepiej, a więc na dostarczaniu treści. I to jest ta różnica.

MB: To jednak nie dyskwalifikuje naszego podmiotu jako portalu. Dla mnie to jest jakaś ortodoksja, której nie rozumiem. Wydaje mi się, że kogoś złości to, iż mysz urodziła górę.

JŚ: Równie dobrze można by powiedzieć, że ktoś nie jest portalem, bo nie ma komunikatora. Chwalimy się tym, co mamy. Nie możemy powodować strat, bo nikt do nas nie dopłaca. Kontent to jest to, co jest najdroższe. Poza tym mamy do czynienia z silną konkurencją w dostarczaniu treści. Trudno jest nam rywalizować z kimś, kto ma w grupie TVN 24 albo RMF FM albo Gazetę Wyborczą. Z powodzeniem za to konkurujemy darmowymi usługami, zarówno Tlen jak i nasza poczta wygrały rankingi Komputer Świata w swoich kategoriach. Uważamy, że pod tym względem konkurencyjne podmioty są daleko w tyle za nami, chociażby nie mając własnego komunikatora.

Pomówmy o przeszłości. W jaki sposób narodził się pomysł na o2.pl?

MB: Spotkaliśmy się we trzech na uczelni na trzecim roku. Każdy z nas miał inne podejście do biznesu. Jacek miał własną firmę. Krzysiek Sierota znał się na technologiach, a ja wiedziałem trochę o marketingu.



JŚ: Krzysiek w pewnym momencie stwierdził, że wszystkie dostępne wtedy na rynku konta pocztowe są kiepskie, a on sam zrobiłby lepsze, gdyby tylko miał łącze internetowe. Tak się złożyło, że ja miałem dobre łącze. Zaczęliśmy się w dwóch zastanawiać, w jaki sposób zrealizować pomysł, co do niego dołączyć. Na to Michał stwierdził, że to akurat najmniejszy problem. Oczywiście jest to historia opowiedziana w dużym skrócie. Ale było tak, że w pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy niezbędni sobie nawzajem, żeby zrobić to, o czym każdy myślał oddzielnie.

Tym samym wszystko zaczęło się od pomysłu na pocztę elektroniczną...

MB: Tak, jednak nigdy nie chcieliśmy na tym poprzestać. Marzyliśmy o tym, żeby stać się spółka medialno-telekomunikacyjną.

JŚ: Poczta była po prostu tym, co trzeba było zrobić natychmiast.

Co było wtedy najtrudniejsze?

Michał: Pierwszy rok działalności - przełom 1999-2000 roku. Nawiązaliśmy wtedy pierwsze kontakty z agencjami reklamowymi. W 2000 roku od razu osiągnęliśmy rentowność - co prawda zarobiliśmy 10 tys złotych, ale był to zysk.

Co w najbliższych latach będzie priorytetowe w rozwoju o2.pl?

MB: Przede wszystkim chcemy skupić się na ulepszaniu usług. Zamierzamy rozwijać je w zależności od potrzeb naszych użytkowników. Musimy jednak kolejne zmiany dobrze rozważyć, żeby nie okazało się, że dodamy im taką funkcjonalność, która będzie wykorzystywana jedynie przez bardzo wąską grupę osób.

JŚ: Kiedy startowaliśmy z pocztą, korzystało z niej 90% internautów, teraz tendencję zwyżkową notują komunikatory. Na razie na horyzoncie nie widzimy takiej usługi, która miałaby szansę w krótkim czasie stać się tak popularna jak poprzednie. Chcemy pielęgnować usługi. Co więcej, będziemy dalej oferować je za darmo. Nie mamy potrzeby wprowadzania płatnych kont pocztowych. Portal zarabia na siebie w inny sposób i są to całkiem przyzwoite pieniądze jak na polski Internet. Mamy nadzieję, że ta tendencja się utrzyma.

Z czego w takim razie utrzymuje się o2.pl?

MB: W 95 % utrzymujemy się z reklamy. Mamy oczywiście numer dostępowy, który też nie jest niezauważalny w naszym bilansie.

JŚ: Wprowadziliśmy niedawno pakiety internetowe, które są konkurencyjne w stosunku do oferty Telekomunikacji Polskiej. Być może ta usługa zaburzy trochę proporcję 95% przychodów z reklamy i 5% przychodów z innych źródeł.

Jak pakiety internetowe zostały przyjęte wśród internautów?

MB: Mamy kilkanaście tysięcy użytkowników, którzy korzystają z naszego numeru dostępowego. Pakiety wystartowały w połowie marca, więc dopiero zbieramy pierwsze informacje z rynku. Jesteśmy zaskoczeniu dużą skłonnością do podpisywania i odsyłania umów.

JŚ: Pojawiło się jedno zagrożenie, które nas wstrzymuje przed rozpoczęciem świadczenia tego typu usług na szerszą skalę. Mam na myśli wprowadzenie zwolnienia usług internetowych z podatku VAT. Okazało się, że nasz ustawodawca najprawdopodobniej nie rozróżnia stawki zwolnionej od zerowej. Tym samym zrobił wszystkim krzywdę.

Jakie dokładnie konsekwencje dla o2.pl będzie miała ustawa dotycząca VAT w swoim obecnym kształcie?

JŚ: Przede wszystkim wzrosną nasze koszty. Gdybyśmy zarabiali na tej usłudze 22% - a tyle nie zarabialiśmy - to nagle zaczęlibyśmy wychodzić na zero. Tym samym ustawa w obecnym kształcie uniemożliwia świadczenie tej usługi. Udaje nam się w porozumieniu z Energis Polska w jakiś sposób problemy VAT-u rozłożyć między dwie firmy. Dzięki temu możemy kontynuować świadczenie tej usługi.

Jeżeli z dniem 1 maja br. ustawa o podatku VAT nie zmieni się, czy w takim razie zdrożeją ceny za połączenia z numerem dostępowym o2.pl?

JŚ: Wszystko wskazuje na to, że powinny zdrożeć. My jednak zrobimy, co w naszej mocy, by nie zdrożały. Uważamy, że nawet jeśli będzie to usługa, na której świadczeniu przez 2-3 miesiące będziemy tracić, to i tak warto ją wprowadzić. Zgodnie z przyjętą strategią chcielibyśmy obniżać ceny połączeń z numerem dostępowym. Ale jak ustawodawca zaaprobował ustawę w takim kształcie, to będziemy myśleć raczej o przetrwaniu tej usługi niż obniżaniu cen.

Czy o2.pl planuje w przyszłości rozpoczęcie świadczenia usług szerokopasmowego dostępu do Internetu?

JŚ: Nie zdradzę tu wielkiej tajemnicy, tak, prowadzimy takie rozmowy. Będziemy bardzo zadowoleni z możliwości świadczenia takich usług. Mamy już konkretne pomysły na to, jakie usługi dodane moglibyśmy łączyć ze świadczeniem szerokopasmowego dostępu do Internetu. Liczmy, że w trzecim kwartale tego roku uda się to rozpocząć.

Co zmieni się w Tlenie?

MB: Będzie coraz większe "usieciowienie" użytkowników. Uruchomiliśmy niedawno możliwość prowadzenia czatów w Tlenie. Chcemy, by użytkownicy budujący pewne społeczności mogli za pośrednictwem Tlenu zostawiać sobie jakieś informacje np. o spotkaniach.

JŚ: Zresztą pojawia się coraz więcej plug-inów do Tlenu. Ktoś stworzył możliwość grania w kalambury przy wykorzystaniu komunikatora. Inna osoba umożliwiła wspólne rozwiązywanie zadań z matematyki. Tlen trochę wymyka się nam spod kontroli, co nas zresztą cieszy. Chcieliśmy stworzyć coś otwartego, do czego inni użytkownicy mogą podpinać napisane przez siebie wtyczki czyli plug-iny.

Czy o2.pl planuje uruchomić na swojej platformie sklepy internetowe?

MB: To pytanie powraca jak bumerang. Co kwartał różni partnerzy proponują nam podpisanie takiej umowy. My jednak skrzętnie się tego wystrzegamy. Nie chcemy, aby treści komercyjne dominowały w portalu. Przede wszystkim chcemy zaspokoić potrzeby czytelnicze i usługowe naszych użytkowników, potem pomyślimy o e-commerce.

JŚ: Tak podpowiada nam głos rozsądku. Nie chcemy się zamienić w "shopping mall". Zresztą z ekonomicznego punktu widzenia okazuje się, że sprzedaż przez Internet to wciąż mrzonka. Myślę, że w Polsce upłynie jeszcze trochę czasu, zanim ta forma sprzedaży się upowszechni.

Wiele mówi się ostatnio o polepszeniu kondycji branży internetowej. Wzroście zainteresowania reklamą, powiększaniu się ilości internautów w Polsce. Czy też o2.pl udziela się dobry nastrój?

JŚ: Przeżyliśmy polską bańkę dotcomową. Powstawaliśmy wtedy, kiedy powstawała Interia. Trochę z boku przyglądamy się temu wszystkiemu. Zawsze szliśmy za głosem rozsądku i cieszyliśmy się z tego, co mieliśmy. Jak nie zarobiliśmy, to nie wydawaliśmy, bo nie było z czego. Jeżeli w Internecie pojawiają się teraz sygnały, że już jest dobrze, to mnie to również bardzo cieszy, ale nie jest to dla nas być albo nie być.

MB: My w tej chwili rośniemy szybko. Zdobywamy zaufanie, które inne podmioty zdobyły już wcześniej.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.