Co po BitTorrent

Nagonka na serwisy torrentowe skłania osoby udostępniające pliki w Sieci do przesiadki na usługi alternatywne. Czy w kontekście zamknięcia serwisu TorrentSpy i kłopotów IsoHunt, Mininovy i The Pirate Bay pogłoski o śmierci BitTorrenta tym razem nie okażą się przesadzone?

Serwisy takie jak RapidShare, Megaupload czy Hotfile pozwalają w istocie na stworzenie własnego serwera FTP, na który można wrzucać dowolne pliki, a następnie udostępniać prowadzące do nich linki. Na serwerach RapidShare hostowanych jest już 10 petabajtów danych (10 mln. gigabajtów), z których korzysta nawet 3 mln. użytkowników jednocześnie.

Serwis już teraz zaliczany jest do dwudziestu najpopularniejszych stron internetowych na świecie (zgodnie z rankingiem Alexa.com) a ruch sieciowy związany z przesyłaniem plików na RapidShare i pobieraniem ich stanowi 5 procent globalnego ruchu w Internecie (dane za Ipoque).

Użytkownik zamieszczający w serwisie duże ilości plików może wykupić sobie konto Premium (30-dniowy dostęp za niecałe 7 euro pozwala przesyłać pliki z maksymalną szybkością oferowaną przez przepustowość łącza oraz udostępnia nieograniczoną ilość miejsca na serwerze).

Utworzenie konta nie jest jednak konieczne - brak wymogu potwierdzenia tożsamości użytkowników utrudnia organizacjom ochrony praw autorskich działania przeciw RapidShare. Dane przesyłane na serwer nie są w żaden sposób filtrowane - RapidShare zasłania się dbałością o poszanowanie prywatności użytkowników. "Pliki to pliki" - przekonywała swego czasu Katharina Scheid, rzeczniczka RapidShare na łamach NY Timesa. Podkreślała jednocześnie, że RapidShare współpracuje z właścicielami praw autorskich do utworów i na ich żądanie usuwa nieautoryzowane kopie z serwerów. Haczyk polega na tym, że wniosek o skasowanie zasobu musi być udokumentowany informacją o konkretnym pliku oraz prowadzącym do niego linkiem.

Z danych firmy V.I. Labs (producent oprogramowania antypirackiego) wynika, że BitTorrent pozostaje wciąż najpopularniejszym sposobem wymiany plików online - z tego protokołu korzysta sześciu na dziesięciu użytkowników P2P. Okazuje się jednak, że model wymiany plików oparty o usługi hostingowe, staje się coraz popularniejszy. Spółka Ipoque szacuje, że w zależności od regionu świata RapidShare i serwisy pochodne odpowiedzialne są za 15 - 35 procent pirackich materiałów wymienianych w Sieci.

"P2P chyli się ku upadkowi. Serwisy te są zbyt widoczne, więc organizacje ochrony praw autorskich będą dążyły do ich zamykania" - przekonuje Vic DeMarines z V.I. Labs.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.