Demokracja na Facebooku

Facebook wdroży nowe zasady dotyczące prywatności i prawa do publikowanych materiałów mimo że w otwartym głosowaniu 88 proc. internautów było przeciwko.



Kontrowersyjne przepisy zostaną wdrożone, gdyż nie osiągnięto minimalnej frekwencji by uznać ich wynik za ważny. Firma zdecydowała, że bez głosów minimum 30 proc. użytkowników głosowanie będzie niemiarodajne.

Efekt skali

Głosowanie rozpoczęło się w poniedziałek, 3 grudnia i trwało tydzień. W tym czasie użytkownicy mogli wyrazić swoje zdanie na temat nowej polityki. W największym skrócie zezwalała ona na znacznie większą ingerencję portalu w treści i prywatność użytkowników.

W związku z faktem, że obecnie Facebook ma ponad miliard użytkowników, aby sonda była uznana za ważną, zagłosować musiałoby ponad 300 milionów ludzi. Dla porównania: USA ma 314 milionów obywateli, a cała Unia Europejska około 504 miliony (dane dotyczą obywateli, nie internautów).

Do północy 10 grudnia udało się zgromadzić około 600 tysięcy głosów od użytkowników z całego świata. Akcja była nagłaśniana w branżowych mediach i krążyła wśród użytkowników, jednak nie udało się zebrać odpowiedniej ilości głosujących. Aby uzyskać wymagane 300 milionów, dziennie musiałyby głosować ponad 42 miliony ludzi (więcej, niż mieszka w Polsce obywateli, wliczając w to noworodki i ludzi, którzy nie mają dostępu do internetu).

Równolegle do prowadzonej ankiety, po portalu krążył łańcuszek zaczynający się od słów "W odpowiedzi na nową politykę FB informuję, że wszystkie moje dane personalne, ilustracje, rysunki, artykuły (..) są obiektami moich praw autorskich (zgodnie z Konwencją Berneńską)". Użytkownicy chcieli się bronić przed nową polityką. Jednak sam łańcuszek nie miał możliwości być skuteczny - użytkownik musi zaakceptować regulamin portalu podczas zakładania konta, a jedynym sposobem, by mu nie podlegać, jest zaprzestanie użytkowania. Warto dodać, że konwencja berneńska została zawarta w 1886 roku, w czasach, gdy nikomu nie śniło się o internecie i Facebooku.

Nowa polityka

W myśl nowych zasad portal uzyskał znacznie większe uprawnienia niż dotychczas. Facebook odejdzie od idei głosowań pośród użytkowników dotyczących nowych zasad na portalu. Zamiast tego organizowane będą swego rodzaju "konsultacje społeczne". Użytkownikom podawane będą do wiadomości zmiany w regulaminach, które będą mogli przedyskutować. Komentarze można będzie publikować między innymi po angielsku, francusku i turecku.

Dane publikowane przez użytkowników w różnych serwisach i aplikacjach należących do portalu (na przykład w Instagramie) będą mogły być transferowane między sobą i publikowane w różnych celach, między innymi reklamowych. Z tego względu już pojawiły się informacje o pozwach od fotografów publikujących swoje zdjęcia, którzy nie chcą, by były bez opłaty wykorzystywane jako reklamy.

Facebook będzie mógł także zdecydować, kto będzie mógł się kontaktować poprzez prywatne wiadomości i oglądać ukryte wydarzenia na osi czasu innego użytkownika. Pełny wykaz zmian można przeczytać w nowej polityce prywatności oraz regulaminie dotyczącym użytkowania danych.

Kwestia zaufania

Wydarzenia związane z głosowaniem spowodowały wiele krytycznych publikacji w mediach tradycyjnych i elektronicznych. Z tego względu portal zamierza lepiej edukować i informować swoich użytkowników na temat prywatności.

Pojawią się nowe narzędzia kontroli prywatności przy publikowaniu dowolnego materiału na osi czasu. Każde ustawienie będzie można sprawdzić poprzez zakładki "kto to może zobaczyć" lub "kto się może ze mną skontaktować"

Każda aplikacja, którą użytkownik będzie chciał dodać do swojego profilu będzie musiała dokładnie określić, jakie dokładnie akcje chce podejmować (czy oznacza to publikowanie na publicznym profilu, czy też wysyłanie maili do znajomych tej osoby).

Dane demograficzne użyte w artykule pochodzą z lipca 2012 ze strony World Factbook.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.