"Good Copy Bad Copy", czyli dlaczego muzyka będzie za darmo, a artyści i tak będą zarabiać
- .. » Biznes » Prawo » Prawo autorskie
Piotr Zalewski | 2008-01-11 12:02:16
Dokument "Good Copy Bad Copy" opowiada o prawie autorskim w dobie internetu, gdzie nielegalna wymiana plików jest faktem, sprzedaż płyt CD spada na łeb i szyję, a najnowsze filmy można pobrać z sieci zanim ukażą się w kinach. Mówi o czasach, w których prawo nie nadąża za technologią, a wytwórnie filmowe i fonograficzne rozważają nowe modele dystrybucji. W czasach, gdy trzeba się zastanowić, czy prawo autorskie, które miało chronić artystów, nie obraca się przeciwko nim samym. Rozmawiamy z Henrikiem Moltke, reżyserem dokumentu "Good Copy Bad Copy".
Dlaczego powinno nas interesować to co dzieje się z prawem autorskim?
Dobre pytanie. Zanim zacząłem się interesować prawem autorskim przyjmowałem podobną perspektywę. Dlaczego właściwie potrzebujemy prawa autorskiego? Dorastałem razem z komputerami. Myślę, że pierwszy z nich otrzymałem jak miałem pięć czy sześć lat. To był Commodore VIC-20. Dużo robiłem na tym komputerze. I każdym programem, każdą grą, wymieniałem się ze znajomymi. Przegrywaliśmy je od siebie nawzajem. Nigdy nie przyszła mi do głowy kwestia praw autorskich. Ale zawsze zdawałem sobie sprawę, że jest jakiś związek między tym co robię a prawem. Nie interesowałem się prawem autorskim bo to wydawało mi się nudne.
Z drugiej strony zawsze gdzieś na końcu swojej pracy zawodowej, którą wykonuje [Henrik jest dziennikarzem] ocierałem się o prawo autorskie. I co chwila trafiałem na ostrzeżenia: nie możesz robić tego, nie możesz robić tamtego. Pomyślałem, że lepiej będzie jeśli sam będę mógł zdecydować czy mogę coś robić czy nie, a nie będzie za mnie decydowało prawo.
I wtedy połączyłem te dwa elementy ze sobą, czyli z jednej strony wolność i chęć robienia tego na co ma się ochotę, z drugiej strony prawo autorskie. I tak powstał nasz film. Ale już wcześniej pisałem kilka artykułów na ten temat. Bardzo zainteresowała mnie zetknięcie się dwóch światów: komputerów i wszelkich innowacji z istniejącym prawem. Bo ludzii, którzy wymyślają nowe rzeczy często dotyka prawo nie sprzyjające konkurencji czy wręcz wspierające monopol.
Prawo autorskie często działa jak monopol. Dobrym przykładem jest radio FM w latach 30. Chociaż miało znacznie lepszą jakość dźwięku, to było intensywnie zwalczane przez ludzi związanych z radiem AM. Edwin Armstrong, człowiek, który wynalazł radio FM popełnił samobójstwo po ciągnących się dziesięć lat procesach sądowych. To samo było w przypadku przemysłu filmowego, który przeniósł się na zachodnie wybrzeże Stanów, bo na wschodnim było po prostu za dużo regulacji prawnych.
Pomyślałem, że warto przedstawić tę tematykę w dostępny i łatwy w odbiorze sposób. Poza tym, robienie filmu to była naprawdę wielka przyjemność!
Czy tworzyłeś film sam?
Nie, z dwójką przyjaciół. Jeden z nich to bardzo utalentowany reżyser. Drugi to dziennikarz muzyczny, który sporo pisał o kulturze remiksu. I stworzyliśmy naprawdę dobrany zespół. Działaliśmy w ramach grupy artystycznej Superflex i mieliśmy dużo szczęścia, że publiczny nadawca zgodził się finansować ten projekt.
Czy film był pokazywany w telewizji publicznej w Danii i innych krajach?
Tak, był pokazywany w Danii. Niebawem pokaże go fińska telewizja publiczna. Będzie emitowany też w amerykańskiej LinkTV.
Nasi czytelnicy nie mogą niestety zobaczą filmu w polskiej telewizji, w jaki sposób mogą go obejrzeć? Czy film jest dostępny za darmo?
Tak, film jest dostępny na naszej stronie, można go także pobrać z Pirate Bay oraz BlipTV. Pracujemy też nad wersją DVD. Więc na filmie tak naprawdę nic nie zarabiamy, mamy inną pracę. Można powiedzieć, że peniądze które dostajemy dzisiaj są zapłatą za pracę jaką wykonaliśmy, a to było ponad 1000 godzin. Ale nie żałuję, to był naprawdę dobrze spędzony czas.
Good Copy Bad Copy jest dokumentem, który opowiada o relacjach kultury z systemem praw autorskich w czasach internetu. Autorzy przeprowadzili wywiady z osobami z całego świata, prezentującymi różny punkt widzenia na kwestię praw autorskich. W filmie zobaczymy m.in. DJ'a Dangermouse, prof. Lawrence'a Lessiga z Uniwersytetu Stanforda, rosyjskiego sprzedawcę pirackich filmów, przedstawiciela Motion Picture Association of America, producenta filmów z Nigerii, DJ'a Girl Talk czy muzyków z brazylijskiej sceny Techno Brega.
Film można pobrać ze strony http://www.goodcopybadcopy.net/ , jest dostępny w angielskiej wersji językowej. Jeśli się Wam spodoba, autorzy proszą o wsparcie finansowe.
Trailer można obejrzeć tutaj:
Niebawem ma się ukazać oficjalna polska wersja napisów do filmu, o czym poinformujemy.
Jak byś zarekomendował film?
Jeśli jesteś zainteresowany tym co stanie się z rynkiem muzycznym czy filmowym i nie masz wyrobionej opinii na ten temat, to dzięki filmowi możesz poznać tą tematykę w łatwy i dość luźny sposób. Jest zabawnie i nie jest to tylko film dla geeków. Jest przeznaczony także dla starszych, bardzo podobał się np. mojej mamie (śmiech).
Wszyscy Ci którzy interesują się muzyką, filmem i tym co aktualnie dzieje się w internecie, powinni obejrzeć nasz dokument. Można się nie zgodzić ze wszystkim co jest w nim pokazane, ale moim zdaniem dobrze przedstawia on racje obydwu stron - zarówno tych, którzy chcą by prawo autorskie było bardziej rygorystyczne i dotykało wielu obszarów życia jak i przeciwników takiego myślenia.
W filmie mamy wystąpienia wielu ludzi, którzy są zwolennikami tego pierwszego obozu. Chcieliśmy porozmawiać z Sumnerem Redstonem, CEO Viacom, firmy, która jest jednym z największych producentów. On jednak przekładał terminy i wreszcie nie udało się spotkać.
Dobre pytanie. Zanim zacząłem się interesować prawem autorskim przyjmowałem podobną perspektywę. Dlaczego właściwie potrzebujemy prawa autorskiego? Dorastałem razem z komputerami. Myślę, że pierwszy z nich otrzymałem jak miałem pięć czy sześć lat. To był Commodore VIC-20. Dużo robiłem na tym komputerze. I każdym programem, każdą grą, wymieniałem się ze znajomymi. Przegrywaliśmy je od siebie nawzajem. Nigdy nie przyszła mi do głowy kwestia praw autorskich. Ale zawsze zdawałem sobie sprawę, że jest jakiś związek między tym co robię a prawem. Nie interesowałem się prawem autorskim bo to wydawało mi się nudne.
Z drugiej strony zawsze gdzieś na końcu swojej pracy zawodowej, którą wykonuje [Henrik jest dziennikarzem] ocierałem się o prawo autorskie. I co chwila trafiałem na ostrzeżenia: nie możesz robić tego, nie możesz robić tamtego. Pomyślałem, że lepiej będzie jeśli sam będę mógł zdecydować czy mogę coś robić czy nie, a nie będzie za mnie decydowało prawo.
I wtedy połączyłem te dwa elementy ze sobą, czyli z jednej strony wolność i chęć robienia tego na co ma się ochotę, z drugiej strony prawo autorskie. I tak powstał nasz film. Ale już wcześniej pisałem kilka artykułów na ten temat. Bardzo zainteresowała mnie zetknięcie się dwóch światów: komputerów i wszelkich innowacji z istniejącym prawem. Bo ludzii, którzy wymyślają nowe rzeczy często dotyka prawo nie sprzyjające konkurencji czy wręcz wspierające monopol.
Prawo autorskie często działa jak monopol. Dobrym przykładem jest radio FM w latach 30. Chociaż miało znacznie lepszą jakość dźwięku, to było intensywnie zwalczane przez ludzi związanych z radiem AM. Edwin Armstrong, człowiek, który wynalazł radio FM popełnił samobójstwo po ciągnących się dziesięć lat procesach sądowych. To samo było w przypadku przemysłu filmowego, który przeniósł się na zachodnie wybrzeże Stanów, bo na wschodnim było po prostu za dużo regulacji prawnych.
Pomyślałem, że warto przedstawić tę tematykę w dostępny i łatwy w odbiorze sposób. Poza tym, robienie filmu to była naprawdę wielka przyjemność!
Czy tworzyłeś film sam?
Nie, z dwójką przyjaciół. Jeden z nich to bardzo utalentowany reżyser. Drugi to dziennikarz muzyczny, który sporo pisał o kulturze remiksu. I stworzyliśmy naprawdę dobrany zespół. Działaliśmy w ramach grupy artystycznej Superflex i mieliśmy dużo szczęścia, że publiczny nadawca zgodził się finansować ten projekt.
Czy film był pokazywany w telewizji publicznej w Danii i innych krajach?
Tak, był pokazywany w Danii. Niebawem pokaże go fińska telewizja publiczna. Będzie emitowany też w amerykańskiej LinkTV.
Nasi czytelnicy nie mogą niestety zobaczą filmu w polskiej telewizji, w jaki sposób mogą go obejrzeć? Czy film jest dostępny za darmo?
Tak, film jest dostępny na naszej stronie, można go także pobrać z Pirate Bay oraz BlipTV. Pracujemy też nad wersją DVD. Więc na filmie tak naprawdę nic nie zarabiamy, mamy inną pracę. Można powiedzieć, że peniądze które dostajemy dzisiaj są zapłatą za pracę jaką wykonaliśmy, a to było ponad 1000 godzin. Ale nie żałuję, to był naprawdę dobrze spędzony czas.
Good Copy Bad Copy
Good Copy Bad Copy, film dokumentalny, reżyseria Andreas Johnsen, Ralf Christensen, Henrik Moltke, czas trwania: 60 min., Dania, 2007 r.
Good Copy Bad Copy jest dokumentem, który opowiada o relacjach kultury z systemem praw autorskich w czasach internetu. Autorzy przeprowadzili wywiady z osobami z całego świata, prezentującymi różny punkt widzenia na kwestię praw autorskich. W filmie zobaczymy m.in. DJ'a Dangermouse, prof. Lawrence'a Lessiga z Uniwersytetu Stanforda, rosyjskiego sprzedawcę pirackich filmów, przedstawiciela Motion Picture Association of America, producenta filmów z Nigerii, DJ'a Girl Talk czy muzyków z brazylijskiej sceny Techno Brega.
Film można pobrać ze strony http://www.goodcopybadcopy.net/ , jest dostępny w angielskiej wersji językowej. Jeśli się Wam spodoba, autorzy proszą o wsparcie finansowe.
Trailer można obejrzeć tutaj:
Niebawem ma się ukazać oficjalna polska wersja napisów do filmu, o czym poinformujemy.
Jak byś zarekomendował film?
Jeśli jesteś zainteresowany tym co stanie się z rynkiem muzycznym czy filmowym i nie masz wyrobionej opinii na ten temat, to dzięki filmowi możesz poznać tą tematykę w łatwy i dość luźny sposób. Jest zabawnie i nie jest to tylko film dla geeków. Jest przeznaczony także dla starszych, bardzo podobał się np. mojej mamie (śmiech).
Wszyscy Ci którzy interesują się muzyką, filmem i tym co aktualnie dzieje się w internecie, powinni obejrzeć nasz dokument. Można się nie zgodzić ze wszystkim co jest w nim pokazane, ale moim zdaniem dobrze przedstawia on racje obydwu stron - zarówno tych, którzy chcą by prawo autorskie było bardziej rygorystyczne i dotykało wielu obszarów życia jak i przeciwników takiego myślenia.
W filmie mamy wystąpienia wielu ludzi, którzy są zwolennikami tego pierwszego obozu. Chcieliśmy porozmawiać z Sumnerem Redstonem, CEO Viacom, firmy, która jest jednym z największych producentów. On jednak przekładał terminy i wreszcie nie udało się spotkać.
Ocena:
Twoja ocena:
Komentarze (26)
Jedna kapela gra coś, co można by nazwać nu-metalem, gdyby wiadomo było, czym jest nu-metal :)). Zwą się Chico i możesz ich posłuchać m.in. tutaj:
[[www.myspace.com/chicomusic]]
Drudzy, Space Avenue, to progmetalowcy w klimatach Dream Theater czy Rush:
[[www.myspace.com/spaceavenue]]
Niedługo zrobię streaming całości płyt na stronie wytwórni, więc będzie można posłuchać przed zakupem, a potem np. ściągnąć w MP3 za niecałą dyszkę.
Też nie kupuję płyt droższych niż 40 zł, no chyba że są to oryginalnie wykonane wydawnictwa takie jak "10000 Days" Toola, czy też są dwupłytowymi albumami, jak "Stadium Arcadium" RHChP albo limitowanymi wydaniami specjalnymi, np. "The End Of Heartache" z DVD. Generalnie nie kupuję w czasie premiery, tylko czekam na obniżki albo szukam okazji, zwłaszcza w USA.
Płyta CD za 50 czy 60 zeta to ździerstwo i w życiu tyle nie wyłożę, zwłaszcza za produkcję sprzedawaną na całym świecie w milionach egz.
Większość polskich zespołów, które nie mają kontraktów z "majorsami" (zwykle z gatunków rock, metal, hardcore, hip-hop) sprzedaje płyty w cenie od 15 (koncerty, sprzedaż przez net) do 23-26 zł (sklep, premiera). Rozejrzyj się.
Mam dwa tytuły za 19,99 zł (z wysyłką, bo przy odbiorze w W-wie za 14,99). Gwarantujez, że kupujesz? :))
Ok bycmoze jest tak jak mowisz. Ja nie jestem w branzy muzycznej, ale opisalem jak widzi to ktos z drugiej strony. Dla mnie jak widze plyte za 50zl to rozumuje tak... 10zl dla autora + 40zl na nowy samochod wlasciciela wytworni = chyba im odbilo! A to ze wytwornie nie dostaly w d..pe mamy w efekcie takie GWIAZDY jak nasze ostatnie panie po idolu itp... kiedys za gwiazde uzwazalo sie osobe ktoa jest naprawde znana i ma kupe fanow. Teraz poprostu kupuje sie jej fanow przez intensywna reklame. Czyli Gwiazda moze byc kazdy, co w efekcie daje kupe pajacow uwazajacych sie za niewiadomo kogo.
NIestety mlodziez zachwycona recenzjami z Bravo Girl i innych FACHOWYCH czasopismy woli nasze nowe silikonowe tandetne GWIAZDKI... taki life.
PS: jak beda plyty po 19.99 to gwarantuje ze kupie. Powyzej nawet o tym nie mysle. Tak samo bylo z grami. Kolekcja Klasyki mowi chyba sama za siebie... stare gry a ida... z muzyka bedzie tak samo.
ta dyskusja odbiegła już mocno od artykułu i powinna być na forum. Mimo to odpowiem:
@mario: fakt, pobieranie wg prawa autorskiego nie istnieje, więc teoretycznie jest dozwolone, a przestępstwo popełnia ten, kto udostępnia. Tyle że w większości P2P, np. torrencie, pobierając stajesz się zarazem udostępniającym. Co wtedy?
Generalnie kłócimy się o pewną zasadę: ja jestem zdania, że dzieła (jakiekolwiek, nie tylko fono) są również produktami. Ty, choć uważasz się za zwolennika mechanizmów rynkowych, jesteś urzeczony hippisowsko-lewicową teorią wolnych dóbr społecznych, pod które podciągasz sztukę. Tak, masz rację, że społeczność (jakakolwiek, nie tylko internetowa) ma prawo do poznawania i krytykowania sztuki, a więc musi mieć do niej dostęp. Kwestią do rozwiązania jest zakres tego dostępu, bo pełny i nieskrępowany możliwy jest wyłącznie za zgodą twórcy.
Natomiast moim zdaniem nie masz racji, że sztuka nie jest przedmiotem użytkowym. Jeśli posługujesz się nią do pobudzania zmysłów, wywołania pewnych stanów emocjonalnych, przekazania treści, to ma wymiar użytkowy. Inny niż pralka czy depilator, ale wciąż mający jakiś cel i zastosowanie.
Nie wiem, czemu odmawiasz sztuce funkcji komercyjnych. Od niepamiętnych czasów sztuka i pieniądze są ze sobą powiązane. I nie wiem, dlaczego Mandaryna czy zespół Akcent mają być piętnowani za to tylko, że zarabiają pieniądze, bo ich "dzieła" podobają się pewnej grupie odbiorców. To też sztuka, tylko gówniana :). Pamiętaj, że KAŻDY TWÓRCA MA PRAWO DO WYNAGRODZENIA ZA SWOJE DZIEŁO, choćby nie wiem jak denne. Zwłaszcza kiedy w dzieło to zainwestowano pieniądze, zwykle nie swoje (zresztą do tej pory nie powiedziałeś mi, jak zespoły mogą podzielić się czymkolwiek ze społecznością, gdy nie mają pieniędzy na nagranie nawet dema; wytłoczenie płyty to wbrew pozorom niewielki koszt).
Nie wiem również, czemu za sztukę uznajesz samą muzykę, a odmawiasz tego statusu okładce płyty. Tym bardziej, że często jest to niezwykle istotny element całości, spójny i w wielu wypadkach projektowany przez samego wykonawcę! Możesz delektować się tylko dźwiękami - ja kupuję CD właśnie ze względu na materialny aspekt nagrania: poligrafię, krążek, pudełko (jakość dźwięku oczywiście również gra wielką rolę, dlatego dla mnie MP3 nie zastąpi płyty).
Piszesz, że twórca nie produkuje. Owszem, produkuje. Stara się stworzyć dzieło jak najlepsze, dlatego musi często ponieść spore wydatki. Nikt mu nie gwarantuje zwrotu tych nakładów, ale jeżeli postanowi nie udostępniać dzieła za darmo, to musisz to uszanować. Może zaciągnął pod to kredyt? Wydał ostatnie pieniądze? Jego sprawa, czy znajdzie się odbiorca skłonny zapłacić za jego twórczość. I nie możesz domagać się, by w imię Twych interesów robił inaczej.
Jeśli chodzi o zespoły, które wydałem, to może pocieszy Cię, że zainwestowałem w nie dlatego, iż 1) grają świetną muzykę (mam do tego nosa), a publika i krytycy ich wychwalali, 2) nikt inny by tego nie zrobił, a oni nie mieli kasy (i wbrew temu, co piszesz, cytuję: "artysta (...) nie potrzebuje sponsora aby kupić sprzęt. Zazwyczaj wystarczy trochę pracy i oszczędzanie, aby kupić sprzęt jaki jest potrzebny do zrobienia nagrań", jednej kapeli nie stać było nawet na talerze do bębnów; do dziś są mi za to winni tysiaka, chociaż każdy z nich ma normalną pracę - kiepsko płatną), 3) całe przedsięwzięcie miało być zabawą nastawioną na zwrot kosztów i wypchnięcie muzyków na szersze wody. Na zysk nikt nie liczył, więc nie próbuj mi wmawiać, że kręcę biznes dla naiwnych idiotów.
Niemal każdy, kto brał w tym udział (z wyjątkiem studia i tłoczni), robił za darmo - ja również. Mieliśmy nadzieję, że skoro jest żywy odzew ze strony odbiorców, koncerty wypadają bardzo dobrze, nawet interesują się media, to na pewno wyjdziemy na zero i będzie można inwestować w kolejne kapele, które dają nadzieję na lepszą muzę w polskim kraju. Ale jak widać, czasy zmieniły się tak bardzo, że po prostu nikt nie chce wydawać pieniędzy na coś, co może mieć za darmo. Nie mów, że jest inaczej, bo wśród kilkudziesięciu znanych mi ludzi w wieku około 20 lat nikt nie ŻADNEJ kupił płyty od wielu miesięcy, choć ich kolekcja nagrań stale rośnie. Dodam, że chodzi o muzykę, która im się PODOBA, a niektóre z albumów można mieć za 15-20 zł.
@MAC: pytasz, jak to jest, gdy bawisz się w kapelę i wydawanie płyt.
oto wariant pozytywny: założysz kapelę, pograsz kilka miesięcy, nagrasz demo. Raz, dwa w miesiącu zagrasz koncert, na którym parę osób nawet kupi owe demo. Puścisz kawałki w sieć, zobaczysz wiele pozytywnych komentarzy, coś się ruszy. Zagrasz na przeglądach i festiwalach, zdobędziesz nagrody. Przeczytasz pozytywne recenzje w prasie i necie, znajdziesz w sieci wiele wpisów zachwalających Twą twórczość. Usłyszysz swe kawałki w popularnym radiu.
Postanawiasz przejść o krok wyżej. Z pożyczonych albo oszczędzonych złociszy kupujesz lepsze graty, wynajmujesz studio. Wszystko po to, żeby uzyskać właściwe brzmienie, żeby dzieło było dziełem, a nie surogatem. W końcu jesteś artystą i nie poprzestajesz na byle chłamie. W studiu spędzasz wiele dni, często także nocy, by efekt końcowy zadowolił Ciebie i Twych odbiorców. Gdy masz gotowy materiał, chcesz go dać publice. Ale przecież nie po to inwestowałeś w lepszy produkt (teraz to już produkt: dzieło o najwyższej jakości), żeby go rozdawać. Szukasz więc wydawcy. Nie ma chętnych. Zgadnij, dlaczego? Bo wiedzą, że sprzeda się tylko papka dla mas, najlepiej składanki przebojów radiowych. Ty jednak o tym nie wiesz, bo jesteś pełen wiary w swe dzieło oraz swych fanów. Przecież wystarczy znaleźć tylko 1000 ludzi, by wyjść na zero. Tysiąc na 36 milionów - jaki to problem, gdy wszędzie Cię głaszczą? Jeśli masz jeszcze trochę grosza albo znajdziesz zapalonego miłośnika dobrej muzy z gotówką, postanawiasz olać wytwórnie i sam wydajesz płytę. Udaje Ci się nawet uzyskać patronat dobrej stacji radiowej, która puszcza spoty reklamujące Twoje dzieło i single promocyjne, masz dobre recenzje na portalach i w prasie. Wrzucasz w sieć kilka utworów, rozsyłasz płyty do mediów i portali na konkursy.
Gdy album trafia do sklepów, czekasz z napięciem. Na koncertach CD sprzedaje się słabo. W sklepie internetowym stawianym przez Ciebie od zera przez kilka nocy na komercyjnym serwerze zamówienia pojawiają się raz na tydzień. Po pół roku okazuje się, że sprzedaż wyniosła 400 sztuk. Pełna załamka. Tym większa, że wkoło wszyscy chwalą płytę.
Zrobiłeś wszystko, by spełnić oczekiwania publiki: dać im najlepsze za jak najmniejszą cenę. I się zawiodłeś, bo wolą najlepsze za darmo. End of story.
Pokazałem Wam ten problem z punktu widzenia muzyka i producenta. Takich kapel (dobrych i znanych), które umoczyły na CD, znam wiele. Rynek umarł i faktycznie nadeszły czasy kompletnej wywrotki. Z jednej strony cieszę się, że wytwórnie dostały w cztery litery i muszą się diametralnie zmienić, z drugiej zaś nieznane, debiutujące kapele będą mogły zaistnieć właściwie wyłącznie dzięki serwisom takim jak Sellaband czy Megatotal: wydadzą album (czy jedynie nagrają materiał w studiu) dopiero wtedy, gdy ludzie uznają, że są tego warci. Nikt nie będzie więc ryzykować dużego szmalu, a dobry produkt dostaną ci, którzy tego chcą. Boję się jednak, że aktywnych i chojnych użytkowników serwisów będzie zbyt mało, żeby szansę dostało wiele kapel. W efekcie muzyka zejdzie do poziomu nagrań garażowych, nieliczni będą w stanie zaoferować coś więcej. I to mnie boli.
Marzy mi się coś w rodzaju biblioteki muzycznej, gdzie każdy może wypożyczyć płytę czy utwory i posłuchać ich przez określony czas. Po tym czasie albo płacisz za muzykę, jeśli się spodobała i chcesz ją zachować albo ją oddajesz/usuwasz/sama się kasuje. I wtedy wszyscy są happy.
Możecie się ze mną nie zgadzać, tak jak ja się nie zgadzam na nadejście zimy. Swego zdania nie zmienię: jeśli chcesz dobrego dzieła, zapłać za nie.
wow to sie nazywaja dlugie posty!
Pwiedz rzeznik... zaloze jutro kapele i wydam plyte. Jak mam zachecic tysiace ludzi ktorzy przeciez nie maja pojacie kim jestem zeby kupili ta plyte? Kiedys korzystalo sie z posrednika (wytworni) ona miala zachwalac artyset pod niebiosa i zaganiac klientele. Potem za to chciala kase. Teraz to wytwornia tworzy artyste pakujac kase w reklame, glupie artykuly w czasopismach typu BRAVO itd... efekt jest taki ze artysta jest wlasnoscia wytworni bo bez nich nic nie znaczy. To co tu niektorzy proponuja to wyjscie z czyms do ludzi.
Jezeli jestem mlodym artysta to chyba logiczne ze nie bede mial najlepszego sprzetu i to zrozumiale. Ludzie którzy beda sluchali taka muzyke (zakladam ze kapela jest cos warta a nie spiewa o jajecznicy i innych ciekawych tematach ;) ) beda to rozumieli. Poza tym na swoich brzeczacych glosniczkach w laptopach i tak nie uslysza roznicy. Jezeli teraz taki mlody artysta zalozy swoja strone i tam umiesci kilka piosenek, moze ktos je sciagnie, spodobaja sie mu one i nawet odpisze conieco artyscie. Efekt bedzie taki ze artysta zdobedzie kogos kto wie ze on istnieje. Jezeli takich ludzi zbierze sie troszke mozna pomyslec o koncercie itd...
Nie chcesz mi chyba wmowic ze wszystkie zespoly nie zaczynaly spiewajac w tandetnych barach i powoli zdobywajac fanow? niestety tak zawsze bylo. Teraz sie to zmienia bo mozna kogos doslownie wykreowac w trzy dni na "gwiazde".
nie mow wiec ze udostepnianie swojej muzyki jest fuj, bee i wogole ze to zly pomysl bo tak nie jest. Sa zespoly ktore tego sprobowaly i jakos zyja ;)
@Rzeźnik:
1. "Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych mówi m.in. o tym, że jeśli chcesz dystrybuować czyjeś dzieło, musisz mieć na to zgodę twórcy i/lub właściciela praw majątkowych do tego dzieła."
Czyli to co napisałem się w pełni zgadza, udostępnianie w sieci p2p jest traktowane jako dystrybucja i jest nielegalne, legalne jest za to pobieranie.
"Ja w każdym razie nie chciałbym Ciebie w swojej rodzinie, bo jeszcze byś udostępnił innym moje mieszkanie :))."
Mieszkanie jest obiektem fizycznym o charakterze użytkowym i prywatnym - to ironiczne porównanie jest niegrzeczne i nie wnosi nic sensownego do dyskusji.
"Jeśli zaś chodzi o kwestię "znany/nieznany wykonawca", tudzież "kupowanie w ciemno", to zapewniam Cię, że oba zespoły zamieściły w Internecie kilka utworów jako promo. A wkrótce po premierze płyty i tak były na p2p, więc każdy mógł je ściągnąć."
I co ściągali? Posłuchali? Opinie zebrałeś? Kicz? Wartościowe? Jeśli traktujesz przeciętnego słuchacza jak złodzieja to na pewno Ci nie powie! 2 utwory z płyty nie powiedzą nic o całości, ja po przesłuchaniu płyty co najmniej przez kilka miesięcy stwierdzam czy to jest wartościowe. Jest sporo muzyki która w miarę mi się podoba ale odkrywam ją przez dłuższy czas - mogę powiedzieć, że jest wartościowa, np. po 3 miesiącach albo 2 tygodniach - generalnie zrozumienie sztuki i artysty wymaga czasu!
Wiele zespołów udostępnia poucinane fragmenty, albo w kiepskiej jakości - jak ja mam ocenić wartość skoro nie mogę słuchać czego w beznadziejnej jakości?
"Dotychczas ludzie kupowali prawie w ciemno (prawie, bo przecież znali kapele z radia i TV) i jakoś z tym żyli. Teraz mogą kupować z otwartymi uszami, znając całe albumy i jakoś tego nie robią. Nagle ich oświeciło? Nie, to lenistwo i możliwość darmowego ściągania."
Jak usłyszysz w TV albo radiu: The Crystal Method, Fluke, Squarepusher, Orbital, Venetian Snares itp to daj znać: gdyby nie p2p to nigdy bym ich nie znał i nie kupił płyt - jest to ciężkie bo w PL ogromnie trudno dostępne! Co do lenistwa po części się zgadzam, dlatego potrzebna jest lepsza edukacja społeczeństwa, a nie nazywanie ich złodziejami.
""Zespół we współczesnych realiach powinien nagrać płytę i udostępnić ją w Internecie za darmo, tak aby społeczność oceniła czy zespół jest czegoś wart."
A ja znowu pytam: za co ma nagrać? Za kieszonkowe od mamy? A społeczność ma oceniać jak? Brawami? W normalnych, zdrowych realiach społeczność ocenia wszystko własnym portfelem: kupuje produkt lub nie."
Jak społeczność ma ocenić, skoro nie może legalnie sie dzielić muzyką? Zespół udostępniają muzykę w Internecie drastycznie obniża koszta nagrania, nie musi od razu wydawać albumu na CD, który może się okazać niewypałem, po co ryzykować. Wypowiadając to zdanie odkryłeś swoje intencje, nazwałeś muzykę, sztukę, dzieło artystów produktem, potraktowałeś to jak materią, albo przedmiot użytkowy - BŁĄD! W społeczeństwie internetowym to nie przejdzie, bo ludzie już nie mają okładki i nie oceniają albumu po okładce - mają pliki i słuchają. Cały czas nie rozumiesz jak dostosować się do współczesnych realiów? Artysta musi podbić serca, a nie produkować!
"Chcesz kupić telewizor, to idziesz i oglądasz modele, czytasz testy i recenzje. Ale nie żądasz tego, by producent dał Ci sprzęt do użytkowania, a Ty za niego zapłacisz albo nie."
Produkt użytkowy jakim jest TV można opisać technicznie i kupujący po przeczytaniu opisu wie czego może się po nim spodziewać, prawo konsumenta gwarantuje mu też, że jeżeli kupił coś czego opis jest niezgodny z prawdą to może to zwrócić. Zrozum, że sztuka to nie TV, ani radio, ani MP3Player, ani komputer, ani lodówka - ja piernicze jak Ci artyści mogli z Tobą pracować? Muzyka nie ma wymiaru użytkowego.
"Przecież każda kapela wrzuca do sieci przynajmniej kilka kawałków, są klipy wideo, promosy w radiu. To dla Ciebie za mało? Możesz odsłuchać CD w sklepie. Czasem też posłuchać całości w streamingu. Ale nie domagaj się za darmo pełnowartościowego produktu! Możesz co najwyżej oczekiwać demo nagranego w garażu."
Zrozumienie artysty wymaga czasu, nie kupię czegoś czego nie rozumiem. Przede wszystkim nie kupię produktu, tylko to czego słucham z przyjemnością, bo to poznałem i wiem, że jest warte wydania pieniędzy. Okładka mnie nie interesuje, a CD zazwyczaj i tak leży na półce, bo słucham z mp3 playera albo z komputera podłączonego pod wzmacniacz. Pamiętaj słuchacz musi czuć potrzebę wsparcia finansowego Twórcy. Demo nie oddaje całości, jest tylko zlepkiem reklamowym, porównaj trailer filmu do całości - zwyczajna reklama zachęcająca do kupna, jak reklama proszku do prania.
"To, co proponujesz, jest utopią trącącą komuną."
Po pierwsze pomyliłeś komunę z ustrojem socjalistycznym, po drugie mam raczej poglądy kapitalistyczne. Twój problem polega na tym, że traktujesz muzykę jak biznes - jak produkt, przedmiot, a nie sztukę. Oczywiście muzyka może być dobrym biznesem, ale tylko gdy sie sprawdzi, a artysta zdobędzie swoich fanów. Poprzedni model sprzedaży muzyki sprawdza się kiedyś, teraz go trzeba zmienić, a nie nazywać wszystkich złodziejami i obwiniać ich za swoją porażkę.
"To, co proponujesz, jest utopią trącącą komuną. Albo komercjalizacją muzyki ze sponsorami w miejscu wytwórni: żeby nagrać i udostępnić utwory, kapele będą musiały iść po kontrakt reklamowy."
A kto tu mówi o reklamach, kapela, która tak zrobi szybko straci fanów, kupujących płyty, chodzących na koncerty, odwiedzających stronę. Reklama jest OK, ale nie nachalna i nie wszechobecna - trzeba to umiejętnie wyważyć. Artysta nie musi też podpisywać kontraktu na wyłączność, bo nie potrzebuje sponsora aby kupić sprzęt. Zazwyczaj wystarczy trochę pracy i oszczędzanie, aby kupić sprzęt jaki jest potrzebny do zrobienia nagrań. Trzeba pamiętać, że spora ilość muzyki tworzona jest też elektronicznie i nie potrzeba do tego celu dużej ilości sprzętu. Czasy sie zmieniły i drogi sprzęt jakim dysponowały wytwórnie aktualnie jest o wiele bardziej dostępny i tańszy. Film przedstawia też ten aspekt - widać go nie oglądałeś.
"Pewnego dnia obudzimy się w świecie darmochy"
To nam nie grozi ... ale znasz lepszy sposób na promocję niż udostępnienie muzyki? Zbierz grupę fanów, stwórz portal, który pozwoli im wyrazić opinię, podyskutować z artystami, wrzucić ich modyfikacje/interpretacje utworów - taka społeczność, zaangażowana w twórczość artysty daje siłę na przebicie się prawdziwego artysty.
Pamiętaj okładka nie ma znaczenia - artysta nie produkuje, tylko tworzy. W tych czasach producent jest mniej potrzebny. Koncerny fonograficzne nie mogą tego zrozumieć i wmawiają nam że jesteśmy złodziejami, zamiast zwijać swój biznes lub zmieniać jego profil - świat sie zmienia! Koncerny tego nie rozumieją i produkują (tutaj to słowo pasuje) kicz, nie ma artysty - jest za to sprzedajna dziwka z dużymi cycami! Jest to smutne, ale dzieciarnia to kupuje. Chcesz zrobić biznes? Znajdź idiotę i rób to samo - ja tego nie dotknę!
@mario: najpierw trzeba poczytać prawo autorskie, a potem o nim pisać
Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych mówi m.in. o tym, że jeśli chcesz dystrybuować czyjeś dzieło, musisz mieć na to zgodę twórcy i/lub właściciela praw majątkowych do tego dzieła. Udostępnianie jest jak najbardziej dystrybucją, choć niezarobkową - sprawdź w słowniku, co znaczy "dystrybucja". Dokładnie to samo, co rozpowszechnianie - i to właśnie słowo znajduje się w ustawie o prawie autorskim. No i trzeba być niezłym magikiem, żeby wszystkich użytkowników netu uczynić znajomymi, a tym bardziej rodziną :). Ja w każdym razie nie chciałbym Ciebie w swojej rodzinie, bo jeszcze byś udostępnił innym moje mieszkanie :)).
Jeśli zaś chodzi o kwestię "znany/nieznany wykonawca", tudzież "kupowanie w ciemno", to zapewniam Cię, że oba zespoły zamieściły w Internecie kilka utworów jako promo. A wkrótce po premierze płyty i tak były na p2p, więc każdy mógł je ściągnąć.
Wbrew pozorom i temu, co piszesz, niewiele zmieniło się w mechanizmach rynkowych - pojawiło się tylko nowe medium, jakim jest net. Dotychczas ludzie kupowali prawie w ciemno (prawie, bo przecież znali kapele z radia i TV) i jakoś z tym żyli. Teraz mogą kupować z otwartymi uszami, znając całe albumy i jakoś tego nie robią. Nagle ich oświeciło? Nie, to lenistwo i możliwość darmowego ściągania.
piszesz: "kto kupi płytę zespołu, którego nie zna?". Na pewno nie inżynier Mamoń i jemu podobni. Do nich kierowane są tylko znane piosenki :)). Pytanie dla mnie totalnie bez sensu.
"Zespół we współczesnych realiach powinien nagrać płytę i udostępnić ją w Internecie za darmo, tak aby społeczność oceniła czy zespół jest czegoś wart."
A ja znowu pytam: za co ma nagrać? Za kieszonkowe od mamy? A społeczność ma oceniać jak? Brawami? W normalnych, zdrowych realiach społeczność ocenia wszystko własnym portfelem: kupuje produkt lub nie. Chcesz kupić telewizor, to idziesz i oglądasz modele, czytasz testy i recenzje. Ale nie żądasz tego, by producent dał Ci sprzęt do użytkowania, a Ty za niego zapłacisz albo nie. Przecież każda kapela wrzuca do sieci przynajmniej kilka kawałków, są klipy wideo, promosy w radiu. To dla Ciebie za mało? Możesz odsłuchać CD w sklepie. Czasem też posłuchać całości w streamingu. Ale nie domagaj się za darmo pełnowartościowego produktu! Możesz co najwyżej oczekiwać demo nagranego w garażu.
To, co proponujesz, jest utopią trącącą komuną. Albo komercjalizacją muzyki ze sponsorami w miejscu wytwórni: żeby nagrać i udostępnić utwory, kapele będą musiały iść po kontrakt reklamowy. Zamiast producenta i wytwórni kasę wyłoży sponsor, który w zamian zażąda swego logo w każdym możliwym miejscu, pop-upów i bannerów na WWW, przerywników reklamowych na płytach itp. I na pewno będzie chciał dotrzeć do jak największej grupy odbiorców, więc nie pozwoli na całkowitą swobodę twórczą. Zamienił stryjek...
Są takie serwisy jak Sellaband czy polski Megatotal, które próbują realizować idee podobne do Twoich. Czas pokaże, kto z nas miał rację i czy Twoja wiara w ludzką uczciwość i gotowość do dobrowolnego wspierania artystów miała podstawy. Ja jestem sceptykiem.
Pewnego dnia obudzimy się w świecie darmochy, którego jedynym mankamentem będzie wszechobecność reklam i logo firm, gdzie wszystko będzie sponsorowane. I co z tego, że ostatecznym płatnikiem tego raju będę ja, Ty - czyli społeczeństwo, zgodnie ze spostrzeżeniem Himilsbacha. Przepraszam, Społeczność.
@Rzeźnik: przedstawiłeś obraz rynku, który sprawdzał sie kiedyś - teraz czasy się zmieniły!
Trzeba było oszczędzić kosztów wydania płyty i zarabiania na nich w klasyczny sposób, bo kto kupi płytę zespołu, którego nie zna? Zespół we współczesnych realiach powinien nagrać płytę i udostępnić ją w Internecie za darmo, tak aby społeczność oceniła czy zespół jest czegoś wart. Jeśli jest duży odzew, to zespół może wydać płytę, a strona www zespołu, na której muzyka jest udostępniona, będzie o wiele częściej odwiedzana. Każdy zainteresowany odwiedzi stronę i zobaczy nowości dotyczące koncertów. Wszystko to bez wielkich nakładów, ale ma szansę się sprawdzić tylko i wyłącznie gdy muzyka będzie naprawdę dobra, nie sprzedasz w ten sposób kiczu w stylu mandaryny.
Strona może zawierać możliwość przekierowania fana do serwisu umożliwiającego złożenie dobrowolnego datku - wielu prawdziwych fanów na pewno to uczyni.
Pamiętaj, że kluczem jest naprawdę dobra muzyka!
Wielkie koncerny fonograficzne mogą zarobić pieniądze na kiczu, wystarczy, że znajdą pseudo artystę, który nie ma żadnych zahamowań moralnych i będzie chciał sprzedać całe swoje życie prywatne - robić show! Taki kicz się sprzedaje - jest to smutne, że teraz wielkie koncerny blokują drogę prawdziwym artystom, którzy chcieli by swoją prywatność zachować dla siebie, a ludzi zainteresować swoją muzyką, a nie: rozwodami, wulgaryzmami, wygłupami w TV. Takie coś kupują młodzi i niedojrzali, dzieciaki w okresie buntu, bo to im imponuje.
Pamiętaj musisz zrozumieć sedno problemu! Popatrz co sie sprzedaje. Prawdziwi fani to zazwyczaj niewielka grupa i zazwyczaj tak jest. Jeśli chcesz robić ogromną kasę na muzyce, to tak naprawdę nie możesz zarabiać na muzyce, tylko jak dziwka, na sprzedaży siebie i swojej prywatności. Musisz robić show przepełniony tym co jest niemoralne - wtedy dzieciaki w okresie buntu kupią to, a Ty zgarniasz na nich kasę. Wszystko zależy od tego co chcesz robić: pieniądze, czy muzykę? Jeśli robisz muzykę to zdobądź fanów, najprościej poprzez udostępnienie muzyki i zaufaj ludziom - nie możesz uważać ich za wstrętnych piratów, którzy nie płacą kasy! Wywołaj w fanach uczucie potrzeby wsparcia autora, ale tylko poprzez uwielbienie Twojej twórczości. Fan, który kocha Twoją muzyką z pewnością nie będzie żałował wydanych pieniędzy, kupi wszystkie płyty, będzie jeździł na koncerty i pokaże tą muzykę znajomym, z których może wykluje się następny fan(i)!
@Intervojager: "Tych co ściągają łamiąc prawa autorskie może usprawiedliwić ..."
Nie muszą się usprawiedliwiać, bo nie łamią prawa autorskiego. Prawo autorskie gwarantuje autorowi zwłaszcza możliwość:
- roszczeń od zarabiającego na jego twórczości, musi on opłacić tantiemy
- egzekwowania kary za plagiat
Ściąganie z sieci p2p jest jak najbardziej legalne! Niestety udostępnianie jest rozumiane jako dystrybucja, mimo to, że nie jest zarobkowa. Wymiana z użytkownikami Internetu powinna być traktowana jak wymiana w gronie znajomych i rodziny.
Do wymiany muzyki polecam sieć soulseek, daje ona możliwości kontaktu z osobą udostępniającą i poznanie jej opinii na temat wykonawcy i polecanych przez niego wykonawców. Niestety pobieranie plików nie jest rozproszone, przez co transfery mogą być słabe w przypadku gdy peer ma słabe wysyłanie, ale możliwość porozmawiania z fanem jest nieoceniona.
Wielkie koncerny fonograficzne niestety robią wielki biznes na płytach, bo większość kasy i tak jest dla nich, a autor ma z tego niewiele. Dlatego walczą z userami pobierającymi muzykę, bo traktują ich jak potencjalnych klientów - tylko ja nie kupię czegoś czego nawet nie znam, a oni tego nie potrafią zrozumieć! Ja kupując płytę doceniam artystę, wytwórnia mnie nie obchodzi ani trochę! Jeśli nie znam artysty to nie kupię jego płyty, bo nie wiem czy dla mnie jest on wartościowy.
Z problemem kupowania albumów nie należy walczyć, tylko trzeba edukować społeczeństwo, tak by przeciętny ściągający muzykę, doceniający danego artystę czuł potrzebę kupna jego albumu. Człowiek, który lubi danego artystę i ceni jego muzykę musi czuć moralny dyskomfort podczas gdy nie kupił płyty, ponadto kupując album ma gwarancję najwyższej jakości nagrań (dla mnie bardzo ważny aspekt).
Szkoda, że niektórzy są aż tak ciemni i nie potrafią zrozumieć człowieka, który interesuje się muzyką i szuka nowych dźwięków.
po kolei:
1) napisałem wyraźnie, że wydanie płyt nawet się nie zwróciło, więc skąd ta stara śpiewka propiratów, że "i tak pieniądze wydane na CD nie trafiają do wykonawców"? Pewno, że nie trafiają, bo nie ma zysku! Obie kapele mają w umowie zapewnione 50% zysków, tyle że tych zysków nie ma i pewno nie będzie.
2) samo wydanie płyty oczywiście nic nie da. Potrzebna jest promocja. Obie kapele miały promocję (reklamy i patronaty w pismach muzycznych, Antyradiu i kilku portalach internetowych). Na kampanię mnie nie stać, tzn. mógłbym na to wydać kolejną kasę, ale i tak by się nie zwróciła. Podobnie z klipem: profesjonalne wideo kosztuje parę tysi i nawet gdyby dało dwukrotny wzrost sprzedaży, nie zwróci się (mówię cały czas o muzyce tzw. alternatywnej, czyli nie popścieczce, którą karmią się "telewizje muzyczne").
3) koszt studia jest bardzo duży - 30-40 zł za godzinę to minimum; dobre studio zaczyna się od 80 zł. Potem koszt miksów i masteringu. W sumie trzeba liczyć się z wydaniem minimum 10 tysi - i to przy szybkiej pracy, znajomym realizatorze i pewnych kompromisach z jakością dźwięku. I co, potem wrzucić w sieć, niech się społeczność cieszy? Ludzie, gdzie Wy żyjecie? Czy pracujecie za darmo?
4) płyty sprzedawaliśmy przez rok za 22,90 zł w sklepie, 19 zł na koncertach. Z tych 22,90 zł do nas wracało 12 zł (resztę brał dystrybutor i sklep). Teraz odejmijcie od tego koszt samego nośnika (płyta, wkładka, pudełko, nadruk, folia), czyli od 2 do 2,5 zł, więc zostaje 9 zł przychodu. Oczywiście sprzedaż bezpośrednia (net i koncerty) w całości szła do naszej kieszeni, tylko że w ten sposób sprzedało się 100 egzemplarzy. Teraz pomnóżcie przez 10 zyli przychodu przez 1000 sztuk (tyle się sprzedaje płyt debiutanta przy sprzyjających wiatrach; normalnie można liczyć na sprzedaż ok. 500 sztuk, 2000 to już wielki sukces) i zobaczycie, że nie ma w tym żadnego biznesu.
5) wiele kapel wydaje teraz płyty własnym sumptem, bo mają wtedy kontrolę i w ogóle mogą wydać, a wrzucają je tylko do firmy dystrybucyjnej, żeby albumy były w sklepach. Na zyski nie ma jednak co liczyć. To takie hobby - kosztowne i upierdliwe. Zyski z koncertów? Owszem, jeśli masz własny bus i podpiszesz deal reklamowy (sponsoring). Inaczej żaden wyjazd w Polskę się nie zwraca. Ludzie nie przychodzą na koncerty, nawet gdy bilety są poniżej dychy. Wpływy z emisji w radiu/TV? Chyba żartujecie albo nie słuchacie radia i nie oglądacie telewizji.
Przedstawiłem Wam prawdziwy obraz rynku muzycznego w naszym pięknym kraju, gdzie koncerny pakują gigantyczną kasę w gównianie gwiazdeczki, a dobrych kapel nie ma kto wydać. Gdzie na 36 milionów ludzi sprzedaje się 1000 płyt. Gdzie na koncert w dużym mieście za 10 zł na 3 zespoły przychodzi 10 (słownie: dziesięć) osób. Gdzie pensje wynoszą średnio 2500 zł, tłumy kupują TV HD za 5000 zyli, a psioczą na CD za 15 zł.
Jeśli chcecie darmowej muzyki, to będziecie ją mieli: nagraną w pokoju na pececie z użyciem gitar z guitar hero i mikrofonów z singstara. Jaka kasa, taka jakość.
W kilka dni nie nagra się dobrej płyty. Czasem trzeba na to nawet rok czasu, aby wszystko było perfekt. Tych co ściągają łamiąc prawa autorskie może usprawiedliwić tylko ciekawość(czy utwór jest istotnie dobry, by go kupić?), brak pieniędzy na zakup, nie ma go w dystrybucji. Czasem by stworzyć kilkusegundową animację do gry, programista musi poświęcić na to nawet dwa dni pracy-liczy się efekt końcowy.
@Rzeznik
Ja nie mowie ze powinno byc wszystko za darmo. Ale nie uwazasz ze jezeli kilka procent idzie do artystow a reszta do wytworni to troszke jest tu cos nie tak? Rozumiem ze przy tworzeniu plyty pracuja dzwiekowcy itd... ale jezeli artysci mieliby mozliwosc pojsc do studia wynajac je na kilka dni ... nagrac plyte i potem pojsc do tloczni to chyba troszke taniej by to wyszlo gdyby pozniejsze zyski byly dla nich a nie dla wytworni nie? Plyte nagrywa sie raz... tloczy sie iles tam egzemplarzy i koniec. Potem cala kasa idzie na konto artystow.
W przypadku wytworni ona pobiera kase i cos tam czasami odpali tym co wlasciwie zrobili cala robote. Uwazasz ze to ok? Przy okazji dzwiekowcom zaplaca tylko raz tak samo facetowi w tloczni. Za to za kazda emisje bedzie brala kase wytwornia... no super sprawiedliwe.
Można tez płacić za przesył danych na określonych zasadach np mmtp (music movie ... - nie zastrzegam praw autorskich) lub przy użyciu p2p, provider wysyła potem rachunek, a podział kasy procentowo według transferu ze strony producenta lub podobnie (producenci, autorzy i organizacje sami się dogadują). Im lepsza jakość tym więcej płacisz.
@enterprise: mnie się przypadkiem udało kupić TCM - Vegas, dałem za niego 57zł, ale tylko dlatego, że miałem mp3 z p2p i mogłem tego posłuchać. Jak tylko zobaczę gdzieś Tweekenda czy Legion of Boom to też tyle dam.
Co do softu to sprawa wygląda nieco inaczej. Oprogramowanie komputerowe ma wymiar użytkowy, muzyka nie. MS niestety daje chore warunki licencji i należy się grubo zastanowić zanim się zapłaci za licencję. Kupując licencje na użytkowanie nie jesteś właścicielem programu, masz tylko prawo do używania, ale nie prawo własności. Właścicielem możesz się czuć tylko w przypadku wolnego oprogramowania.
@Rzeźnik:
To że wydanie płyty kosztuje jest prawdą - i chyba nikt tego nie kwestionuje - jeżeli autentycznie masz/miałeś swoja wytwórnię to może odpowiesz na takie pytanka:
1.Ile chcieliście za płytkę i jaka % cześć tej sumy szła dla tych którzy NAPRAWDĘ tam śpiewali?
2.Czy było "wymuszanie" dożywotnich kontraktów (w małych wytwórniach to się raczej nie zdąża ale...)?
Nie tak dawno słyszałem wypowiedź przedstawiciela jednej z firm wydających w Polsce - zapytany dlaczego płyty są tak drogie odpowiedział podobnie do ciebie ze tloczenie kosztuje (tak przy dużych nakładach od 2 do 3 zł za płytę), ze należy zapłacić tym którzy opracowują opakowanie, nadruki na nie i na płyty, że należy zapłacić wszystkim technikom pracującym przy nagraniu itd... to co mnie ciekawi - podobne argumenty jeszcze jakiś czas temu "rzucały" firmy wydające gry, a teraz? Praktycznie każda gra już po paru miesiącach jest dostępna za kilka(naście) zł i nikogo to nie dziwi - wręcz przeciwnie firmy nieźle na tym zarabiają (wystarczy popatrzeć na popularność Extra-Klasyki firmy Cd-Project, zas wiekszosc nowyvh tytułów miesci sie w granicach 50 zł (tutaj taka cena jest dużo bardziej zrozumiała).
i tu sie zgodze, co do wymiany plikow czy to w postaci cd podarowanej komus czy za pomoca p2p.
to prawo jest chore i tworzy jakies chore normy ktore i tak nie pomagaja nikomu!
sam sciagnelem pliki ale po przesluchaniu i tak kupuje plyty, ale po przesluchaniu, bo kota w worku nie kupie
w Polsce cholernie trudno jest kupic i oddac plyte(nawet jesli jest w stanie nienaruszonym),w innych krajach europejskich nie mialem z tym problemow(...)
co do zakupu plyt orginalnych-w sieciach p2p sa pliki np starych plyt The Crystal Method, pokazcie mi sklep w ktorym moge kupic orginalna plyte cd z tymi plikami...nachodzilem sie juz sporo czy to Empiki, Virgin''y Megastory itd, nawet szukalem po necie i co i nic(...)
wczoraj dowiedialem sie ze w zasadzie nawet nie moge zrobic kopii XP i zainstalowac jej na innym kompie niz jest owy laptop bo na nim jest naklejka z kluczem licencyjnym i to tylko nan nim moge go instalowac...toz to paranoja jakas
podobnie jest z plytami cd i dvd...paranoja jakas
@Rzeźnik: nie wystarczy wydać albumu aby go sprzedać. Jeśli to był kicz to go nie sprzedasz (choć koncernom się udaje, np. mandaryna), a jak to nie było znane to nikt nie kupi kota w worku. Jeśli rozdalibyście muzykę społeczności i była by dobra to zyskalibyście popularność, a na pewno znaleźli by się fani, którzy chcieli by zapłacić dobrowolnie. Podczas gdy zespół jest znany i populary, zbiera na koncertach dużo fanów, zarabia na wywiadach dla mediów, zarabia na wykorzystywaniu komercyjnym muzyki w radiu, TV, dyskotekach i klubach.
Jeśli myślisz, że do zarobienia na płycie wystarczy ją wydać to sie grubo pomyliłeś. Nie jest powodem tego na 100% to co wpajają Ci wielkie koncerny fonograficzne, czyli wszechogarniające dzielenie się dobrami kultury. Uległeś wszechogarniającej nagonce koncernów, mającej na celu zmienienie słowa piractwo, chcą oni aby dzielenie się było traktowane i pojmowane jak piractwo. Piratem jest osoba, która kopiuje album i sprzedaje go w celach zarobkowych, jednocześnie nie dzieląc sie z artystą i to powinno być karane! Dzielenie się to podarowanie komuś muzyki, którą lubię: "masz posłuchaj tego bo mnie się podoba, może i Tobie też?". Dzielenie się wpływa na popularyzację artysty i w efekcie na zwiększenie zysków. Prawdziwy fan zawsze kupi album!
Moim zdaniem zmiana prawa i stosowanie zabezpieczeń wpłynie tylko na zniszczenie rynku i totalną marginalizację mało znanych twórców, którzy nie są promowanie przez media. Nikt nie kupi muzyki, której nie zna i nie wie za co ma zapłacić.
@rzeźnik
Dlatego istnieje coś takiego jak internet. Biedniejsi wykonawcy mogą udostępniać swoje nagrania przez internet. A co do narzędzi do miksowania i masteringu. Zawsze mogą przecież powstać studia które będą się tylko tym zajmowały i będą dostawały swoją dolę za swoją pracę.
@mac: widać, że nie masz bladego pojęcia o tworzeniu muzyki. Jak sądzisz, czy studia nagraniowe, które chcesz wspaniałomyślnie zostawić, są darmowe? Czy narzędzia do miksowania i masteringu płyt są darmowe? Czy tłocznie wyplują setki CD za darmo?
Uświadomię Cię: za wszystko trzeba zapłacić - i to dużo. Niektóre kapele stać na finansowanie całej produkcji, o ile są już znane albo wszyscy muzycy mają dobrze płatną robotę, a granie traktują jak kosztowne hobby.
Producenci mają wyłożyć kasę (swoją albo wytwórni) w sytuacji, gdy kapela nie może sobie na to pozwolić. I nie dziw się, że chcą te pieniądze dostać z powrotem. No chyba że są bogatymi filantropami, ale na to nie ma co liczyć.
Wyprodukowałem dwie płyty, założyłem nawet własną wytwórnię po to tylko, żeby dwa zespoły mogły zaistnieć. I co? Przez żądnych wszechdarmochy takich jak Ty, którzy nie kupują płyt nawet za 15 zł, inwestycja się nie zwróciła, nie mówiąc o jakichkolwiek zyskach. Sądzisz, że obie kapele są z tego zadowolone? Że wydadzą kolejną płytę? Przemyśl to.
Moze skonczyc z wytworniami? Co one oferuja? Dobieraja sie do jakiegos dzieciaka kreca z nim jakies "dzielo" a potem na sie to lansuja zeby stalo sie hitem. Jak sie uda biora kase i troszke daja temu dzieciakowi zeby sie odczepil. Moze tak... kasa dla tego dzieciaka, producenci na bruk, wytwornie zamknac zostawic tylko studia nagran, a artysci niech sie sami lansuja, maja internet, nie powiedza chyba ze nie maja dostepu do odbiorcy.
Czyli jednak mozna. I to nie artysci a wielkie koncerny kradna wiec niech sie nie dziwia ze ludzie nie chcá ich wspierac. Bo jak tu placic za plyte i wiedziec ze zarabia na tym jakis koles w zarzadzie wytwórni a nie artysta który to stworzyl. I tak na marginesie to on sam jest swego rodzaju "zlodziejem" bo zarabia na sprzedazy cudzego dorobku artystycznego sam niczego nie tworzác. Moze juz czas na zmiany i wykopanie tych wielkich molochów?
reklama
Polecane
Prezentujemy raport adStandard 2012
Ile wyniosły wydatki na reklamę w polskim Internecie? Jakie są najbardziej skuteczne formaty reklamowe? Jaka jest rzeczywista efektywność reklamy internetowej? Jaki przekaz najskuteczniej dociera do internautów? Czy odłączeni od sieci to...
Ile wyniosły wydatki na reklamę w polskim Internecie? Jakie są najbardziej skuteczne formaty reklamowe? Jaka jest rzeczywista efektywność reklamy internetowej? Jaki przekaz najskuteczniej dociera do internautów? Czy odłączeni od sieci to...
- Serwisy IDG
- Kontakt
- Prenumerata:
PC World
Computerworld
Networld
© Copyright 2012 International Data Group Poland S.A.
04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12
tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88
04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12
tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88
