Szczęśliwe numerki

eCard mówi o bezpieczeństwie ponad wszystko. PolCard zasłania się podwójną weryfikacją transakcji. W rzeczywistości zakupy realizowane za pomocą karty płatniczej są bezpieczne tylko dla centrum autoryzacyjnego. Sklep może je wprawdzie przeżyć, ale po długiej i ciężkiej chorobie.

eCard mówi o bezpieczeństwie ponad wszystko. PolCard zasłania się podwójną weryfikacją transakcji. W rzeczywistości zakupy realizowane za pomocą karty płatniczej są bezpieczne tylko dla centrum autoryzacyjnego. Sklep może je wprawdzie przeżyć, ale po długiej i ciężkiej chorobie.

Aby dokonać autoryzacji transakcji, potrzebne są 3 informacje: numer karty, jej data ważności i kwota. Wbrew powszechnemu mniemaniu do centrum autoryzacyjnego nie trafiają dane ani o nazwisku, ani o miejscu zamieszkania kupującego. W przypadku, gdy centrum nie zgłosi zastrzeżeń, w ciągu maksymalnie 3 sekund do sklepu dociera informacja, że transakcja jest ważna, czyli można ją realizować. Po jej autoryzacji na konto sklepu trafiają pieniądze pobrane z karty klienta. Jeśli zostały one przelane niesłusznie i klient zgłosi reklamację do banku, centrum żąda od sklepu dokumentów potwierdzających zakup. Tak naprawdę jednak dokumentów tych nie potrzebuje, gdyż może od razu potrącić należność z tytułu transakcji przy następnym rozliczeniu ze sklepem.

Firmy autoryzacyjne ponoszą odpowiedzialność finansową za transakcję tylko wtedy gdy wyrażą zgodę na jej dokonanie przy użyciu karty o zastrzeżonym statusie. Jeśli jednak zostanie autoryzowana transakcja za pomocą karty skradzionej, a jej właściciel odmówi zapłaty, to - zgodnie z pkt. 8, § 5, aneksu Internet Order Online: "Kontrahent nie będzie zgłaszał wobec PolCardu żadnych roszczeń z tytułu nieotrzymania zapłaty (...), gdy wystawca karty płatniczej odmówi zapłaty za transakcję Internet Order Online, mimo wcześniejszego otrzymania przez Kontrahenta autoryzacji". Na tę niewielką klauzulę przedstawiciele e-sklepów, zawierając umowy z firmami autoryzacyjnymi, nie zawsze zwracają uwagę, skupiając się na negocjowaniu jak najlepszych warunków finansowych. A o tym, że powinni dokładnie przestudiować umowę, przekonują się boleśnie, gdy zostaną okradzeni. "To standardowe procedury przyjęte na świecie.

Nie możemy zmieniać przepisów tylko dlatego że istnieje takie zagrożenie" - tłumaczy Renata Gawkowska, rzecznik prasowy PolCardu. Lecz przyznaje jednocześnie, że to e-sklepy są najbardziej narażone w przypadku zakupów realizowanych za pomocą skradzionych kart. Podobnego zdania jest Wojciech Zych, dyrektor ds. rozwoju eCardu, konkurenta PolCardu.

Mimo iż eCard kusi klientów wysokim poziomem bezpieczeństwa i zastosowaniem standardu SET/MIA (Merchant Initiated Authorization) przy autoryzacji transakcji, to prawdziwym kłopotem dla jego klientów może nie być próba kradzieży numerów kart, ale tzw. chargebacki, czyli zwrot pieniędzy ściągniętych z kart klienta z tytułu reklamacji. "W przypadku stwierdzenia dokonania nie znanej nam transakcji, trzeba zgłosić ten fakt do banku wystawcy karty. Regułą jest zwrot pieniędzy na nasze konto przez bank, który dalej prowadzi postępowanie wyjaśniające" - tłumaczy Anna Czerniecka, specjalista ds. PR Internet Idea, posiadacza Supersamu.YoYo.pl.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.