„Marketing zakaźny” w natarciu

Broń biologiczna w rękach ponurych marketingowców? Nic podobnego – „marketing zakaźny” to robiące ostatnio karierę nowe narzędzie e-marketingu, które z powodzeniem pomaga niewielkim kosztem zrobić wielkie zamieszanie...

Broń biologiczna w rękach ponurych marketingowców? Nic podobnego – „marketing zakaźny” to robiące ostatnio karierę nowe narzędzie e-marketingu, które z powodzeniem pomaga niewielkim kosztem zrobić wielkie zamieszanie...

Jego nazwa wzięła się od porównania z szybkością, z jaką atakuje i mnoży się wirus. Podobnie działa plotka i ma się rozprzestrzeniać twój przekaz marketingowy. Podstawą „marketingu zakaźnego” jest założenie, że ludzie to istoty społeczne, a każdy zna bliżej przynajmniej kilkunastu bliźnich, z którymi chętnie się podzieli się informacją o twoim produkcie. Dlaczego jednak miałby to robić, skoro nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy reklamom? Czas na pierwsze założenie „marketingu zakaźnego” – musisz zaoferować coś ekstra, najlepiej bezpłatnego. Nie od dziś wiadomo, że „bezpłatny” to jedno z wyrażeń najmocniej oddziałujących na odbiorców i większość kampanii opartych na „marketingu zakaźnym” zakłada właśnie udostępnianie produktów lub usług za darmo. Najczęściej są to bezpłatne konta e-mail, w pełni funkcjonalne programy użytkowe czy informacje.

Jednak należy pamiętać o tym, że marketing zakaźny przynosi zyski odłożone w czasie. Odbiorcy bowiem, zwabieni na strony firmy, zwracają uwagę na inne, już płatne usługi i produkty oraz bannery reklamowe. W tym rodzaju marketingu najlepsze są najprostsze kanały informacyjne i metody przekazu. Wirusy rozprzestrzeniają się łatwo tylko wtedy, gdy mają dogodne warunki. Najlepiej wypadają w takiej roli listy e-mail, witryny WWW, ilustracje i pobierane oprogramowanie. Środowisko „marketingu zakaźnego” to Internet, bowiem nigdzie indziej komunikowanie nie jest tak proste i tanie, a format cyfrowy ułatwia powielanie. Przekaz musi być jednak zwięzły i zrozumiały – inaczej mało kto go zapamięta.

Efektem twoich starań może być nagły masowy napływ zainteresowanych, przygotuj się więc do zmiany skali przekazu. System musi wszystkich obsłużyć. Co z tego, że 100 tysięcy osób zechce założyć sobie konta e-mail, jeśli serwery nie są w stanie przyjąć połowy z nich? Chodzi o to, aby klienci uniknęli jakichkolwiek utrudnień, inaczej możesz zapomnieć o kształtowaniu dobrego wizerunku firmy.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.