Śmierć telewizji jaką znamy?

Coraz więcej operatorów sieci szerokopasmowych oferuje telewizję internetową, a jednak branża dostawców treści z trudem adaptuje się do nowych warunków. Tymczasem dostawcy treści nie wyrywają się do tego, aby współpracować z tymi, którzy do tej pory dostarczali przede wszystkim Internet. Usprawiedliwiają się, że po to, aby móc udostępnić pewne materiały dostawcom IP TV, "musieliby wrócić do ich producentów i zaktualizować opis pól eksploatacji, które w przypadku starszych materiałów po prostu nie przewidują udostępniania ich za pomocą IP TV".

Mój redakcyjny kolega, Sławomir Kosieliński, prowadzący w czasie naszej konferencji "IV Forum usług szerokopasmowych" debatę na temat relacji między dostawcami treści a operatorami sieci szerokopasmowych, zauważył, że lada moment rynek filmowy może przejść taką samą traumę jak rynek muzyczny, który musi zmierzyć się z faktem, że dla coraz większej liczby zespołów muzycznych bardziej opłacalna jest dystrybucja piosenek z nowego albumu za pośrednictwem własnej strony internetowej i stymulowanie sprzedaży za pomocą serwisów społecznościowych, niż czekanie na pieniądze z wytwórni. W wyniku ekspansji sieci P2P przychody przemysłu muzycznego spadały w latach 2000-2003, a odbicie w 2004 r. nastąpiło dzięki wejściu na rynek iTunes.

"Doświadczenie pokazuje, że nowe pomysły inżynierów z IP TV umierają często dość szybko, kiedy okazuje się, że będzie za dużo zabawy z generowaniem raportów i liczeniem marży. Na końcu zaś okazuje się, że lepiej jest wszystko sprzedawać w pakietach. Telewizja internetowa nie zastąpi tradycyjnej. Wielu ludzi cały czas preferuje siedzenie na kanapie i wysoką jakość odbioru" - argumentował w czasie konferencji Marek Cybulski z Zone Media. "Do naszych drzwi co chwilę pukają operatorzy DSL, którzy nie zdają sobie sprawy, jakie to wszystko jest trudne. Jakbym rozmawiał ze wszystkimi, niczym innym bym się już nie zajmował" - dobrze podsumowuje postawę dostawców treści stwierdzenie dyrektora handlowego kanału Discovery.

Taka postawa jest nawet dość zrozumiała i w świecie biznesu nie ma miejsca na sentymenty i obrażanie się, niemniej dostawcy treści lada moment mogą stanąć w obliczu niemiłej niespodzianki. Już w 2004 r. w badaniu Pentora okazało się, że "fragmentacja masowej widowni, proces oznaczający odchodzenie od oglądania największych stacji telewizyjnych i preferowanie dostępnych za pośrednictwem sieci kablowych i anten satelitarnych oraz dekoderów cyfrowych innych kanałów jest bardziej widoczne w grupie internautów i abonentów telewizji cyfrowej". Polscy internauci oglądali telewizję zdecydowanie rzadziej (2,2 godziny w dni powszednie), niż cała populacja (2,6 godziny). Wówczas Internet był obecny zaledwie w 8% gospodarstw domowych w Polsce. Dziś jest to prawie 40%.

W raporcie IBM Institute for Business Value "The end of television as we know it" czytamy, że współcześni widzowie już dziś dzielą czas między wiele mediów, kanałów i platform, a grupa widzów jako całość spolaryzuje się w przyszłości na dwa obozy. Pierwszy obóz będzie spokojnie siedział dalej na kanapie przed cyfrowym odbiornikiem, drugi wymusi radykalne zmiany w modelu biznesowym przemysłu telewizyjnego, poszukując treści dostępnych wszędzie i o każdej porze, za pośrednictwem wielu kanałów dostępu.

Obraz nie jest wcale jednoznaczny. Nie jest prawdą, że widzowie systematycznie odwracają się od telewizji, stąd może zresztą uśpiona czujność przemysłu telewizyjnego i niechęć do badania możliwości nowych modeli współpracy z dostawcami łączy telekomunikacyjnych. W Stanach Zjednoczonych, zdecydowanie bardziej "usieciowionych" i "uszerokopasmowionych" niż Polska, liczba godzin spędzanych dziennie przed odbiornikiem przez mieszkańców przeciętnego gospodarstwa domowego systematycznie wzrasta, przekraczając w 2005 r. poziom pięciu godzin dziennie. Jest to zjawisko zaprzeczające wcześniejszym przewidywaniom, zgodnie z którymi dostęp szerokopasmowy miał skanibalizować oglądalność telewizji.

Największe zagrożenia dla sieci telewizyjnych
Znaczenie reklam w finansowaniu przemysłu telewizyjnego spadnie, wzrośnie za to znaczenie opłat subskrypcyjnych za dostarczanie wybranych treści, filmów i programów na życzenie.

Portale internetowe, które będą agregować treści wideo, pomijając tradycyjnych twórców kanałów telewizyjnych.

Główni dostawcy treści próbujący dotrzeć bezpośrednio do odbiorców.

Źródło: The EconomistIntelligence Unit

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.