Sześć pomysłów jak zarobić na Euro 2012 w Sieci

xray hand

Do największej imprezy sportowej w naszym kraju zostało mniej niż 100 dni. To za mało, żeby zbudować autostrady, ale jest to ostatni dzwonek na zarobienie na piłkarskim szaleństwie w Internecie. Internet Standard prezentuje sześć pomysłów na skorzystanie z piłkarskiego szaleństwa. Pomysły skomentowali specjaliści z branży: trzy pomysły oceniono jako trafione, trzy oceniono jako co najmniej ryzykowne.

Na początku był chaos, z którego wyłoniło się sześć pomysłów. Przygotowane w redakcji propozycje biznesów na Euro 2012 skomentowali specjaliści z branży, wskazując ich mocne i słabe strony. Do ich wykorzystania (a potem podzielenia się wrażeniami) zapraszamy wszystkich, choć zachęcamy do sięgnięcia po te lepsze.

Zły: Blog lub portal z informacjami dla cudzoziemców

Według raportu IMPACT opracowanego przez specjalistów ze Szkoły Głównej Handlowej i Uniwersytetu Łódzkiego na Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej przyjedzie ponad 820 tysięcy kibiców i fanów piłki nożnej. Sam Kraków, który nie jest miastem-gospodarzem, szykuje się na 100 tysięcy przyjezdnych.

Zagraniczni goście będą potrzebowali odpowiednich informacji, adresów hoteli oraz zbioru porad dotyczących infrastruktury czy po prostu poruszania się po mieście. Wiedza, że w Warszawie nie można kupić tygodniowego biletu autobusowego, a trzy bilety jednorazowe są droższe niż dobowy pozwoli uniknąć nieporozumień. Podobnie namiary na zaufane korporacje taksówkowe lub zbiór przydatnych telefonów (pogotowie, policja) mogą wygenerować spory ruch na stronie.

Blog byłby prowadzony w języku obcym, najlepiej niemieckim, rosyjskim lub włoskim. Polacy tych informacji nie potrzebują, zaś cudzoziemcy znacznie chętniej przeczytają je w swoim ojczystym języku. W Internecie jest już sporo tego typu informacji w języku angielskim, ale każdy woli czytać w swoim ojczystrym języku.

Źródłem zarobku będą w tym wypadku reklamy kontekstowe, za które wydawca otrzymuje wynagrodzenie za kliknięcia. Chociaż nie są to wielkie stawki, strona będzie wyświetlała zagraniczne reklamy, za które reklamodawcy płacą w euro, nie w złotówkach. Dzięki czemu każde kliknięcie będzie warte więcej i pozwoli wygenerować wyższy zysk z tej samej ilości kliknięć.

Dodatkową zaletą jest długowieczność bloga lub portalu. Już po Euro 2012 strona z informacjami nadal będzie przydatna dla turystów (choć oczywiście w znacznie mniejszej skali) i wciąż będzie generowała przychód. Zakładając, że blog będzie intensywnie promowany w social media właściciel może umieścić na nim kilka płatnych reklam hoteli, restauracji lub pubów nastawionych na klienta zza granicy.

Późniejsze uruchomienie strony w związku z innymi imprezami (na przykład Open’er w Gdyni czy Metalmania w Katowicach) nie stanowi problemu dla osoby, która już wcześniej obsługiwała blog i może dalej przynosić zyski.

Ten najoczywistszy pomysł został skrytykowany przez specjalistów z branży. Sceptycznie nastawiony jest Michał Samojlik, prezes zarządu agencji interaktywnej Autentika. Według niego oficjalne serwisy informacyjne są całkowicie wystarczające, a w zalewie treści internetowej trudno będzie wypromować taki blog lub portal. Jednocześnie miesięczne zarobki na reklamie będą zbyt niskie, by się to opłacało w dłuższej perspektywie.

Również Piotr Krawiec z agencji Praktycy.com uważa, że budowa marki takiego bloga trwałaby latami i nie przyniósłby on satysfakcjonujących przychodów jako jednorazowa inicjatywa związana z Euro 2012, podczas gdy takie informacje są i tak dostępne w sieci na znacznie lepiej wypozycjonowanych serwisach.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.