Microsoft nie zamierza wycofywać się z Chin

Szefowie Microsoftu uważnie obserwują ostatnie działania Google na chińskim rynku (czyli m.in. zrezygnowanie z cenzurowania wyników wyszukiwania), ale w przeciwieństwie do firmy kierowanej przez Erica Schmidta, nie zamierzają rezygnować w prowadzenia działalności biznesowej w tym kraju.

Przedstawiciele Microsoftu już wcześniej - zaraz po ogłoszeniu przez Google w połowie stycznia planów dotyczących Chin - deklarowali, że decyzja Google raczej nie wpłynie na ich działania w Państwie Środka. Teraz powtarzają ówczesne stwierdzenia - choć jednocześnie podkreślają, że kwestia cenzury i wolności wypowiedzi jest istotna również dla nich.

Uważamy, że powinniśmy działać na całym globalnym rynku - zamierzamy wspierać wolność słowa, stosując się jednocześnie do przepisów prawa. Interesy w Chinach prowadzimy od ponad 20 lat i zamierzamy wciąż to robić - oświadczyła właśnie Cornelia Kutterer, przedstawicielka koncernu z Redmond odpowiedzialna m.in. za politykę prawną firmy.

Temat działań Microsoftu na chińskim rynku pojawił się w prezentacji, którą Kutterer przedstawiła na corocznej konferencji poświęconej cyberprzestępczości, zorganizowanej przez Radę Europy. W spotkaniu uczestniczyli m.in. przedstawiciele rządów, instytucji administracji publicznej, wymiaru sprawiedliwości oraz firm zajmujących się bezpieczeństwem informatycznym.

Sprawa jest poważna, bo koncerny z branży technologicznej wielokrotnie stawały się w ostatnim czasie celem krytyki ze strony obrońców praw człowieka - mniej lub bardziej zasadnie oskarżano je o wspieranie chińskiego reżimu (m.in. poprzez dostarczanie władzom w Pekinie sprzętu oraz technologii służących cenzorowaniu Internetu, podsłuchiwaniu obywateli czy ujawnianie danych dysydentów korzystających np. z darmowej poczty elektronicznej). Większość takich firm broniła się zwykle w dość standardowy sposób - tłumacząc, że do takich a nie innych działań obliguje je chińskie prawo, do którego muszą się stosować działając na tamtejszym rynku.

Podczas swojej prelekcji Cornelia Kutterer wspomniała m.in. o działaniach projektu Global Network Initiative (GNI), powołanego pod koniec 2008 r. właśnie z myślą o walce z cenzurą oraz ochronie prywartności użytkowników. Liczy ona blisko 30 firm, organizacji, instytucji i uczelni - wśród nich są Yahoo!, Microsoft oraz Google. Celem GNI jest wypracowanie standardów działania w krajach takich jak Chiny - gdzie władze żądają od zachodnich firm stosowania do, delikatnie rzecz ujmując, kontrowersyjnych przepisów.

Do tej pory działalność GNI nie przyniosła jednak żadnych widocznych efektów. Być może to właśnie dlatego Google zdecydował się ostatnio na bezprecedensowy krok - czyli zlikwidowanie chińskiej, ocenzurowanej wersji swojej wyszukiwarki. Teraz chińscy internauci, chcący skorzystać z usług Google, są automatycznie przekierowawani do oddziału w Hong Kongu. Przypomnijmy, że jest to efekt grudniowych ataków informatycznych na systemy Google - koncern twierdzi, że stali za nimi Chińczycy i już w połowie stycznia zapowiedział, że zamierza zakończyć cenzurowanie wyników wyszukiwania.

Czytaj też:

Java będzie bardziej otwarta i modularna

FBI: cyberataki realnym zagrożeniem dla USA

Microsoft łata własne poprawki dla Office'a

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.