Second screen - gdy jedno urządzenie to za mało

xray hand

To był jeden z tych nielicznych wieczorów w tygodniu, gdy cała rodzina zebrała się w domu w tym samym czasie i żadne z nas nie miało na głowie nieskończonych prezentacji przyniesionych z pracy, przygotowania scenariusza zajęć na szkolenie czy też odkładanych przygotowań do kolokwium.

Dobry czas na tzw. „zajęcia własne”.

Autor: Romek Lubczyński | Managing Partner, Y&R Mobile

Po jakimś czasie zaobserwowałem taką oto sytuację: moja żona, oglądając jakiś program telewizyjny, przenosiła od czasu do czasu swoją uwagę na trzymany w ręku telefon, ożywiając kolejne kafelki z aplikacjami i bez przerwy coś w nim przeglądała.

Mój syn zaszył się w swoim pokoju i gdy do niego zajrzałem, miał obok siebie laptopa, a w ręku telefon. Obydwa urządzenia były w ciągłym użyciu i obsługiwane z wprawą i szybkością, do której już nawet nie aspiruję. Ja z kolei w tym czasie miotałem się od swojego służbowego tabletu do telefonu, nie mogąc się zdecydować, na którym urządzeniu używać OneNote’a i zapisywać notatki z pomysłami, bo one jak zwykle wpadały mi do głowy w tych momentach, w których w zasięgu ręki nie miałem niczego do zanotowania.

Kliknij, aby powiększyć

Ponieważ zjawisko, nazywane second screen, jest jednym z najbardziej „gorących” tematów wśród globalnych technologicznych i socjologicznych ekspertów, zacząłem drążyć jego polski odpowiednik, który właśnie miałem przed oczami, bo przecież najlepsze insighty to te lokalne.

Dlaczego ktoś, kto ogląda telewizję, coraz częściej sięga jednocześnie po smartfona?

• bo większość z naszych gospodarstw domowych jest już podłączona do internetu (67% wg raportu Diagnoza Społeczna 2013)

• bo penetracja smartfonów i świadomość ich posiadania przekroczy w 2014 roku 50% w Polsce (wg TNS Polska)

• bo… telewizja jest nudna, a do tego zmusza nas często do oglądania niekończących się przerw reklamowych, których (na razie) nie możemy uniknąć, klikając np. krzyżyk w prawym górnym rogu reklamy.

Potwierdzają to chociażby badania Ericsson ConsumerLab, w których przewiduje się, że już niedługo urządzenia przenośne, podłączone do sieci, przejmą palmę pierwszeństwa i wyprzedzą nasze telewizory w intensywności użytkowania ze względu na lepszy dostęp do treści i lepsze dopasowanie do potrzeb użytkownika.

Jesteśmy coraz bardziej przyzwyczajeni do tego, że sami decydujemy o tym, co chcemy oglądać i kiedy. Co więcej, jeśli napotykamy na coś interesującego, chcemy pogłębić temat natychmiast – gdzie rośnie używany właśnie przez Jamiego fenkuł? Czy jest bezpośrednie połączenie lotnicze z Warszawy do Neapolu, o którym tak pięknie na dużym ekranie opowiada pani Halina? Czym różni się specyfikacja rajdówki WRC od S2000?

Niestety jak na razie takiej powszechnej możliwości interakcji z TV jeszcze nie mamy, choć technicznie nie powinno być z tym większego problemu. Mój telewizor np. jest w naszej sieci domowej pełnoprawnym członkiem, a nawet, jako jedyny w domu, jest zasilony najszybszym Internetem po kablu, podczas gdy reszta urządzeń korzysta z Wi-Fi. Problem tkwi w rozwiązaniach po stronie nadawców. Zdarzają się próby zaangażowania widza dzięki aplikacjom second screen jak np. te w programie „The Voice of Poland” czy w kanale Canal+ Sport, ale to rodzynki, które raczej testują rynek, niż starają się go podbić. A przecież od tego może zależeć przyszłość telewizji. O ile teraz, oglądając TV, „od czasu do czasu” przenosimy swoją uwagę na telefon czy tablet, to za chwilę ten kierunek będzie odwrotny. Mnie np. zdarza się zaczynać „consumer journey” od mojej Lumii, w której przeglądając ulubione forum dowiaduję się, że właśnie w GaPa startuje Mikaela Shiffrin. Włączam więc duży ekran HD, żeby obejrzeć kolejne niesamowite przejazdy slalomu w pełnym komforcie, delektując się przy okazji wszystkimi detalami (narciarskimi oczywiście). Dlaczego jednak nie mogę w łatwy sposób zostać przekierowany do specyfikacji sprzętu, na którym Mikaela startuje? Albo nie mogę sprawdzić od razu, czy od 20 marca znajdzie się w GaPa wolny apartament w cenie poniżej 90 euro za dzień?

Wspomniałem o swoim miotaniu się pomiędzy telefonem a tabletem. Przyszła chyba pora na męską decyzję, czy poza pracą potrzebuję jeszcze dwóch przenośnych urządzeń? Rozmiary ekranów w smartfonach niebezpiecznie zbliżają się do tych, które znamy z tabletów. Telefony zaczynają być phabletami, więc mój tablet powoli zaczyna mieć chyba syndrom odrzucenia. W domu używam go coraz rzadziej, a na zewnątrz nie „wychodzi” ze mną już od dłuższego czasu. Od kiedy na swoim smartfonie mogę wyedytować Excela czy poprawić prezentację w PowerPoincie, zdecydowanie wolę mieć wolne ręce, udając się w miejsce, w którym mogę spokojnie popracować. Rozwiązaniem może być też tablet PC, czyli taki, który oprócz prostych zadań i rozrywki zapewni mi także pełną operacyjność z dala od domu czy biurka, a jednocześnie jest urządzeniem w pełni mobilnym.

Generalnie mam wrażenie, że w moim domu toczy się teraz bardzo zacięta walka pomiędzy ekranami o miano tego najważniejszego – Pierwszego. Do niedawna tytuł Drugiego był przypisany do telefonu i/lub tabletu, ale zdaje się, że już niedługo to się zmieni, bo rozmiar nie zawsze ma znaczenie. Nasz 46-calowy telewizor wciąż dumnie wisi w dobrze wyeksponowanym miejscu salonu, ale nie da się ukryć, że zdecydowanie więcej czasu spędzam w kontakcie z moim WindowsPhonem, więc relacje z nim mam o wiele bliższe.

Kliknij, aby powiększyć

Dla mojego syna natomiast nasz telewizor jest tylko dodatkiem do telefonu czy laptopa, a cieplejsze odczucia do naszej plazmy ma chyba tylko podpinając ją do Xboxa. Będąc jednak wyznawcą innego systemu (jego konsumowanie technologii i komunikacji jest skierowane głównie na rozrywkę), nawet w takich wypadkach kontroluje go raczej poprzez aplikację SmartGlass ze swojego telefonu.

Najlepszym więc dla mnie rozwiązaniem byłoby, gdyby wszystkie ekrany, pomimo znaczących różnic, zgodnie ze sobą współpracowały.

I w tym właśnie upatruję obecnie najważniejszą rolę dla współpracujących ze sobą działów R&D i Marketingu oraz dla nas, agencji doradzających klientom, w jaki sposób ich marki powinny się komunikować z użytkownikami we współczesnych realiach. Powinniśmy przestać myśleć w kategoriach first, second czy third screen. Każdy użytkownik będzie tym ekranom wyznaczał taką rolę, aby jego własny consumer journey był jak najwygodniejszy, a do nas należy zapewnienie, aby taką możliwość miał. Jeśli mu jej nie damy, zaangażuje się gdzieś indziej i znajdzie swoją drogę, na której nas nie będzie.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.