Bańki 2.0 nie będzie

The Wall Street Journal na pierwszej stronie zamieścił artykuł dotyczący nadejścia internetowej bańki 2.0. Infantylne nazwy firm, duże inwestycje na nawet najgłupsze przedsięwzięcia, wynajmowanie biur w Dolinie Krzemowej w zamian za udziały nieznanych spółek - to kilka z wymienianych przez WSJ wskaźników nadejścia krachu w internetowych biznesach. Co na ten temat sądzą szefowie największych firm internetowych działających na polskim rynku? Ich zdaniem bańki 2.0 nie będzie.

Koniec lat 90. Niska penetracja internetu na świecie, królujące łącza dial-up, encyklopedie multimedialne na CD-ROMach oraz... miliony USD na inwestycje w serwisy WWW. Bańka rosła. Jednak już na początku 2000 r. inwestorzy stracili wiarę w sieć i masowo zaczęli pozbywać się akcji. Wartość niektórych spółek w ciągu kilku miesięcy spadła z kilku tysięcy USD do kilku USD za akcję. Bańka pękła.

-To absolutne deja vu- mówi WSJ David Chao, inwestor venture-capital z Kalifornii. -Śmieci jest dokładnie tyle samo, co w 1999 r.- dodaje. Poważany dziennik amerykański poświęcił temu tematowi powracającej bąnki internetowej artykuł na pierwszej stronie swojego wtorkowego wydania. Zdaniem autorów tekstu "As Tech Heats Up, Sages Dust Off, Bubble Indicators", wszystko to co było w latach 90 powtarza się dzisiaj: miliony dolarów na inwestycje bez efektywnego modelu biznesowego, co najmniej dziwne nazwy spółek i zachłyśnięcie się inwestorów nowymi techonologiami.

Jak to wygląda obecnie? WSJ sypie przykładami jak z rękawa: Uczeń podstawówki jest założycielem firmy PlaySpan, która dostała 6,5 mln USD od funduszu venture-capital, jednak nie ma czasu na zajmowanie się biznesem, bo mama każe mu chodzić do szkoły. Nazwa firmy "Zipidee" pochodzi od piosenki z Disney'owskiego filmu z lat 60, a inne są jeszcze głupsze np. Orgoo. Mc Hammer, znany ze swojego przeboju "Can't touch this" i bankructwa w 1996 r. odpowiada za strategię nowego startu-upu Dance Jam.

O to, czy dzisiaj również możemy mówić o bańce, zapytaliśmy szefów czołowych firm internetowych działających na polskim rynku. Opinie tych, którzy odesłali nam odpowiedzi znajdują się poniżej:

Michał Brański, członek zarządu o2.pl sp. z. o. o.

Nie podpisuję się pod czarnymi proroctwami. Spółki internetowe, szczególnie te będącę filarami rynku (globalnego lub w danym regionie), są wyraźnie nad kreską. Zniknęła nerwowość, bo udowodniono, że istnieją zdrowe fundamenty. Ich ewentualne pęknięcie bańki nie pogrąży, jedynie może dojdzie do wyważonej korekty wyceń.

Mniej różowo może się przedstawiać sytuacja spółek w fazie niemowlęcej, finansowanie takich przedsięwzięć może zostać zamrożone lub też zaostrzone zostaną kryteria - mniejsza będzie swoboda eksperymentowania. Tyle że eksperymentowanie nigdy nie było domeną polskich inwestorów, Polacy lepiej sprawdzają się jako kopiści mniej lub bardziej sprawdzonych pomysłów - więc na naszym podwórku niewiele się zmieni.

Nie widzę w Polsce wysypu niedorzecznych pomysłów, które pochłaniałyby ogromne pieniądze. Inaczej jest na świecie, gdzie mnożą się projekty o dużym ryzyku, tyle że tam te "eksperymenty" są finansowane z niegiełdowych pieniędzy - więc ewentualny krach nie dotknie giełdy.

Czy mamy się czego obawiać w Polsce? Nie, u nas podstawy zawsze były zdrowsze (choć i my mamy za sobą jedno "otrzeźwienie" i zniknęcie z rynku tworów nieefektywnych). Na korzyść działa też to, że spółki internetowe są jeszcze prawie że niezauważalne w ogólnej masie rynku, więc i ewentualne zawirowania nie wpłyną na portfele inwestorów.


Artur Waliszewski, Country Manager Google Polska

Internet ma ogromny potencjał rozwoju w bardzo wielu kierunkach, a trafione pomysły rozwijają się w nim z prędkością światła. Trudno się więc dziwić, że przyciąga kapitał, gotowy inwestować pomimo dużego ryzyka.

Mamy dziś w Polsce dużo konkretnych inwestycji, często w bardzo wczesnej fazie rozwoju różnych spółek. To dobrze, o ile oznacza faktyczny rozwój tych przedsięwzięć. Miejmy też nadzieję, że inwestorzy, nauczeni doświadczeniem przeszłości, są też bardziej wymagający i przewidujący.

W Internecie jak nigdzie sprawdza się maksyma guru inwestowania - "nie inwestuj w biznesy, których nie rozumiesz". Na inwestycjach w internet pewno zyskają użytkownicy sieci, a inwestorzy sami muszą oceniać ryzyka i szanse.


Grzegorz Błażewicz, prezes Interia.pl S.A.

Firmy internetowe zarabiają obecnie gruba kasę, zarówno w Polsce jak i zagranicą. Inwestują również we własny rozwój samodzielnie wygenerowaną gotówkę.

Interia tylko w pierwszym półroczu zainwestowała 5 mln zl, to jest tyle co zainwestowała przez cały rok 2006. Tutaj nie ma mowy o nadmuchiwaniu balonika tylko to jest realny biznes na wysokich jak na tradycyjna gospodarkę rentownościach sięgających po 15-30%.

Oprócz przypadków jak kopalnia diamentu w Ameryce Południowej, która osiąga rentowność rzędu 60%, jak firma produkcyjna ma 7-10% to jest fajnie. Ale każdy procent więcej to są restrukturyzacje itd.

Za rentownością idzie wycena i kapitalizacja spółek. Nie twierdzę, ze wyceny spółek internetowych są niskie. W tym momencie standardowy mnożnik dla wyceny spółek internetowych wynosi ok 10 (stosunek kapitalizacji do rocznych przychodów spółki), w tradycyjnej ekonomii ten mnożnik wynosi 2-3. Analityków w Londynie wycena Interia na poziomie prawie 0,5 mld zł nie dziwi.

Rosną wydatki reklamowe, coraz więcej modeli biznesowych przenosi sie do sieci, a na dodatek w Polsce jest wciąz bardzo duży potencjał związany ze wzrostem liczby Polaków mających dostęp do sieci. Natomiast to, ze dojrzale spółki internetowe dobrze sobie radzą wpływa na to, ze sieciowe start-upy uzyskują dosyć łatwo wysokie finansowanie ze strony funduszy inwestycyjnych. Aktualnie wolnej gotówki na rynku inwestycyjnym jest bardzo dużo. Problemem jest pomysł i ludzie, którzy ten pomysł zrealizują. Tutaj należy poszukiwać równowagi pomiędzy kwota finansowania nowego projektu a jego jakością i potencjałem.


Łukasz Wejchert, prezes Grupy Onet.pl

Moim zdaniem nie ma zagrożenia kolejną "bańką internetową". Przez ostatnich kilka lat internet stał się bardzo silnym medium, coraz trudniej też wyobrazić sobie bez niego codzienne życie.

W dodatku rozwój Internetu tak naprawdę jeszcze ulega teraz przyśpieszeniu. W ciągu najbliższych pięciu lat będzie miało miejsce znacznie więcej innowacyjnych działań związanych z internetem niż do tej pory, bo dopiero teraz rozwój technologii daje potencjał do bardziej zaawansowanych działań.

Oczywiście kwestie finansowe, kwestie opłacalności tego rodzaju działań, są zupełnie odrębne, więc mogą się zdarzać przypadki np. znacznego przewartościowania pojedynczych firm internetowych czy wręcz spektakularne upadki, ale takie zagrożenia dotyczą każdej branży.


Rafał Agnieszczak, prezes Interaktywna sp. z o. o.

Powtórki z roku 2000 na pewno nie będzie - ludzie, którzy byli wtedy na rynku są na nim także teraz i na pewno wyciągają wnioski.

Szczególnie w Polsce nie widać zakupowego szału po astronomicznych wycenach. Zdarzają się oczywiście przejęcia jednak poza 2-3 wyjątkami nikt nie oferuje stawek oderwanych od realiów ekonomicznych. Dobrym przykładem jest tutaj Ceneo - stosunkowo nieduża wycena przy sensownym modelu biznesowym, z gwarancją sukcesu dzięki wsparciu potencjałem Allegro.

Z drugiej strony następuje naturalna selekcja - przeciętne projekty nie zyskują popularności przez co nie ma chętnych do inwestowania wnie. Szum związany z Web 2.0 pozostanie więc nadal tylko szumem jeśli projekty nie zaczną zarabiać poważnych pieniędzy. Serwisy, które potrafią wykazać, że to co robią to realny biznes a nie droga zabawa, nie będą miały problemu z pozyskaniem funduszy. Oczywiście wyceny powyżej 50-krotności rocznego zysku to spore ryzyko ale przy szybkim wzroście, szczególnie przy wsparciu nowego właściciela, te pieniądze są realne do odzyskania.

Oddzielną kategorią są przejęcia podparte nie tyle względami ekonomicznymi ale strategicznymi. Zakup Youtube za 1,6 mld dolarów trudno bowiem uzasadnić możliwością szybkiego zwrotu tych pieniędzy dzięki rosnącym dochodom. Z drugiej strony Google, patrząc z perspektywy najbliższych kilku lat, nie może sobie pozwolić na to, aby nie zająć dobrej pozycji na zmieniającym się rynku reklamy telewizyjnej/wideo.

Te same powody motywują zapewne konkurencję czyli m.in. Microsoft i Yahoo. Facebook, o który oba podmioty się starają, może okazać się jednym z kluczowych podmiotów internetowych w najbliższych latach. Firmy wyceniane obecnie na dziesiątki albo setkimiliardów dolarów nie mogą więc sobie pozwolić na to aby taki podmiot wymknął się z pod kontroli tak jak Google kilka lat temu. Taki błąd może, choć oczywiście nie musi, mieć wyraźny wpływ na ich pozycję w najbliższych latach. Oczywiście bez szaleństw - przykład eBay i Skype na pewno podziałał otrzeźwiająco na cały rynek.


Jacek Murawski, prezes Witrualnej Polski

Odpowiem może tak. Bezpośrednią przyczyną upadku dotcomów pod koniec lat 90-tych była sytuacja ekonomiczna. VC inwestowały w przedsięwzięcia internetowe, oczekując sukcesu biznesowego w krótkiej perspektywie czasu. Takie oczekiwania były jednak rozbieżne z rzeczywistością - inwestycjom nie odpowiadał wzrost wydatków konsumenckich. Użytkownicy (i kontrahenci) uczyli się bowiem nowego medium, w związku z czym reklama w Internecie i e-commerce raczkowały. Załamanie rynku było więc kwestią czasu.

Teraz mamy zupełnie inną sytuację. Internet jako medium nieco już okrzepł. Użytkowników jest coraz więcej, reklamodawcy zdają sobie sprawę z jego siły i wydają coraz więcej pieniędzy na kampanie w Internecie. Dzięki rosnącym przychodom dotcomy osiągają zyski. To może dawać poczucie stabilności. Jednak trzeba również powiedzieć, że wraz z dojrzewaniem rynku, zmieniają się oczekiwania grupy docelowej. Każdy oszukuje czegoś dla siebie, w siłę rosną wortale i niezależne serwisy. Najwięksi gracze wpasowują się więc w ten trend: rozwijają obecne produkty, uruchamiają też nowe. Stąd wielość marek. Oczywiste jest, że wszystkie nie utrzymają swojej pozycji, rynek sam zweryfikuje ich przydatność, popularność. Część z uruchomionych ostatnio serwisów pozostanie więc na rynku, część zostanie zamknięta. Ale to przecież naturalne. Produkty, serwisy, usługi rodzą się i umierają. Trudno więc - przynajmniej na razie - mówić o pęknięciu kolejnej bańki internetowej.


***

Inspiracją do tekstu był ten wpis na blogu Wnet.

Zdjęcie bańki autorstwa Jeffa Kubina

Aktualizacja: 12 października 2007 14:30
Dodaliśmy wypowiedź Jacka Murawskiego, prezesa Wirtualnej Polski
Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.