Internet wciąż na fali

Chociaż premier Donald Tusk zapewnia, że Polska jest "wyspą stabilności" na niespokojnym finansowym oceanie, to jednak trudno nie zadawać sobie pytania o skutki jakie finansowa zapaść może mieć dla polskiej branży internetowej. Najpierw sprawdźmy jednak jak po finansowym trzęsieniu ziemi wygląda sytuacja w USA.

Spoglądając na dramatyczne spadki notowań na amerykańskiej giełdzie nowych technologii, nie sposób nie porównywać tej sytuacji z bańką internetową w roku 2000. Gorące głowy inwestorów ostudził wtedy zimny kubeł wody, gdy uświadomiono sobie, że cyfrowa gospodarka nie różni się niczym od zwykłego biznesu, który ma w końcu przynosić realne pieniądze. Teraz branża internetowa ma się dobrze, a za spadki giełdowych indeksów odpowiedzialny jest kryzys na amerykańskim rynku nieruchomości, finansowym oraz spektakularne upadki banków. Ten nieuchronny ciąg zdarzeń nadwyrężył zaufanie instytucji finansowych, stąd te gwałtowne i nerwowe reakcje.

Indeks giełdowy Nasdaq, (przypomnijmy, że 10.03.2000r. osiągnął rekordową w historii wartość ponad 5000 punktów) stracił w ciągu 6 miesięcy tego roku aż 20 proc. i 10 października osiągnął poziom 1645 punktów, najniższy od 2003 roku. Traciły na wartości czołowe firmy z branży internetowej i technologicznej. Google po raz pierwszy od ponad 2 lat spadł poniżej 400 dolarów za akcję, a np. Dell osiągnął najniższą wartość od siedmiu lat.

Fot. artemuestra/Flickr (CC by SA)Fot. artemuestra/Flickr (CC by SA)

Ameryka wkracza w kolejny etap recesji, a obawy związane z pogarszającą się sytuacją rynku finansowego mają bezpośredni wpływ na inne sektory rynku. Przedsiębiorcy odkładają swoje projekty, konsolidują wydatki, renegocjują umowy. Branża reklamowa koryguje przychody. Fundusze inwestycyjne, jak ostatnio Sequoia Capital ogłaszają koniec start-upowego eldorado i każą znowu mocno stąpać po ziemi.

Steve Ballmer, szef Micorsoftu ostrzegał niedawno, że w obecnych czasach każda firma bez wyjątku narażona jest na niebezpieczeństwo, a kryzys będzie miał wpływ zarówno na wydatki biznesowe jak i konsumenckie. Firmy consultingowe takie jak Gartner i Forrester Research przewidują, że wydatki na IT będą miały się ogólnie lepiej niż gospodarka i będą powoli rosnąć. Jednak szefowie 25 proc. firm IT deklarują już, że nie będą rekrutować nowych pracowników i zawieszają mniej istotne projekty.

Informatycy w cenie

Konieczność zaciskania pasa może też zachęcić część firm do szukania rąk do pracy za granicą. Z drugiej strony nie brakuje głosów, że nowy prezydent USA może zaproponować ulgi podatkowe, aby zachęcić firmy do tworzenia miejsc pracy na rodzimym rynku. Ciekawie brzmi teza, że krach finansowy może zachęcić młode osoby, które wcześniej planowały kariery w bankowości lub finansach do rewizji planów i być może wyboru studiów związanych z informatyką. I znajduje potwierdzenie w rzeczywistości, bo zawód bankiera lub finansisty straci na atrakcyjności.

William Dally, kierujący wydziałem informatyki na Stanford University mówi, że od kilkunastu lat obserwował jak studenci zainteresowani technologiami wybierali branżę finansową, oczekując lepszych płac. Teraz dostrzega tendencję przeciwną, gdy liczba studentów informatyki systematycznie i znacząco się zwiększa. Co ciekawe, po krachu dotcomów uczelnie wyższe też notowały przez kilka lat z rzędu mniejsze zainteresowanie kierunkami technicznymi.

Gospodarka jednak hamuje

Dobre nastroje opuściły właścicieli start-upów. W pierwszym kwartale tego roku zaledwie 6 firm wspieranych przez fundusze weszło na giełdę, podczas gdy w ubiegłym roku było ich 86, podaje w raporcie National Venture Capital Association (NVCA). Sytuacja jest wyjątkowa, bo w 2 kwartale nie było żadnej oferty publicznej, a takiej sytuacji nie notowano od 1978 r. Zdaniem Marka Heesena, szefa NVCA ta nowa sytuacja oznacza tylko, że gospodarka przestaje się rozwijać, bo właśnie tego typu firmy tworzą miejsca pracy i mają znaczący wpływ na rozwój gospodarki oraz innowacje.

W drugim kwartale fundusze venture capital zainwestowały 7,4 miliarda dolarów w 990 przedsięwzięć (podobnie było w I kwartale), w tym 1,5 mld (238 projektów) w firmy, których działalność oparta jest na internecie. Ale jak mówią analitycy, jeśli podmiotom tym trudniej będzie wchodzić na giełdę, to z kolei nowym start-upom trudniej będzie starać się o finansowanie. Inwestowanie w start-upy ma istotne dla jakości usług znaczenie, bo tylko dzięki takim zabiegom małe, innowacyjne firmy mogą rywalizować z dużymi. Niepewna sytuacja na rynku ogranicza za to chęć do fuzji i przejęć i to aż o 30 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. Przykładem Google, które kupiło w tym roku 4 firmy, a w ubiegłym 14.

Rozglądając się w poszukiwaniu ofiar finansowego kryzysu analitycy wskazują także na tropy wiodące do Indii. Kraj będący światowym zagłębiem outsourcingowym odczuje, choć raczej chwilowo, brak zapotrzebowania na swoje usługi. Forrester przewiduje, że budżety IT w sektorze finansowo-bankowym zostaną zredukowane o 15-20 proc. A te sektory odpowiadają za znaczną część przychodów indyjskich firm. Przykładem Tata Consultancy Services, która niemal połowę przychodów czerpie z tego sektora.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.