W jedności siła

Niezależni operatorzy telefonii stacjonarnej coraz mocniej odczuwają na własnej skórze skutki podpisania przez rząd tajnego aneksu do umowy prywatyzacyjnej Telekomunikacji Polskiej. Ujawniony przez Internet Standard dokument wywołał prawdziwą burzę w kręgach telekomunikacyjnych.

„Z porozumienia regulacyjnego wynika, że państwo polskie sprzedało rynek telekomunikacyjny i samo pozbawiło się wpływu na to, co się na nim dzieje. Ministerstwo Łączności związało sobie ręce. Okazuje się, że przy prywatyzacji patrzono tylko na jednorazowy zysk. Tymczasem koszty takiej umowy ponoszą niezależni operatorzy, ale przede wszystkim abonenci TP SA" – powiedziała nam wiceprezes Netii Ewa Don-Siemion.

Wtórował jej Krzysztof Heller, prezes konkurencyjnego El-Netu. „Polski rząd najwyraźniej zachęcił w ten sposób francuskiego kontrahenta do zakupu akcji TP SA po korzystniejszej dla budżetu cenie. Wiadomo, że zawsze łatwiej jest sprzedać towar z wartością dodaną, niż bez niej. Tak właśnie uczynił polski rząd” – stwierdził szef El-Netu. Jego zdaniem, chociaż przykład operatorów komórkowych dowiódł, że konkurencja dobrze wpływa na rynek, to w przypadku telefonii stacjonarnej państwowy regulator nie dał równych szans spółkom konkurującym z TP SA. W tej sytuacji podejmowane przez niezależne telekomy próby rywalizacji ze wspieranym po cichu przez rząd narodowym operatorem są z góry skazane na niepowodzenie. Krzysztof Heller obawia się, że jeśli ten stan się nie zmieni, Polacy nadal będą mieli drogi dostęp do Sieci, a opłaty za połączenia telekomunikacyjne utrzymają się na wysokim poziomie.

Menedżerowie spółek telekomunikacyjnych nieoficjalnie już od dawna wyrażali obawy, że umowa sprzedaży akcji TP SA France Telecom i Kulczyk Holding zawiera tajny aneks dający tym inwestorom uprzywilejowaną pozycję na polskim rynku. Dotychczas jednak telekomy trzymały uszy spuszczone po sobie i nie protestowały głośno, udając, że nie widzą, jak resort łączności i URT przymykają oczy na monopolistyczne praktyki TP SA. Jednak cierpliwość akcjonariuszy finansujących działalność spółek telekomunikacyjnych najwyraźniej się wyczerpała i w czwartek doszło do precedensu. W konferencji prasowej Telefonii Lokalnej Dialog wzięła udział konkurencja w osobach przedstawicieli Netii i El-Netu, które to spółki do niedawna zwalczały się na rynku warszawskim jak pies z kotem. Trójka działających w województwie mazowieckim telekomów poinformowała o złożeniu do Ministerstwa Łączności wniosków o obniżenie opłat koncesyjnych.

Spółki uczyniły to wprawdzie niezależnie, ale jak zapewnił prezes El-Netu Krzysztof Heller, treść pism jest podobna. Operatorzy negatywnie ocenili warunki stworzone dla rozwoju telefonii stacjonarnej i liberalizacji rynku telekomunikacyjnego. El-Net, Netia i Dialog są zdania, że „prawo regulujące inwestycje na rynku telekomunikacyjnym jest niespójne, różnicuje operatorów według arbitralnie przyjętych kryteriów, oraz daje prawo do wielorakiej interpretacji przyjętych przepisów”. Operatorzy przypomnieli, że parlament, uchwalając nowe prawo telekomunikacyjne, zakwestionował sensowność polityki pobierania opłat koncesyjnych za działalność telekomunikacyjną. Od 1 stycznia od firm zainteresowanych świadczeniem usług telekomunikacyjnych wymaga się jedynie zgłoszenia, zaś usługi międzystrefowe wymagają zezwolenia, które po spełnieniu warunków musi być niezwłocznie wydane. Dodatkowo opłata za zezwolenie jest symboliczna, podczas gdy opłata koncesyjna jest od niej wielokrotnie wyższa. El-Net, Dialog i Netia zapłaciły już po 300 mln euro, a ich zobowiązania sięgają kolejnych 350 mln euro. Firmy skarżą się, że Telekomunikacja Polska nie ponosiła żadnych opłat koncesyjnych. Prezesi trójki niezależnych telekomów odbierają to jako chęć przyduszenia przez rząd konkurentów narodowego operatora. „Nie mówimy, że nie chcemy płacić. Chcemy jedynie dyskutować na temat sensowności tak wysokich opłat, bo jak do tej pory nikt nie chciał z nami na ten temat rozmawiać” – przekonywał Jarosław M. Janiszewski, prezes Dialogu. Jego zdaniem zaalarmowanie opinii publicznej o nienormalnej sytuacji na rynku telekomunikacyjnym to nic innego jak kolejna próba namówienia strony rządowej, by usiadła przy stole negocjacyjnym.

Mniej powściągliwy okazał się Niezależny Operator Międzystrefowy (NOM). Nie czekając na efekty rozmów Netii, El-Netu i Dialogu z rządem NOM najzwyczajniej złożył do sądu wniosek o wypłatę odszkodowania przeciwko Telekomunikacji Polskiej. "NOM utrzymuje stan pełnej gotowości do świadczenia usług, ponosząc z tego tytułu wielomilionowe koszty w skali każdego

miesiąca, ale z winy TP SA nie może podjąć działalności" – poinformowała spółka w wydanym w czwartek komunikacie. Do takiego kroku skłoniło NOM zlekceważenie przez TP SA wydanej 14 maja przez Urząd Regulacji Telekomunikacji decyzji ustalającej zasady rozliczeń z tytułu korzystania z sieci telekomunikacyjnych między obiema spółkami. Decyzja URT posiadała rygor natychmiastowej wykonalności.

Ostatnie wydarzenia na rynku pokazują, że skłóceni ze sobą często niezależni operatorzy poszli wreszcie po rozum do głowy i zrozumieli, że samotna walka z TP SA przypomina pojedynek mrówki ze słoniem. W jedności siła.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.