Podaj dalej

Większość z nas dowiedziała się o marketingu wirusowym w latach siedemdziesiątych, kiedy został zdefiniowany przez kampanię reklamową szamponu Faberge: "Powiedziałem dwóm przyjaciołom, każdy z nich następnym dwóm, i tak dalej, i tak dalej... "

Większość z nas dowiedziała się o marketingu wirusowym w latach siedemdziesiątych, kiedy został zdefiniowany przez kampanię reklamową szamponu Faberge: "Powiedziałem dwóm przyjaciołom, każdy z nich następnym dwóm, i tak dalej, i tak dalej... "

Marketing typu "podaj dalej" był od tego czasu nazywany komunikacją nieformalną. Reklamodawcy mieli nadzieję, że klienci będą rozpowszechniali informacje o ich produktach i usługach, ale aż do pojawienia się Internetu nie mieli wpływu na ten proces.

Tymczasem serwis internetowy Hotmail pokazał światu, jak można nieformalnie porozumiewać się w Sieci. Firma rozpoczęła działalność, oferując bezpłatne konta pocztowe, dołączając do każdego wysyłanego z nich listu reklamówkę: "Załóż prywatne, darmowe konto". W ciągu 18 miesięcy Hotmail zarejestrował ponad 12 mln użytkowników, wydając mniej niż 500 tys. USD na reklamę.

Dla porównania Juno, serwis internetowy, który oferował jako jeden z pierwszych pocztę elektroniczną za darmo, przeznaczył na akcję marketingową kilkanaście milionów i ciągle ma tylko drobną część liczby użytkowników Hotmaila.

Po jego sukcesie wszystkie firmy zainteresowały się sieciowym marketingiem wirusowym. I nie bez powodu: to działa. Wedle badań Jupiter Communications więcej niż połowa użytkowników Internetu twierdzi, że to opinie znajomych skłoniły ich do odwiedzenia danej strony. Prawie wszyscy ankietowani przekazali co najmniej jednej osobie informacje otrzymane od przyjaciół.

Marketing wirusowy jest bardzo tani. Koszty takich kampanii reklamowych zamykają się pięciocyfrowymi kwotami, tymczasem na reklamy prasowe i telewizyjne przeznaczane są miliony dolarów. Czy każda firma mogłaby powtórzyć sukces Hotmaila bez wysokich nakładów finansowych? Niekoniecznie.

"Firmy odnoszące sukces w marketingu wirusowym opierają się na tym, że informacja uzyskana od znajomego wywołuje chęć skorzystania z danej usługi" - mówi David Zinman, założyciel AdKnowledge, firmy zajmującej się reklamą sieciową. "Klient może potraktować reklamówkę Forda jako spam, a nie użyteczną informację przysłaną przez znaną osobę".

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.