Założyciel WikiLeaks zatrzymany

xray hand

Julian Assange, twórca i szef kontrowersyjnego serwisu internetowego WikiLeaks, został zatrzymany w Londynie w związku z zarzutami o gwałt i molestowanie seksualne.

Assange sam oddał się w ręce brytyjskiej policji. 39-letni, urodzony w Australii, mężczyzna został oskarżony o gwałt, przymuszanie do czynności seksualnych i dwa przypadki molestowania seksualnego, których miał się dopuścić wobec dwóch kobiet w Szwecji.

Przypomnijmy, że w sierpniu tego roku szwedzka prokuratura generalna wydała, a wkrótce potem cofnęła nakaz aresztowania założyciela Wikileaks, podejrzewanego o wymienione przestępstwa. Wszystkie zarzuty w tej sprawie zostały szybko anulowane. Assange został nawet przesłuchany, ale nie otrzymał zakazu opuszczania Szwecji.

Mężczyzna od początku też zaprzeczał oskarżeniom o gwałt, podkreślając, że "przygody" z kobietami były wynikiem obopólnej zgody.

Tymczasem na początku grudnia Interpol wydał międzynarodowy nakaz aresztowania Assange'a. Jego obrońcy utrzymują, że Assange na bieżąco stawiał się na wezwania władz w Szwecji i otrzymał zgodę na wyjazd z kraju. Dlatego też wydanie kolejnego nakazu aresztowania ma ich zdaniem podłoże polityczne i związane jest z ostatnimi publikacjami WikiLeaks, ujawniającymi poufną korespondencję amerykańskiej dyplomacji.

Niektórzy amerykańscy politycy nawoływali o zatrzymanie Assange'a i zamknięcie serwisu WikiLeaks, który stał się niemal "wrogiem publicznym" tamtejszej administracji. Biuro prokuratora generalnego USA bada, czy mężczyźnie, w związku z ostatnimi wyciekami w WikiLeaks, można postawić zarzuty na podstawie ustawy Espionage Act. Peter King, przewodniczący amerykańskiego Komitetu ds. Bezpieczeństwa Narodowego domaga się, by serwis został uznany za organizację terrorystyczną.

Strona i bez ostrej krytyki światowych elit politycznych przeżywa kłopoty, np. intensywne ataki DDoS. Wikileaks zostało usunięte z serwerów Amazon "z powodów proceduralnych", potem dostawca DNS zdecydował się odciąć organizację od nazwy domeny. Mimo to WikiLeaks nie poddaje się i zapowiada dalsze "przecieki", m.in. dokumenty związane z sektorem bankowym (mają one ponoć zawierać m.in. kompromitujące informacje dotyczące działań instytucji finansowych podczas wstępnej fazy niedawnego kryzysu ekonomicznego).

"Nie strzelajcie do posłańca"

Assange na łamach portalu The Australian opublikował oświadczenie zatytułowane "Nie strzelajcie do posłańca za ujawnianie niewygodnej prawdy".

Pisze w nim, że WikiLeaks reprezentuje nowy typ dziennikarstwa: dziennikarstwo naukowe, to znaczy takie, dzięki któremu odbiorca może nie tylko przeczytać artykuł prasowy, ale sprawdzić samodzielnie źródło, na bazie którego artykuł powstał (owe źródła to oczywiście publikowane w serwisie dokumenty). I chociaż materiały opublikowane przez stronę zostały częściowo redystrybuowane przez inne media, np. "El Pais", "Le Monde", "Der Spiegel", "Guardian" i "New York Times", to całe odium spadło właśnie na WikiLeaks - podkreśla Assange.

"Zostałem oskarżony o zdradę [przez amerykański rząd - red.], chociaż jestem Australijczykiem, a nie obywatelem USA. (...) Sarah Palin mówi, że powinno się mnie ścigać jak Osamę bin Ladena (...) Doradca premiera Kanady w publicznej telewizji nawoływał do zamordowania mnie. Amerykański bloger zaproponował porwanie mojego 20-letniego syna" - pisze Assange.

"Nie jestem przeciwnikiem wojny. Czasem jest ona konieczna. Ale nie ma nic bardziej niewłaściwego niż rząd okłamujący swoich obywateli na temat wojny, ale domagający się od nich ryzykowania życia za te kłamstwa i opłacania ich z podatków. Jeśli wojna jest usprawiedliwiona, mówmy prawdę, a ludzie sami zdecydują czy tę wojnę poprzeć" - apeluje twórca WikiLeaks.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.