Zrobić bloga, wkleić baner, wrzucić na youtube: trwa e-kampania do Parlamentu Europejskiego

PO i PiS na wybory do Parlamentu Europejskiego planują wydać po 9 mln zł. SLD przeznaczy na ten cel o 1/3 mniej. Jaka część tych budżetów przeznaczona zostanie na kampanię w internecie? Znikoma. Wciąż podstawowym elementem promowania się kandydatów w sieci są ich witryny internetowe lub proste wizytówki na partyjnych stronach. A e-maile wysyłane do sztabów wyborczych pozostają bez odpowiedzi. Eksperci są zgodni - politycy nie rozumieją internetu i traktują sieć jak kolejne jednokierunkowe medium. Obserwacja zachowań kandydatów do PE w sieci zdecydowanie potwierdza tę tezę.

Sukces internetowej kampanii wyborczej obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych powinien przekonać wszystkich niedowiarków, że warto pochylić się nad siecią, zrozumieć jej społecznościowe mechanizmy oraz odpowiednio wykorzystać ten potencjał. Oczywiście bez sensu jest bezmyślne kopiowanie wzorców zza Oceanu, ale inspiracji i pomysłów czerpać można chyba sporo. Nawet wówczas, gdy zamiast prezydenta wybierać mamy kilkudziesięciu przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego.

Wg CBOS zaledwie 30% Polaków planuje wziąć udział w czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Uwzględniając różnicę pomiędzy deklaracjami a zachowaniami wyborczymi z 2004, szacuje się że tegoroczna frekwencja nie będzie wyższa niż 12%. Biorąc pod uwagę fakt, że już 48% Polaków korzysta z internetu (NetTrack, kwiecień 2009), umiejętnie poprowadzona kampania wyborcza w internecie z pewnością skutkować mogłaby zwiększeniem poparcia dla kandydatów oraz wpłynęłaby pozytywnie na frekwencję wyborczą.

Sam fakt zasięgu internetu i liczby jego użytkowników w Polsce wymusza wręcz prowadzenie szeroko zakrojonych e-kampanii. Ważne jest jednak by uwzględnić w nich specyfikę polskiego elektoratu i powstrzymać się od dosłownego kopiowania rozwiązań wypracowanych w ostatnich latach w USA. Wystarczy przypomnieć sobie kampanię Kongresu Liberalno-Demokratycznego z 1993 roku, by przekonać się, że strategie skuteczne w USA, niekoniecznie muszą sprawdzać się na polskim gruncie - uważa Grzegorz Skuza, z agencji reklamy EURA7, autor bloga poświęconego wykorzystaniu internetu na arenie politycznej Web Polityka.

Czego chcą wyborcy?
W maju 2008 analitycy z e-Voter Institute oraz HCD Research przeprowadzili badania pt. "Rhetoric, Reality and the Internet: What Do Voters Really Want?", których celem było poznanie opinii amerykańskich wyborców na temat skutecznych metod stosowanych w kampanii wyborczej. Mimo, iż większość respondentów (badaną grupę stanowiło 4800 wyborców korzystających z internetu) wciąż za najefektywniejszy sposób przyciągnięcia ich uwagi do osoby i programu kandydata uważa spoty telewizyjne (63%) oraz debaty (57%), to aż ponad połowa badanych (51%) przyznała, że najważniejszy jest serwis internetowy kandydata. Co czwarty respondent zwrócił także uwagę na reklamę w internecie, 22% wskazało e-mailing, co piąty badany wymienił webcasty, a po 15% badanych za najskuteczniejszą formę kampanii wyborczej uznało akcje w serwisach społecznościowych oraz wirusowe materiały wideo.

Co ciekawe znacząco różniły się od siebie zdania specjalistów od marketingu politycznego oraz wyborców, którzy oddali swój głos. Podczas gdy zaledwie jeden na czterech ekspertów stwierdził, że serwis internetowy kandydata na rzecz którego pracował był efektywnym narzędziem komunikacji z wyborcami, to aż 87% wyborców przyznało, iż miało kontakt ze stroną www kandydata, a 70% z nich spodziewało się podejmowania konkretnych akcji za pośrednictwem tego serwisu - np. zbiórek pieniędzy. Blisko połowa (46%) specjalistów od marketingu politycznego przyznała, iż wg nich najskuteczniejszą metodą zbudowania bazy lojalnych wyborców jest połączenie e-mail marketingu, z marketingiem bezpośrednim i eventowym.


Poprawnie, ale bez fajerwerków

Z pewnością nie jest tragicznie w obszarze wykorzystywania narzędzi internetowych przez polskich polityków. Funkcjonują poprawnie zbudowane i na bieżąco aktualizowane witryny partii, odwiedzane miesięcznie przez kilkananaście - klikadziesiąt tysięcy osób. W lutym wg Megapanelu PBI/Gemius (a więc w okresie, w którym nie prowadzono jeszcze żadnych działań w zakresie kampanii wyborczych) najwięcej internautów przyciągnęła strona PO http://www.po.org.pl (44 tys. real users) oraz http://www.pis.org.pl (36 tys. real users). Pozostałe witryny frakcji politycznych odwiedziło mniej niż 15 tys. użytkowników (taki próg należy przekroczyć aby znaleźć się w statystykach Megapanelu). Na stronach tych mamy aktualności, założenia programowe, sylwetki osób, przedstawione struktury lokalne, bywają też akcenty humorystyczne, a także aktywne forum dyskusyjne. Integralną cześcią stron www największych polskich frakcji politycznych stały się również działy multimediów udostępniające telewizyjne spoty wyborcze, materiały audio i wideo z wystąpień publicznych polityków oraz ... tapety i wygaszacze ekranów.

Specjaliści zajmujący się marketingiem politycznym w Polsce dopiero uczą się internetu. Jak do tej pory przykładów wykorzystania potencjału sieci w polskich kampaniach wyborczych jest niewiele. Za jednym z ciekawszych przykładów należy uznać tutaj przede wszystkim zwycięska e-kampanię Michała Jarosa z PO - uważa Grzegorz Skuza. Wydaje się jednak, że dopiero niedawna kampania prezydencka Baracka Obamy w USA pokazała, że zdobywanie oraz pogłębianie wiedzy w zakresie prowadzenia internetowych kampanii wyborczych rzeczywiście ma sens.

Aktualizacja: 13 maja 2009 17:36
13 maja 2009 r. profile w serwisach mikroblogowych, które mają być narzędziem w kampanii do Parlementu Europejskiego założyli: Michał Kamiński http://twitter.com/kaminskimichal oraz Janusz Lewandowski http://jlewandowski.blip.pl .
Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.